Radosław Sikorski mówił krótko, trzy minuty, ale konkretnie. „Jeśli kolejny pocisk albo samolot wejdzie w naszą przestrzeń bez zgody, celowo lub przez pomyłkę, i zostanie zestrzelony, proszę, nie przychodźcie tu potem skamleć. Zostaliście ostrzeżeni” – powiedział szef dyplomacji na forum ONZ. Rzecznik Kremla odparł, że to „lekkomyślne” deklaracje, a ambasador Rosji w Paryżu zagroził, że zestrzelenie rosyjskiej maszyny „będzie wojną”.
Strzelanie do maszyn załogowych zawsze będzie decyzją polityczną
Problem w tym, że NATO nie jest jednomyślne, jak dać odpór rosyjskim prowokacjom. Państwa wschodu i północy Europy widzą w nich testowanie determinacji Sojuszu. Za to część zachodnich stolic, np. Berlin, ostrzega przed wpadnięciem w „pułapkę eskalacji”. Na razie konsensus brzmi: reagujemy adekwatnie do sytuacji, bez automatu ustawionego na „strzelaj”.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte podkreśla, że taką decyzję każdorazowo poprzedzi analiza zamiarów, uzbrojenia i ryzyka, jaką niosą działania Rosji. Dlatego Migi-31 nad Estonią odeskortowano, a nie zdjęto z nieba.
Co to w praktyce oznacza? Że o ile nikt nie będzie płakał po strąconych rosyjskich dronach i można założyć, że będą eliminowane przy każdej okazji (prawo do ich niszczenia chcą dać nawet zachowawczy Niemcy), o tyle strzelanie do maszyn załogowych zawsze będzie decyzją polityczną, obciążoną ryzykiem. Prawo międzynarodowe pozwala na to, jeśli są to działania w samoobronie oraz spełniają wymogi konieczności i proporcjonalności.
Jak ograniczyć ryzyko eskalacji z Rosją?
W praktyce to jednak decyzja obliczona nie tylko na „tu i teraz”, ale też na „dzień po”. Gdy w 2015 r. Turcja zestrzeliła nad swoim terytorium rosyjski Su-24, wojny z tego nie było, ale też stosunki między NATO a Moskwą są dziś bez porównania gorsze. Ze strony Kremla można spodziewać się reakcji – raczej nie militarnej, lecz w postaci kolejnych aktów sabotażu, cyberataków itd.
Ryzyko eskalacji zawsze będzie więc towarzyszyć takiej decyzji. Jak je ograniczyć? Po pierwsze, ujednolicić reguły użycia siły w Sojuszu, tak by nikt nie wątpił, iż wszyscy członkowie NATO zareagują na intruza tak samo. Po drugie, analiza i rejestracja dowodów: ścieżek radarowych, logów łączności. Tak aby Rosja nie mogła robić z siebie ofiary. Po trzecie, szybkie stworzenie „taniej” warstwy obrony, pozwalającej strącać drony bez poświęcania drogich rakiet. Tu doświadczenia Ukrainy są bezcenne.
Przede wszystkim jednak: NATO nie może teraz się cofnąć, bo straci wiarygodność i rozzuchwali Rosję.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















