Bardzo polski teatr

We Wrocławiu i w Polsce burza: wygląda na to, że zagrożone jest istnienie jednej z najlepszych polskich scen.
Czyta się kilka minut
Krzysztof Mieszkowski jako dyrektor artystyczny Teatru Polskiego we Wrocławiu / Fot. Natalia Kabanow / TEATR POLSKI
Krzysztof Mieszkowski jako dyrektor artystyczny Teatru Polskiego we Wrocławiu / Fot. Natalia Kabanow / TEATR POLSKI

W ostatnich dniach sierpnia zarząd województwa dolnośląskiego podjął decyzję o odwołaniu Krzysztofa Mieszkowskiego ze stanowiska dyrektora artystycznego wrocławskiego Teatru Polskiego. Powodem ma być zadłużenie: placówka od lat boryka się z problemami finansowymi. Obecnie teatr otrzymuje ok. 10 mln zł dotacji. Sam zarabia rocznie 3–4 mln. Do zamknięcia budżetu brakuje kolejnych 3 mln. Ta sytuacja powtarza się co roku i od 7 lat ponawiane są groźby zwolnienia Mieszkowskiego. Tylko raz udało się uniknąć zadłużenia – wyłącznie dzięki temu, że teatr nie grał od maja do końca września.

Grzegorz Stryjeński, wysłany przez urząd marszałkowski do pilnowania wydatków Polskiego, potwierdził, że dziury w budżecie są wynikiem niedofinansowania teatru, a nie niegospodarności. O co więc chodzi? O to, by teatr dawał mniej premier? By skracał czas pracy? A może o to, by pozbyć się dyrektora, który odnosi sukcesy artystyczne?

Jeśli urzędnicy, na czele z odpowiadającym za kulturę wicemarszałkiem Radosławem Mołoniem, czują odpowiedzialność za dobro miasta (przypominam: Europejskiej Stolicy Kultury 2016), ich troską powinno być znalezienie środków na to, by teatr mógł funkcjonować w obecnym kształcie.

Dyrektor trzyma poziom

Wrocławski Teatr Polski za dyrekcji Mieszkowskiego po prostu na to zasłużył. Chodzi tu bowiem o teatr, który reprezentuje najwyższy poziom artystyczny i od lat należy do najlepszych w kraju. Krystian Lupa, Jan Klata, Monika Strzępka, Krzysztof Garbaczewski, Michał Zadara, Michał Borczuch – oto lista reżyserów decydujących o jego kształcie artystycznym. „Sprawa Dantona” i „Utwór o matce i ojczyźnie” Klaty; „Poczekalnia.0” Lupy; „Hans, Dora i Wilk” i „Zachodnie wybrzeże” Borczucha; „Kronos” Garbaczewskiego; „Dziady” Zadary; „Tęczowa trybuna” i „Courtney Love” Strzępki – te premiery wyznaczały rytm życia teatralnego w kraju.

Poziom – co ważne – udaje się utrzymywać. W podsumowującej ubiegły sezon ankiecie miesięcznika „Teatr” na wrocławski Teatr Polski wskazałem w rubrykach: najlepszy spektakl („Dziady”), najlepszy reżyser (Michał Borczuch), najlepsza scenografia (Robert Rumas), najlepsza aktorka (Halina Rasiakówna), najlepszy aktor (Bartosz Porczyk i Mariusz Kiljan). Na Teatr Polski wskazałem też jako na najlepszą scenę, zresztą – nie po raz pierwszy.

Wicemarszałek nie bywa

Wieść o planowanym odwołaniu Mieszkowskiego wywołała falę komentarzy i głosów poparcia dla dyrektora. Najostrzej zareagowała na swoim profilu facebookowym Monika Strzępka, wulgarnie piętnując urzędników, którym kultura „myli się z prawidłowym używaniem noża i widelca”. Inwektywy pod adresem konkretnych osób trudno oczywiście zaakceptować – zarazem nie sposób dziwić się frustracji Strzępki, która mieszka we Wrocławiu i od lat związana jest z tym teatrem. Radosław Mołoń, pytany o jej wpis, odpowiedział, że „nie zna tej pani”. To prawdopodobne, jeśli wierzyć opinii, że Mołoń po prostu w teatrze nie bywa.

Wicemarszałek zasłynął zresztą projektem, zgodnie z którym dyrektorów placówek kulturalnych powinno się zastępować menadżerami (za co doczekał się w Polskim sarkastycznego spektaklu na swoją cześć), a teraz za przykład Polskiemu daje dyscyplinę finansową wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol. Jak w ogóle można zestawiać placówki o tak różnych profilach? Nie wzbudza to zaufania do rzetelności urzędnika, podobnie jak fakt, że Mołoń milczeniem zbywa argument o strukturalnych źródłach zadłużenia Polskiego. „Odnoszę wrażenie, że podłożem akcji przeciwko Mieszkowskiemu jest po prostu niechęć do niego” – napisał na swoim blogu Wojciech Majcherek, szef redakcji Teatru Telewizji. Trudno nie podzielać tych podejrzeń.

Nadzieja w ministrze

Na palcach jednej, najwyżej dwóch rąk można wymienić polskie teatry repertuarowe, które reprezentują wysoki i równy poziom artystyczny, do których – mówiąc najprościej – warto regularnie chodzić. To prowokuje do dyskusji na temat sposobów finansowania teatrów: publiczne pieniądze wydawane są bowiem często na rozrywkę, na chałturę.

Teatr Polski Krzysztofa Mieszkowskiego to rzadki przykład bezdyskusyjnie dobrej inwestycji środków publicznych w kulturę. Piszę o tym z nadzieją, że minister kultury Małgorzata Omilanowska negatywnie zaopiniuje wniosek zarządu województwa dolnośląskiego, wrocławscy urzędnicy wycofają się ze szkodliwych decyzji, a Teatr Polski otrzyma wsparcie i możliwość dalszego funkcjonowania w obecnym kształcie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2014