Nasze ambitne obserwacje rozwoju i zmian polskiej myśli politycznej, od kiedyśmy powzięli ten zamiar, przynoszą nam zawsze ogromną frajdę. Ktoś tu powie, że oto poziom myśli polskiej prawicy przebija wszystko, że są one – owe myśli – pełne wątków tak śmiesznych, że wątków smutnych w nich ze świecą szukać. Że oto nic nie jest w stanie rozśmieszyć człowieka równie lub jeszcze bardziej niż prawicowy myśliciel w telewizji, obciążony tytułem akademickim, wcale nie kupionym w sklepie z doktoratami, a zdobytym ciężką pracą, na którymś z renomowanych uniwersytetów z siedzibą w mieście wojewódzkim. Bez różnicy.
Ot, powie ktoś teraz, że to typowe jednostronne i niesprawiedliwe, ohydnie szkalujące podejście do badań i zjawisk, bowiem obecna myśl lewicy polskiej takoż jest i śmieszna, i straszna, i jakby nakierowana na straszenie zarówno malucha, jak średniaka, i starszaka, po równo. Wypada pokiwać głową. To prawda, że polska myśl lewicowa jest podobnie ambitna jak myśl polskiej prawicy, i jej jedyną ambicją jest sianie strachu. Ogólnie rzecz biorąc, wzbudzanie przerażenia należy uznać za cel polskiej myśli politycznej, a komu się to nie wydaje prawdziwe, niech sobie przeczyta dowolny partyjny, półpartyjny bądź bezpartyjny artykuł na dowolny temat. Wszystko, od aktywności zygoty po życie pozagrobowe, w ramach kombinowania politycznego jest przedstawiane tak, byśmy się bali.
Każdy twórca, ile sił w talencie bądź w swym beztalenciu, jako główny cel swej publicystyki politycznej ma na celu przerażenie każdego obywatela, od niemowlęcia po starca. Gdy tak tu sobie nadajemy, po równo, na lewicę i prawicę, wydawać by się mogło, że pominęliśmy myślicieli, których można by określić jako przedstawicieli wymierającego gatunku, czyli centrystów. Wydaje się, że centryści jeśli idzie o myśl polityczną, mają kompleks. Nazwijmy go Kompleksem Małego Wpływu. Z racji swego centryzmu mają ograniczoną możliwość siania strachu, więc się martwią. Ich myśl polityczna wydaje się miękka, wobec twardej myśli konkurentów. Czasem się jednak starają bardziej, i wtedy otrzymujemy tzw. efekt WOW.
Przykładem efektu WOW wywołanego przez centrową myśl polityczną polską niech będzie niedawne straszenie bobrów śmiercią przez tutejszego premiera. Zdawać by się mogło, że bobry nie mają w Polsce reprezentacji w parlamencie, ani nawet w ruchu związkowym. Jednym słowem, mogą być idealnym celem ataku polskiej centrowej myśli politycznej. To założenie, jak wiemy, okazało się pomyłką. Oto bobry mają jednak obrońców. Czy obrońcy zbrodniczych bobrów są Polakami? To pytanie ma solidny polityczny potencjał. Wiadomo. No więc – każde dziecko to wie – bobry są szkodnikami infrastruktury hydrotechnicznej. Ryją w wałach, tną surowiec meblarski i wikliniarski, zżerają liście, wywołują namakanie i podmywanie. Taplają się. Są aktywne głównie w nocy, jak jakieś wampiry. W każdym sensie obwołanie ich wrogami Polaków ma sens, bowiem Polak bez wroga nie jest Polakiem, a polityka polska bez wrogów i strachu nie jest polityką, tylko jakimś niepolskim ględzeniem.
Bobry w polskiej myśli politycznej mają swe miejsce od czasów piastowskich. Dawno temu autorytatywnie uznano, że bobra można zjeść w czasie postu. Ma ogon pokryty łuską i żyje w wodzie. Jest rybą. Szkoda, że premier o tym nie powiedział. Centrowa myśl wpisałaby się jeszcze wyraźniej pomiędzy myśli tutejszej prawicy i lewicy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















