Tusk się myli. To nie bobry są odpowiedzialne za zły stan wałów przeciwpowodziowych

Trzeba wybierać między miłością do zwierząt a bezpieczeństwem wsi i stabilnością wałów – mówił premier w sztabie kryzysowym w Głogowie. – Trzeba szybkich zmian, jeśli chodzi o obecność bobrów na wałach.
Czyta się kilka minut
Donald Tusk, Tomasz Siemoniak i Władyslaw Kosiniak-Kamysz na posiedzeniu sztabu kryzysowego. Wrocław, 24 września 2024 r. // Fot. Krzysztof Kaniewski /REPORTER
Donald Tusk, Tomasz Siemoniak i Władyslaw Kosiniak-Kamysz na posiedzeniu sztabu kryzysowego. Wrocław, 24 września 2024 r. // Fot. Krzysztof Kaniewski /REPORTER

Donald Tusk, który do ubiegłorocznych wyborów szedł z hasłami ochrony przyrody, najpierw jednoosobowo, wbrew rekomendacji własnego resortu i Państwowej Rady Ochrony Przyrody, zdecydował o polskim sprzeciwie wobec unijnej Odbudowy Zasobów Przyrodniczych. Teraz winę za zły stan wałów powodziowych zwala na bobry, zapowiadając walkę z chronionym gatunkiem.

Czy bobry uszkodziły wały przeciwpowodziowe

Bóbr to gatunek wodno-lądowy, który, tam gdzie się da, kopie nory w bezpośrednim sąsiedztwie wody. Chodzi o kwestie bezpieczeństwa – gdy wejście do schronienia jest zalane, do środka nie dostanie się żaden drapieżnik. Pomijając młodzieńczą migrację w poszukiwaniu partnera i nowego siedliska, bóbr nie oddala się od wody dalej niż na kilkadziesiąt metrów. Jeśli więc interesuje się wałem przeciwpowodziowym, oznacza to dwie rzeczy. 

Po pierwsze, wał stoi – wbrew sztuce ich budowania oraz wszelkiej logice funkcji – zbyt blisko koryta rzeki. Po drugie – nie jest w żaden sposób zabezpieczony przed zwierzętami kopiącymi nory. Tymczasem takie zabezpieczenie jest banalnie proste i tanie – wystarczy wkopać w wał metalową siatkę. 

Za zły stan wałów przeciwpowodziowych nie odpowiadają zwierzęta, które realizują w ich sąsiedztwie swoje sposoby przetrwania. To na człowieku spoczywa odpowiedzialność za jego infrastrukturę i to on dysponuje narzędziami – bardzo skutecznymi – by ją konserwować. 

Bobry ograniczają zagrożenie powodziowe

Zwierzęta nie są wrogami ludzi, czasem tylko obnażają ich niekompetencję i zaniedbania. Jeśli w odpowiedzi zaczynamy do nich strzelać, do listy własnych wad dodajemy jeszcze głupotę. Strzelanie do wszystkiego, co się rusza, nie jest odpowiedzią na problemy XXI-wiecznego europejskiego państwa. Jest nią powierzanie pieczy nad nim ludziom odpowiedzialnym i skłonnym słuchać mądrzejszych od siebie.

Zaplecze Tuska – m.in. wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała – parokrotnie komunikowało już, że bóbr to ważny sojusznik w walce o bezpieczeństwo wodne kraju. Jego siedliska są ostoją różnorodności biologicznej i znacząco poprawiają retencję krajobrazową. Istnieje też cała masa badań naukowych, które jednoznacznie dowodzą, że obecność tego gatunku zmniejsza lokalne zagrożenie powodziowe. 

We wspomnianej już PARP są ludzie (np. dr Andrzej Czech), którzy z łatwością wytłumaczą to premierowi. Wystarczy tylko posłuchać bardziej kompetentnych od siebie. Niestety na razie w kwestiach ochrony przyrody Tuskowi wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy.

Bobry w Polsce

Bóbr to gatunek rodzimy, świetnie przystosowany do polskich warunków klimatycznych i przyrodniczych. Jego siedliska znajdują się od Bałtyku aż po Tatry i po tym, jak w drugiej połowie XX wieku na dobre wrócił do dorzeczy Wisły i Odry, już dawno przestał być policzalny. Wbrew temu, co mówią państwowe instytucje, nie wiemy, ile bobrów żyje w Polsce, bo nikt tego nigdy nie sprawdzał.

I choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo się na nie denerwowali, nie przestaną robić tego, co wychodzi im od milionów lat – kopać nory, budować tamy, tworzyć rozlewiska – bo właśnie te czynności gwarantują ich przetrwanie. Bóbr jest w kraju zwanym Polską tak samo naturalnym elementem przyrodniczym jak dębowy las, wiosenny przymrozek czy lipcowa ulewa. Premier, który psioczy na bobry, przypomina więc postać z animowanego serialu „Simpsonowie” – nieporadnego emeryta, który wygrażał chmurom.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”