W drugiej połowie wieku XIX i na początku XX zainteresowanie Bliskim Wschodem przeżywało w Europie wielki rozwój. Orient znacząco się przybliżył – za sprawą nauki, odczytania starożytnych języków, jak też bardziej dosłownie, dzięki kolei i statkom parowym. Również odkrycia archeologiczne zwiększały zainteresowanie światem, w którym powstały Biblia i Koran.
Na badania naukowe nakładały się sprzeczne interesy ówczesnych imperiów. W lipcu 1914 r. zaowocowały wybuchem I wojny światowej. Na Bliskim Wschodzie wojna przybrała postać zmagań, w których poczesne miejsce zajęła idea dżihadu, „świętej wojny”. Kto chciał ją wywołać?
MIĘDZY IMPERIAMI | Pierwsze oskarżenia pojawiły się szybko. Był rok 1915, gdy holenderski orientalista Snouck Hurgronje postawił tezę, iż „święta wojna” – ogłoszona przez sułtana-kalifa, który wraz ze swoim Imperium Osmańskim stanął po stronie Niemiec i Austro-Węgier – to w dużej mierze koncepcja wymyślona w Berlinie. Hurgronje twierdził, że to Niemcy – środowisko niemieckich orientalistów – organizują ów dżihad, którego celem ma być wypchnięcie z regionu Brytyjczyków i Francuzów.
Dziś historycy są bardziej ostrożni i chętnie podkreślają wcześniejszy, osmański kontekst dżihadu. Nie lekceważąc ich argumentów, niemieckie zaangażowanie pozostaje jednak bezsporne. Podobnie jak nadzieje cesarza Wilhelma II, że zmieni on przebieg wojny.
Faktem jest też, że imperialna rywalizacja o poparcie Arabów (i ogólnie muzułmanów) nie zaczęła się w roku 1914, lecz wcześniej – jako walka wywiadów, głównie brytyjskiego i niemieckiego. Dziś najbardziej znana, legendarna wręcz, jest aktywność na tym polu „Lawrence’a z Arabii”: Thomasa E. Lawrence’a, brytyjskiego archeologa, któremu poświęcono książki i filmy. Nawoływał on do arabskiego powstania przeciwko Turkom.
Tymczasem Lawrence nie był jedyny. Jego rywale też werbowali muzułmanów – dla sprawy państw centralnych. Jednak Musil, Prüfer czy Wassmus to nazwiska dziś zapomniane.

SŁABNĄCA TURCJA | Zanim o nich opowiemy, cofnijmy się nieco w czasie.
Na przełomie wieków XIX i XX Imperium Osmańskie, kiedyś władające Budapesztem i Podolem, było cieniem dawnej potęgi. Zachęcało to kraje Europy do ingerowania w sprawy tureckie. Narzędziem tej ingerencji stawała się obrona interesów mniejszości, żyjących w islamskiej Turcji – chrześcijan, Żydów, Kurdów.
I tak, Francja chętnie podejmowała rolę patrona katolików, w tym libańskich maronitów (ochrona ta okaże się ważna podczas masakr dokonanych przez Druzów). Rosja interweniowała w sprawach Kościoła prawosławnego, Koptów i Abisyńczyków. Najsłabiej rysowała się pozycja Wielkiej Brytanii, z racji na niewielką liczbę protestantów na Bliskim Wschodzie. Londyn podjął się więc protekcji wobec Druzów, Samarytan i Żydów.
W końcu wieku XIX zaczął się też zmieniać system sojuszy. Dawny alians osmańsko-francuski nie miał się najlepiej – sympatie sułtana wobec Paryża zmalały, odkąd Francuzi zabrali mu Tunis, a Francja stała się w 1870 r. znowu republiką, którego to ustroju władca Imperium Osmańskiego nie cenił.
NOWY SOJUSZ… | W tej politycznej dynamice szansę dostrzegł Wilhelm II. Cesarz Niemiec odwiedził Stambuł w 1898 r. i nawiązał osobistą relację z sułtanem Abdülhamidem II. Turcy przywitali Niemca z honorami, a że sułtan szybko wyperswadował mu wspieranie syjonizmu (żydowskie osadnictwo w Palestynie stawało się istotnym czynnikiem politycznym), wszystko wskazywało na początek nowej przyjaźni.
Zgrzytem podczas wizyty była jedynie obojętna postawa chrześcijan libańskich. Jednak Wilhelmowi zależało głównie na wyznawcach islamu. W Damaszku przy grobie Saladyna – sułtana, który w XII w. pokonał Królestwo Jerozolimskie – cesarz ogłosił się opiekunem 300 milionów muzułmanów.
Pewien brytyjski dziennikarz skomentował to cierpko: „Mam nadzieję, że ta przyjaźń nie rozciągnie się na Indie”.
…I NOWE OPCJE | Dlaczego Indie? Ponieważ ich bezpieczeństwo spędzało sen z powiek politykom w Londynie. Żyło tam (głównie na terenie obecnego Pakistanu, należącego wtedy do brytyjskich Indii) także około 60 mln muzułmanów. Albion obawiał się, że w razie konfliktu pójdą za głosem islamskiego przywódcy duchowego – był nim turecki sułtan – i w efekcie Niemiec.
Sojusz z sułtanem wydawał się więc otwierać nowe strategiczne możliwości dla Berlina, zagrażał zaś interesom Wielkiej Brytanii. Także w Egipcie i Arabii. Kolej Bagdadzka (Berlin-Bagdad, budowana z pomocą Niemiec) i Kolej Hidżaska (z Damaszku do Medyny) dawały zaś możliwość szybkiego przerzutu osmańskich wojsk na terenie Bliskiego Wschodu.
Sojusz Niemiec i Osmanów otwierał jeszcze jedną możliwość. Od XVI w. sułtanowie zaczęli podawać się za kalifów – religijnych przywódców całego islamu. Abdülhamid II próbował to wykorzystać, grając kartą zjednoczenia muzułmanów (idea panislamizmu) i zwrócenia ich przeciw europejskim mocarstwom. Religijna władza sułtana-kalifa stawała się dla Brytyjczyków – w nowej konfiguracji politycznej – tym groźniejsza, gdyż uznawali jego zwierzchność nad muzułmanami w Indiach.
ABU DŻIHAD | Jednym z pierwszych w Niemczech, którzy podkreślali potencjał przyjaźni z Turcją, był baron Max von Oppenheim. Ten dyplomata, orientalista i katolik wywodził się ze słynnej rodziny żydowskich bankierów.
Oppenheim, który później miał zyskać przydomek Abu Dżihad, był jednym z tych oczarowanych Orientem Europejczyków, którzy zewnętrznie upodabniali się do Arabów, mieszkali w ich dzielnicach i płynnie władali językiem arabskim.
W Niemczech dostęp do wyższych urzędów blokowało mu pochodzenie, ale na Bliskim Wschodzie baron obficie korzystał z możliwości, jakie dawał Orient. Przemierzył Półwysep Arabski i opisał swoją podróż w pracy, która odbiła się w Europie dużym echem. Dokonał też archeologicznych odkryć w Tell Halaf (dziś w Syrii), dotyczących aramejskiej i asyryjskiej przeszłości regionu.
Pod koniec XIX w. baron rezydował w Kairze, skąd słał niezliczone raporty. Choć niemieckie MSZ nie traktowało ich zbyt poważnie, Oppenheimowi udało się uzyskać dostęp do cesarza. Gdy na lato zjeżdżał do Niemiec, osobiście opowiadał mu o Bliskim Wschodzie.

NA OKU ALBIONU | W 1905 r. Oppenheim wziął udział w Międzynarodowym Kongresie Orientalistów w Algierze, na który Niemcy wysłały mocną ekipę 14 naukowców. Wykorzystał to, by studiować topografię Algierii i francuskie możliwości militarne. Był też na kolejnym kongresie w Kopenhadze w 1908 r., gdzie omawiał znalezione przez siebie inskrypcje z Żyznego Półksiężyca – jak zwano wtedy obszar ciągnący się od Egiptu przez Palestynę i Syrię po dzisiejszy Irak.
Anglicy mieli go stale na oku, podejrzewali o szpiegowanie dla kajzera. Równie czujnie przyglądali się innym niemieckim archeologom, uznając, iż nabywając wiedzę o Bliskim Wschodzie i władając miejscowymi językami, mogą oni zagrażać interesom Londynu. W 1906 r. brytyjski konsul alarmował w sprawie prac prowadzonych w Babilonie i Kela Szergat: „Myślę, że oba te miejsca mają służyć nie tylko celom archeologii, ale działać również jako centra gromadzenia informacji i szerzenie wpływów niemieckich”. Także Gertrude Bell, znana archeolożka i szpieg w służbie Korony, słała raporty na temat niemieckich wykopalisk.
Z kolei Oppenheim odwiedzał brytyjskie wykopaliska w Karkemisz, gdzie spotkał się z przyszłym „Lawrence’em z Arabii”. Brytyjczyk nie poczuł do niego sympatii i ostrzegał o jego potencjalnie szpiegowskiej działalności. Sam najprawdopodobniej także parał się działalnością wywiadowczą.
ICH CZAS | Gdy więc latem 1914 r. w Europie zaczęły się zmagania Ententy i państw centralnych, Berlin podjął energiczne kroki, by „skonsumować” sojusz z Turcją. W październiku 1914 r. sułtan włączył się do wojny. Dla niemieckich orientalistów nadszedł czas, aby wzbudzić burzę w świecie islamskim i skierować żywioł ten przeciw oponentom.
Przykład szedł z góry. Wilhelm II jeszcze w lipcu 1914 r. mówił, że konsulowie w Oriencie powinni „podpalić cały świat mahometański do dzikiego powstania”, tak aby Anglia utraciła Indie. Z kolei Oppenheim, który przerwał wykopaliska w Mezopotamii, spekulował o wznieceniu islamskich buntów w Egipcie, Indiach, Sudanie i Afryce Północnej.
W listopadzie 1914 r. sułtan-kalif istotnie ogłosił „świętą wojnę” i – po konsultacjach z Niemcami i Austro-Węgrami – wydał pięć fatw (religijnych nakazów). Nakładały one obowiązek dżihadu wobec chrześcijan, który nie obejmował jednak Niemców i Austriaków. Szukając historycznych uzasadnień, pewien pomysłowy islamski uczony przedstawił niemiecki atak na Belgię jako zemstę za działalność Gotfryda z Bouillon – wodza pierwszej krucjaty, która w 1099 r. zdobyła Jerozolimę. Gotfryd wywodził się bowiem z terenu obecnej Belgii.

PLANY | Oppenheim stanął na czele Biura Informacyjnego do spraw Wschodu (Nachrichtenstelle für den Orient), które miało zajmować się wywiadem i propagandą w krajach Bliskiego Wschodu i Azji. Powołał do niego niemieckich orientalistów, a także współpracowników tureckich, arabskich, irańskich i hinduskich.
„Święta wojna” stanowiła jednak tylko jeden z punktów niemieckiego planu. Stworzony z rozmachem, obejmował on także aktywizację ruchów mogących szkodzić Entencie: syjonistów, Finów, Polaków, Irlandczyków, bolszewików.
Na początku 1915 r. gen. Erich von Falkenhayn, szef Sztabu Generalnego, przekazał do ambasady w Konstantynopolu projekt wzniecenia buntu w świecie islamu. Miał objąć wielki obszar: Afganistan, Persję, Kaukaz, Arabię, Sudan, Egipt, Trypolitanię, Indie.
Zawierał też listę osób do wykorzystania. Znaleźli się wśród nich orientaliści Curt Prüfer (podopieczny Oppenheima) i pochodzący z Austro-Węgier Alois Musil, których miano posłać do Arabii. Do Etiopii i Sudanu mieli ruszyć podróżnik i etnograf Leo Frobenius oraz archeolog Bernhard Moritz. Planowano wykorzystać kontakty z egipskimi, hinduskimi i trypolitańskimi nacjonalistami i bojownikami religijnymi.

SZEJK MUSA | Nie wszyscy eksperci uznali pomysł dżihadu za fortunny. Zwłaszcza Alois Musil sceptycznie podchodził do możliwości wywołania „świętej wojny” w Arabii.
Był Czechem, poddanym Austro-Węgier i księdzem; kształcił się w jerozolimskiej École Biblique i na uniwersytecie bejruckim. Eksplorator Arabii i etnograf, był postacią równie nietuzinkową co Lawrence, któremu nie ustępował wiedzą na temat pustyni i jej mieszkańców. Jego zainteresowania miały motyw religijny – do Arabów przyciągało go to, że ich warunki życia przypominały te z czasów biblijnych.
Musil uchodził za osobę, która potrafi współpracować z Beduinami i zachęcić ich do wojny po stronie Turcji. Osobiście brał udział w ich wojennych rajdach, z szacunkiem zwali go „szejkiem Musą”. Jednak znając Beduinów lepiej niż Oppenheim, Musil nie widział w nich materiału na wojowników dżihadu. Pogrążeni w sporach plemiennych, przekupywani przez Brytyjczyków, nie identyfikowali się z Turcją. Ich świat kończył się na pustyni.
Musil zdecydował, by nie angażować się w działania na rzecz dżihadu – ze swojej misji wrócił, nie wskórawszy zbyt wiele.
OD SUEZU PO KABUL | Kolejny orientalista, Curt Prüfer, pomagał logistycznie zorganizować ofensywę na Kanał Sueski w styczniu i lutym 1915 r., kupując tysiące wielbłądów i werbując Beduinów. Akcja skończyła się klęską Turcji i Niemiec. Potem Prüfer z pomocą egipskich nacjonalistów usiłował bezskutecznie wzniecić antybrytyjskie powstanie w Egipcie. Angażując się bardziej niż Musil, okazał się równie trzeźwym obserwatorem: zniechęcony postawą Arabów i ich dezercjami, określił „świętą wojnę” jako tragikomedię.
Inny orientalista, Oskar Ritter von Niedermayer, ruszył na czele misji do Kabulu. Celem było pozyskanie emira Afganistanu do walki przeciw Wielkiej Brytanii. Jej uczestnicy tygodniami przemierzali pustynię (nocami, bo w dzień upał był zbyt wielki). Ominęli angielskie patrole i dotarli do Kabulu, gdzie obdarowali emira prezentami. Wśród nich były takie nowości techniki jak budzik radiowy. Ich wysiłek okazał się daremny – emir był ostrożny.
W Persji rolę agitatora objął Wilhelm Wassmuss, dyplomata, szpieg i awanturnik. Zachęcał plemiona do walki z Brytyjczykami. Zwany „niemieckim Lawrence’em”, osiągnął najbardziej wymierne sukcesy na polu dżihadu: jego działania przez jakiś czas wiązały siły brytyjskie. Sukcesy Wassmussa zbladły jednak, gdy – ujęty przez miejscowego wodza, który chciał sprzedać go Albionowi – uciekł wprawdzie, lecz zostawiając bagaż z dyplomatycznymi kodami. Brytyjczycy je złamali, co okazało się dla nich bardzo pomocne.
W MEKCE I ABISYNII | Równie śmiałą misję otrzymał Max Roloff-Breslau. W przebraniu muzułmańskiego pielgrzyma miał wyruszyć z Holenderskich Indii Wschodnich (dziś Indonezja) do Mekki, po drodze agitując dla sprawy niemieckiej. Roloff-Breslau musiał wprawdzie ograniczyć tę trasę do terenów Bliskiego Wschodu, ale i tak był to zamiar ambitny. Udało mu się dotrzeć do Mekki, gdzie prowadził agitację. Jej rezultaty okazały się jednak ograniczone, z powodu niechęci Arabów wobec Turków, i brytyjskich łapówek, hojnie rozdawanych miejscowym wodzom. Roloff-Breslau trzeźwo oceniał, że dżihad ma szansę zaistnieć tylko wtedy, jeśli Turcja odniesie wcześniej sukcesy na froncie.
Kolejny uczony, Leo Frobenius – najsłynniejszy niemiecki afrykanista, podróżnik i twórca koncepcji kręgów kulturowych – został wysłany, by wzniecać „świętą wojnę” w Sudanie i Abisynii (dziś Etiopia). Wyruszył z Damaszku Koleją Hidżaską przez Medynę, suto zaopatrzony w fundusze i odziany w fantazyjny strój kolonialnego zawadiaki.
Jednak również jego misja zakończyła się fiaskiem: po kilku tygodniach hałaśliwej działalności na terenie Hidżazu (dziś to Arabia Saudyjska) i po przybyciu do Erytrei, został on ujęty przez Włochów i deportowany. Po powrocie do Europy nie popisał się dyskrecją, ujawniając w wywiadach charakter swej misji. Wzbudziła ona niepokój w neutralnych dotąd Włoszech, które miały swoje kłopoty z muzułmańskimi poddanymi na terenie Libii (w maju 1915 r. Włochy włączyły się do wojny po stronie Ententy).

KONTRAKCJA | Zagrożone turecko-niemieckim dżihadem, mocarstwa Ententy nie pozostały bierne. Major Hennessy z brytyjskiego Biura Arabskiego w Kairze sugerował nawet naśladowanie Niemców. Pisał, że należałoby uświadomić muzułmanom, „że istnieje tylko jedna prawdziwa siła zdolna zrozumieć muzułmańskie ambicje i ideały, i pokierować nimi, a jest nią Anglia”. W Biurze Arabskim, wywiadowczo-propagandowym, znaleźli się Thomas E. Lawrence i Gertrude Belle. Brytyjczycy nie przebierali w środkach, np. rozpowszechniając ulotki przedstawiające niemieckich żołnierzy wśród „nieczystych” świń.
Anglicy nie zamierzali jednak wzniecać dżihadu przeciw państwom centralnym. Chcieli za to przeciągnąć na swoją stronę Arabów, którzy nie sympatyzowali z Turkami. Miał ich reprezentować przywódca Husajn Ibn Ali, emir Mekki. Ten plan, w który zaangażowany był porucznik Lawrence, powiódł się (na marginesie: flagę arabskiego powstania zaprojektował dyplomata Mark Sykes; ten sam, który wraz z Francuzem François Georges’em-Picotem zawrze w 1916 r. umowę dzielącą Bliski Wschód między Wielką Brytanię a Francję).
Również Francuzi nie przeoczyli podżegań do dżihadu i pilnie obserwowali niemieckie działania. W 1916 r. ich Commission Interministérielle des Affaires Musulmanes – nadzorująca propagandę i relacje z Maghrebem oraz Bliskim Wschodem – powołała nawet specjalny komitet, aby zaplanować ripostę na niemieckie wysiłki.
Jedną z późniejszych konsekwencji tych działań było zbudowanie w Paryżu Instytutu Muzułmańskiego (Institut Musulman de la Mosquée de Paris). Jego plan zrodził się właśnie wtedy – w 1916 r., w okresie rywalizacji z Niemcami o rząd muzułmańskich dusz.
FIASKO | Panislamizm zawiódł tureckie i niemieckie nadzieje – religijna solidarność muzułmanów nie okazała się aż tak wielka, by odmienić losy wojny. Warto też wspomnieć, że rola Turcji nie była bynajmniej bierna wobec działań Niemiec; jej tajna służba (Specjalna Organizacja, Teşkîlât-ı Mahsûsa), która też zajmowała się powstańczą agitacją muzułmanów, radziła sobie często lepiej niż niemieccy agenci.
Niemniej światowy dżihad przeciw siłom Ententy okazał się fiaskiem. Choć tureccy sunnici, Kurdowie i arabscy szyici wsparli jego ideę, to sunnicy Arabowie stanęli po stronie brytyjsko-francuskiej. Nie doszło do masowych wystąpień w Indiach i Egipcie.
Wśród niemieckich orientalistów byli zresztą i tacy, którzy od początku krytykowali ideę dżihadu. Friedrich Rosen, orientalista i dyplomata żydowskiego pochodzenia, już 10 lat przed wojną przekonywał, by nie pokładać nadziei w panislamizmie. Już po przegranej wojnie Rosen stwierdził, iż niemieccy orientaliści w ich romantyzmie inspirowali się powieściami Karola Maya.
To ocena zapewne zbyt skrajna, której przyświecała już świadomość klęski. Jednak trudno nie zgodzić się, że działania niemieckich agentów w Oriencie były wyjątkowo awanturnicze. Gdyby May nie zmarł dwa lata przed Wielką Wojną, być może miałby o czym pisać.
Tymczasem, nieopisane i niesfilmowane, na długo popadły w zapomnienie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















