Sunita Williams i Butch Willmore nie widzieli swoich rodzin od przeszło miesiąca. A jeszcze nie polecieli w kosmos. Para astronautów od 23 kwietnia przebywa w przedstartowej kwarantannie, która ma zagwarantować, że żadne z nich nie rozchoruje się na orbicie. Zazwyczaj taka kwarantanna trwa około dwóch tygodni. Tym razem sprawa nieco się skomplikowała.
Williams i Willmore to astronauci-weterani. W sumie spędzili na orbicie 499 dni, w tym 75 godzin na spacerach w otwartej przestrzeni kosmicznej. Oboje byli też pilotami-oblatywaczami amerykańskiej marynarki wojennej. Ale ta misja jest wyjątkowa nawet dla nich.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w sobotę ok. godz. 18 czasu polskiego polecą w kosmos na pokładzie pojazdu, którym jeszcze nigdy nie podróżowali ludzie. Pojazdu, który dotąd zasłynął serią pechowych wpadek i niepokojących niedoróbek. Pojazd ten to Boeing CST-100 Starliner. Siedmioosobowa kapsuła, która ma stać się jednym z najważniejszych kosmicznych autobusów. Jeśli tylko uda się jej wystartować z astronautami na pokładzie.
Starliner: krótka historia
W 2014 r. NASA, chcąc uniezależnić się od rosyjskich Sojuzów, zleciła Boeingowi i początkującej wówczas firmie SpaceX opracowanie pojazdów, które miałyby zabierać Amerykanów i ich sojuszników na orbitę. Każda z firm dostała miliard dolarów i cel: dotrzeć na Międzynarodową Stację Kosmiczną do 2017 r. Obie, jak się okazało, przestrzeliły deadline.
SpaceX, który załogową kapsułę oparł na udanej, towarowej kapsule Dragon, debiutującej jeszcze w 2012 r., przeprowadził pierwszy załogowy test Crew Dragona w 2020 r. Od tej pory załogowe Dragony odwiedziły ISS jeszcze 11 razy. Starliner, kapsuła opracowywana zupełnie od zera, potrzebowała więcej czasu.
Pierwszy bezzałogowy test przebiegł, prawdę mówiąc, fatalnie. Misja, przeprowadzona w grudniu 2019 r., miała obejmować cumowanie bezzałogowej kapsuły do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Ale statek tam nie dotarł bo… zabłądził. A to nawet nie był najpoważniejszy problem.
Problem z wewnętrznym zegarem statku, który nastąpił po 31 minutach lotu sprawił, że silniki pojazdu pracowały na początku misji zbyt długo. Starliner skończył na niewłaściwej orbicie i z bardzo ograniczoną ilością paliwa na pokładzie. Lot na ISS nie wchodził już w grę.
Ale tuż przed powrotem okazało się, że równie niebezpieczne może okazać się lądowanie. Krytyczny błąd oprogramowania kapsuły mógł sprawić, że moduł serwisowy - część kapsuły zawierającej m.in. generatory i układy podtrzymywania życia, odrzucana przed powrotem na ziemię części załogowej statku - mógł tuż po rozłączeniu się obu elementów uderzyć w moduł dowodzenia. Inżynierowie Boeinga musieli w zasadzie od początku napisać sterujący procesem rozłączania kod podczas trwania misji. Odpowiedni update oprogramowania udało się przesłać zaledwie na dwie godziny przed ponownym wejściem kapsuły w atmosferę.
Wpadki mocno uderzyły w reputację Boeinga. Następna, tym razem udana bezzałogowa próba, nastąpiła dopiero w 2022 r. (pandemia niestety nie pomogła). Ale w kolejnym roku pech kapsuły znowu dał o sobie znać: okazało się, że spadochrony kapsuły nie działają jak należy, a okablowanie jest pokryte łatwopalną taśmą.
Orbitalny park biznesowy
Wszystkie niedoróbki udało się jednak - zdaniem NASA - naprawić. Williams i Willmore jako pierwsi mieli zabrać Starlinera na przejażdżkę na ISS. Tyle że podczas pierwszego podejścia do startu - 7 maja czasu polskiego - jeden z zaworów rakiety nośnej odmówił współpracy. Gdy był wymieniany, inżynierowie odkryli także niewielki wyciek helu spod jednej z uszczelek w silniczku manewrowym samej kapsuły.
Po długich analizach postanowiono nie naprawiać tej ostatniej usterki, bo z obliczeń wynika, że kapsuła może lecieć bezpiecznie nawet przy stukrotnie większym ubytku gazu. A wymiana uszczelki wymagałaby rozebrania na kawałki znacznej części kapsuły.
Opóźnienie startu miało dla nas jasną stronę - mówił Mark Nappi, manager programu Starliner w Boeingu. Gdybyśmy wystartowali nie wiedząc o wycieku, lot byłby bezpieczny i udany, ale nie wiedzielibyśmy wielu rzeczy, które wiemy dzisiaj - dodawał. To kluczowe, bo w końcu misja ma być lotem testowym. Jednym z jego głównych celów jest rozpoznanie wszystkich problemów, które mogły umknąć inżynierom na ziemi.
Na udany lot Starlinera liczą nie tylko inżynierowie Boeinga i administracja NASA, która wydała na niego miliard dolarów. Powodzenie tej kapsuły jest kluczowe dla bezpiecznych lotów w kosmos, także tych całkowicie komercyjnych.
W 2021 r. Boeing, razem z należącą do Jeffa Bezosa firmą Blue Origin oraz koncernem Sierra Space ogłosił plan wybudowania pierwszej w historii prywatnej stacji kosmicznej. Placówka, ochrzczona nazwą Orbital Reef (Orbitalna Rafa), ma być orbitalnym parkiem biznesowym, z biurami, fabrykami i kosmicznymi hotelami. Rafa ma rozpocząć działalność około 2027 r., a Starliner ma być jednym z głównych środków transportu stację. Oczywiście, jeśli testowy start pójdzie tak, jak powinien.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















