Wygląda trochę jak metalowa sowa. Albo wieża hi-fi z lat 90., której głośniki zamieniono na pokaźne panele słoneczne. Ale EagleEye to coś zdecydowanie więcej. Największy jak dotąd polski satelita może dać zupełnie nowe możliwości rządowi w Warszawie, lecz – co ważniejsze – może też stać się przepustką dla polskiego przemysłu kosmicznego do światowej ligi.
16 sierpnia inżynierowie z kilku polskich firm kosmicznych wstrzymali oddech. W przepastnej ładowni rakiety Falcon 9, przygotowywanej do startu z położonego w Kalifornii kosmodromu Vandenberg, znajdowało się aż 116 satelitów. Ale ich interesował tylko jeden. EagleEye – największe orbitalne urządzenie stworzone w Polsce.
EagleEye może wydawać się niepozorny – cały satelita waży zaledwie 55 kilogramów, a po rozłożeniu paneli słonecznych ma 150 cm szerokości i 90 wysokości. Ale satelita jest doskonałą ilustracją tego, jak miniaturyzacja elektroniki zmieniła całą kosmiczną branżę. Będzie w stanie tworzyć obrazy powierzchni Ziemi o wysokiej, sięgającej 1 metr na piksel rozdzielczości. Jeszcze kilkanaście lat temu podobne parametry miały urządzenia wielkości trzydrzwiowej szafy. I podobnej masie.
Projekt EagleEye to efekt współpracy kilku kluczowych polskich podmiotów, w tym Creotech Instruments, firmy Scanway oraz Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Creotech odpowiadał za budowę platformy satelitarnej HyperSat, stanowiącej fundament całego projektu. Platforma ta jest modularna, co oznacza, że może być dostosowana do różnych misji, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych. EagleEye jest zaledwie demonstratorem. Wkrótce w kosmosie może dołączyć do niego „brat”, wyposażony nie w optyczny teleskop, tylko w precyzyjny radar pozwalający na prowadzenie obserwacji Ziemi w dzień, w nocy i przy każdej pogodzie.

A to coś, o co od dawna apelowali nie tylko wojskowi. W zastosowaniach militarnych podobne satelity są bezcenne – od początku wojny w Ukrainie obie strony konfliktu wydają miliony na kupowanie zdjęć od dostawców komercyjnych zdjęć satelitarnych, którzy – jak się okazuje – dostarczają danych lepszych niż rosyjskie wojskowe satelity. Obrazy satelitarne są potrzebne do monitorowania ruchów wojsk, planowania operacji, identyfikowania pozycji artylerii czy oceny zniszczeń w infrastrukturze krytycznej.
Ale to nie jedyne zastosowanie takich urządzeń. Zdjęcia i pomiary satelitarne – EagleEye prowadzi obserwacje w paśmie widzialnym i w bliskiej podczerwieni – są bezcenne dla monitorowania środowiska, zarządzania zasobami naturalnymi czy rolnictwa. Polska jest zarówno członkiem NATO, jak i Europejskiej Agencji Kosmicznej, co daje nam pierwszeństwo w dostępie do danych zbieranych przez satelity należące do tych organizacji – ale posiadanie własnych satelitów pozwala ominąć kolejkę, dostosować parametry urządzeń do naszych konkretnych wymagań, czy wreszcie oferować usługi naszych satelitów na wolnym rynku.
Jeśli projekt EagleEye odniesie sukces i doprowadzi do powstania kolejnych, bazujących na opracowanych na jego potrzeby technologiach satelitów, Polska może po raz pierwszy stać się istotnym graczem na europejskim rynku kosmicznym. A bazę do tego już mamy. Polski przemysł kosmiczny, w zasadzie nieistniejący przed wejściem naszego kraju do ESA w 2012 r., liczy dziś (wg szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego) 300-400 firm i instytucji zatrudniających łącznie 12 tys. pracowników.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















