Czarzasty, Trump i ambasador USA. Jak emocje psują politykę zagraniczną

Spór między marszałkiem Sejmu a ambasadorem USA był niepotrzebny i źle rozegrany po obu stronach. Sądzę, że ten incydent rządy Polski i USA będą starały się wyciszać i wygaszać.
Czyta się kilka minut
 Włodzimierz Czarzasty zadeklarował, że nie poprze wniosku o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi. N/z z Joanną Scheuring-Wielgus w Sejmie. Warszawa, 2 lutego 2026 r.// Fot. Leszek Szymański / PAP
Włodzimierz Czarzasty zadeklarował, że nie poprze wniosku o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi. N/z z Joanną Scheuring-Wielgus w Sejmie. Warszawa, 2 lutego 2026 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP

Relacje polsko-amerykańskie bardzo często oparte były i są na silnych emocjach – w ostatnich latach Polacy widzieli w USA wielkie, przyjazne mocarstwo, które stawiło tamę Związkowi Sowieckiemu i pomogło Polsce odzyskać niepodległość i demokrację

W Stanach Zjednoczonych z kolei Polacy byli od dekad stawiani jako wzór narodu, który tworząc ruch Solidarności jako pierwszy skutecznie oparł się komunizmowi, a dzisiaj silnie wspiera Ukrainę i daje przykład troski o bezpieczeństwo, przeznaczając 5 proc. PKB na wydatki obronne. 

Włodzimierz Czarzasty i publiczna krytyka Donalda Trumpa

Jednak emocje nie są dobrym doradcą w dojrzałej polityce zagranicznej. Wręcz przeciwnie, mogą prowadzić na manowce. Właśnie one uruchomiły spór między Włodzimierzem Czarzastym, marszałkiem Sejmu, a ambasadorem USA w Polsce Tomem Rose’em. 

Marszałek publicznie odmówił poparcia dla Pokojowej Nagrody Nobla dla Donalda Trumpa, krytykując amerykańskiego prezydenta za jego działania w polityce międzynarodowej. O wsparcie kandydatury Trumpa do Pokojowego Nobla prosili Czarzastego w liście przewodniczący Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych i przewodniczący izraelskiego Knessetu. 

Publiczna, głośna krytyka prezydenta Donalda Trumpa była przesadzona. Czarzasty mógł subtelniej i mniej nachalnie odpowiedzieć na listy z Ameryki i Izraela. Relacje polsko-amerykańskie są szczególne i nie ma sensu ich testować przy włączonych kamerach. Marszałek Sejmu jako druga osoba w państwie nie ma obowiązku taić swojej krytyki wobec nawet najbliższego sojusznika, ale wszedł na pole polityki zagranicznej i dyplomacji. Na tym polu emocje i efekciarstwo nie są pożądane. 

Ambasador Tom Rose podnosi temperaturę sporu

Wystąpienie marszałka wywołało z kolei emocjonalną i niedobrą dla sojuszu Polski i Stanów reakcję ambasadora amerykańskiego Toma Rose’a. Ambasador zapowiedział, że rząd amerykański zrywa relacje z marszałkiem Sejmu RP.  To oświadczenie bardzo niestandardowe w dyplomacji.

Sądzę, że ten incydent rządy Polski i USA będą starały się wyciszać i wygaszać. Żadnej ze stron nie jest on potrzebny. Warszawa i Waszyngton mają zdecydowanie więcej wspólnych interesów, a szczególnie nikt odpowiedzialny w Polsce nie chce antagonizować amerykańskiego sojusznika w czasach, gdy rośnie obawa przed Rosją.

Wypowiedź Czarzastego o Trumpie i mało dyplomatyczna odpowiedź ambasadora Rose’a uruchomiły oczywiście emocje już także w samej Polsce. Automatycznie murem za ambasadorem Stanów Zjednoczonych i Donaldem Trumpem stanęli politycy PiS i media propagujące stanowiska tej partii. Reakcje po tej stronie streścić można krótko: Czarzasty obraził Trumpa, obraził USA, naraził na szwank bezpieczeństwo Polski. 

Nic dziwnego, jest politykiem, który zaczynał karierę w PZPR, a dzisiaj jest reprezentantem antyamerykańskiej lewicowej obsesji. W środowiskach niezwiązanych z PiS, czy to w KO, czy nawet Konfederacji, reakcje były mniej gwałtowne. Choć nie było zachwytu nad zachowaniem marszałka Sejmu, to jednak zwracano uwagę, że automatyczne i jednoznaczne wsparcie PiS i związanych z nim środowisk dla amerykańskiego ambasadora w Polsce to nic innego jak mentalność podległości wobec potężnego mocarstwa. 

Mit antyamerykańskiej lewicy

Zapewne emocje opadną, dlatego czas na wnioski. Nie jest prawdą, że lewica w Polsce jest automatycznie antyamerykańska, ani że Stany Zjednoczone wiążą się w Polsce z partiami prawicy. Już od lat 90. lewica wywodząca się z PZPR, chcąc uwiarygodnić się w kraju, jak i za granicą, była proamerykańska. 

Nie stało się to od razu, zaraz po 1989 r. politycy b. PZPR dystansowali się od wejścia do NATO, ale zmienili zdanie już w 1993 r., gdy SLD oraz jego liderzy opowiedzieli się za przystąpieniem do Przymierza Atlantyckiego. Na madryckim szczycie NATO w 1997 r. to prezydent Aleksander Kwaśniewski został zaproszony do Sojuszu. 

Polska lewica podjęła też decyzję o wysłaniu wojsk do Afganistanu oraz do Iraku. Deklaracja wsparcia dla Waszyngtonu w sprawie Iraku była podjęta mimo poważnych kontrowersji w Europie. Lewica zdecydowała się również na historyczny zakup myśliwców F16 dla polskiego lotnictwa. Prezydent George W. Bush miał wtedy świetne relacje z Kwaśniewskim; dziękował Polsce za wsparcie podczas specjalnego wystąpienia na Wawelu w maju 2003 roku. 

Polsko-amerykański sojusz poza partyjnymi emocjami

Nieprawdą jest, co głoszą dzisiaj politycy PiS i bliskie im media, że także lewica europejska jest tradycyjnie antyamerykańska. Silne związki z Ameryką pielęgnuje, niezależnie od politycznej koniunktury, brytyjska Partia Pracy. Nawet niemiecka SPD miała i ma w swoich szeregach zdecydowanych zwolenników współpracy z Ameryką.

Nieprawdą jest również, że prawica europejska jest automatycznie proamerykańska. Ważny sojusznik PiS w Europie – francuskie Zgromadzenie Narodowe Marine Le Pen – ma silną tradycję antyamerykańskości, i także na dystansie wobec Ameryki i jej kultury od lat buduje swoją tożsamość. 

Byłoby ze wszech miar dobrze, gdyby współczesna polska lewica, zachowując prawo do krytyki, nie szła drogą cielęcego antyamerykanizmu, i kontynuowała tradycję Kwaśniewskiego i Millera. Byłoby również ze wszech miar dobrze, gdyby PiS i ośrodek prezydencki nie uzurpowali sobie prawa do wyłączności w sferze relacji ze Stanami Zjednoczonymi. 

Przymierze polsko-amerykańskie ma wymiar państwowy, a nie partyjny. Nie ma sensu testować go doraźnymi emocjami rodem z portalu X. 
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 07/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Emocje są złym doradcą