Debata o Jezusie

Czy ktoś w ogóle wytłumaczył niektórym katolikom, czym jest zmartwychwstanie? Historię Jezusa przedstawia się czasem jak bajkę dla dzieci i nie ma się co dziwić, że ktoś mówi: No bądźmy dorośli i przestaje wierzyć. (Halina Bortnowska).
 /
/

MAREK ZAJĄC: - Kim jest Jezus? Wyobraźmy sobie, że takie pytanie zadaje przybysz z odległego kontynentu, który nie ma zielonego pojęcia ani o Ewangelii, ani o chrześcijanach.

HALINA BORTNOWSKA: - Chyba odmówiłabym odpowiedzi. Jeśli ten człowiek rzeczywiście nic nie wie o Jezusie, najpierw musi poznać naszą kulturę, historię i cywilizację, być może nauczyć się kilku języków, poznać różnych ludzi wierzących - dopiero wtedy moglibyśmy zająć się jego pytaniem w sposób niezdawkowy. Odpowiedź czysto encyklopedyczna nie byłaby naprawdę odpowiedzią, jeśli pytanie miało charakter egzystencjalny. Tu chodzi o wtajemniczenie, o wielkie przedsięwzięcie, a nie o rzucenie garstki słów.

STANISŁAW KRAJEWSKI: - Moim zdaniem pytanie nie jest bez sensu. Można sobie wyobrazić przybysza z puszczy amazońskiej, który w promocji Coca-Coli wygrał podróż do Europy, gdzie po raz pierwszy widzi katedry, chrześcijan, krzyże itd. Takiemu człowiekowi trzeba o Jezusie coś powiedzieć.

  • Niebiański sztab kryzysowy

Najpierw podałbym pewnie dane historyczne - z naukowego punktu widzenia wysoce hipotetyczne, bo wszystko, co wiemy o Jezusie historycznym, pochodzi z Nowego Testamentu. Powiedziałbym także, że żył życiem swej społeczności, czyli ówczesnych Żydów. I myślał bardzo radykalnie. Ale czym jest Jezus dla chrześcijan - o tym powinni mówić oni sami. Jasne, znam sporo cytatów z Ewangelii, ale właściwsze jest, abym mówił tylko o Jezusie historycznym, a nie o jego ponadludzkim statusie w oczach chrześcijan.

Oczywiście można też mówić o Jezusie jako Żydzie. Pomocna jest tu formuła, która rozdziela kluczowe zagadnienia: wiarę Jezusa, czyli sposób, w jaki wierzył, od wiary w Jezusa. I drugie rozróżnienie: osoby Jezusa, która wedle teologii chrześcijańskiej spełnia najistotniejszą dla świata misję - od jego pouczeń, które wygłaszał do uczniów i tych, z którymi się stykał. Pouczenia te zostały w jakiejś mierze przekazane nam przez tradycję. Powiedziałem celowo: “w jakiejś mierze", bo to osobny wielki problem, poruszony w książce ks. Skowronka “Kim jest Jezus z Nazaretu?" [recenzję zamieściliśmy w dodatku książkowym w nr 43/2003 - red.]. Z jednej strony mamy mianowicie przekaz usankcjonowany długą tradycją kościelną, z drugiej moglibyśmy pytać o faktyczny przebieg wydarzeń, jak mogłaby je zarejestrować telewizyjna kamera. Jak miałoby się jedno do drugiego? Z problemem historyczności borykają się wszystkie religie objawione, np. o Mojżeszu historycy wiedzą jeszcze mniej niż o Jezusie. To ciekawe skądinąd zagadnienie można jednak w gruncie rzeczy pominąć. My musimy odnosić się do tradycji religijnej. Nawet gdy nie traktujemy jej już naiwnie, jako dokładnego opisu wydarzeń, ona jest jedynym, z czym mamy do czynienia. Podsumowując, przybyszowi z Amazonii powiedziałbym tak: jeśli chcesz wiedzieć, jak rolę i znaczenie Jezusa rozumieją jego wyznawcy, zapytaj ich samych.

KS. ALFONS SKOWRONEK: - Chcąc mówić o Jezusie, wkraczamy na tak bezkresne obszary, że studiowanie samej literatury zajęłoby nam więcej niż jedno życie. Pewien katolicki teolog żartował, że dzieł o Jezusie jest taka masa, że w Niebie powstał anielski sztab kryzysowy do zbadania, skąd takie zainteresowanie. Ogólna diagnoza brzmiała: ponieważ nie ma człowieka, którego postać Jezusa mogłaby nie zainteresować. Czasem mówi się o Nim z miłością, czasem z nienawiścią, ale nikt nie pozostaje obojętny. Jednak problem okazał się na tyle złożony, że wśród aniołów utworzono dodatkowo specjalną komisję. Anioł hermeneutyczny powiada na obradach, że zainteresowanie jest tak ogromne, ponieważ Chrystus dla każdego coś znaczy. Z kolei anioł egzegetyczny tłumaczy, że trzeba skończyć z mitami wokół Jezusa, dojść do źródeł i oczyścić historie o Nim z nieprawdy, np. głosić, że Jezus nie odwiedził Indii, nie ożenił się z Marią Magdaleną i prawda o Nim nie została ukryta w kazamatach zacofanego Watykanu. I wreszcie anioł-pasterz twierdzi, że obrazy Jezusa są nam konieczne, ponieważ przez tak liczne, a zarazem różnorodne wizerunki możemy dotrzeć nie tylko do samego Jezusa, ale i przez Niego na spotkanie z Bogiem Ojcem.

HALINA BORTNOWSKA: - Na wstępie trochę się wykręciłam od odpowiedzi, ale kryło się za tym coś głębszego. Stykając się z naszym mieszkańcem puszczy amazońskiej, zanim doradziłabym mu dowiedzieć się więcej o chrześcijanach i zaczęłabym mu głosić Jezusa, musiałabym się dowiedzieć, kim on jest, jaką religię wyznaje, co w jego języku znaczą słowa używane w języku religii. Chrześcijaństwo nie jest dla każdego automatycznie zrozumiałe. Świadków Chrystusa trzeba dobrze wybrać, bo obawiam się, że większość z nas raczej utrudniłaby przyjęcie chrześcijaństwa - przecież trudno przychodzi nam łączenie naszego życia z tym, czego naucza Jezus. Przygotowanie samego siebie do roli świadka jest trudne. Wymaga nie tylko lektur, ale i wysiłku ze strony wspólnoty, aby świadków wtajemniczyć - i uzdolnić do dialogu.

Wydana ostatnio książka “Kim jest Jezus z Nazaretu?" z pewnością pomaga zauważyć, czym różni się relatywizm od postawy otwartej na dialog; że w Kościele można też znaleźć drogę, która wychodzi poza trzymanie się wyuczonych na pamięć formułek. “Kim jest Jezus z Nazaretu?" jest śmiałą próbą na tle panującego w Polsce quasi-fideizmu, “quasi" - bo nieświadomego swej natury. Ten quasi-fideizm przejawia się w praktyce zamykania spraw religijnych w osobnej szufladzie, izolowania wiary od spraw życiowych, a także od znajomości historii i umiejętności czytania tekstów. Każda próba połączenia zawartości szuflad budzi niepokój, wątpliwości, niezadowolenie.

  • Judaizm w obronie chrześcijaństwa

- Książka zajmuje się sprawami dla wiary chrześcijańskiej fundamentalnymi, ale u niektórych czytelników wzbudzić może szok, biorąc np. pod uwagę, że wedle Instytutu Statystyk Kościoła Katolickiego co czwarty Polak-katolik nie wierzy w zmartwychwstanie. Czy ktoś, kto nie wierzy w kluczowe dla chrześcijaństwa wydarzenie, może nazywać się chrześcijaninem?

HALINA BORTNOWSKA: - A czy ktoś w ogóle wytłumaczył tym ludziom, czym właściwie jest zmartwychwstanie? Czy wyjaśnił to tak, aby wiedzieli i rozumieli, w co jako chrześcijanie mają obowiązek wierzyć, a co jest formułą uwikłaną w interpretacyjne nawyki? To wielki problem: jak wyprowadzić ludzi z sytuacji, w której odrzucają jakieś treści tylko dlatego, że te zagadnienia wciąż przedstawia się im bez odpowiedniego aparatu pojęciowego, pomagającego pogodzić wiarę z resztą poglądów na świat. W efekcie albo ktoś trwa przy quasifideizmie, albo kompletnie nieprzygotowany próbuje wymieszać zawartość “szuflad" na własną rękę - i najczęściej traci wtedy wiarę. Historię Jezusa przedstawia się czasem jak bajkę dla dzieci i nie ma się co dziwić, że ktoś mówi: “No, bądźmy dorośli" i przestaje wierzyć.

KS. ALFONS SKOWRONEK: - Mówiliśmy o doświadczeniu religijnym i dokształcaniu się. Na płaszczyźnie intelektualnej pewnie niewiele osiągniemy usiłując przekonać sceptyka. Najważniejsze jest jednak świadectwo. W zakończeniu książki “Kim jest Jezus z Nazaretu?" napisałem, że wobec ogromnej ilości obrazów Jezusa “Czytelnik może nagle sam siebie zapytać, który z tych portretów chciałby pokazać swojemu otoczeniu? Prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: Żaden. Jedynie swój własny! Każdy chrześcijanin powinien bowiem starać się być tym, który objawia Jezusa, który będzie Jego wierną ikoną. Albowiem Chrystus nie powiedział: »Mów za Mną«, lecz »Pójdź za mną«". I tu jest właśnie pies pogrzebany: jakiego Zmartwychwstałego pokazujemy ludziom, czy jako chrześcijanie uchodzimy w oczach postronnych za ludzi zmartwychwstałych?

- W książce pisze też Ksiądz Profesor: “Swoją trwającą zaledwie około dwu lat działalnością Jezus bardziej zmienił historię świata i kultury niż rzecznicy idei przemocy od Spartakusa i Judy Galilejczyka po dzień dzisiejszy. Ewangelia jest »siłą napędową« kształtowania świata w sposób humanitarny". Gdyby nasza dyskusja toczyła się na muzułmańskim uniwersytecie Al-Quds w palestyńskiej Gazie, taki cytat wzbudziłby szalony sprzeciw. Wypomniano by np. wyprawy krzyżowe i wszystkie zbrodnie, popełniane przez chrześcijan w imię Jezusa. Czy dr Krajewski podjąłby się w takiej sytuacji obrony chrześcijaństwa?

STANISŁAW KRAJEWSKI: - Jak najbardziej. Przede wszystkim dlatego, że każda trwająca dostatecznie długo tradycja ma na sumieniu czyny mało chwalebne. W tym sensie zbrodnie dokonywane w imię wiary w Jezusa nie były niczym szczególnym. Pytanie brzmi, na ile te zbrodnie wynikały z natury chrześcijaństwa, a na ile z czynników ubocznych. W książce Księdza Profesora znalazłem opinię, że dziś nie trzeba się już przeciwstawiać Żydom, aby utwierdzać tożsamość chrześcijańską. I to zdanie mnie cieszy. Wiem, że tak samo myśli wielu chrześcijan, choć - niestety - nie wszyscy. Ale czy wypowiedzenie takiego zdania zamyka już problem?

Jeśli cofniemy się do wydarzeń, które stworzyły chrześcijaństwo, okaże się, że przeciwstawienie się Żydom było oczywiście niezbędne, aby pierwsi chrześcijanie mogli zarysować własną odrębność. Z początku bowiem traktowani byli jako żydowska grupa, a właściwie sekta, która zrazu nie głosiła nic szczególnie nowego, o czym świadczy choćby fakt, że ówczesne źródła (np. Józef Flawiusz) wcale się o nich nie rozpisują. Potem odrębność stała się faktem. Wtedy owa antyżydowskość nie była już potrzebna, a na pewno tak jest teraz - mówią tacy teologowie jak ks. Skowronek. Patrzę na to z nadzieją.

Ważny dla mnie jest fakt, że chrześcijaństwo rozpropagowało w świecie Biblię hebrajską, tzw. Stary Testament. W ten sposób coś, co było własnością niemal wyłącznie Żydów, stało się własnością całej ludzkości - nie dzięki Żydom, ale właśnie poprzez działaność misyjną chrześcijan. Co więcej: żydowskie kategorie religijne, historie i pisma stały się znane prawie wszystkim, nawet nie-chrześcijanom. Z punktu widzenia judaizmu to wielka zasługa chrześcijaństwa. Co więcej, islam też te kategorie przyjął, na nich powstał - czyli z nich skorzystał. To mocny punkt w linii obrony chrześcijaństwa.

  • Mesjańskie napięcie

- Jednak są też sprawy, które chrześcijan, Żydów i muzułmanów dzielą, choćby rozumienie jedyności Boga. Niby wszyscy jesteśmy monoteistami, ale gdyby spojrzeć dokładniej, zdecydowanie się różnimy.

STANISŁAW KRAJEWSKI: - Dogmaty, jak Trójca Święta czy zmartwychwstanie, to sprawy mało istotne, gdy patrzymy z zewnątrz chrześcijaństwa. Osobiście rozumiem je jako wyraz przekonania, że najważniejsze i fundamentalne sprawy są tajemnicze i niepojęte, ale przecież trzeba je wyrazić w jakimś języku. I tak mówienie o Trójcy jest dla mnie pewnym sposobem mocowania się z tajemnicą Boga. Sposobem, z którym się nie utożsamiam, ale nie muszę go zwalczać. Jasne, że nauki o Trójcy nie ma ani w judaizmie, ani w islamie. Ale gdy przyjrzeć się nieco dokładniej, w żydowskiej tradycji ezoterycznej wspomina się o emanacjach Boga w stylu neoplatońskim. A emanacje to już coś bliskiego Trójcy, choć - oczywiście - nie to samo.

Trzy religie monoteistyczne mają też inny wspólny element, wywodzący się z tradycji żydowskiej - pewne napięcie mesjańskie. Chrześcijanie uznali Jezusa za Mesjasza, ja nie podzielam ich wiary. Ale już sam fakt, że w ogóle możliwe jest przekonanie, iż jakaś osoba ogniskuje w sobie oraz spełnia nadzieje i zadania mesjańskie, łączy wyznawców monoteizmu. Podam współczesny przykład z kręgu tradycyjnych Żydów - przykład wiary, że żyjąca w XX wieku osoba jest w jakimś sensie Mesjaszem. Otóż chasydzi z odłamu Lubawicz, czyli Chabad, mieli charyzmatycznego i niezwykłego przywódcę Menachema Mendla Shneersona, który umarł dziewięć lat temu, a na kilka lat przed śmiercią był sparaliżowany. W swym nauczaniu Shneerson zapowiadał, że Mesjasz wkrótce nadejdzie. W pewnym momencie chasydzi uznali, że to sam mistrz jest Mesjaszem. Sparaliżowany ani nie zaprzeczył, ani nie potwierdził ich intuicji. Do dziś niektórzy uważają go za Mesjasza, twierdząc, że wprawdzie umarł, ale w pewnym sensie żyje nadal. I jeśli będziemy postępować zgodnie z jego nauczaniem, przemieni się sytuacja Żydów i świata - nastąpi nowa epoka. Takie myślenie jest dla mnie niemal identyczne z wiarą pierwszych chrześcijan!

Gdzieś na fundamentalnym poziomie religijności jest zatem wiele fascynujących łączników między chrześcijaństwem i judaizmem. W jakimś bardzo głębokim sensie historia Shneersona uwiarygodnia chrześcijan w oczach Żydów. Zresztą również wśród szyitów silne są wątki mesjańskie, mocno zakorzeniona jest tradycja oczekiwania na Bożego posłańca. Różnice i podobieństwa są zatem o wiele subtelniejsze niż ostro sformułowane dogmaty. Sam fakt, że świetnie się rozumiemy, chrześcijanie i Żydzi, gdy mówimy o Mesjaszu, świadczy o wspólnocie języka. We wspólnocie tej uczestniczy także, choć chyba w nieco mniejszym stopniu, islam.

- A może trzeba tłumaczyć, że grzechy chrześcijan wynikały jedynie z pokusy siły? Gdy chrześcijaństwo stało się religią dominującą, przestało cierpliwie i pokornie nawracać przez świadectwo, ale sięgnęło po przemoc.

STANISŁAW KRAJEWSKI: - Trudno gdybać, ale nie mogę wykluczyć, że gdyby to judaizm rozprzestrzenił się na kilka kontynentów i stał się religią panującą, wtedy jego wyznawcy popełniliby większość grzechów chrześcijan. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tradycji żydowskiej nie było praktyki nawracania mieczem czy przez układy z rządzącymi (pomijam przykłady sprzed ponad dwu tysięcy lat). Przecież Polska nie stała się chrześcijańska, bo do każdego mieszkańca ziem Mieszka I przyszedł misjonarz, ale dlatego, że chrzest przyjął książę - a wraz z nim musieli tak uczynić wszyscy poddani.

KS. ALFONS SKOWRONEK: - A mnie cieszy, że usłyszałem wcześniej, iż to właśnie my - chrześcijanie - ponieśliśmy Torę w świat. Jest faktem, że o Dekalogu ludzie dowiadują się więcej od Kościoła niż od Żydów: jest nas po prostu więcej. Z drugiej strony jako ksiądz katolicki modlę się każdego dnia tylko w stylu hebrajskim; mówię ,,Alleluja", ,,Amen", ,,Benedictus" - czyli błogosławiony Bóg Izraela. Przed soborową reformą brewiarza odmawialiśmy w ciągu jednego tygodnia wszystkie 150 psalmów (teraz mamy na nie cztery tygodnie). Msza św., którą codziennie celebruję, wzorowana jest na synagogalnej liturgii - przyznanie się do grzechów, czytania itd. Korzystamy zatem obustronnie.

A co do mesjanizmu: tych mesjaszów już nikt nie potrafi zliczyć, były ich setki. Jednym z nich był np. Szymon Bar Kochba, który w 132 r. wzniecił powstanie przeciw Rzymianom. Ale, oczywiście, u Żydów dominuje przekonanie, że Mesjasza nie było. Dlaczego tak myślą? Wedle pewnej opowieści rabini otworzyli okno, popatrzyli na ludzi i stwierdzili, ze świat nie jest zbawiony, bo w ogóle nie stał się lepszy, zatem Mesjasz jeszcze nie nadszedł. Jak odeprzeć taki argument? Jest tylko jedno wytłumaczenie: zbawienie świata nigdy nie dzieje się pod przymusem, zbawienie to oferta. Nie mają racji ci, którzy twierdzą, że chrześcijaństwo nie chciało wcielać w życie idei mesjańskich czy po prostu nie zmieniło widzialnej postaci świata. Mieliśmy różne chrześcijańskie ruchy wyzwoleńcze, np. teologię wyzwolenia albo - by sięgnąć po zupełnie odmienny przykład, jak chrześcijaństwo zmieniało świat - niedawno beatyfikowaną Matkę Teresę z Kalkuty. Ale pogódźmy się z tym, że nigdy nie będzie raju na ziemi, bo Jezus, zbawiając człowieka, nie złamał jego wolnej woli, lecz pozostawił mu wolny wybór.

  • Cenne, równocenne, bezcenne

- Wracając do ciemnych kart w historii chrześcijaństwa: w książce Księdza Profesora pojawiają się dwa podstawowe pytania. Po pierwsze, na ile Kościół, którzy tworzyli nasi przodkowie i który współtworzymy obecnie, realizuje nauczanie i zamierzenia Jezusa? Po drugie, czy odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez chrześcijan obciąża tylko sprawców tych czynów, czy może Kościół jako wspólnotę, która ich wychowywała i nauczała?

HALINA BORTNOWSKA: - Odpowiem idąc może jeszcze dalej niż Ksiądz Profesor w swojej książce. Od aktu pokuty, który Jan Paweł II uczynił w Roku Jubileuszowym, przekonanie, że Kościół jako wspólnota tę odpowiedzialność w jakimś sensie ponosi, przestało być prywatną opinią zdeterminowanych jednostek. Uzyskało bardzo wysoką sankcję. Byłabym jednak o wiele spokojniejsza, gdyby takie myślenie było zaakceptowane i realizowane przez wszystkich katolików - od szczytów hierarchii po dzieci i młodzież. Na razie wydaje się, że Papież lepiej niż większość chrześcijan rozumie, co może zdziałać uczciwa pokuta. Dlatego powtarzam: nie możemy poprzestać na mówieniu o odpowiedzialności indywidualnej. Odpowiedzialność wspólnoty to co innego niż słusznie odrzucana odpowiedzialność zbiorowa. Mam nadzieję, że z czasem zgłębimy ideę pokuty, może dzięki zwróceniu się do wczesnej tradycji chrześcijańskiej, a może dzięki kontaktom z innymi religiami. Mnie w zrozumieniu skruchy i odpokutowania win bardzo pomogło także spotkanie z buddyzmem.

KS. ALFONS SKOWRONEK: - I tak oto położyliśmy palec na ranie. Owszem, Kościół przyznaje, że popełnił grzechy, ale jakby winę składał wyłącznie na poszczególnych chrześcijan. Jak na akt pokuty Jana Pawła II - w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, 15 marca 2000 r., gdy kard. Ratzinger odczytywał, że Kościół żałuje, iż niektórzy z jego synów i córek dopuścili się nieprawości - zareagowali Żydzi? Otóż powiedzieli, że byliby bardziej usatysfakcjonowani, gdyby Kościół przyznał jasno, że zgrzeszył. Inaczej mówiąc: że jest grzeszny nie tylko poprzez jednostki. W tym miejscu nasuwa się na myśl cytat z Yves Congara: “Czy nie można mówić o Kościele grzesznym? Przecież jest i grzeszny, i święty zarazem!". Zresztą osobiście dziękuję Bogu, że Kościół jest grzeszny, bo inaczej bym się w nim czuł trochę nieswojo.

Tu nasuwa się też pytanie do kaznodziejów: co mówicie z ambon, czy wspominacie, że chrześcijanie ponoszą odpowiedzialność za zbrodnie nie tylko jako jednostki, ale także jako wspólnota? Czy przeciętny katolik ma w ogóle pojęcie o toczącym się dialogu ekumenicznym i międzyreligijnym? Ale nie bijmy się wyłącznie we własne piersi, nawet za granicą, np. w Niemczech, ekumenizm pozostaje sprawą elit.

STANISŁAW KRAJEWSKI: - Skoro mówimy o dialogu: szkoda, iż w rozdziale książki Księdza Profesora o chrześcijaństwie i judaizmie zabrakło informacji o deklaracji “Dabru emet", czyli żydowskim oświadczeniu na temat chrześcijan i chrześcijaństwa z września 2000. Otóż w tym dokumencie jest taki fragment: “Chrześcijanie poznają Boga i służą mu poprzez Jezusa Chrystusa i tradycję chrześcijańską. Żydzi poznają Boga i służą mu poprzez Torę i tradycję żydowską". Dla chrześcijanina te zdania brzmią może banalnie, ale dla Żyda to prawdziwa rewolucja. Przecież tu jest mowa o Jezusie Chrystusie, czyli Mesjaszu! Zauważmy, że “Dabru emet" podpisali nie tylko “fanatycy dialogu", ale grupa poważnych rabinów i intelektualistów żydowskich. Innego wyjścia nie ma: jeśli chcemy traktować z pełną powagą dialog chrześcijańsko-żydowski, musimy opisywać Jezusa z Nazaretu jako osobę, która dla chrześcijan jest Chrystusem. Uznajemy zatem, że istnieją równocenne drogi zbawienia czy drogi do Boga. Jedna jest żydowska, a druga jest chrześcijańska - i prowadzi przez Jezusa, widzianego nie jako człowieka, ale jako Jezusa Chrystusa. Waga tych zmian w myśleniu jest tak ogromna, że przemiany dostrzeżemy chyba dopiero za kilka pokoleń. Mam nadzieję, iż dojdzie do opracowania nowej teologii po obu stronach, by okazało się, że można na odmienne sposoby rozwijać źródłowe wyobrażenia i ich interpretacje pojęciowe, zachowując absolutny szacunek dla drugiej strony.

HALINA BORTNOWSKA: - Piękne jest słowo “równocenne". Jednak zanim wszyscy będziemy mieć odwagę i podstawę, by mówić o równocenności, dobrze byłoby, żeby każdy odkrył choćby tylko “cenność" (a najlepiej ,,bez-cenność") innych wierzeń. W książce Księdza Profesora zastanowiło mnie przechodzenie od dialogu “komparatystycznego" do czystego dialogu. W dialogu “komparatystycznym" odkrywamy cenność innej wiary, ale czynimy tak w przekonaniu, że to, co u Żydów czy muzułmanów jest podobne do chrześcijaństwa, jest tym samym cenne, a to, co odmienne, jest już mniej wartościowe. W czystym dialogu wstrzymujemy się od pokus wyceniania różnych elementów, skupiamy się na odkrywaniu otchłani bezcenności wiary wierzących inaczej niż my. Nie porównujmy na siłę, ale próbujmy wczuć się w partnera dialogu. I nie zarzucajmy takiej postawie synkretyzmu, bo ten polega na mieszaniu systemów i języków, tworzeniu hybrydy naszpikowanej obcymi komórkami. Natomiast w dialogu “bez porównań" nic nie mieszamy, tylko swobodnie przechadzamy się po cudzych mieszkaniach, które szczęśliwie istnieją i otwierają się przed nami. W niektórych z nich możemy się nawet nieco zadomowić, ale zawsze w końcu winniśmy wrócić do siebie. Gdybyśmy nie wracali, nasze mieszkanie zostałoby opuszczone; nasza wiara, a wraz z nią świat by zubożał.

Dodać tu muszę, że bliższa od “religii" jest mi Barthowska kategoria “wiary". Może kiedyś stwierdzimy, że “religie" nas dzieliły, a czasem prowadziły do wojen i zbrodni, natomiast “wiara" może być wolna od tych niebezpieczeństw, może łączyć, a nie dzielić.

- Nauczyciel z Nazaretu - jak mówił Ksiądz Profesor - nikogo nie pozostawia obojętnym. Co w Jego osobie może tak mocno fascynować albo irytować, co jest dla Państwa niezrozumiałe albo trudne do zaakceptowania? Przyznam, że jako dziecko wychodziłem z pokoju, gdy na ekranie telewizora w kolejnej ekranizacji Ewangelii Jezus smagał biczem przekupniów w świątyni - mój dziecięcy umysł nie mógł ogarnąć, że Dzieciątko Jezus i dobry Syn Boga to ta sama postać, która teraz okłada wrzeszczących z przerażenia ludzi.

STANISŁAW KRAJEWSKI: - Dla mnie Jezus jest oczywiście ciekawą postacią. Jednak jego nauczanie jest tak radykalne, że - gdyby traktować je do końca poważnie - wtedy budzi niepokój. Chodzi o takie wezwania jak “Rozdaj, co masz", “Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni", albo wezwania, które wydają się wymagać pełnego pacyfizmu i jednostronnego rozbrojenia - rozumiem, że te słowa można interpretować na różne sposoby, i siłą rzeczy, zwłaszcza gdy chrześcijaństwo było religią rządzącą, interpretowano je mniej dosłownie. Mnie ten radykalizm z jednej strony fascynuje, ale z drugiej strony wydaje się niemożliwy do pogodzenia z normalnym życiem. W moim przekonaniu Jezus jest przedstawiony w Ewangeliach - rozumiany przez wczesnych chrześcijan - jako ktoś, kto zapowiada, że zaraz nastąpi koniec naszego świata i nadejdzie nowa epoka. Wtedy ten radykalizm jest naturalny, bo skoro zaraz wszystko będzie nowe, inne, to rzeczywiście posiadanie własności, walka, czy sądzenie winnych nie ma sensu i lepiej zastanowić się, z czego sam będę za chwilę tłumaczyć się przed Bogiem. Ale jeśli założymy, że nasz świat jeszcze trochę potrwa, to np. społeczeństwo bez instytucji sądzenia zapewne nie może istnieć.

KS. ALFONS SKOWRONEK: - Rzeczywiście, Jezus jest radykalny, zwłaszcza w przykazaniu miłości rozciągniętym nawet na nieprzyjaciół. Ale nie zapominajmy, że potrafił się też bronić. Np. gdy podczas rozmowy z arcykapłanem został spoliczkowany, pytał: Dlaczego mnie bijesz, skoro mam rację? Summą Jezusowego radykalizmu jest natomiast moim zdaniem Kazanie na Górze. Marcin Luter głosił, że przy pomocy zawartej w tym Kazaniu nauki nie da się rządzić państwem.

Rozdanie majętności ubogim to - jak sądzę - wezwanie skierowane wyłącznie do uczniów Jezusa, a nie do nas wszystkich. Bo zastanówmy się: gdyby całe chrześcijaństwo postępowało dosłownie wedle wskazania Jezusa o radykalnym ubóstwie, nie mogłoby nieść światu pomocy, choćby tylko materialnej.

HALINA BORTNOWSKA: - Najpierw kilka słów o Jezusie wyrzucającym przekupniów ze świątyni. Ta scena, wspaniała i pełna życia, zachwyca mnie, choć przyznam, że wymaga wyjaśnienia. To przecież znak rozpoznawczy mesjański. Jezus pokazuje, że w tym miejscu wypełni to, czego po Mesjaszu spodziewa się Naród wybrany: oczyści Miejsce Święte i przywróci mu nieskalaną godność. Tak Jezus spełnia oczekiwania Symeona czy Prorokini Anny. I my dziś widzimy, że płonęła w Nim gorliwość o Dom Pana, Dom Modlitwy.

Gdybym zaś miała wybrać najbardziej fascynujący mnie fragment nauczania Jezusa, to najczęściej potrzebna jest mi wizja Sądu Ostatecznego, gdy Jezus mówi, że ci, którzy otrzymają nagrodę za swe uczynki miłosierdzia, bardzo się temu zdziwią. Ta wizja zawsze mnie porywa: Jego owce nie wiedzą, kiedy Mu służą i uważają się za sługi nieużyteczne. To odkrycie, że Bóg ceni sobie to, że skupiamy się wyłącznie na drugim człowieku i nie wiemy wcale, że chodzi o Jezusa, jest po prostu zachwycające. Przede wszystkim pamiętajmy jednak, że Ewangelie, w ogóle Pismo Święte, trzeba czytać w całości. Kto się uczepi jednej nauki czy jednego wydarzenia w życiu Jezusa, ten popadnie w dziwactwo - i tej jednej rzeczy naprawdę nie pojmie.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2003