Awangarda, czyli co?

Awangarda, czyli co? Muzyczne epitety mają krótką datę ważności. Czym jest dziś jazzowa awangarda, usłyszymy na festiwalu Jazz Jantar w cyklu Avant.Days.
Czyta się kilka minut
Greg Fox / EBRU YILDIZ / MAT. PRASOWE
Greg Fox / EBRU YILDIZ / MAT. PRASOWE

Mianem „wybitny” określany jest dziś każdy artysta, o którym wcześniej przynajmniej raz napisano coś pozytywnego. „Wirtuoz” to muzyk, który gra bardzo szybko. „Młody” jest każdy wykonawca przed ukończeniem 50. roku życia. „Awangardowy” to także element marketingowej grypsery, mający na celu odstraszyć lwią część publiczności, a pozostałych uprzedzić, że kasa nie będzie przyjmowała zwrotów. Ale są wyjątki.

Jednym z nich jest Greg Fox – perkusista, który z równą pasją gra ciężki metal w zespole Liturgy, jak i III Symfonię Henryka Mikołaja Góreckiego w interpretacji saksofonisty Colina Stetsona. Jego muzyka zdaje się być ciągłym poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, co nowego można powiedzieć przy pomocy drugiego – po ludzkim głosie – najstarszego instrumentu naszej cywilizacji. Rytm to narzędzie komunikacji. Dźwięk, który rozchodzi się w przestrzeni, tworzy akustyczną scenografię każdego miejsca. Fox w swoim laboratorium łączy naturalne brzmienie bębnów z elektronicznymi wynalazkami, takimi jak Sensory Percussion, które z pomocą czujników i komputera zmieniają zestaw perkusyjny w bezgraniczny generator dźwięków. Krytyk „Washington Post” porównał go do Keitha Moona z The Who i Johna Bonhama z Led Zeppelin – czyli największych perkusistów epoki muzyki rockowej. Najnowsze efekty twórczych poszukiwań Grega Foksa usłyszeć można na płycie „The Gradual Progression”. Na festiwalu Jazz Jantar materiał ten będzie miał swoją koncertową polską premierę.

Podobnym poszukiwaczem dźwięków jest trębacz Peter Evans, którego u boku basisty Tima Dahla i perkusisty Mike’a Pride’a posłuchać będzie można w klubie Żak 14 listopada jako trio Pulverize The Sound (dźwięk rozproszony). Ich muzyka nie prosi o poklask. To podróż na biegun muzycznego eksperymentu, do granic, jakie osiągnąć może taka konstelacja instrumentów i muzycznych wyobraźni.

Tego samego dnia swoją pierwszą wizytę w Polsce uświetnią koncertem członkowie zespołu The Thing with Five Eyes. Grupę powołał do życia urodzony w Utrechcie Jason Köhnen. Grający na instrumentach elektronicznych i perkusyjnych Holender swój teren muzycznych poszukiwań określił mianem dark­jazz. Improwizacja spotyka tu ambient i ciężkie brzmienie z mistyką arabskiego kręgu kulturowego. Na najnowszej płycie grupy, zatytułowanej „Noirabesque”, słychać głos algierskiej śpiewaczki Leïli Bounous. W Gdańsku zespół wystąpi w składzie: Jason Köhnen – samplery, laptop, perkusja; Mohammed Antar – flet; Jean Christophe Bournine – kontrabas; Dmitry Globa-Mikhailenko – ud.

Finał tegorocznego Jazz Jantaru to także koncert z cyklu Avant-Days. Brytyjczyk James Holden zaczynał swoją karierę jako DJ i autor remiksów popowych przebojów. Jego wydana w 2006 r. debiutancka płyta „The Idiots Are Winning” została przez redakcję „Guardiana” uznana za objawienie na scenie muzyki elektronicznej. Przez kolejne lata artysta zapraszał do współpracy tak barwne postacie jak Maalem Mahmoud Guinia, specjalizującego się w tradycyjnej marokańskiej muzyce Gnaua, czy grającego na indyjskiej tabli Camila Tirado, z którym oddali ukłon pionierowi amerykańskiego minimalizmu – Terry’emu Rilleyowi.

Realizując swój najnowszy pomysł, Holden zaprosił do studia grającego na kornecie Marcusa Hambletta, francuskiego saksofonistę Étienne’a Jaumeta oraz perkusistę Tima Page’a. Nie tylko instrumentarium może budzić skojarzenia z jazzem, ale także sposób, w jaki nagrana została ich wspólna płyta. Muzycy zebrali się w jednym pomieszczeniu, a każdy utwór zarejestrowali za pierwszym podejściem, bez dogrywania dodatkowych śladów. Holden, jak na lidera, którego muzyczny rodowód to muzyka taneczna, zaproponował więc podejście cokolwiek nietypowe. W rozbujanym, trochę bałaganiarskim brzmieniu zespołu James Holden & The Animal Spirits jest coś bardzo kameralnego, a może precyzyjniej: domówkowego. Festiwalowej publiczności powinno to pozwolić złapać oddech po maratonie jesiennych koncertów Jazz Jantaru i spokojnie zapaść w zimowy sen. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2018

Artykuł pochodzi z dodatku Festiwal Jazz Jantar 2018