Coś dla ducha: Błądzenie jest boskie

Włóczenie się bez celu może być nie gorszą praktyką duchową niż pielgrzymka do jakiegoś świętego miejsca. Włóczenie się samo w sobie jest święte.
Czyta się kilka minut
 / EAST NEWS
/ EAST NEWS

Hej, gdzie idziesz? – Idę tutaj. – Czemu więc się tutaj nie zatrzymałeś? – Przecież idę: tutaj, czyli w miejscu, w którym ziemia wspiera moją stopę, a ciężar ciała z lewej pięty przetacza się płynnie ku palcom, by teraz – w nowym tutaj – zetknąć się z gliną (trawą, betonem, wilgotnym piaskiem) piętą prawą, przetoczyć ku palcom i znowu oprzeć się na ziemi piętą lewą...

Prąd napięcia i rozluźnienia rozpoczyna się w mięśniach i ścięgnach śródstopia – nie wszystkie z nich mogę wyśledzić świadomością – potem się wznosi: przez staw skokowy, łydkę, kolano i udo, do biodra. Ręce w swobodnym ruchu przejmują rytm nóg, wzmacniają go, stabilizują. Krok za krokiem, tętno pulsuje, oddech napełnia płuca, zaproszony obniżeniem przepony, i ucieka z powrotem w świat, który wokół mnie przemyka do tyłu.

Oto człowiek w oknie, teraz motyl, teraz tramwaj, teraz skręt za róg kamienicy, z cienia w słońce. Idę, ciągle nowe obrazy łapią się w siatkówki oczu, ustępując natychmiast kolejnym, wciąż nowe dźwięki cichną mi w uszach, zapach czarnego bzu przesłania bukiet spalin, a ten się rozwiewa, gdy wiatr przynosi z pobliskiej knajpy aromat przypraw. W rytmie kroków wyskakują z pamięci myśli o sprawach ważnych i błahych, a potem – zwiewane podmuchem muskającym mnie w twarz – odpadają od czaszki, zostają gdzieś z tyłu. Idę, betonowe wieżowce ruszają się podobnie jak miękkie obłoki, z moich powiek opada zasłona, widzę jasno: trwałość bytu to fatamorgana.

– Dokąd idziesz? – A musi być jakieś „dokąd”? Co jeśli rację miał Wittgenstein i – tak naprawdę – w miejscu, w którym „muszę” się znaleźć, muszę właściwie „już być”?

Owszem, wiele jest „dokąd”, do których warto dojść. Kiedy jednak dokądś idę, mój umysł wyrywa się naprzód. Moje ciało jest tu, a on już jest tam (tak mu się przynajmniej wydaje). Pędząc, bezwiednie mija wołanie kosa siedzącego na czubku drzewa, pięć metrów powyżej idącej powoli głowy, i nie wie nawet, czy świerk to, czy klon. Niecierpliwie zbywa pytanie przechodnia o drogę. Zostawia stopy na pastwę dziury w chodniku.

Umysł dokądś już poszedł, ale przecież wcale nie jest tam, gdzie by chciał. Jest tylko przy swoim wyobrażeniu. Gdy ono wyda mu się prawdziwym celem – ulega złudzeniu. Gdy wie, że to tylko wyobrażenie – odczuwa brak.

Umysł, który wiecznie dokądś wybiega, może stać się dokądholikiem. Dokądkolwiek by taki nie doszedł, i tak będzie się wiercił i niecierpliwił: dalej, idźmy już stąd. O takim umyśle Pascal mógłby napisać: „zawsze spodziewa się dojść, lecz nie dochodzi nigdy”. Lecz nic w tym dziwnego – każde „dokąd” jest dla mnie za małe; żadne bowiem nie jest konieczne – bo go nie ma, a przecież tu jestem, tu żyję, tu idę. Tak, to prawda – tam, gdzie jeszcze mnie nie ma, wcale nie muszę się znaleźć.

Idę bowiem w strumieniu świata, machając rękami, przetaczając swój ciężar z pięty ku palcom, a gdzieś pomiędzy wirowaniem myśli, falowaniem emocji i rytmicznym ruchem przepony wyrasta mój niewidzialny korzeń. Sięga głęboko, w stronę, której nie sposób określić, do gruntu, który jest wszędzie i nigdzie, w którym żyję, idę i jestem.

Mistrz Eckhart powiedziałby pewnie: „Wszystkie twoje kroki powinny wychodzić z tej wewnętrznej głębi bez żadnego »dlaczego«, każdy krok tylko »teraz«, bez kroków »przed« i bez kroków »po«”. Poprawiłbym Mistrza: nie mów „powinny” – bo tym słowem znów tworzysz jakieś „dokąd”. Kroki są, jakie są, zawsze z tej głębi wychodzą. Ona ujawnia się w każdym. I roztacza wokół: w ciszy i w dźwiękach, w słońcu, w burzy i w mżawce, w liściu, w górze, w ćmie, w nieznajomej sprzedającej warzywa i w tej, którą – idąc – trzymam za rękę.

Alfa i Omega, początek i spełnienie, które jest, które właśnie zostawiam za sobą i które w tym samym momencie otwiera się przed moim kolejnym krokiem.©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Błądzenie jest boskie