Sześć dni: tak długo trwały uroczystości pogrzebowe byłego prezydenta USA, który zmarł 29 grudnia w wieku 100 lat. Trumna z ciałem Cartera przemierzyła najpierw stan Georgia, z przystankami w jego rodzinnym miasteczku Plains oraz w Atlancie, gdzie mieszkańcy mogli oddać mu hołd.
Owinięta w amerykańską flagę, trumna spoczęła następnie w gmachu Kapitolu, do którego mimo kilkustopniowego mrozu ustawiały się długie kolejki. Na koniec w państwowym pogrzebie w czwartek 9 stycznia w Katedrze Narodowej w Waszyngtonie uczestniczyło pięciu prezydentów USA – w tym Donald Trump, za chwilę znów przywódca tego kraju.
Cienie i blaski prezydentury Jimmy’ego Cartera
Ameryka żegnała Cartera z pompą, choć ten w 1981 r. kończył rządy jako skrajnie niepopularny przywódca. Nie wybił się w tamtych czasach – szalejącej inflacji, bezrobocia i kryzysu naftowego. Nie pomógł też jego idealizm: gdy ludzie stali w kolejkach do stacji benzynowych, on apelował, by oszczędzali energię, i mówił o głębszym problemie, jakim jego zdaniem był konsumpcjonizm. Jego szanse na reelekcję pogrążyła nieudana próba odbicia amerykańskich zakładników – ponad 50 pracowników ambasady USA w Teheranie, porwanych przez islamskich radykałów w listopadzie 1979 r. Uwolniono ich już po objęciu urzędu przez kolejnego prezydenta, Ronalda Reagana.
Kryzys irański przyćmił osiągnięcia Cartera. Tymczasem to on w 1978 r. nakłonił przywódców Egiptu i Izraela do porozumienia w Camp David, które umożliwiło później zawarcie traktatu pokojowego. Za rządów Cartera Stany nawiązały stosunki dyplomatyczne z Chinami i podpisały traktat stopniowo przekazujący Kanał Panamski w ręce Panamy. Choć to ostatnie budzi dziś kontrowersje; Cartera krytykuje za to Trump, który rozważa przejęcie na nowo kontroli nad tym strategicznie ważnym połączeniem morskim między Atlantykiem i Pacyfikiem.
Na emeryturze Carter angażował się w akcje dyplomatyczne i społeczne
Po zakończeniu urzędowania Carter poświęcił się dyplomacji i działaniom na rzecz demokracji, za co w 2002 r. dostał Pokojową Nagrodę Nobla. Zapewne mając w pamięci swoją porażkę związaną z odbiciem zakładników, mediował podczas konfliktów i kryzysów na całym świecie – od Bałkanów po Etiopię i Haiti. Do tego ostatniego kraju wysłał go prezydent Bill Clinton. W wyniku rozmów i pod groźbą zbrojnej interwencji USA, wojskowa junta oddała władzę demokratycznie wybranemu prezydentowi Jeanowi-Bertrandowi Aristide’owi (to, że Haiti pogrążyło się potem w chaosie, nie było już winą Cartera).
Jego dziełem życia stał się Carter Center – ośrodek angażujący się w monitorowanie wyborów, zwalczanie chorób i budowę domów we współpracy z Habitat for Humanity. Według wyliczeń Carter pomagał przy budowie i renowacji prawie 4,5 tys. konstrukcji. Żarliwy baptysta, ponoć po zakończeniu każdego projektu wręczał rodzinom podpisane przez siebie Biblie.
Carter pomagał nawet po tym, jak w wieku 95 lat poturbował się podczas upadku we własnym domu. Kilka godzin po wypadku był już w drodze do Nashville, gdzie miał uroczyście otworzyć kolejną budowę.
President Carter devoted his life to serving and shaping the world for the better.
— The White House (@WhiteHouse) January 10, 2025
We are grateful for his service to the nation, and may he rest in peace. pic.twitter.com/Se66PaRmDi
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Carter zdobył Biały Dom obiecując, że nigdy nie okłamie Amerykanów
Demokrata z Georgii uchodził za outsidera. Zabierając głos w sprawach ważnych dla kraju, nie wahał się krytykować następców – w tym George’a W. Busha za decyzję o inwazji na Irak w 2003 r. Z kolei w 2019 r. Carter wypalił, że zdobycie przez Trumpa reelekcji byłoby „katastrofą”, a dwa lata później potępił szturm trumpistów na Kapitol.
Jednym z ostatnich życzeń Cartera, jak twierdzi jego rodzina, było wytrwanie do listopadowych wyborów prezydenckich. Wszystko po to, by móc zagłosować na Kamalę Harris. Będąc już pod stałą domową opieką hospicyjną, dopiął swego: postawił krzyżyk przy jej nazwisku w połowie października, w ramach procedury wczesnego głosowania.
Jimmy Carter, człowiek o bogatym życiorysie – służył też w marynarce wojennej, prowadził plantację orzeszków ziemnych, był senatorem i gubernatorem w Georgii – uchodził nie tylko za outsidera, ale też prawdomównego outsidera. Prezydenturę zdobył obiecując, że nigdy nie okłamie Amerykanów i że uzdrowi rząd federalny, który przedstawiał jako przeżarty korupcją i nieefektywny. Retoryka trafiła wtedy na podatny grunt w kraju liżącym rany po aferze Watergate za prezydentury Nixona.
Rest in peace, President Carter. pic.twitter.com/J3EDTGLnfV
— The White House (@WhiteHouse) January 9, 2025
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Jimmy i Rosalynn Carter byli małżeństwem przez 77 lat
Cztery dekady później nowojorski biznesmen Donald Trump podchwycił tę retorykę, obiecując, że „osuszy bagno” w Waszyngtonie. Momentu, gdy Trump, znany z częstego mijania się z faktami, powróci 20 stycznia do Białego Domu, Jimmy Carter najwyraźniej nie chciał już doczekać.
Został pochowany na działce przy domu w Plains, który wybudował razem z żoną Rosalynn w 1961 r.; mieszkali tam przez większość wspólnego życia. Małżeństwem byli przez długie 77 lat (Rosalynn zmarła w 2023 r., w wieku 96 lat). Blichtru na miarę amerykańskich elit Jimmy Carter nie potrzebował.

Autorka jest dziennikarką „Press”
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















