Chyba że erl grej

A ta znów tu wysiaduje – sąsiadka bez odwracania oczu, ruchem brody wskazała na kobietę siedzącą na schodach między naszymi piętrami. Jak się tylko chłodniej robi, zaraz się zjawia i naciąga.
Czyta się kilka minut

– Na co naciąga?

– Aaa, zobaczy pan – odpowiedziała z tajemniczo-złośliwym uśmieszkiem. I rozeszliśmy się do swoich mieszkań.

Zaraz zwołałem rodzinę: – Słuchajcie, nikt jej nie otwiera, tylko ja. Nie wiadomo, co zrobi, może szalona. Jak spotkacie ją na schodach, nie dawać pieniędzy. Trzeba się dowiedzieć, czego naprawdę potrzebuje i dlaczego tu się znalazła.

Przez następny tydzień czujnie zaglądałem przez kuklok, zanim otworzyłem drzwi swoim czy znajomym, ale nie zadzwoniła ani razu. Na schodach też jej nie spotkałem.

Rozwiązywanie nierówności społecznych najlepiej trenować na swoim placu, wtedy abstrakcje polityki społecznej stają się jasne. „Wykluczenie” np. nie jest modnym pojęciem publicystyki zaangażowanej, ale sposobem, w jaki przyzwoici, bezradni ludzie chcą szybko pozbyć się z oczu człowieka, którego stan, sytuacja, wygląd i bezwyjściowość kompromitują nasze moralne przekonania o sobie samych. Ale u nas, na Śląsku?

– Zagadka rozwiązana – zwróciłem się do rodziny, pokazując dane z gazety – Ona do nas nie przychodzi, bo mamy najmniej ludzi żyjących poniżej progu ubóstwa. Zawsze twierdziłem, że to region skazany na sukces.

– Ostatnio nam mówiłeś, że dają tu najwięcej łapówek – odrzekło niewdzięczne dziecko.

Ale przyszła. Wyglądem nie przypominała swoich kolegów i koleżanek. Bez zapachu, z brezentowym plecakiem, cała trochę zmięta, niezgrabnie patykowata, jak wygnieciona żyrafa. Podobały mi się jej spodnie, jakby uszyte ze starego żagla; wąskie z trójkącikiem wyciętym nad kostką. Takie ma moja mama na zdjęciu z 1964 r., na którym macha fotografowi butelką wina.

– Czym mogę służyć?

– Mogłabym dostać wrzątku? – zapytała, podając mi szklankę z uchem, do którego przywiązany był zielony sznurek.

„Chytra – pomyślałem – jakby czytała bajkę Andersena o zupie na kołku od kiełbasy. Zaraz będzie chciała kawy do szklanki i parę złotych na jedzenie”.

– Może od razu zaparzę pani herbaty?

– Dziękuję, mam swoją – odpowiedziała i podniosła klapę plecaka, pod którą był słoik z upchanymi torebkami. Nagle, jakby nie chcąc sprawić mi przykrości, zmieniła zdanie.

– Chyba że erl grej. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2015