Kamala Harris zmierzy się z Trumpem. Czego możemy się po niej spodziewać? Dlaczego lubi ją pokolenie Z?

W polityce zagranicznej można spodziewać się po niej kontynuacji tego, co zaczął Joe Biden. Jako wiceprezydentka Harris umacniała więzi atlantyckie, podzielała pogląd, iż Rosja zagraża porządkowi światowemu, i wykonywała gesty świadczące o jej wsparciu dla Ukrainy. Jej niemal pewna nominacja sprawia, że wielu polityków z Europy oddycha z ulgą. A co sądzą Amerykanie?
Czyta się kilka minut
Kamala Harris podczas kampanii w Milwaukee w stanie Wisconsin. 23 lipca 2024 r. // Fot. Daniel Steinle / Bloomberg / Getty Images
Kamala Harris podczas kampanii w Milwaukee w stanie Wisconsin. 23 lipca 2024 r. // Fot. Daniel Steinle / Bloomberg / Getty Images

Dopiero co ogłosiła, że chce ubiegać się o fotel prezydenta USA, a jej szanse na Biały Dom już widocznie rosną. Choć nominacja Kamali Harris nie została jeszcze zatwierdzona przez Krajową Konwencję Demokratów, a jej przewaga nad Donaldem Trumpem wynosi jedynie dwa punkty procentowe (i to tylko w jednym sondażu; inne nie są jej tak przychylne), Harris zrobiła to, co Joemu Bidenowi nie udawało się od miesięcy: dała nadzieję zwolennikom Demokratów.

Kim jest kobieta, która zmierzy się z Trumpem?

„ZNAM TEN TYP” | Gdy wyszła na scenę sali gimnastycznej w szkole West Allis w stanie Wisconsin, trzytysięczny tłum przez minutę wiwatował. Potem jej przemówienie przerywały skandowania. Szczególną radość sprawiło zebranym, gdy Kamala Harris przypomniała, że zanim trafiła do krajowej polityki jako senatorka, służyła w Kalifornii jako prokuratorka generalna, a wcześniej oskarżycielka na sali sądowej.

„Pełniąc te funkcje – mówiła – mierzyłam się ze sprawcami różnych przestępstw. Drapieżcami, którzy dopuszczali się nadużyć wobec kobiet, oszustami, którzy dorabiali się kosztem konsumentów, cwaniakami, którzy łamali zasady dla własnego zysku. Słuchajcie zatem uważnie: wiem, jakim typem jest Donald Trump!”.

Entuzjazm w Wisconsin nie był wyjątkowy i zdaje się odpowiadać ogólnokrajowemu trendowi. W ciągu 24 godzin od ogłoszenia jej startu Partia Demokratyczna zebrała rekordowe 80 mln dolarów. W tym 47 mln wpłynęło przez pierwsze 7 godzin od drobnych darczyńców.

W KALIFORNII | Śledząc jej polityczną drogę, wypada zacząć od zachodniego wybrzeża. Jako prokuratorka okręgowa w San Francisco, Harris (rocznik 1964) sprzeciwiała się karze śmierci i nie zmieniła zdania mimo presji ze strony lokalnych i krajowych polityków po zabójstwie policjanta z San Francisco. Była też odpowiedzialna za programy mające przeciwdziałać recydywie, które okazały się na tyle skuteczne, że zyskały pochwałę Departamentu Sprawiedliwości i były stosowane w Atlancie, Baltimore i Filadelfii.

Gdy była potem prokuratorką generalną Kalifornii, jej biuro sprzeciwiło się nakazanemu przez sąd federalny wypuszczeniu niektórych więźniów (z powodu przeludnienia więzień), argumentując, iż są zasobem taniej siły roboczej. Później Harris tłumaczyła, że nie odpowiadała za wypracowanie tego stanowiska. Ale łatka obrończyni wyzysku więźniów została.

W WASZYNGTONIE | W 2017 r. wygrała wybory do Senatu, a jej 27-letnie doświadczenie prokuratorskie zaprocentowało podczas senackich przesłuchań. Podczas jednego z nich dopytywała Bretta Kavanaugha, nominowanego do Sądu Najwyższego, czy zna jakiekolwiek podstawy prawne, które dawałyby rządowi prawo do decydowania o męskim ciele. Kavanaugh, zwolennik zakazu aborcji, próbował kluczyć. Patrząc na niego z politowaniem jak na uczniaka na egzaminie, Harris drążyła: „Pozwolę sobie powtórzyć pytanie”.

Gdy na początku 2019 r. ogłosiła chęć kandydowania na urząd prezydenta, początkowe reakcje były dość entuzjastyczne. Jej występy podczas debat przykuwały uwagę. Jednak pod koniec 2019 r., jeszcze przed rozpoczęciem prawyborów, zawiesiła kampanię, tłumacząc się brakiem funduszy. W istocie sztabem targały konflikty, poparcie nie rosło, Harris miała problem z odróżnieniem się od rywali, a to, co faktycznie ją wyróżniało – imponująca kariera w organach ścigania – było przez wielu wyborców traktowane wtedy jako wada, a nie zaleta.

W BIAŁYM DOMU | Problemy towarzyszyły jej też, gdy w 2021 r. objęła urząd wiceprezydentki u boku Bidena. Miała kłopot ze znalezieniem dla siebie odpowiedniej roli. Biden scedował na nią uporanie się z imigracją z Ameryki Środkowej. Zadanie skrajnie trudne: rozwiązać problemy leżące u źródeł imigracji przez współpracę z tamtejszymi rządami. W publicznej debacie panowało jednak przekonanie, iż miała się uporać z kryzysem migracyjnym w ogóle. Biały Dom nie zrobił nic, by to błędne wrażenie skorygować – i szybko zaczęto obarczać ją winą za wymykającą się spod kontroli sytuację na południowej granicy.

Nie jest jednak tak, że nie miała sukcesów. To ona zażegnała kryzys na linii Paryż–Waszyngton, gdy Australia wycofała się z podpisanej z Francją i wartej 90 mld dolarów umowy na okręty podwodne, i zamówiła je w USA. Harris reprezentowała też Stany na monachijskich konferencjach o globalnym bezpieczeństwie, naprawiając relacje atlantyckie po tym, jak zdemolował je Trump. Tyle że takie kwestie ani nie docierają do zwykłych Amerykanów, ani ich zbytnio nie obchodzą.

Tak czy inaczej, wcześniej w sondażach Harris wypadała blado – gdy więc pojawiała się na liście możliwych następców Bidena, to niejako z urzędu i raczej jako kontrast do innych kandydatów, którym dawano większe szanse.

KORONACJA? | Tymczasem nagła decyzja Bidena o rezygnacji z ubiegania się o reelekcję i jego poparcie dla Harris sprawiły, że czarny scenariusz Partii Demokratycznej – tj. wewnętrzna walka o nominację – nie ziścił się. Demokraci wykazali zaskakującą wręcz jedność. W ciągu kilku dni Harris udało się zdobyć poparcie partii: od najważniejszych polityków (jak szara eminencja Nancy Pelosi czy liderzy w Kongresie Chuck Schumer i Hakeem Jeffries) aż po wcześniejszych obrońców kandydatury Bidena. Szybko zdobyła też poparcie wystarczającej liczby delegatów na sierpniową konwencję Demokratów, aby otrzymać tam nominację. Nominacja kogoś innego jest dziś nieprawdopodobna.

Tak szybkie tempo ma też krytyków. Republikanie twierdzą, że był to antydemokratyczny pucz: że głosy oddane w prawyborach wyrzucono w błoto, a ją namaściły „aroganckie elity”. Prawdziwy powód ich ataków jest najpewniej inny: sztab Trumpa wydał miliony na kampanię przeciw Bidenowi, eksponując jego wiek i kondycję umysłową. Wystawienie młodszej o dwie dekady Harris sprawia, że teraz to Trump wygląda jak nienadający się do urzędu starzec.

Krytyka wobec „koronacji” (jak to określono) pojawia się też ze strony komentatorów sympatyzujących z Demokratami. Ci uważają, iż otwarty proces nominacyjny mógłby zaowocować lepszym kandydatem lub sprawić, że Harris mogłaby zaprezentować w nim swoje zalety i wyjść z takiego wewnętrznego starcia wzmocniona.

„ZETKI” Z KAMALĄ | Jej kandydaturę entuzjastycznie przyjęli najmłodsi wyborcy – grupa kluczowa dla Demokratów, której Biden nie umiał porwać. Według portalu Vote.org w ciągu 48 godzin od rezygnacji Bidena i wskazania przez niego Harris jako następczyni zarejestrowało się 40 tys. nowych wyborców, z czego 85 proc. to osoby poniżej 30. roku życia.

Źródeł tej popularności może być kilka. Historia rodziny Harris jest wręcz filmowa, a ona sama uosabia różnorodność rzeczywistości społecznej, z którą styka się generacja Z – nawet jeśli nie w swoim otoczeniu, to przez media, które konsumuje. Donald J. Harris, jej ojciec, pochodzi z Jamajki, a matka Shyamala Gopalan z Indii. Poznali się na spotkaniu ruchu praw obywatelskich podczas studiów doktoranckich na Berkeley, jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w USA. Oboje zrobili kariery (ojciec został profesorem ekonomii na Uniwersytecie Stanforda).

IKONKA KOKOSA | Harris ma też duży potencjał memiczny. Jej mimika, głośny śmiech (wcześniej media nazywały go dziwnym) i tendencja do używania abstrakcyjnych fraz i porównań, których znaczenie nie jest od razu jasne, świetnie nadają się do przeróbek, często podszytych sympatią. Pozwala to też na przekucie dawnych wpadek na pozytywne skojarzenia. Tak było z niezrozumiałą anegdotą o palmie kokosowej, którą Harris przytoczyła w jednym z wystąpień w 2023 r. (chodziło jej o to, że wszystko ma swój szerszy kontekst). Wtedy był to dowód na dziwaczność Harris – dziś ikonka kokosa jest używana przez jej zwolenników.

Poparli ją też celebryci ważni dla „zetek”. Beyoncé użyczyła jej praw do swej muzyki. Jej znany kawałek „Freedom” stał się ścieżką dźwiękową do pierwszego klipu Harris; jego hasłem jest „Wybieramy wolność” (zob. niżej). 

Popularna w pokoleniu Z gwiazda pop Charlie XCX udzieliła jej poparcia, co wykorzystał już sztab – zielony kolor okładki najnowszej płyty Charlie XCX użył jako tło konta na Twitterze. Na TikToku, platformie używanej głównie przez młodych, filmiki z Harris mają miliony odsłon i pozytywnych reakcji. To, co wcześniej odbierano jako jej dziwaczność, teraz sprawia, że w oczach młodych jest człowiekiem z krwi i kości.

Charlie XCX Kamala Harris

PRZEDSMAK | Choć decyzja Bidena wykatapultowała ją do roli rywalki Trumpa, to – by użyć porównania samej wiceprezydentki – nie spadła ona z palmy kokosowej. Entuzjazm młodych jest w dużej mierze reakcją na niechęć wobec amerykańskiej gerontokracji. Niewykluczone też, że gdyby Demokraci mieli więcej czasu na wybór następcy Bidena, Harris przepadłaby – choćby w starciu z Gavinem Newsomem, popularnym gubernatorem Kalifornii.

Kampania z pewnością nie będzie należała do uprzejmych. Już widać, że Republikanie będą wprost odwoływać się do rasistowskich i seksistowskich stereotypów. Przedsmak dał członek Izby Reprezentantów z Tennessee Tim Burchett, który powiedział, że Harris „na sto procent” została zatrudniona, gdyż jest niebiałą kobietą. Użył tu określenia DEI hire, które odnosi się do znienawidzonych przez prawicę programów diversity, equity, and inclusion (ich celem jest przeciwdziałanie uprzedzeniom i zwiększenie różnorodności; prawica wini je za pogarszającą się sytuację białych pracowników fizycznych). Badania pokazują, że takie chwyty mogą być skuteczne w mobilizacji osób, które są przekonane, iż osoby o innym niż biały kolorze skóry są dziś w USA uprzywilejowane.

Republikanie starają się też przedstawić Harris jako współwinną ukrywania prawdy o stanie zdrowia Bidena. Portal Politico zauważa z kolei, że odróżnienie się od urzędującego (do stycznia 2025 r.) prezydenta może być istotnie problemem dla Harris.

JEJ CELE | Natomiast to, że będzie się od Bidena różnić, to raczej oczywiste. Harris zapewne odejdzie od charakterystycznej dla Bidena ponadpartyjności. Jej jasna deklaracja, że podpisze „prawo przywracające reprodukcyjną wolność”, jeśli zostanie ono uchwalone przez Kongres, sugeruje, iż zamiast wyciągania ręki – którą i tak Republikanie rutynowo odtrącają – będzie stawiała na skuteczną realizację postulatów.

Jako swoje cele Harris wymienia też ograniczenie dostępu do broni palnej i zabezpieczenie prawa do głosowania. Choć konkretnych pomysłów jeszcze nie przedstawiła, w pierwszym przemówieniu w West Allis kreśliła wizję przyszłości, gdzie „każda osoba ma przystępną ochronę zdrowia, przystępne żłobki i przedszkola i płatny urlop rodzicielski”. To rozszerzenie propozycji Bidena, których nie udało się wcześniej zrealizować.

W polityce zagranicznej można spodziewać się kontynuacji tego, co zaczął Biden. Jako wiceprezydentka Harris umacniała więzi atlantyckie, wykazywała zrozumienie dla zagrożenia, jakie niesie Rosja dla porządku światowego, i wykonywała gesty świadczące o jej wsparciu dla Ukrainy. Jej niemal pewna nominacja sprawia, że wielu polityków z Europy oddycha z ulgą. Choć należy oczekiwać, że będzie naciskać na nich, by wykazali więcej inicjatywy w polityce bezpieczeństwa na naszym kontynencie – także w kontekście mocarstwowych ambicji Pekinu.

Harris może mieć za to inne podejście do Izraela. Na bezwarunkowe poparcie, jakiego Biden udzielał mu w wojnie w Gazie, Netanjahu odpowiadał, ignorując wezwania USA do ochrony cywilów – i popierając Trumpa. Wydaje się, że Harris odrobiła tę lekcję. Choć na postulowane przez niektórych embargo na broń raczej nie ma co liczyć, a Izrael pozostanie partnerem strategicznym USA, to jej decyzja o nieobecności na wystąpieniu Netanjahu w Kongresie 24 lipca sugeruje, iż na linii USA–Izrael może dojść do ochłodzenia.

STRATEGIA | Głównym wyzwaniem dla Harris jest teraz odbudowa poparcia wśród tych wyborców, których Demokraci stracili od 2020 r. Musi więc z jednej strony przekonać tzw. wyborców niezależnych, że jej wizja Ameryki jest dla nich dobra (ich głosami wygrał Biden w 2020 r.), a z drugiej zmobilizować zdeklarowanych wyborców Demokratów, by poszli do urn (bez czarnych Amerykanów i Amerykanów arabskiego pochodzenia nie uda się jej wygrać w kluczowych stanach). Wysokie koszty życia, sytuacja na granicy z Meksykiem i wojna w Gazie nie czynią tego zadania łatwym.

Stąd start jej kampanii w West Allis jest strategicznie przemyślany. Wisconsin to jeden z tzw. fioletowych stanów: w 2016 r. Trump wygrał tam z Clinton różnicą 23 tys. głosów, a w 2020 r. Biden pokonał Trumpa różnicą 21 tys. głosów. Dziś Demokraci mają problem, by zmobilizować tam (i w innych kluczowych stanach przy Wielkich Jeziorach) swoich wyborców.

A to dopiero początek. Wiele zależy od wyboru kandydata na wiceprezydenta. Logika sugeruje, że powinien to być biały heteroseksualny mężczyzna o umiarkowanych poglądach – jego osoba miałaby odciążyć przypisywaną Harris (niesłusznie) nadmierną lewicowość. Wiele zależy też od tego, co pokażą sondaże, gdy skończy się „miodowy miesiąc”. No i do 5 listopada wiele może się zdarzyć. Jeśli Harris zaliczy wpadki i gafy, entuzjazm może wyparować.

Przemawiając w Wisconsin, Harris wołała: „My się ciężkiej pracy nie boimy, prawda?”. Publika odpowiedziała entuzjazmem. W najbliższych trzech miesiącach będzie on bardzo potrzebny.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kim jest Kamala