Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ambona, która parzy

Ambona, która parzy

13.03.2018
Czyta się kilka minut
Księża mają kłopot z głoszeniem homilii – wystarczy zobaczyć, jak się przed tym podstawowym dla swojego powołania obowiązkiem bronią. Jakie są grzechy główne polskiego kaznodziejstwa i jak im zaradzić?
W katedrze oliwskiej, 26 kwietnia 2008 r. PIOTR MANASTERSKI / REPORTER
N

Na pytanie zadane przez młodzież: „Co zrobić z takimi księżmi albo z takimi mszami, które trudno przeżyć?” – znany kaznodzieja i rekolekcjonista o. Adam Szustak odpowiedział: „Jeżeli kazanie jest tak nudne, że chce ci się spać, to – mówię teraz zupełnie poważnie – śpij człowieku, a najlepiej jeszcze w pierwszej ławce, pokaż człowiekowi, że tak ględzi, że przytomność tracisz!”.

Inny dominikanin, rekolekcjonista w Dominikańskim Ośrodku Kaznodziejskim w Łodzi, o. Tomasz Zamorski w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym” wskazuje na grecki źródłosłów słowa „homilia”, odwołujący się do rozmowy: – To niby jest monolog kaznodziei, ale dobra homilia powoduje, że człowiek, który cię słucha, jakby prowadził z tobą rozmowę.

Zrozumiałe jest więc, że bardzo ważny dla kaznodziei powinien być przekaz zwrotny. Stąd prostolinijna sugestia o zasypianiu podczas mszy. Co jednak, jeśli homilia...

15919

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dodałbym ósmą kategorię - księży którym najwyraźniej znudziły się 4 biblijne ewangelie o Jezusie Chrystusie i głoszą swoje ewangelie w oparciu o różnego rodzaju objawienia, nawet te odrzucone przez Kościół (np Medjugorie). Zdarzają się też przypadki, że z ambony powtarzane są słowa, rzekomo wygłoszone w czasie egzorcyzmów przez demony i uznaje się je za prawdziwe źródło wiedzy o świecie duchowym. Dodajmy jeszcze dla kompletu tradycyjne już homilie wieszczące rychły koniec czasu i te oparte o cuda eucharystyczne i inne "znaki czasu". Ja osobiście dziękuję Boga za mojego proboszcza, który, poza tym że czasem trochę moralizuje, skupia się na Słowie Bożym i świadomie unika politykowania.

JP II był świetnym kaznodzieją, miał wiele innych cennych przymiotów - ale jak by go nie chwalić, za jedno można winić: pozostawił po sobie w Polsce miernych biskupów, ci zaś produkują w seminariach podobnych sobie księży.

"Ks. prof. Edward Staniek otrzymał święcenia duchowne z rąk ówczesnego kardynała Karola Wojtyły w 1965 roku. Był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, a także członkiem Komitetu Nauk Teologicznych PAN."

Nie tylko w Polsce, we wszystkich krajach jest tak samo. Biskupi i nie tylko oni, na okrągło do obrzydzenia głoszą regulaminy seksualne. Ubierają się w staromodne, haftowane ale nowe zastraszająco kosztowne ornaty, cappa magna i koronki. Zniknęły proste srebrne kielich wróciły klejnoty. Cześć mszy św. jest po łacinę - kto to rozumie? Ci biskupi budują dla siebie olbrzymie pałace na emeryturę a kościoły likwiduje się w tysiącach, bo brak pieniędzy na utrzymanie budynków i brakuje księży. Z melancholią wspominamy biskupów i kardynałów pasterzy którzy zmarli 40 lat temu. Jeśli homilia urąga mojej inteligencji wstaję i wychudzę.

Do tej osmej kategorii nalezy produkowanie wlasnych przypowiesci mimo ze przed momentem zostala odczytana przypowiesc Jezusa. Przypowiesci typu - " w Pewnej miejscowosci chora matka.... Albo " Myslal ze dlugie wlosy i narkotyki dadza mu szczescie itd. Rozumiem ze przyklady z "zycia wziete" sa wazne ale nie moga one zastepowac Ewangelii.

Zdaje się tak uczą we wszystkich seminariach na świecie. Proboszcz, wieloletni wykładowca seminarium (USA) każdą homilię zaczyna wpół zdania i od przypowiastki - ręce opadają. Parafianie są po to aby służyć księdzu jako widownia.

Ze względu na marny poziom kazań porzuciłem moją parafię i zacząłem uczęszczać do kościoła jezuitów. Jeżdżę do nich już prawie dwa lata i nie słyszałem tam kazania, które byłoby słabe (najniższy poziom to "poprawne"), a słyszałem też dużo frapujących i dających do myślenia. W kościele parafialnym czułem się jak w skrzyżowaniu muzeum z kaplicą pogrzebową i zebraniem partyjnym - jak nie politykowanie, to moralizowanie (głównie źdźbła w oczach bliźnich), jak nie strumień świadomości (tzn. mówię, co mi do głowy przychodzi, ale nic się w całość nie wiąże, a z czytaniami tym bardziej), to opowiadanie Ewangelii własnymi słowami...

Dla tych co msza św. niedzielna jest potrzebą a nie obowiązkiem, znalezienie mądrych księży jest coraz trudniejsze. Wiele lat temu mieszkając w Warszawie jeździłam na drugi koniec miasta do Wizytek na godz. 16, bo msze św. odprawiał ks. Zieja. Kościół był zawsze pełen, jego homilie wypełnione miłością. Kościoły akademickie i czasem katedry mają kilku lepiej wykształconych księży, ale oni też odchodzą. W Stanach zastępowani są księżmi z innych krajów którzy nie potrafią skleić homilii a ich wymowa czasem nie pozwala na zrozumienie żadnego zdania.

Niestety ale na You Tube rekolekcje dla Ruchu Charyzmatycznego u Jezuitow w Lodzi rekolekcjonista przyjal postawe moralizatora pouczajacego ciemny lud ktory nie wie ze jak malzonkowie wspolzyli przed slubem to sa na prostej drodze do rozwodu i ze jesli miejsce pracy wymaga pracy w niedziele to masz sie z tej pracy zwolnic. Kaplan mowi co robic a wierny lud ma go sluchac.

Współczuję, ale można przeciąż wyjść. Dlaczego dawać pozwolenie na upokarzanie i obrazę? Inna sprawa że instytucja rekolekcji w USA nie istnieje.

Najbardziej w homilii, prócz politycznych oracji wiecowych, przeszkadza mi potępienie człowieka, który jej słucha. Jesteśmy źli, trędowaci moralnie, wyuzdani, zabijamy, kłamiemy, oszukujemy i kradniemy. Może tak, ale czy Jezus w swoim nauczaniu potępiał ludzi, do których mówił, czy raczej pokazywał im pozytywne wzorce i nauczał jak żyć i być dobrym człowiekiem. Może zamiast w niedzielę Chorych zamiast wyrzucać ludziom, że wszyscy jesteśmy trędować lepiej byłoby usłyszeć przypomnienie, że wokół nas są ludzie potrzebujący pomocy, w szpitalach, po sąsiedzku, nie tylko chorzy, ale też samotni, cierpiący z powodu np. żałoby czy utraty pracy, w rozpaczy?

Dobrze, że choć jedna osoba na tym forum rozumie istotę mszy św.Mądre kazania to wazna rzecz ale nie najważniejsza !

Temat dotyczy homilii a nie mszy swietej jako takiej. Wiec moze by tak na temat.

forumowicz Andrzej ma rację zarzucając eddiepolo generalizowanie postaw osób duchownych, ale mieszanie do tego lewicy, sierpa, młota - czuję tu jakiś smrodek piso-toruński. Ja mam wiele zastrzeżeń do polskiego KK, ale od sierpa i młota dzielą mnie lata świetlne. Tenże Andrzej twierdzi, że dla KK msza jest najważniejsza- ciekawe twierdzenie. Wydawało mi się, że by być katolikiem wprzódy trzeba być chrześcijaninem dla którego najważniejsza jest nauka Jezusa. Nie jest też po chrześcijańsku gardzić innymi wyznaniami (protestanci, prawosławni i inni to bracia chrześcijanie). Kościół katolicki nie jest najstarszy, najprawdziwszy i inne naj,naj. Przez kilkaset lat taka forma celebry nie była znana. To samo tyczy spowiedzi zwanej świętą- ta praktyka pierwszy raz pojawiła się chyba w klasztorach Irlandii w VIw, a zadekretował ją jako obowiązek katolika jeżeli dobrze pamiętam cesarz Karol Wielki (piękny przykład zbratania się tronu z ołtarzem), a to był IXw ?

Oczywiście, że generalizuję - wydaje mi się oczywiste, że w konwencji krótkich form jak forumowe posty zamieszczanie co dwa zdania fraz typu "z całym szacunkiem dla nielicznych wyjątków" albo "z pewnymi szlachetnymi wyjątkami" nie jest konieczne. Pozdrawiam i podziękowania za uzupełnienie wywodu.

Zbyt długa homilia, choćby najlepsza, staje się dla słuchacza trudna do zniesienia. Wielowątkowość powoduje,że słuchacze nie wiedzą o co chodzi.

co piszesz się zgadzam. Pan Eddie nie po raz pierwszy, tokuje na forum, niczym głuszec w leśnej głuszy i zapewne nie po raz ostatni. Jego związki z KK, są proste jak piłka nożna. Kiedyś wyrządzono mu wielką, duchowa krzywdę, bowiem nieszczęśnika ochrzczono bez jego zgody.Potem być może rodzice, kazali mu chodzić na religię. Na tym polega cała jego wiedza o KK a resztę zdobył z okien przejeżdżającego koło kościoła samochodu. Gogol określał to mianem martwej duszy.Niestety, owej martwej,duszy, zupełnie nie przeszkadza, by wypowiadać, się tematach tak istotnych, dla każdego katolika, jak Msza Święta. Msza Święta w której być może uczestniczy,okazjonalnie na pogrzebach czy weselach. Czy analfabeta może się wypowiadać o poezji? Może, jak widać na załączonym obrazku, zyskując aplauz innych analfabetów, czytaj martwych dusz.By była jasność, mnie wcale nie przeszkadza, by martwe dusze, wypowiadały się w tematach wiary, Boga, Kościoła. Natomiast przeszkadza mi, fakt, gdy owe martwe dusze, wypowiadają się jakoby były żywa częścią owego Kościoła a to zwykłe kłamstwo. By to się stało należy powstać z martwych, czego grego czy eddeie podobnym życzę. A tak na marginesie, to mam dziwne skojarzenia, że Eddie i Gregg, w jednym stoją domu, Eddie na górze a Gergg na dale a może odwrotnie. Zresztą do tematu, wiara, Bóg, Kościół nie ma to żadnego znaczenia.Natomiast wszystkim wierzącym uczestnikom forum TP i innych, gdzie poruszana jest wiara, religia, itp. Nauczcie się drodzy czytać posty i wyciągać z nich wnioski. Nie na gładkości słów, polega mądrość.

no jednak gładkość słów też ma znaczenie...;)

Jeśli zaczyna się partaczyć "dyżurem" nie można oczekiwać niczego poza spadkiem formy. Jak może umieć mówić człowiek który robi to co kilka tygodni. Bywają natomiast zakonnicy których słowa przeżyły ich samych - do dzisiaj pamiętam treść niedzielnych kazań które stały się przedmiotem poniedziałkowych dyskusji w pracy, choć ich autorzy już odeszli.

Od 3 lat ze zdumieniem obserwuję narastającą praktykę unikania przez księży głoszenia Słowa Bożego (przynajmniej w Małopolsce). Mieszkam w małopolskiej miejscowości, gdzie kazanie na mszy niedzielnej możemy usłyszeć co najwyżej 2 razy w miesiącu, a dodać należy, że prócz proboszcza i wikarego, co niedziela msze koncelebruje przynajmniej jeden, jak nie kilku zaprzyjaźnionych księży. Proboszcz ma doktorat, jeden z celebransów tytułowany jest per ksiądz profesor, żaden z nich nie czuje się jednak na siłach i nie ma dość przyzwoitości, aby skomentować bieżące czytania. Zgroza. Przecież to świadczy o tym, że oni duchowo nie żyją. Ja, zwykły szary człowiek, potrafiłbym zaimprowizować parę przemyśleń, a oni, kapłani nie? Czy oni w ogóle czytają Pismo święte, poza sprawowaniem kultu? A może są zbyt przemęczeni? To samo obserwuję też w mojej dawnej parafii w Krakowie. Wprowadzono adorację Najświętszego Sakramentu jako wymówkę, by zrezygnować z homilii. Tam, gdzie się wychowałem, adorację odprawiano po mszy z kazaniem i większość wiernych zostawała (jeśli w takim postępowaniu chodzi o obawę, by owieczki się nie rozeszły). Innym pretekstem jest czytanie listu Episkopatu lub miejscowych biskupów. Nie wiedziałem, że biskupi tak często piszą listy! My słuchamy ich co najmniej na dwóch niedzielach miesiąc w miesiąc. Czasem słuchamy też listów misjonarzy, i te są znacznie ciekawsze. Szczytem pomysłowości było zaproszenie organisty do improwizacji zamiast homilii czy wymówka, że jest koncert kolęd po mszy, to nie będzie kazania. Przecież to nie tylko łamanie prawa kanonicznego, ale też brak szacunku dla wiernych, zredukowanie Mszy świętej jedynie do obrzędów i gestów, wyzbycie się jakiejkolwiek refleksji, spojrzenia w głąb duszy. Mam nadzieję, że tak nie jest w całej Polsce.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]