Astronauci utknęli na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Ich misja miała trwać tydzień

NASA upiera się przy jednym: „nie mówcie, że oni są tam uwięzieni”. Ale faktem jest, że Suni Williams i Butch Wilmore, para niezwykle doświadczonych astronautów, którzy mieli przeprowadzić pierwszy, testowy lot nowej kapsuły Starliner, nie mają na razie jak wrócić do domu.
Czyta się kilka minut
Butch Wilmore i Suni Williams w Kennedy Space Center na Florydzie przed wejściem na pokład statku kosmicznego Boeing CST-100 Starliner. 5 czerwca 2024 r. // Fot. Miguel J. Rodriguez Carrillo / AFP / East News
Butch Wilmore i Suni Williams w Kennedy Space Center na Florydzie przed wejściem na pokład statku kosmicznego Boeing CST-100 Starliner. 5 czerwca 2024 r. // Fot. Miguel J. Rodriguez Carrillo / AFP / East News

Misja, która miała potrwać tydzień, przeciągnie się co najmniej do przyszłego roku. Problemy zaczęły się jeszcze w czerwcu. Ich kapsuła, która nigdy wcześniej nie wywiozła na orbitę ludzi, zaczęła strzelać fochy w drodze na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Podczas lotu testowego aż 5 spośród 28 silników korekcyjnych, pozwalających załodze kontrolować kurs i położenie kapsuły, odmówiło współpracy. Zanim pojazd dotarł na ISS, cztery z nich znów działały prawidłowo. Ale NASA postanowiła dokładnie sprawdzić cały pojazd, zanim załoga wsiadłaby do niego w drogę powrotną. 

Testy, prowadzone przez załogę na orbicie i inżynierów na Ziemi, potrwały dwa miesiące. Ostatecznie agencja uznała, że ryzyko jest zbyt wielkie. Starliner wróci na Ziemię bez załogi. Williams i Wilmore poczekają na orbicie na inną podwózkę na Ziemię.

Blamaż Boeinga

To gigantyczny blamaż Boeinga. W 2011 r. firma otrzymała – jako jedna z dwóch – wart 4 miliardy dolarów kontrakt na budowę pojazdu, który miałby bezpiecznie przewozić astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Drugi ze zwycięzców konkursu, SpaceX, wykonał między 2020 a marcem 2024 r. 13 załogowych lotów: 9 dla NASA i 4 dla komercyjnych klientów. W międzyczasie Boeing zdołał wystrzelić Starlinera zaledwie raz, a bezzałogowy lot niemal skończył się katastrofą. Załogowa próba z czerwca tego roku miała udowodnić, że kapsuła jest bezpieczna i gotowa do służby.

Nie wyszło. NASA, która wciąż boleśnie wspomina stratę 7 astronautów, którzy zginęli na pokładzie promu kosmicznego Columbia w 2003 r., uznała, że nawet, jeśli ryzyko dla załogi przy powrocie na Ziemię jest niewielkie, to i tak zdecydowanie zbyt duże. Agencja uznała, że bezpieczniej będzie, jeśli oboje astronautów poczeka na orbicie, aż przyleci po nich kapsuła Dragon przygotowana przez konkurencję. Tyle że najbliższe dwa wolne miejsca w drodze powrotnej będą na jej pokładzie wolne dopiero w lutym 2025 r. A i to dopiero po przetasowaniu przyszłych załóg stacji.

„Lot testowy z natury nie jest ani bezpieczny, ani rutynowy” – stwierdził w niedzielę administrator NASA Bill Nelson. „Podejmując tę decyzję, kierujemy się jednak naszym zobowiązaniem do zachowania bezpieczeństwa załogi”.

Nelson zapewnił jednocześnie, że jest „w 100 proc. pewny”, że Starliner będzie wozić na ISS astronautów. Dla NASA to coś więcej niż tylko kwestia podparcia reputacji największego amerykańskiego producenta samolotów i rakiet. Powodem, dla którego agencja dekadę temu wybrała dwie firmy do dostarczania załóg na ISS, było to, że w razie uziemienia jednego z pojazdów agencja zawsze miałaby możliwość bezpiecznego transportowania astronautów za pomocą drugiego z nich. NASA bardzo chce uniknąć powrotu do mrocznej dekady po zakończeniu w 2011 r. lotów promów kosmicznych, kiedy jedynym sposobem na przewożenie Amerykanów i Europejczyków na ISS było wysyłanie ich na pokładzie rosyjskich kapsuł Sojuz.

Nadgodzin w NASA nie ma

Tymczasem oboje astronautów-weteranów musi znaleźć sobie na orbicie jakieś zajęcie na najbliższe pół roku. Na razie robią to, co zrobiłby w ich sytuacji każdy mieszkaniec domku jednorodzinnego objęty kwarantanną. Podlewają rośliny i prowadzą drobne prace naprawcze na pokładzie stacji.

I choć tygodniowa misja zmieniła się w niemal roczną epopeję, nie mogą liczyć na żadne finansowe korzyści. Astronauci, jako pracownicy amerykańskiego rządu federalnego, nie dostają nadgodzin podczas lotów w kosmos. Dostają jedynie diety – ale jako że rząd zapewnia im transport (jak się okazuje, niezupełnie pewny), wyżywienie i dach nad głową, Williams i Wilmore mogą liczyć na dodatek do swojej pensji rzędu... 5 dolarów na dobę.

Ale przynajmniej nie mogą narzekać na widoki i pogodę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”