Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Całe stworzenie

Całe stworzenie

12.12.2017
Czyta się kilka minut
Może kiedyś, za którymś Bożym Narodzeniem, gdy razem z wołem i osłem uklękną przy żłóbku, do niektórych ludzi przemówi ten obraz: zwierzęta są na tym świecie nie tylko dla nas. Są też na nim z nami.
Żłóbek, fragment XV-wiecznego fresku w bazylice św. Franciszka, Amatrice, Włochy DEAGOSTINI / GETTY IMAGES
K

Kilka lat temu, gdy w księgarniach pojawiła się trzecia część „Jezusa z Nazaretu” papieża Benedykta XVI, traktująca o dzieciństwie Pana, redaktorzy tabloidów zrozumieli zeń niewiele. Podniosło się larum: „Papież usuwa wołu i osiołka ze żłóbka!”.

Papież oczywiście niczego znikąd nie usuwa. Nie da się przecież usunąć czegoś, czego i tak tam nie było. W Ewangeliach nie ma słowa o tym, by w momencie narodzin przy Dzieciątku Jezus byli parzystokopytni towarzysze. Odnotowując to, Benedykt XVI sugeruje też, że w naszej bożonarodzeniowej wyobraźni owe zwierzaki nie są jedynie elementem ocieplającym pejzaż, lecz nośnikiem treści teologicznych.

Dobrych 700 lat przed wydarzeniami w Betlejem Prorok Izajasz walił wszak prosto z mostu: „Nawet wół rozpoznaje swojego pana i osioł żłób swego właściciela; Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie”. Z kolei w greckiej...

16150

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czynię tę uwagę nie dla wytknięcia Autorowi nieistotnego błędu, który może być zwykłym skrótem myślowym, ale jako pretekst do przypomnienia sprawy zasadniczej: tzw. ewangelia dzieciństwa, w której królowie pochylają się nad żłóbkiem, a Herod, po uporaniu się ze zleconym przez Rzymian spisem, wydaje rozkaz rzezi niewiniątek, jest stuprocentowym mitem i to mitem hybrydowym, wykorzystującym "fakty" z dwóch kanonicznych opowieści, które wcale się nie uzupełniają, a przeczą sobie wzajemnie. Łukasz i Mateusz stoją wobec dwóch pewników: Jezus, jako Mesjasz, musiał pochodzić z Betlejem, ale za jego życia uważano go za rodowitego Galilejczyka z Nazaretu. Każdy z nich wymyśla (lub powtarza) opowieść tłumaczącą tę dziwną sprzeczność biograficzną, wypełniając lukę ziejącą pomiędzy narodzinami a działalnością publiczną szeregiem zdarzeń prawdopodobnych w świetle ich wiedzy o dość odległych już czasach - nie inaczej zresztą postępują wszyscy antyczni historycy. Ewangelie spisano przecież kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa. Wg Mateusza rodzice Zbawiciela pochodzili z Betlejem, a Jezus narodził się w domu Józefa. W Nazarecie znaleźli się po raz pierwszy w życiu dopiero po powrocie z Egiptu, skąd nie mogli wrócić do domu w obawie przed dalszymi prześladowaniami. Łukasz natomiast woli wyprowadzić Maryję i Józefa na krótki czas do Betlejem z rodzinnego Nazaretu, dokąd też wracają natychmiast po dopełnieniu przepisanych prawem i tradycją obrządków wokół Narodzonego. Warto zauważyć, że Jan, którego papież Benedykt także włącza w konstrukcję ewangelii dzieciństwa poprzez mistyczną genealogię z prologu, w ogóle nie widzi potrzeby legitymizacji Jezusa jako Mesjasza z miasta dawidowego, a nawet (takie odnoszę wrażenie) wprost przyjmuje jego galilejskie pochodzenie za fakt, który nie powinien nikogo gorszyć (J 7, 40-44). W tej sytuacji dołożenie do "ewangelicznego przekazu" wołka i osiołka (całkiem prawdopodobnych stałych lokatorów stajni), imion mędrców i innych szczegółów jest zupełnie uprawnione. Na koniec wspomnę jeszcze niedawną próbę racjonalizacji dylematu Łukasza i Mateusza - dość absurdalną z teologicznego punktu widzenia, ale zdradzającą życzliwe zainteresowanie chrześcijaństwem ze strony żydowskiego badacza. Chodzi mi o pomysł Avirama Oshriego z Izraelskiego Zarządu Zabytków, jakoby Jezus urodził się Betlejem... galilejskim (Beit Lehem HaGlilit), miejscowości jak najbardziej biblijnej, choć nie dawidowej, i położonej przy tym zaledwie 10 km od Nazaretu. Ale to już zupełnie, ale to zupełnie inna opowieść ;)

Gdyby konsekwentnie pousuwać z doktryny katolickiej, z jej tradycji i nauczania wszystko to, "czego i tak TAM nie było" - zniknie cała ta rokokowo-jarmarczna budowla, runie kolos cudacznych fantazmatów na dogmatycznych nogach. Zostanie wydmuszka, ale byłaby to - i to chyba najbardziej przeraża obrońców kolosa - niezwykle wymagająca od swych wyznawców wydmuszka.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]