Apartheid po afgańsku: co wolno kobietom i mężczyznom pod rządami talibów

Ogłoszony niedawno kodeks wspierania cnoty i walki z występkiem ma – według talibów – wyplenić w Afganistanie wszelkie zło i sprawić, że życie kobiet w tym kraju stanie się „wygodne i dostatnie”.
w cyklu STRONA ŚWIATA
Czyta się kilka minut
Afgańskie kobiety ubrane w burki podczas kursu haftowania. Kandahar, 4 września 2024 r. // Fot. Anaullah Seiam / AFP East News
Afgańskie kobiety ubrane w burki podczas kursu haftowania. Kandahar, 4 września 2024 r. // Fot. Anaullah Seiam / AFP East News

„Apartheid”, słowo pochodzące z języka afrykanerskiego, znaczy z grubsza biorąc tyle co „osobno”. Wyniesiony w Południowej Afryce w 1948 roku do rangi ustroju państwowego, apartheid miał – w przekonaniu jego głosicieli – uchronić ten kraj od fatalnego w skutkach, a w dodatku grzesznego mieszania się ras i narodów. Zakładał, że biali, czarni, Azjaci, Arabowie, a także mieszańcy (tzw. koloredzi), a w dalszej perspektywie również wszystkie ludy zamieszkujące Południową Afrykę, biali Afrykanerzy/Burowie, Brytyjczycy, Zulusi, Khosowie, Tswana, Sotho, Venda czy Pedi, będą żyć osobno, wspólnie zaś jedynie pracować dla jej dobra.

A nawet tu każdy miał odrębną, przypisaną mu rolę. Właścicielami i zarządcami Południowej Afryki mieli być biali, a czarnym, stanowiącym trzy czwarte ludności, wyznaczono rolę taniej siły roboczej, która po fajrancie miała wracać do hoteli robotniczych i osiedli na przedmieściach, z dala od miast, zastrzeżonych wyłącznie dla białych. Czarni nie mieli żadnych politycznych praw, nie uważano ich nawet za obywateli, a Azjaci i koloredzi byli obywatelami gorszej kategorii.

Afgański apartheid wyrasta z przekonania o grzesznej naturze człowieka, z której wybawieniem może być jedynie obowiązkowa segregacja płci, rozdział mężczyzn i kobiet, będący według talibów podstawą Bożego porządku na ziemi. Uznawszy, że mężczyźni są słabi i grzeszni i nie da się ich zmienić, przywódcy talibów postanowili ratować ich przed występkiem, odsuwając od nich największą pokusę – kobiety. Pycha oraz niepohamowana żądza bogactwa i wygody sprawiły, że z biegiem czasu południowoafrykański apartheid wyrodził się w najgorszą dyskryminację rasową, uznaną w końcu przez ONZ za zbrodnię przeciwko ludzkości. Apartheid w wersji afgańskiej u samego jego zarania okazał się najgorszą dyskryminacją kobiet.

Już starzy talibowie, którzy powstali jako ruch polityczny w połowie lat 90., a w 1996 roku wygrali wojnę domową i objęli władzę w Afganistanie, z segregacji uczynili jeden z fundamentów swoich porządków. Mieszając afgański islam pogranicza z plemiennymi prawami i zwyczajami Pasztunów (stanowią połowę ludności 40-milionowego Afganistanu, a dwa razy tyle żyje ich w prawie 250-milionowym Pakistanie), wynieśli do rangi przykazania wiary przekonanie, że choć afgańska kobieta jest dla afgańskiego mężczyzny najcenniejszym skarbem, to przede wszystkim jest jego własnością.

W Południowej Afryce rasistowskie prawa i zwyczaje zaprowadzili Brytyjczycy, ale ich biali konkurenci Afrykanerzy/Burowie uczynili z nich ustrój państwa i to na nich spadła odpowiedzialność za krzywdy i zbrodnie apartheidu. W Afganistanie rozdziału płci od wieków pilnowali plemienni wodzowie i wioskowi mułłowie, ale dopiero talibowie, i to nie ci starzy, z przełomu stuleci, lecz ich następcy, którzy w 20-letniej wojnie wykrwawili armie Zachodu i trzy lata temu wrócili do władzy w Kabulu, segregację płci ogłosili podstawą ustroju ich emiratu. Naczelny emir talibów, mułła Hajbatullah, nakazał to już przed rokiem, ale dopiero w sierpniu jego życzenie stało się prawem.

Co wolno kobietom w Afganistanie?

Niewiele, właściwie nic, a w każdym razie o niebo mniej niż prześladowanym w czasach apartheidu czarnoskórym mieszkańcom Południowej Afryki. Zgodnie z ogłoszonym pod koniec sierpnia kodeksem wspierania cnoty i walki z występkiem wolno im opuszczać domostwa wyłącznie w stosownym, pobożnym przyodziewku, burce, obszernej pelerynie, zakrywającej całe ciało, głowę i twarz. Otwór, umożliwiający odzianej tak kobiecie widzenie, przesłonięty jest gęstą siatką, przez którą jej twarz pozostaje niewidoczna. W ponad 100-stronicowym i składającym się z 35 artykułów kodeksie talibowie nakazali też, by tkanina, z której uszyta jest burka, nie była za cienka, a wykonana z niej szata za krótka lub prześwitująca.

Talibowie uznali ciało, głowę, a nawet głos kobiety za rzecz intymną, którą publicznie trzeba skrywać, by nie wiodła mężczyzn na pokuszenie. Jedynymi nieintymnymi częściami kobiecego ciała uznano dłonie (powyżej nadgarstków) i stopy (poniżej kostek). Za intymną część ciała męskiego, którą publicznie należy skrywać, uznano dolną część korpusu poniżej pępka i nogi, aż do kolan włącznie. Za zalecany strój dla mężczyzn uznano luźne szarawary, za wielce nieodpowiedni zaś – zbyt obcisłe spodnie zachodniego kroju.

Artykuł 13, poświęcony kobietom, zaleca, by opuszczały domostwa pod opieką dorosłych krewnych – ojca, męża, dorosłych synów – i nawet zasłonięte burką pod żadnym pozorem nie spoglądały w oczy obcych mężczyzn (także afgańskim mężczyznom kodeks zabrania spoglądania na obce kobiety). Nowe prawo zabrania też kobietom głośno odzywać się publicznie, recytować wiersze i śpiewać, kobiecy głos bowiem, a zwłaszcza śpiew, uznali talibowie za pokusę, która niechybnie przywiedzie afgańskich mężczyzn do grzechu.

W emiracie talibów towarzystwo męskich opiekunów będzie kobietom konieczne, by mogły korzystać z transportu publicznego i taksówek (kierowcom zabroniono brać samotne kobiety na pasażerki). To nowe ograniczenie, bo dotąd bez towarzystwa męskich krewnych kobietom wolno było podróżować na odległość ok. 70-80 km od domu.

Odkąd latem 2021 roku talibowie powrócili do władzy, krok po kroku usuwają kobiety z życia publicznego, by zamknąć je w ich domostwach i przymusić do pełnienia funkcji wyłącznie żon, matek i gospodyń domowego ogniska. Zabronili im odwiedzać parki i place zabaw, a nawet łaźnie publiczne, kazali pozamykać salony piękności. Kobietom zatrudnionym dotąd w urzędach nakazali, by nie przychodziły więcej do pracy, a na swoje miejsce przysyłały męskich krewnych.

Już jesienią 2022 roku talibowie zabronili dziewczętom studiowania agronomii, inżynierii, medycyny, weterynarii i dziennikarstwa uznając, że dziedziny te są dla kobiecych umysłów „zbyt trudne”. W grudniu 2022 roku w ogóle zabronili zaś dziewczętom nauki na uniwersytetach. Zamknęli też dla nich szkoły średnie i od trzech lat afgańskie dziewczęta mogą uczyć się jedynie do szóstej klasy szkoły podstawowej. Potem, według talibów, przeradzają się w kobiety i podlegają ścisłej separacji płci. Rządzony przez talibów Afganistan jest jedynym krajem na świecie, gdzie dziewczętom odmawia się prawa do nauki.

Wkrótce pozbawione mogą też zostać opieki medycznej, bo afgański apartheid nie pozwala, by lekarze zajmowali się chorymi pacjentkami, a dziewczętom zabrania kształcić się na lekarki (pozwala uczyć się na pielęgniarki i nauczycielki do szkół podstawowych). Jeśli zabraknie lekarek, talibowie przerzucą najpewniej kłopot opieki medycznej dla kobiet na zagraniczne organizacje dobroczynne, zawsze gotowe do pomocy.

Talibowie i prawa człowieka

Talibowie tłumaczą cierpliwie, że wcale nie zabraniają dziewczętom nauki, ale ich duchowi przywódcy, mułłowie, wciąż radzą, jak zorganizować system odrębnego szkolnictwa. Talibowie, choć o tym nie mówią, nie mają też pieniędzy na zbudowanie oddzielnych szkół i akademii dla dziewcząt.

Przekonują również, że dla afgańskich kobiet nie ma większego szczęścia niż zajmować się rodziną. Po co dziewczętom wyższa matematyka czy astronomia – tłumaczą – skoro i tak pisana im jest rola żon i matek? Opieka nad mężem i licznym potomstwem, jakie mu urodzą, zajmie im cały czas i nie starczy im go na nic więcej. Nauka i rozbudzone przez nią, a niemożliwe do spełnienia aspiracje i marzenia będą dla dziewcząt tylko źródłem niepotrzebnego bólu, a nie szczęścia.

To właśnie mówiła dziennikarce gazety „Telegraph” Afganka, która zaciągnęła się na służbę w policji obyczajowej talibów. „Ślepe naśladowanie niewiernych nie jest żadną wolnością – powiedziała. – Prawdziwa wolność czeka nas, kobiety, w naszych domach, w których możemy wychowywać nasze dzieci, służyć naszym mężom i niczym innym się nie martwić”.

Mohammed Chalid Hanafi, zawiadujący Ministerstwem Wspierania Cnoty i Walki z Występkiem (funkcjonuje w tym samym budynku, co podczas poprzednich rządów talibów z lat 1996-2001, a który za czasów zachodniej inwazji został przejęty na siedzibę ministerstwa ds. kobiet), twierdzi, że kobiety w Afganistanie cieszą się pełnią praw. „Mają prawo do dziedziczenia, a także wyboru mężów – wymieniał podczas niedawnej wizyty w północnej prowincji Badachszan. – Oskarża się nas, że łamiemy prawa człowieka. Czyż namawianie kobiet do skromności jest łamaniem praw człowieka?”.

A jego kolega po fachu, minister nauki i oświaty mułła Nida Mohammed Nadim, zapewniał na konferencji prasowej w Kabulu, że talibowie nie czynią niczego, co byłoby sprzeczne z islamem, a także kulturą i tradycją afgańską. Dodał, że mułłowie naradzają się, jak urządzić szkolnictwo, by nauki mogły pobierać także dziewczęta. „Ale to bardzo trudna i wrażliwa sprawa i nie da się jej rozstrzygnąć w kilka tygodni albo miesięcy” – powiedział, przypominając, że zgodnie z nowym prawem podważanie polityki oświatowej talibów jest również zakazane.

Mułła Abdul Ghafar Faruk, rzecznik prasowy Ministerstwa Wspierania Cnoty i Walki z Występkiem, zapewnił, że z Bożą pomocą, dzięki nowemu prawu ogłoszonemu przez emira Hajbatullaha, talibom uda się wyplenić w Afganistanie wszelkie zło i zaprowadzić porządki pobożne i cnotliwe. Przytoczył też słowa emira, który już rok temu orzekł, że dzięki kodeksowi wspierania cnoty i walki z występkiem życie kobiet w Afganistanie stanie się „wygodne i dostatnie”.

Co wolno mężczyznom w Afganistanie

Kodeks wspierania cnoty i walki z występkiem w artykule 22 reguluje też w najdrobniejszych szczegółach codzienne życie afgańskich mężczyzn. Muszą ubierać się skromnie i zgodnie z nakazami wiary. Nie wolno im strzyc się na podobieństwo niewiernych z Zachodu, nie wolno golić ani modelować bród. Wszyscy mają je zapuszczać przynajmniej na taką długość, by schwytane dłonią pod brodą, koniuszkami włosów wystawały z zaciśniętej pięści. „Stwórca w swojej Boskiej mądrości dał zarost mężczyznom, żeby różnili się od kobiet” – orzeka artykuł 22. Tak jak za poprzednich rządów talibów, mężczyźni, którzy nie będą nosić odpowiedniego zarostu, zostaną osadzeni w areszcie na tak długo, by policja obyczajowa mogła przekonać się, że brody rzeczywiście im nie rosną.

Mężczyznom nie wolno pić alkoholu, sięgać po narkotyki ani oddawać się grom hazardowym. Zakazane zostały muzyka i tzw. mieszane sporty walki (MMA), które talibowie uznali za zagrażające ludzkiemu życiu, a więc sprzeczne z islamem.

Mężczyznom nie wolno nosić krawatów, ozdób w kształcie krzyża ani niczego, co „upodabniałoby ich do niewiernych z Zachodu”. Nie wolno im też utrzymywać z nimi znajomości ani w czymkolwiek pomagać (Afganki mają zasłaniać twarz i milczeć także w obecności niewiernych kobiet).

Za przestępstwo został uznany homoseksualizm, seks przedmałżeński, a także analny, nawet między małżonkami. Zakazane zostały lichwa, muzyka, huczne wesela, tak ukochane przez Afgańczyków, oraz niemuzułmańskie święta, w tym święto Nawruz, obchodzone według perskiej tradycji jako początek Nowego Roku, a także nieposłuszeństwo wobec rodziców i zawieranie małżeństw pod przymusem.

Mężczyźni muszą obowiązkowo przestrzegać wszystkich pięciu modlitw dziennie zalecanych przez islam: przed wschodem słońca, w południe, po południu, po zachodzie słońca i w nocy. Kierowcy pojazdów, w tym rejsowych autobusów, mają się zatrzymywać i wraz z pasażerami robić przerwę w podróży na modły. Obowiązkowy jest też post podczas miesiąca ramadanu.

Artykuł 17 zabrania dziennikarzom publikowania wizerunków żywych istot, zwłaszcza ludzi. Talibowie zakazywali tego już wtedy, gdy rządzili Afganistanem po raz pierwszy. Uważali, że fotografowanie ludzi i zwierząt, a także tworzenie ich wizerunków, obrazów czy rzeźb jest bałwochwalstwem i uzurpacją wyłącznych prerogatyw Stwórcy.

Właścicielom sklepów z odzieżą znów nakazano usunąć z witryn manekiny, a przynajmniej zasłonić folią ich twarze. „Jakoś to przeżyjemy – powiedział dziennikarzowi gazety „Telegraph” jeden z kupców w Heracie. – Mamy większe zmartwienia. Gdzie znaleźć zarobek? Jak przeżyć?”.

ONZ rozmawia z talibami

Zachodnich obrońców praw człowieka i ONZ oburzyły przede wszystkim nowe restrykcje nałożone przez talibów na afgańskie kobiety. Choć rządzą już czwarty rok, nikt jeszcze nie uznał ich za prawowity rząd (kiedy panowali w latach 1996-2001, ich rząd uznawały Pakistan, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie). Pod przywództwem Zachodu świat domaga się od talibów złagodzenia represji wobec kobiet. Wystarczyłoby zapewne, gdyby przywrócili dziewczętom prawo do nauki, a ich szanse na międzynarodowe uznanie niepomiernie by wzrosły. Świat pogodziłby się z ich rządami, karami chłosty i kamienowaniem, i niósł Afgańczykom pomoc.

Ale talibowie ani myślą ustępować. Kodeks wspierania cnoty i walki z występkiem ogłosili niedługo po międzynarodowej naradzie w katarskiej Dausze, na którą zostali zaproszeni. ONZ przystała nawet na ich warunek, by w Katarze o kobietach ani o ich prawach w ogóle nie rozmawiać. „Tylko rozmawiając z talibami, możemy ich przekonać do ustępstw” – tłumaczyli szefowie ONZ.

Na ich głosy oburzenia po wprowadzeniu nowych praw, zaostrzających rygory wobec kobiet, talibowie odpowiedzieli gniewem. Minister Hanafi od wspierania cnoty i walki z występkiem oznajmił, że talibowie czynią wyłącznie to, co nakazuje Najwyższy, i że w tej sprawie nie ma mowy o jakichkolwiek ustępstwach. „Mamy targować się w sprawie dobra i zła? I dopiero wtedy świat uzna nas za prawowite władze? – odpowiedział na protesty ONZ. – Po co więc toczyliśmy tę dwudziestoletnią wojnę? Uchowaj nas Boże!”.

Hanafi oświadczył też, że z woli emira Ministerstwo Wspierania Cnoty i Walki z Występkiem, a także podległa jej policja obyczajowa, mohtasibowie, nie będą współpracować z afgańskim biurem ONZ ani z jego szefową, Kirgizką Rozą Otunbajewą, a emir Hajbatullah zakazał wpuszczać do Afganistanu Richarda Bennetta, specjalnego wysłannika ONZ ds. praw człowieka. Rzecznik talibów Zabiuhullah Modżahed zarzucił mu, że rozpowiada o Afganistanie i talibach kłamstwa i głupoty. „Żaden niewierny nie będzie nam mówił, jak mamy żyć. To zniewaga dla naszej wiary, ale lepiej, żeby cudzoziemcy nie obrażali islamu – powiedział rzecznik. – Niech się lepiej zajmą zbrodniami popełnianymi na naszych muzułmańskich braciach w Strefie Gazy”.

Afgańskie działaczki praw człowieka z diaspory na Zachodzie – Fauzia Kufi, wiceprzewodnicząca parlamentu za czasów Amerykanów pod Hindukuszem, i Szukria Barakzaj, była posłanka i ambasadorka Afganistanu w Norwegii – uważają, że Zachód i ONZ wykazują się zbyt wielką cierpliwością i wyrozumiałością wobec talibów i że zachęca to ich do jeszcze większej nieustępliwości i uporu. „A tu nie idzie o prześladowania kobiet, ale o gwałcenie podstawowych praw człowieka i talibowie muszą ponieść za to karę” – twierdzi Fauzia Kufi.

Wtóruje jej Szukria Barakzaj, która powtarza, że światu tak zależy, żeby ułożyć jakoś stosunki z talibami, że przymyka oczy na łamanie praw człowieka w Afganistanie. I że talibom nie idzie o żadne osobliwości afgańskiej tradycji czy kultury, ani nawet o islam, ale o panowanie patriarchalnych porządków, zagrożonych za każdym razem, gdy do władzy w Kabulu dochodzą zwolennicy modernizacji – tak było przed stu laty, za panowania króla Amanullaha i jego żony Sorai, która odważyła się ściągnąć burkę i występować publicznie z odsłoniętą twarzą. Tak było za czasów sowieckiej okupacji (1979-89) i ostatnio, gdy porządki w Kabulu stanowili Amerykanie. Zdaniem afgańskich dysydentów z diaspory talibowie chcą zerwać z kulturą Zachodu, wbić Afgańczykom do głów, że cudzoziemcy poszli precz już na zawsze, a wraz z nimi przepadły wszystkie przywleczone przez nich wynalazki i mody.

Chcąc ukarać Południową Afrykę za apartheid, Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w 1974 roku zawiesiło ją w prawach członka organizacji. Została przyjęta na powrót w 1994 roku, kiedy apartheid zbankrutował i został unieważniony, a w Południowej Afryce odbyły się pierwsze wolne wybory, w wyniku których do władzy doszedł ruch wyzwoleńczy czarnych, a jego przywódca, Nelson Mandela, został pierwszym czarnym prezydentem kraju.

Rządzonego przez talibów Afganistanu ONZ jak na razie wyrzucać ze swojego grona nie zamierza. „Nie skrywaliśmy naszego oburzenia z powodu wykluczenia kobiet z życia publicznego w Afganistanie, ale wciąż będziemy utrzymywać kontakt ze wszystkimi stronami afgańskiego sporu, także z talibami – oznajmił ostatniego dnia sierpnia Stéphane Dujarric de La Rivière, rzecznik sekretarza generalnego ONZ. – Zawsze postępowaliśmy i będziemy postępować zgodnie z mandatem i duchem tej organizacji. I bezstronnie oraz w dobrej wierze będziemy nieść posłanie praw człowieka i równości”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”