Zielone drzewo

Opowiadano mi, jak młody ksiądz chodził pierwszy raz po kolędzie. W jednym z mieszkań przyjęto go serdecznie, ale kiedy przyszło do całowania krzyża, pan domu zaczął się cofać zakłopotany. Niezrażony ksiądz podsuwał krzyż coraz bliżej i w końcu gospodarz musnął go wargami. Rodzina usiadła, ksiądz sięgnął do kartoteki i... zaniemówił. Było napisane: "Uwaga! Pan domu jest muzułmaninem. Proszę zachowywać się taktownie".
Czyta się kilka minut

Nie chciałbym, żeby ta anegdota posłużyła komukolwiek za przykład w dzisiejszych sporach o krzyż. Rozumiem, że opisana sytuacja nie wywołała żadnego "kryzysu religijnego": wikary zorientował się, że popełnił błąd, i na drugi raz będzie ostrożniejszy. Adnotacja w kartotece świadczy o tym, że proboszcz poważnie traktuje wezwania soboru do szanowania innych tradycji religijnych. A pan domu, choć jest muzułmaninem, zapewne przyjmie kolędę za rok.

W naszych sporach o krzyż - czy ma wisieć w klasach, w urzędach, w parlamencie - wracają argumenty, które podnoszono w latach 90. To znak, że właściwie niczego się nie nauczyliśmy: ani o krzyżu, ani o demokracji. Co więcej: widać, jak znów radykalizują się dwie wizje Polski. W jednej politycy największych partii - rządzącej i opozycyjnej - prześcigają się w składaniu Kościołowi (czytaj: biskupom) dowodów lojalności. W drugiej żaden inny rząd nie był tak oporny we wsłuchiwaniu się w to, co Kościół głosi. Pierwsza wizja ostrzega przed powrotem państwa wyznaniowego, druga - przed laicyzacją, od której tylko krok do prześladowania chrześcijan...

Radykalizm jednych przyciąga, drugich odpycha. Mam nieodparte wrażenie, że kiedy wybuchają takie spory, większość społeczeństwa obojętnieje. Nie wierzy ani "czerwonym", ani "czarnym", a bywa, że zaczyna się bać i jednych, i drugich. Ale wizje istnieją, i nie jest prawdą, że rodzą się na "górze" i z "dołem" nie mają nic wspólnego. Niestety, na "dole" często jest znacznie gorzej niż w studiach telewizyjnych, gdzie regułą jest nie słuchać argumentów drugiej strony. Także na "dole" jedni walczą o "Polskę prawdziwie chrześcijańską", a inni o "szkołę bez indoktrynacji". Mógłbym podać przykłady. Ale nie chcę. Widzę, jak ten spór przechodzi przez ludzkie sumienia, wyobraźnię, emocje. Co będą o religii i państwie myśleć dzieci, którym zafundowano taką walkę?

Syn opowiadał mi kiedyś, że w szkole zorganizowano quasi-kampanię wyborczą. Kto dostał najwięcej głosów? Nie ci, co argumentowali, ale ci, co najgłośniej krzyczeli.

A krzyż? Czego właściwie uczy krzyż? To ciekawe: w krzyżu ani argumentacja nie jest typową argumentacją, ani krzyk nie jest zwykłym krzykiem. Ostatecznie chodzi o to: "Przebacz, bo nie wiedzą, co czynią". I: "W ręce Twoje powierzam ducha mego". W pewnym sensie wszystkie spory zostają zawieszone i - zbawione. Ale pozostaje przestroga: "Jeżeli z zielonym drzewem tak postępują, cóż się stanie z suchym?".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2009