Zrobiono z niej jawnogrzesznicę, bo miała zbyt duży autorytet. Kim naprawdę była Maria Magdalena?

Co roku myślę, jak godnie obejść święto Marii Magdaleny, Apostołki Apostołów. Bo jego utworzenie jest jak spłata wielkiego długu wobec kobiet. I wobec samej bohaterki tego dnia.
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara

Nie można powiedzieć, by dostała swoje święto w najlepszym czasie antenowym kalendarza liturgicznego. Druga połowa lipca, wakacje, upalna nieuwaga, może nawet lekki odpoczynek od mediów, bywanie w nieswoich kościołach. Kto zajrzy na świąteczną liturgię we wtorek? Dawniej w ten dzień obchodzono rocznicę ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, co rozumiano jako odrodzenie Polski.

Uruchamianie odtwarzacza...

Teraz, od prawie dekady, za sprawą papieża Franciszka, mamy 22 lipca w katolickim kalendarzu liturgicznym święto Marii Magdaleny. Określa się ją jako Apostołkę Apostołów i dlatego status dnia, w którym jest wspominana, podniesiono rangą do takiej, jaką mają dni przypominające w Kościele innych apostołów.

Maria Magdalena: czy dałoby się opowiedzieć zmartwychwstanie bez niej?

Ponieważ ta apostołująca kobieta przez wieki była przedstawiana jako pokutująca prostytutka, warto do znudzenia odzyskiwać ten jej inny obraz, apostolski właśnie. Chciałam napisać, że przedstawiano jej postać jako grzesznicę bez żadnego powodu, ale zatrzymałam się, bo powód, wydaje się, istniał. Był nim autorytet, jakim musiała się cieszyć Maria Magdalena w pierwotnej wspólnocie chrześcijan. Coś musiało być na rzeczy, skoro, choć ledwo ją poznajemy we wcześniejszej opowieści o działalności Jezusa, i to tylko w dwóch Ewangeliach (u Marka i Łukasza), to wszystkie zgodnie pokazują ją pod krzyżem i przy pustym grobie. Imiona innych kobiet się zmieniają, a ona wymieniana jest zawsze. Tak jakby nie dało się opowiedzieć zmartwychwstania bez niej, jakby była konieczna dla wiarygodności historii spisywanej przez redaktorów wiele dziesiątków lat po wydarzeniach. Jakby już wiele ust i całe pokolenia chrześcijan tak właśnie odpowiadały sobie dobrą nowinę o zmartwychwstaniu, z nią w roli posłanniczki tej nowiny. Jakby nie można było jej zupełnie wygumkować, choć nie zachowało się o niej wiele więcej niż ta rola przy zmartwychwstaniu. Żadnych innych dialogów z Jezusem, któremu ponoć i wcześniej towarzyszyła. Żadnego udziału w ważnych wydarzeniach jego działalności. Może powtarzana z ust do ust opowieść nie była w stanie udźwignąć tylu szczegółów na temat jakiejś kobiety?

Więcej się pewnie nie dowiemy. Mamy zatem Marię Magdalenę ze skrawków, trudną do pełniejszej rekonstrukcji. Jej rola posłanej z przesłaniem Ewangelii musiała być zbyt doniosła jak na możliwości coraz bardziej patriarchalnego Kościoła. Stąd sławetne kazanie papieża Grzegorza VII, który z kilku ewangelicznych Marii uszył jedną i doprawił ją prostytucją. Wszystko wskazuje na to, że zamiar był polemiczny, chciał wytrącić argumenty chrześcijańskim grupom, które mówiły o niej jako o najmilszej i najzdolniejszej uczennicy Pana. Zbyt wiele było w takiej Marii paliwa do buntu kobiet, którym chrześcijaństwo obiecało równość, po czym ją zabrało.

Dlatego co roku myślę, jak godnie obejść święto Marii Magdaleny, Apostołki Apostołów. Bo jego utworzenie jest jak spłata wielkiego długu wobec kobiet. I wobec samej bohaterki tego dnia.

Dlaczego akurat ona zaniosła dobrą nowinę innym Apostołom? Czemu się nie bała, czemu nie zwątpiła? Jak to się stało, że ona uwierzyła, a oni mieli obawy i wątpliwości? Może odpowiedzią jest historia o jej uwolnieniu czy uzdrowieniu, którą znamy z Ewangelii Łukasza. Tam Jezus chodzący i nauczający w Galilei nad jeziorem Genezaret ma wśród uczniów kilka kobiet uwolnionych od złych duchów i słabości, i jest między innymi „Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów”. Nie wiemy, jak dokładnie rozumieć jej przypadłość, ale można to uwolnienie rozumieć tak, że Maria odzyskała swoje życie. Zatem jest z nim Dwunastu i kilka kobiet, oni powołani, a one uwolnione od czegoś, co je dręczyło, nie pozwalało w pełni i wolności żyć. Oni słuchali, a one doświadczyły jego mocy w swoim życiu, wiedziały, że im je przywrócił. Może stąd większa gotowość, by uwierzyć w zmartwychwstanie: skoro zadziałał swoją mocą i oddał życie im, czemu nie miałby oddać go i sobie? 

Czy zatem warunkiem apostołowania nie jest silne doświadczenie mocy Bożej i uwolnienia? Takie, które przetrwa nawet śmierć i zwątpienie, bo tę Bożą moc to ty czujesz w kościach, w codzienności, jak ona. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Apostołka Apostołów