Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Zmierzch epoki człowieka

Kilka najbliższych lat będzie najważniejszych w historii ludzkiej bytności na Ziemi. Katastrofa klimatyczna nie będzie długotrwałym procesem. Po przekroczeniu punktu krytycznego nasz świat po prostu...

Reklama

Zmierzch epoki człowieka

Zmierzch epoki człowieka

15.10.2018
Czyta się kilka minut
Kilka najbliższych lat będzie najważniejszych w historii ludzkiej bytności na Ziemi. Katastrofa klimatyczna nie będzie długotrwałym procesem. Po przekroczeniu punktu krytycznego nasz świat po prostu runie. Jego los decyduje się teraz.
PIXABAY
N

Na początku października IPCC, czyli Międzyrządowy Panel ds. Klimatu przy ONZ, opublikował szósty już w swojej historii zbiorczy raport, z którego wynika, że granicą, której w ogrzewaniu Ziemi nie powinniśmy przekroczyć, jest półtora stopnia Celsjusza. IPCC nie prowadzi badań, a jedynie streszcza stan ogólnej wiedzy ludzkości. Nie ma dziś bardziej wiarygodnej instytucji przyglądającej się klimatowi Ziemi.

Pod raportem podpisało się 91 naukowców z 40 krajów, którzy na warsztat wzięli 6 tysięcy projektów badawczych. Stwierdzają oni, że mamy tylko 12 lat na to, aby ograniczyć zatruwanie atmosfery i wyhamować ocieplenie do półtora stopnia Celsjusza. Aby tak się stało, do 2030 r. musimy obniżyć emisję dwutlenku węgla o 45 proc., a do 2050 r. wyeliminować ją całkowicie. Jeśli nie zrobimy nic, za 32 lata Ziemia będzie cieplejsza o trzy stopnie.

Po drodze wejdzie w stan, w...

17221

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie mamy już problemu ze świadomością, że jest problem i trzeba mu przeciwdziałać. Największy problem dotyczy uświadomienia jakie środki mogą być skuteczne. Mniej mięsa i toreb foliowych - może tak. Panele słoneczne - może też, ale jak dowodzą badania, zwiększa się udział wiatru i paneli w różnych krajach, ale nie zmniejsza się ich emisja CO2. Najbardziej znany jest przykład Niemiec. Dziesiątki miliardów rocznie na wiatr, a emisja prawie bez zmian, nawet trochę rośnie i jest ok. 10 razy większa (na kWh) niż emisja sąsiedniej Francji. Nie rozumiem jak można napisać taki artykuł bez wzmianki o energii jądrowej. To najważniejsze działanie, jakie prowadzi do dekarbonizacji. Mogą to być reaktory III albo IV generacji, choćby uproszczone, niskotemperaturowe (600 st. C) i nie wymagające nowych badań, jak te projektowane w Elysium. Byle dołożyć do nich chociaż tyle co Niemcy rocznie do wiatru i rozpocząć produkcję seryjną. Jeżeli nie, to możemy mieć złudne nadzieje na sekwestrację albo wręcz wiązanie CO2 już wypuszczonego do atmosfery (jeżeli nawet to możliwe, potrzeba dużo energii). Możemy też spróbować zasłonić się przed słońcem przy pomocy pyłów, ale to gigantyczne koszty, dużo energii i efekty uboczne.

"To najważniejsze działanie(energetyka jądrowa), jakie prowadzi do dekarbonizacji...". Nie tylko to i raczej nie tyle szukanie nowych "pozawęglowych" źródeł energii, co ograniczenie jej konsumpcji. Upowszechniająca się ostatnimi laty moda na konsumpcyjny minimalizm i optymalne wykorzystywanie środków do życia(wskazania przedstawione np. i w tym artykule)to krok we właściwą stronę. No i logika działania, która będzie wykluczać szkodliwość zachowań, dyktowanych niedorzecznymi ideami, czy zgoła obsesjami-jak np. ostentacyjny konsumpcjonizm dla podkreślenia swego materialnego prestiżu-np. dlaczego w mieście jest tyle potężnych, paliwożernych aut "terenowych"(nie wspominając o "wstydzie" korzystania z komunikacji zbiorowej...)Innym przykładem antyklimatycznej niedorzeczności, jest tzw. ochrona bierna na obszarze Puszczy Białowieskiej, w efekcie której zanikają wielowarstwowe zbiorowiska roślinne(wiążące CO2), a także zwiększone wydzielanie się CO2 w wyniku procesu rozkładu drewna z obumarłych i pozostawionych drzew. Tymczasem logika nakazywałaby zakonserwować drewno(maksymalnie wykorzystywać je na elementy trwałe-np. w budownictwie), by węgiel związany w celulozie i ligninie drewna, pozostał tam możliwie jak najdłużej. Właśnie w Niemczech jest prowadzona intensywna gospodarka leśna, także ze względów klimatotwórczych, zaś w Szwajcarii z drewna stawia się już nawet wielopiętrowe budynki.

dla zaspokojenia swych egoistycznych żądz człowiek Ziemię zdewastował, z podobnie egoistycznych pobudek próbuje ją ratować - hipokryzja gatunku zdaje się nie mieć granic, ale Ziemia już nie takie nieszczęścia na swym grzbiecie nosiła i nawet PB jej swym ułomnym wynalazkiem nie zaszkodzi

te informacje powinny przerażająco zmrozić każdą inteligentną istotę na Ziemi. Dlaczego tak naprawdę tylko niewielką cząstkę ludzi to porusza tak jak powinno, zmuszając do działania. Czy ta ignorancja to pozorowany ruch obronny, zaprzeczenie faktom, (brakujący czas do namysłu)? Sto procent redukcji emisji paliw kopalnych to nie żart, tylko całkowita zmiana w naszym życiu, a przecież nauka od lat 60 ub. stulecia podpowiada nam co należałoby zmienić, już wtedy ostrzegano przed skutkami nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych (nie tylko pod względem ich dostępności, ale też zagrożeń które wytwarzają). Era wzrostu pkb powinna odejść w zapomnienie na rzecz gospodarki opartej na zasobach, brzmi jak mrzonka? … kolejny raport o stanie globalnego klimatu może zabrzmieć jak kondukt pogrzebowy.

"Francja w odpowiedzi na światowy szok naftowy zdecydowała się przewartościować strukturę pozyskiwania energii już w 1974 roku. Celem strategicznym miała być samowystarczalność osiągnięta za pomocą elektrowni jądrowych. Przyczyny wyboru właśnie tego rodzaju technologii leżały w potencjale inżynierskim francuskiej kadry oraz słabych zasobach energetycznych kraju (ropa, węgiel). W rezultacie podjętej prawie 40 lat temu restrukturyzacji sektora en A ergetycznego, Francja produkuje najtańszą energię w Europie, zapewniła sobie bezpieczeństwo energetyczne, co więcej stała się największym eksporterem energii elektrycznej na świecie. Niepodważalnym sukcesem francuskiej energetyki było oparcie się właśnie o potencjał nuklearny." A Niemcy ? A teraz coś o czym pan Robiński zapomniał a raczej udaje że nie wie. http://biznesalert.pl/wojcik-niemcy-weglem-brunatnym-stoja-stac-beda/

zagrożenie radioaktywnym skażaniem wskutek awarii w takiej atomowej elektrowni(Czernobyl, Fokushima)były głównym eko-problemem(także politycznym). Więc i energia jądrowa nie jest tu doskonałym antidotum. Niemcy dzięki wiatrakom i solarom pokrywają już sporą część zapotrzebowania na energię, z tym że jest ona wciąż kosztowna ze względu na subwencję dla producentów eko-energii i spłatę inwestycyjnych kredytów. Choć i zwęgla brunatnego nie rezygnują, skoro niedawny spór o stosunkowo niewielki kompleks leśny-Hambacher Forst, wylesiany pod dalsze odkrywki pokładów węgla brunatnego, stał się gorącą debatą ogólnokrajową

Elektrownie jądrowe budowane są od wczesnych lat pięćdziesiątych. To prawda, że doszło do wielu awarii a kilka z nich doprowadziło do prawdziwych tragedii. Współczesne rozwiązania techniczne pozwalają na wielostopniowe zabezpieczenia, które redukują prawdopodobieństwo wystąpienia skażenia do wielkości bliskiej zeru. W Holandii jest tyle elektrowni wiatrowych co grzybów po deszczu. Zaspakajają one raptem około 15 procent potrzeb. A warto tu zaznaczyć, że w Holandii zwykle wieje jak cholera. Holenderskie wiatraki kręcą prawie bez przerwy czego się nie da powiedzieć o wiatrakach polskich. Musimy zatem budować elektrownie jądrowe nie zaniedbując przy tym niszowych rozwiązań alternatywnych.

Ale zawsze pozostaje problem radioaktywnych odpadów, które wymagają szczególnych warunków długowiecznego składowania-przez cały ten czas (zdeterminowany okresem połowicznego rozpadu)stanowią potencjalne zagrożenie dla środowiska...Być może że jest to jednak wariant mniejszego zła(?)

Odpady radioaktywne oczywiście są problemem ale to zupełnie inna skala niż CO2. Są już konkretne pomysły jak bezpiecznie składować je nawet rzędu 1000 lat. Żaden ze mnie ekspert w tej dziedzinie ale na pierwszy rzut oka wydaje mi się to w tym momencie bardziej ekologiczne źródło energii niż energetyka odnawialna.

Ziemię poddaną, z błogosławieństwem stwórcy.

"...do 2030 r. musimy obniżyć emisję dwutlenku węgla o 45 proc., a do 2050 r. wyeliminować ją całkowicie" - dwutlenek węgla emitują też zwierzęta i ludzie - musielibyśmy wybić całą faunę i popełnić jako ludzkość zbiorowe samobójstwo.

CO2 niż człowiek przez całe swoje życie. W którą więc stronę "opłaca się" dokonywać redukcji? Choć wg pewnych koncepcji, to właśnie należy redukować populację człowieka, a nie zmieniać swe konsumpcyjne priorytety-np. globalny finansista Jeffrey Sachs(choć nie chodzi mu o względy ekologiczne, a bardziej finansowe) "Ziemia jest wystarczająco duża, by pomieścić wielu ludzi i zaspokoić ich potrzeby; ale jest za mała choćby dla jednego, obsesyjnego chciwca"

Poza jednym "ale" artykul jest w punkt. To "ale" to brak srodkow u wielu ludzi na zainstalowanie baterii slonecznych czy kupno hybrydy. Mnie ledwo stac na spalinowy samochod, hybrydy po prostu nie jestem w stanie kupic. Baterii nie zainstaluje bo wynajmuje. W Polsce duzo ludzi mieszka w mieszkaniach takze tez odpada. Takze nie bede ogrzewac domu, ktory wynajmuje bo nie jest moj. Nawet jesli bym to zrobil (na co mnie nie stac) to wlasciciel mi podziekuje i sprzeda albo wynajmie komus innemu za wiecej. Ludzi zyjacych jak ja jest wiecej niz sie wydaje. Analogia odnosi sie tez do calych panstw. Dopoki zielone technologie nie beda tansze niz dotychczasowe, dopoty kraje rozwijajace sie beda z nich korzystac bo ich zwyczajnie na nie nie stac. Mi samochod jest fizycznie potrzebny ale na hybryde poki co nie ma szans. Na oszczedzanie i inwestowanie stac bogatych.

może Pan się nad tym nie zastanawiał, ale one mogą być tańsze w dowolnym momencie, gdzieniegdzie już są - decyzja w rękach rządów, o opłacalności bądź nie decydują nakładane przez nie podatki itepe - niektóre państwa tak już czynią by zwiększyć zainstalowaną moc odnawialną, po przekroczeniu pewnego progu jej koszt jednostkowy jest porównywalny z tradycyjnymi źródłami i regulacje fiskalne stają się niepotrzebne - i niech się Pan aż tak bardzo nie przejmuje tym, że na coś go nie stać - każdy tak ma;)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]