Żółta księga

Marcin Świetlicki to jeden z najważniejszych polskich poetów epoki, która właśnie się kończy i nie wiemy, co nas po niej czeka. Lektor recenzuje nowy wybór wierszy.
Czyta się kilka minut
FOT. PIXABAY /
FOT. PIXABAY /

Wybór i układ autorski, więc zacytujmy autora: „Dlaczego tak dużo, aż czterysta czterdzieści cztery? Są to wiersze pisane przez ponad czterdzieści lat. Dlaczego tak mało? Napisało się przypuszczalnie około tysiąca, coś trzeba było odrzucić. No niestety – nie wszystkie mnie zachwycają, niektórych się sam przed sobą wstydzę, niektóre drażnią, niektóre tak bardzo się zużyły, że nie ma sensu ich przypominać. Powiedzmy, że chciałbym, żeby akurat te wiersze użyte w tej książce po mnie zostały”. Zabrzmiało poważnie? Raz tylko obchodzi się sześćdziesiąte urodziny. W dodatku Marcin Świetlicki urodził się w Wigilię, jak Mickiewicz. Czterdzieści i cztery? Czy może raczej Upiór? Na pewno jeden z najważniejszych polskich poetów epoki, która właśnie się kończy i nie wiemy, co nas po niej czeka. Wiemy za to (ja przynajmniej jestem przekonany), że te wiersze zostaną. Bo są mocne i żywe, bo w zaskakujący sposób odbijają swój czas, bo wprowadziły do polszczyzny nowe rejestry – czy którykolwiek z autorów współczesnych może się poszczycić taką liczbą zwrotów, które weszły do języka potocznego?

Jest to w dodatku Świetlicki na powrót scalony z dwóch swoich publicznych osobowości: poety oraz autora tekstów i wokalisty zespołu Świetliki (i paru innych). Chronologicznie uporządkowany, co sprawia, że czyta się go nieco inaczej. Świetlicki bez ilustracji – a dwie jego książki wydane wcześniej w tym samym wydawnictwie były, jak dawniej się pisało, „bogato ilustrowane”: świetnymi kolażami Alicji Białej („Polska [wiązanka pieśni patriotycznych]”) oraz równie świetnymi rysunkami Marcina Maciejowskiego („Ale o co ci chodzi”). A więc Świetlicki bardzo serio i trochę jakby kanoniczny.

Czego tu nie ma? Na przykład słynnego wiersza „Do Jana Polkowskiego” i pierwszej „Polski”, zamykającej „Zimne kraje” (tego akurat mi żal), czy dyptyku o Gowinie („Gowin sam w domu” i „Gowin sam w Nowym Jorku” – też trochę żal). Nie wszystkie zresztą kawałki z odniesieniami personalnymi zniknęły – jest i „Trrr”, o telefonie Miłosza do redakcji „Tygodnika”, i „Wiersz dla Zbigniewa Herberta (dedykowany Wisławie Szymborskiej)”, gdzie pojawia się też Adam Michnik, i „Grzmotyl” (tytuł genialny!). Najważniejsze jednak, że mamy poetę. I choć – jak zastrzegł w ostatnich wersach „Polski” – nikomu nie pozwoli się zawłaszczyć, to przecież w jego osobnym głosie wolno nam szukać także i naszych emocji. ©℗

Marcin Świetlicki, WYBÓR, Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2021, ss. 462.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2022