Bezzałogowce nad Europą. Co jest celem rosyjskiej „dyplomacji dronów”?

Rosyjskie drony nad Europą nie zniechęcą jej do wspierania Ukrainy. Mogą jednak sprawić inne problemy, których skutki odczujemy wszyscy.
Czyta się kilka minut
Akcja duńskich służb przy lotnisku w Kastrup koło Kopenhagi po pojawieniu się nad nim obcych dronów. Dania, 22 września 2025 r. // Fot. Steven Knap / AFP / East News
Akcja duńskich służb przy lotnisku w Kastrup koło Kopenhagi po pojawieniu się nad nim obcych dronów. Dania, 22 września 2025 r. // Fot. Steven Knap / AFP / East News

Drony nad lotniskiem w Kopenhadze i nad duńską bazą wojskową w Karup na Półwyspie Jutlandzkim. Niezidentyfikowane bezzałogowce krążące koło bazy szwedzkiej marynarki w Karlskronie. Drony nad hydroelektrownią Valayaskoski koło fińskiego Rovaniemi i nad lotniskiem w Wilnie. Trzy rosyjskie myśliwce latające de facto nad rogatkami stolicy Estonii i niereagujące na polecenie opuszczenia przestrzeni powietrznej tego kraju. Rosyjski samolot rozpoznawczy dwukrotnie przelatujący około stu metrów nad niemiecką fregatą „Hamburg”. 

Wreszcie pamiętna noc z 9 na 10 września i kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt dronów, które ze wschodu wtargnęły na polskie niebo i zmusiły NATO do reakcji. A trzy dni później to samo, już przy granicy Ukrainy z Rumunią. 

To tylko podsumowanie incydentów z września z udziałem statków powietrznych, które niemal na pewno przekroczyły granice Unii Europejskiej za wiedzą i przyzwoleniem Moskwy.

Kłamstwa Kremla, czyli „mgła wojny” nad Europą

Kreml odpowiada na te zarzuty w sposób typowy dla siebie, czyli mnoży wątpliwości, milczy lub po prostu kłamie. Dwunastominutowy rajd trzech samolotów Mig-31 na ponad 10 kilometrów w głąb Estonii oficjalnie nazywa planowym lotem bez „przekroczenia granic państwowych”. Co nadaje sprawie dodatkowego smaczku – tak jakby Rosja znów uważała Tallin za stolicę jednej ze swoich republik. Maszyny znalezione w Polsce? Ich pochodzenie nie zostało ostatecznie potwierdzone – odpowiada Moskwa. Co latało opodal Rovaniemi? Zapewne święty Mikołaj.

W tej grze Kremlowi w gruncie rzeczy chodzić może nawet nie o to, aby oddalić podejrzenia od Rosji. Im więcej wątpliwości, tym lepiej. Niech nad Europę także spłynie tzw. mgła wojny.

Akty terroryzmu, których Kreml dopuszcza się w krajach Unii Europejskiej, na razie nie przyniosły pokładanych nadziei. Europa żyje wprawdzie z wojną za płotem, ale przesadnie nie odczuwa jej konsekwencji. Zwłaszcza w wymiarze ekonomicznym. Nie da się powiedzieć tego samego o Rosji.

Techniczna recesja: sytuacja gospodarcza w Rosji

Moskwa brutalnie dławiła dotąd każdy przejaw krytyki i wręcz chwaliła się efektywnością swojej gospodarki przestawionej na wojenne tory. W ostatnich miesiącach przybywa jednak głosów nawet z Kremla i okolic, które akcentują zbyt wysokie koszty „specoperacji” dla kraju. „Musimy uniknąć tego scenariusza” – mówiła pod koniec ubiegłego roku Elwira Nabiullina, szefowa Rosyjskiego Banku Centralnego, komentując raport rosyjskiego Centrum Analiz Makroekonomicznych i Prognoz Krótkoterminowych, z którego wynikało, że rosyjskie firmy zaczyna dziesiątkować spadek produkcji i rosnąca niewypłacalność spowodowana podnoszeniem stopy procentowej. 

Teraz, na początku września, inna ważna persona z kręgu Putina – German Gref, prezes Sberbanku, największego banku w Rosji, stwierdził publicznie, że w pierwszej połowie 2025 r. kraj znajdował się w stanie tzw. technicznej recesji (minimum dwa kwartały z ujemnym przyrostem PKB). A przypomnijmy, że jeszcze ubiegły rok Rosja miała zakończyć wzrostem PKB aż o 4,3 procent i większość ekonomistów zakładała, że w bieżącym roku będzie nadal grubo nad kreską. Jeszcze w lutym 2025 r. agencja Interfax cytowała prognozę banku centralnego, który zakładał, że do grudnia rosyjska gospodarka urośnie o 0,5-1,5 procent.

Jak wojna zmieniła sytuację ekonomiczną Rosjan

Sytuację gospodarczą, z której opisaniem mają problem ekonomiści – za sprawą utajnienia przez Kreml danych (w 2022 r. zaprzestano publikacji wielu wskaźników gospodarczych) – widzą i czują za to na co dzień zwykli Rosjanie. Ukraińskie ataki na rafinerie sprawiły, że w kraju będącym największym producentem ropy zaczyna brakować paliwa. Ogromne pieniądze pompowane w wojsko i wojnę nakręcają inflację, która wedle oficjalnych danych trzyma się na poziomie 8 procent. Rosnące koszty wynagrodzeń hamują z kolei zatrudnienie. Tylko co czwarta firma prowadzi obecnie rekrutację. Rok temu było to 56 procent. Wysokie stopy procentowe dławią rynek mieszkaniowy.

Finanse rosyjskiego państwa też chwieją się w posadach. Na początku sierpnia na rachunku deficytu budżetowego Rosji pojawiła się wartość, którą Kreml spodziewał się ujrzeć tam dopiero 31 grudnia. Dlatego od 2026 r. główna stawka VAT wzrośnie z 20 do 22 procent. Wszystko to – jak pisze w analizie dr Tomasz Makarewicz z uniwersytetu w Bambergu – zaczyna składać się na obraz kraju toczącego wojnę, na którą dawno go nie stać. Czy właśnie to miał na myśli również Donald Trump, gdy kilka dni temu nazwał Rosję „papierowym tygrysem”?

Możliwy gospodarczy cel rosyjskiej „dyplomacji dronów”

Drony nad Polską czy nad Danią nie zmuszą krajów Europy do wycofania się ze wspierania Ukrainy, nie zwrócą też tamtejszych społeczeństw przeciwko rządom. Mogą jednak destabilizować ruch lotniczy, szkodzić logistyce, siać niepokój. Mogą zamienić Europę Środkową i Północną w wielką strefę przyfrontową, gdzie nie słychać wprawdzie huku dział, ale gdzie w każdej chwili coś może spaść z nieba, a potencjalni inwestorzy i pożyczkodawcy będą musieli wziąć to ryzyko pod uwagę. 

We wrześniu dwie z trzech największych agencji ratingowych obniżyły Polsce tzw. perspektywę ratingową, zakładając, że sytuacja geopolityczna nie pozwoli Warszawie zmniejszyć tempa, w jakim nasz kraj się zadłuża. Na razie to tylko ostrzeżenie bez wpływu na sytuację budżetu. Ale gdyby istotnie doszło do obniżenia ratingu, wtedy koszty obsługi polskiego długu pójdą w górę. A od roku 2020 i tak urosły już trzykrotnie.

To również – oprócz politycznego i militarnego testowania NATO i Europy – może być cel rosyjskiej „dyplomacji dronów”. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dyplomacja dronów