Reklama

Ładowanie...

Abp Grzegorz Ryś: Ukryta nieczystość

Abp Grzegorz Ryś: Ukryta nieczystość

17.10.2022
Czyta się kilka minut
Jak mógłbym uwielbiać Boga, skoro w centrum mojego życia i bycia w Kościele stawiam samego siebie?
Fot. Grażyna Makara

„Biada wam, faryzeuszom, bo lubi­cie pierwsze miejsca w synagogach i ­pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą” – słowa Łukaszowej Ewangelii, które usłyszeliśmy w połowie minionego tygodnia w liturgii (zob. Łk 11, 43-44).

Groby powinny być widoczne – niewidoczny grób to poważny problem. Przechodząc po nim, człowiek „bezwiednie” zaciąga – i to na tydzień – rytualną nieczystość. Czytamy o tym w Księdze Liczb: „przez siedem dni będzie nieczysty, kto w otwartym polu dotknie zabitego mieczem, zmarłego, kości ludzkich albo grobu” (Lb 19, 16).

Jezus mówi: ukrywacie w sobie przed oczami ludzkimi plugawą „śmierć”. I oczywiście ma rację. Ostatnia rzecz, do jakiej mielibyśmy ochotę się otwarcie w Kościele przyznać, to szukanie i eksponowanie samych siebie. Kto z nas się przyzna, że tym, co kocha, i to bezwarunkowo (tyle bowiem znaczy użyte tu greckie ­agapao – tłumaczenie „lubicie” jest pewnie za słabe), nie jest prawda, lecz „pierwsza katedra” (grec. ­protokathedria), na której mogę zasiąść. Krzesło i kariera, a nie radość poznawania prawdy. O nie! To są „motywacje”, które zawsze głęboko i skutecznie ukrywamy. Biada jednak tym, którzy wtedy mają z nami kontakt i padają ofiarą takiego oszustwa. Szukali kogoś, z kim będą mogli dzielić wspólną pasję i drogę ku prawdzie, a zderzyli się z kimś, kto kradnie dla siebie dary Boga, jest sam niewolnikiem idolatrii i rozsiewa ją dokoła.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

ABP GRZEGORZ RYŚ: CO JEST KONIECZNE >>>>


Idolatria / bałwochwalstwo zawsze zabija (w różnych wymiarach) i pociąga za sobą „nieczystość”. Ta nieczystość – w rozumieniu Biblii – ma najpierw charakter „rytualny”, to znaczy wyklucza mnie z uczestnictwa w kulcie. Kiedy jestem „nieczysty”, nie mogę z innymi wejść do świątyni, uczestniczyć w liturgii, wspólnie uwielbiać Boga.

I słusznie! Jak mógłbym uwielbiać Boga, skoro w centrum mojego życia i bycia w Kościele stawiam samego siebie?!

Skoro chodzi o mnie samego – o moje imię, o moje „racje”, o moją gratyfikację i zysk, o moją chwałę – uwielbienie Pana może być jedynie kłamliwą deklaracją i akcją.

Czy taki Kościół – który nie może oddawać czci Bogu – jest jeszcze do czegokolwiek potrzebny?! Doprawdy, trudno się dziwić Jezusowi, że uderza w tak zdecydowany ton. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Arcybiskup metropolita łódzki, wcześniej biskup pomocniczy krakowski, autor rubryki „Okruchy Słowa”, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Doktor habilitowany nauk humanistycznych...
Ukazał się pierwotnie pod tytułem: „Ukryta nieczystość”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]