André przyjechał z Niemiec i za własne pieniądze remontuje drogi w Donbasie

Po tym, jak wcześniej zajmował się przez rok ewakuowaniem cywilów z ostrzeliwanych wsi, łatanie drogowych dziur może wydać się zajęciem relaksującym. Gdyby tylko nie te sny, które wracają co dwa-trzy tygodnie. Jeden z objawów zespołu stresu pourazowego.
spod Myrnohradu (Ukraina)
Czyta się kilka minut
Wolontariusz André West w Donbasie. Ukraina, 7 czerwca 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk
Wolontariusz André West w Donbasie. Ukraina, 7 czerwca 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Trzecia trzydzieści. Czas wstawać. Artyleria śpi, dla piechoty też za wcześnie. Za to dla André Westa, 23-letniego wolontariusza z Niemiec, to moment idealny, by zbierać się do roboty. Szybkie śniadanie i kolejne dziewięć godzin, do trzynastej, spędzimy na łataniu drogi pod Myrnohradem (przed inwazją 50-tysięcznym miastem w obwodzie donieckim). Potem słońce stanie się tak dokuczliwe, że trzeba będzie uciekać z rozgrzanego asfaltu.

Z POMOCĄ SZCZOTEK oczyszczamy dziurę w drodze z pyłu i okruchów. André poprawia po mnie, sumienny, dokładny. Po czym zabiera się za zasypywanie dziury tłuczonym asfaltem z recyklingu. Ma tego całą naczepę swojego auta – tak jak on, całego w maskującej zieleni.

– Oho, Rosjanie się obudzili – rzuca, gdy w oddali słyszymy pomruk. Linia frontu jest kilkanaście kilometrów stąd. On skupia się na pracy. – Staranniej. Najdrobniejsze okruchy przy brzegach, większe mogą być pośrodku. Kamienie wyrzucaj – instruuje.

Bardziej zaopiekowanych skrawków asfaltu niż te, za które zabrał się André, nikt nie znajdzie w całym obwodzie donieckim.

Wygracowaną powierzchnię zasypanej dziury spryskujemy dieslem. André uruchamia zagęszczarkę, której przejazd koronuje dzieło. Towarzyszą nam zdziwione spojrzenia, rzucane zza kierownic przejeżdżających aut. Większość to wojskowe terenówki – droga, którą remontuje André, prowadzi na pozycje.

André Westa remontuje drogę pod Myrnohradem. Ukraina, 7 czerwca 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

DLACZEGO? To pytanie zadaje mu chyba każdy, kto go spotyka. Dlaczego zostawił dawne życie, by łatać drogi na zapleczu frontu?

– Bo nikt inny się tym nie zajmuje – odpowiada z prostotą, gdy po czterech godzinach robimy przerwę na kawę. – Mój cel to ułatwić pracę medykom. Na dziurawej drodze ambulans ewakuacyjny z rannym nie rozwinie dużej prędkości. A wtedy liczą się sekundy.

Wolontariuszem jest od początku pełnoskalowej wojny. Pierwszy rok spędził, ewakuując cywilów z przyfrontowych miejscowości (jak wielu z barwnej międzynarodowej ekipy, która przybyła tu, by jakoś pomóc). Od tamtego czasu wojna zamieniła się z manewrowej w pozycyjną, front przesuwa się powoli, za ewakuację odpowiada dziś zwykle policja. Zostały beznadziejne drogi.

– Miejscowa administracja nie robi tego. Ani też nie wchodzi mi w drogę. Nie konsultuję z nią remontów. Sam decyduję, który odcinek remontować. Zwracają się też do mnie o to żołnierze. Koszty? Sam pokrywam wszystkie.

PO TAMTYM ROKU, spędzonym na ewakuowaniu cywilów, często pod ostrzałem, łatanie dróg wydaje się być wręcz zajęciem relaksującym. Choć blisko frontu, jest zdecydowanie bezpieczniejsze. André czuje, że pomaga mu odzyskać spokój w głowie. Tak potrzebny przy zespole stresu pourazowego, którego nabawił się w 2022 r.

– Moja głowa tu odpoczywa, ale ciało nie. To naprawdę okropna robota i chyba tylko zupełny wariat miałby z niej frajdę. Za to widzę, że ma ona sens.

– Wydajesz się zafascynowany, gdy opowiadasz o tej pracy – mówię.

– To tylko moje ADHD – André uśmiecha się, choć niezbyt mu chyba do śmiechu. – Staram się robić najlepiej to, co robię. Mam kilka książek o konstrukcji dróg, czytam amerykańskiego ebooka o asfalcie.

JEGO PTSD zaczęło się od wizualnych halucynacji. Tak André wspomina pierwsze objawy zespołu stresu pourazowego. – Po kilku sytuacjach, gdy podczas ewakuacji znaleźliśmy się pod artyleryjską nawałą – wspomina. – Potem eksplozje zaczęły pojawiać się w różnych losowych momentach, ale były tylko wytworem mojej wyobraźni. Bezdźwięczne. Po tym odróżniałem je od prawdziwych i orientowałem się, że to tylko moja głowa. Potem zaczęły się pojawiać nocne koszmary, wszystkie dotyczące wojny, realistyczne. We śnie wywoziłem babuszki, gdy nagle eksplodowała bomba atomowa i znikałem.

Teraz takie sny wracają tylko co dwa-trzy tygodnie. Za to objawem, który towarzyszy mu na co dzień, jest chroniczne zmęczenie: – Niezależne od tego, ile godzin prześpię. Mógłbym w tym momencie, tu na krześle, zasnąć. Myślę, że to najgorszy objaw PTSD.

Wracamy do pracy. Droga przed nami daleka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2024

W druku ukazał się pod tytułem: André i jego droga