Prawo zapewnia nam łącznie 33 dni wolne, licząc święta i 20 dni urlopu (o ile pracujemy mniej niż 10 lat). W internecie hulają jednak instrukcje wyjaśniające, w jakie dni warto wziąć wolne w 2025 r., by przechytrzyć pracodawców i maksymalnie wydłużyć wypoczynek. Drugie dno tej sprawy jest takie, że Polacy to jeden z najbardziej przepracowanych narodów Unii Europejskiej, cierpiący masowo na wypalenie zawodowe.
Wigilia dniem wolnym od pracy
W dyskusji o uczynienie Wigilii dniem wolnym słuszne argumenty padają z obu stron. Zwolennicy zmiany mówią o tym, że to jeden z najważniejszych dni w roku, oznaczający dużą ilość zajęć domowych, więc brak pracy zawodowej tego dnia można wytłumaczyć łatwiej niż w niejedno inne święto. Przeciwnicy wyliczają, jakim kosztem dla gospodarki będzie przestój wigilijny, zwłaszcza że 25 i 26 grudnia są przecież ustawowo wolne, co dawałoby nam trzydniowy zakaz pracy. To zaś wydaje się przesadą.
Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że Wigilia nie jest dniem, w którym pracujemy na 100 procent. Panuje pewien niepisany konsensus, wedle którego część zespołu wychodzi wcześniej do domu w Wigilię, a część w sylwestra. Ten model oddolnego porozumienia sprawdza się od lat, choć oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy nie uda się dogadać. Ważniejsze jest pytanie, czy naprawdę musimy się aż tak umęczyć tego dnia, skoro coroczne statystyki ujawniają, jak wiele marnujemy w okresie świątecznym jedzenia. Być może w Wigilię powinniśmy przede wszystkim racjonalniej podejść do przygotowania wspólnej wieczerzy, zamiast oczekiwać wybawienia od pracy?

Polacy w czołówce zapracowanych Europejczyków
W rankingu państw OECD gwarantujących największą ilość wolnego, Polska z 33 dniami plasuje się w połowie stawki. Daleko nam zarówno do Islandii oferującej aż 40 takich dni, jak i do Stanów Zjednoczonych, gdzie płatnego urlopu nie ma, a świąt państwowych jest 10.
Mamy więc całkiem sporo wolnego, co przyznają nawet przedstawiciele Lewicy. Ministra funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz sugeruje, by zamienić Wigilię na inne święto i zlikwidować wolne np. 6 stycznia, w mniej znaczące święto Trzech Króli.
Jednocześnie jednak Stowarzyszenie Sieć Solidarności zbiera podpisy pod projektem ustawy o uczynienie wolnym dniem 4 czerwca. Z kolei do Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy wpłynęła petycja o to samo w kwestii 2 maja. Oznaczałoby to wraz z Wigilią kolejne trzy wolne dni lub ustanowienie ich kosztem likwidacji innych świąt.
Takie roszady wywołałyby protesty, dlatego zamiast przepychanek, wymuszanych zakazów pracy i odgórnego ustalania grafiku przez rząd, potrzebujemy mechanizmu, który zagwarantuje naszemu przepracowanemu społeczeństwu uczciwe negocjacje warunków pracy.
Według danych Eurostatu mieszkańcy UE pracują od 35 do 40 godzin w tygodniu. Polacy znajdują się na podium narodów harujących najciężej, ze średnią 39,3 godziny. Więcej pracują Grecy, 39,8 godzin tygodniowo, i Rumuni, 39,5 godziny. Najmniej zaś Holendrzy – 33,2 godziny.
Ma to swoje konsekwencje, co podkreślał Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) w jednym ze swych raportów. W publikacji z maja 2023 r. czytamy: „59 proc. Europejczyków deklaruje, że doświadczyło uczuć związanych z wypaleniem przynajmniej raz w życiu, często czuje, że jest na jego skraju lub rzeczywiście je przebyło. W porównaniu z resztą Europy, w Polsce ten problem pojawia się częściej – aż 70 proc. osób czuje się zagrożonych wypaleniem zawodowym”. Czy zjawisko to, objawiające się skrajnym stresem, obniżeniem nastroju, zmęczeniem, niezadowoleniem z pracy i siebie to poważny problem? Oczywiście, że tak!
Według naukowców z Harvardu koszt wypalenia zawodowego lekarzy w USA wynosi 4,6 mld dolarów rocznie. Z kolei Światowe Forum Ekonomiczne szacuje globalne koszty tego zjawiska aż na 322 mld dolarów. Liczby te wynikają m.in. z konieczności zamiany doświadczonego, wykwalifikowanego i wypalonego pracownika na kogoś, kto nie jest w stanie w pełni go zastąpić. Według danych Society for Human Resource Management, koszt zastąpienia pracownika może sięgnąć dodatkowo nawet 50-60 proc. jego wynagrodzenia.
Czy polski rynek pracy potrzebuje wolnej Wigilii
W Polsce do zdeklarowanych przeciwników wolnej Wigilii należy poseł rządzącej koalicji Ryszard Petru, który oszacował, że będzie to dla naszej gospodarki ciężar o wartości 6 mld zł. To ważne wyliczenia, jednak na drugiej szali należy położyć obniżoną wydajność przemęczonych i zestresowanych pracowników, której nie da się łatwo oszacować, choć suma mogłaby okazać się przytłaczająca.
Rynek pracy dynamicznie się zmienia. Dominujący kiedyś model 8.00-16.00 to już przeżytek, choćby dlatego, że dużo większą rolę w gospodarce odgrywa o wiele bardziej elastyczny sektor usług i nowych technologii. Sporo zmieniła też praca zdalna. Nie ma problemu, by mieszkać w Polsce i wykonywać zlecenia dla firm z różnych zakątków świata. Współczesnego rynku pracy nie da się już ująć w prostych ramach, a najlepszym na to dowodem są eksperymenty badające skutki czterodniowego tygodnia pracy.
„33 firmy działające w sześciu różnych państwach przeprowadziły ogromny eksperyment i wprowadziły na pół roku czterodniowy tydzień pracy” – informuje Business Insider. „Przez pół roku 61 firm w Wielkiej Brytanii testowało znaczące skrócenie czasu pracy bez obniżania pracownikom pensji. Autorzy raportu z badania mówią o »spektakularnym sukcesie«” – czytamy na oko.press. „W ramach nowego projektu 45 przedsiębiorstw i organizacji z Niemiec wypróbowuje przez pół roku czterodniowy tydzień pracy” – podaje TVN24.
Wyniki badań przeprowadzanych na pracownikach, którym skrócono czas pracy, były wręcz euforyczne. Spadł poziom stresu, a wydajność utrzymała się lub wzrosła. Eksperymenty przeprowadzono jednak na firmach, które same się zgłosiły, poza tym wśród badanych branż słabo reprezentowany był przemysł i handel, a co najważniejsze badania były prowadzone w modelu 100-80-100, czyli 100 proc. wynagrodzenia, 80 proc. czasu pracy, 100 proc. efektywności. Oznacza to, że pracownicy nadal wykonywali wszystkie swoje obowiązki. Udało się to osiągnąć poprzez skracanie czasu spotkań, ułatwianie procesów decyzyjnych czy zmniejszanie liczby osób przypisanych do danego zadania, czyli głównie zwiększano efektywność. Firmy nie rezygnowały ze zleceń, nie zamykały się wcześniej i nie zmniejszały produkcji.
Niektóre firmy kontynuują eksperyment, są też takie, które stanowczo z niego zrezygnowały. To pokazuje, jak różnorodny mamy dziś rynek pracy i jak wiele zależy od branży, specyfiki firmy, jej lokalizacji. Dlatego zamiast debatować o tym, który dzień w roku uczynić wolnym, powinniśmy dopasować system do współczesnych realiów i wyzwań rynku. Być może dużą rolę w tym procesie mogłaby pełnić Państwowa Inspekcja Pracy, oczywiście zreformowana.
Trzech Króli, Boże Ciało, Zielone Świątki: czy zlikwidować wolne od pracy?
Nie musimy ustalać grafiku w pracy za pomocą ustawy. Potrzebujemy instytucji państwowej, która wspierałaby pracowników i pracodawców w ustalaniu wspólnego kontraktu, regulującego warunki. Nie każdy chce mieć aż tyle wolnego, niektórzy też chętnie popracują w Wigilię. Dlaczego ktoś miałby tego zabraniać np. ateistom albo migrantom zarobkowym, dla których nasza Wigilia to zwykły dzień powszedni? Może woleliby wolne w dniu ważnym dla ich kultury?
Coraz popularniejsze stają się też świąteczne wyjazdy, co potwierdza np. badanie SW Research „Święta w hotelu”, w którym 45 proc. respondentów stwierdziło, że chętnie spędziłoby ten czas poza domem. Dla coraz większej grupy ludzi okres Bożego Narodzenia staje się po prostu zwykłym urlopem.
Nie dojdziemy do konsensusu w kwestii tego, które dni dokładnie powinny być wolne od pracy. Nie ulega jednak wątpliwości, że ich potrzebujemy. Może zamiast nowych czerwonych dat w kalendarzu potrzebujemy nowej umowy społecznej?
Jej elementem może być np. likwidacja trzech wolnych dni, w święto Trzech Króli, Boże Ciało i Zielone Świątki. Zamiast nich przyznajmy każdemu pracownikowi pięć dni, w których pracodawca musi zagwarantować wolne. Każdy pracownik miałby prawo wyboru dowolnej daty, więc mógłby wskazać np. wyżej wymienione święta. Warto przypomnieć, że zwykły urlop musi być konsultowany i ustalany z pracodawcą, jednak tych pięć dni wskazanych przez pracownika byłoby nie do ruszenia. Nie ma raczej obaw, że doprowadziłoby to do zaburzenia ciągłości funkcjonowania zakładów pracy, natomiast liczba przysługujących nam dni wolnych zwiększyłaby się z 33 do 35. Z kolei liczba dni, w których nasza gospodarka stoi, zmniejszyłaby się z 13 do 10.
Urlopy zamiast wolnych od pracy świąt
Daty 2 maja i 4 czerwca są oczywiście ważne. Tylko czy z ich powodu mamy wprowadzać kolejny narodowy zakaz pracy? Być może dla kogoś ważne są inne daty, np. 27 października jako rocznica opuszczenia terytorium Polski przez ostatnią bojową jednostkę Armii Czerwonej?
Wspólne celebrowanie świąt i ważnych rocznic z pewnością buduje narodowy kod kulturowy. Dlatego trzy z pięciu przysługujących dni bez pracy powinny przypadać w takich dniach. Ustawodawca zamiast układać całemu narodowi odgórnie grafik, mógłby przygotować listę dat ważnych dla naszej ojczyzny, jej świadomości kulturowej czy religijnej, a każdy z nas mógłby wybrać, którą z nich woli celebrować uroczyście, mając wtedy wolne.
W ten sam sposób można by rozwiązać kwestię obowiązującego, częściowego zakazu handlu w niedzielę. Dzięki kontraktowi na zasadach stworzonych przez państwo i kontrolowanych np. przez zreformowany PIP, pracownicy mogliby zapewnić sobie niepracujące niedziele, ale ci, którzy chcą zarabiać, mogliby pracować.
Potrzebujemy elastyczności. Świadczą o tym niejednoznaczne wyniki licznych eksperymentów z czterodniowym tygodniem pracy. Nie ma bowiem jednego rozwiązania, które poprawi efektywność i komfort pracowników w każdej branży. Potrzebujemy dziś aktów prawnych i instytucji, które zadbają o uczciwe warunki negocjacji kontraktu pomiędzy pracownikiem i pracodawcą, a nie przepychanek o kolejny wolny dzień dla wszystkich.
MATEUSZ PEROWICZ jest ekspertem Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. patriotyzmu gospodarczego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















