Ależ to była ekscytująca przygoda. Przez chwilę cały świat żył – chyba bardziej pół żartem niż pół serio – sprawą wyjątkowo śmiałej kradzieży z Luwru. Niemal wszystko w tej historii przypominało scenariusz filmowy.
Brawura czy wręcz bezczelność włamywaczy, którzy po prostu weszli przez niepilnowane okno. Fakt, że ot tak sobie, przy użyciu dostępnych wszystkim sprzętów budowlano-przeprowadzkowych i odrobiny pomysłowości własnej, można w ciągu kilku minut zwinąć skarby warte miliony. Wreszcie to, że całe wydarzenie miało miejsce w trakcie godzin zwiedzania. Trudno też o lepszą scenerię dla tak widowiskowego skoku. No i klejnoty! Kto by dzisiaj kradł klejnoty, skoro powstało tyle nowych, opłacalnych i niskowysiłkowych gałęzi przestępstw przeciwko mieniu, jak metoda na wnuczka lub na spadek od tajemniczego darczyńcy?
Zuchwałe włamanie do Luwru i przyjemność życia marzeniem
No właśnie. Fotoreporter Thibault Camus uchwycił moment, w którym obok policjantów przechodzi mężczyzna ubrany w duchu staromodnej elegancji, w kapeluszu i z parasolem. Oczywiście to natychmiast przyczyniło się do powstania pogłoski, że tajemniczy „Inspektor Clouseau” to w istocie prawdziwy detektyw, który będzie prowadzić śledztwo w sprawie zuchwałego włamania. Choć szybko wyjaśniło się, że stylowy przechodzień nie ma z tym nic wspólnego i prawdopodobnie był na miejscu zdarzenia przypadkiem, to ludzie przez chwilę korzystali z przyjemności życia marzeniem. Czego mogło dotyczyć to marzenie?
Na tle ponurych, złowrogich czy przyczyniających się do tracenia wiary w ludzkość wiadomości, jakie docierają do nas każdego dnia, włamanie do Luwru przynosiło powiew świeżości swoim staromodnym czarem. To operacja, która mogłaby trafić do scenariusza „Różowej Pantery” albo którejś części „Ocean’s Eleven”, i to jeszcze w klimacie i z obsadą z lat 60. Niewątpliwie było w tym coś z epoki może niekoniecznie bardziej niewinnej, ale zdecydowanie bardziej eleganckiej. Cały scenariusz zachęcał do snucia wyobrażeń, że za włamaniem stoją szykowni ludzie o dobrych manierach i w nienagannie uszytych garniturach, a może i garsonkach, trzymający fason nawet podczas czynności o charakterze rabunkowym.
Oczywiście teraz, gdy już wiadomo mniej więcej, że ludzie, których zatrzymano, to nie Liga Niezwykłych Dżentelmenów, tylko mimo wszystko zwyczajniejsi przedstawiciele świata przestępczego z już pewnym dorobkiem, czar nieco pryska. Ale podobnie jak w przypadku przechodnia wziętego za detektywa, podążmy raczej śladem pewnego marzenia i tego, na jaki brak odpowiadały takie fantazje.
Brakuje nam w świecie wdzięku. Czy muszą go dostarczać rabusie?
Bo wśród jakości, których wokół nas zdecydowanie brak, na pierwszym miejscu umieściłabym wdzięk. Obecnie wiele zjawisk, które nas otaczają, wśród których funkcjonujemy i z których korzystamy – od architektury, higieny życia codziennego, przez manieryzmy polityków, po internet – można zaklasyfikować albo jako pragmatyczne, zoptymalizowane i maksymalnie wydajne, albo dla odmiany megalomańskie, pełne przepychu i pychy. Taki mamy zeitgeist – jednocześnie agresywny, nadmiarowy i nijaki (choć szczęśliwie, jak wszystkie inne tendencje, i on minie).
Wdzięk nie cieszy się dzisiaj wzięciem, bo w modzie jest pozowana obcesowość albo równie pozowana swojskość, więc na ich tle może wydawać się kaprysem, czymś niepoważnym. Oczywiście i on w końcu stanie się także zyskowny, bo, jak widać w naszej epoce tłuczenia po głowie, zaczyna zaznaczać się jego potrzeba.
Naturalnie nikt nie pochwala tu włamań do muzeów (co za absurdalne czasy, gdy odruchowo sięgam po „klauzulę żartobliwości”, żeby na wszelki wypadek nie musieć tłumaczyć się z podejrzeń o zachęcanie do łamania prawa!). Ale też w klasyfikacji przestępstw to wydaje się niemal poczciwe, bo żaden człowiek nie odniósł obrażeń, a cała operacja, mimo swej spektakularności, przeprowadzona została wyjątkowo dyskretnie i można rzec – bezproblemowo, nie wliczając oczywiście strat finansowych dla Luwru i pechowej korony, którą rabusie, upuszczając, uszkodzili po drodze. To nadaje całości niemal niewinny, choć nie w sensie prawnym, wydźwięk. Do tego wspomniany filmowy czar – może zatem kino dzisiaj czaruje nas odrobinę za mało i całą robotę muszą wykonywać prawdziwi włamywacze?

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















