Żeby nie zginęli na darmo. Słowacja siedem lat po zabójstwie Kuciaka i Kušnírovej

Siedem lat temu, 21 lutego 2018 r., zastrzeleni zostali słowacki dziennikarz śledczy Ján Kuciak i jego narzeczona Martina Kušnírová. Kuciak pisał o aferach, także w sferach rządu ówczesnego premiera Roberta Ficy. Po tej zbrodni Słowacy zażądali reformy kraju. Czy coś się od tamtej pory zmieniło? Pytamy o to inicjatorkę protestów z 2018 roku.
rozmawia z Kataríną Nagy Pázmány
Czyta się kilka minut
Antyrządowa demonstracja w szóstą rocznicę zamordowania dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej. Koszyce, 21 lutego 2024 r. / Fot. Robert Nemeti / Anadolu / East News
Antyrządowa demonstracja w szóstą rocznicę zamordowania dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej. Koszyce, 21 lutego 2024 r. / Fot. Robert Nemeti / Anadolu / East News

Katarína Nagy Pázmány miała wówczas niespełna 28 lat. Wiadomość o zabójstwie dwojga młodych ludzi usłyszała w radiu, jadąc autem. Podano ją między jakimś newsem z Dubaju a prognozą pogody.

Katarínie nie chciało się wierzyć, że po czymś takim w radiu ktoś będzie mówić o opadach śniegu, że będzie grać muzyka. Zaczęła przerzucać radiowe stacje, by dowiedzieć się więcej. Poczuła szok, smutek i gniew.

W pierwszym odruchu zadzwoniła do męża. Oboje byli wtedy rówieśnikami Jána i Martiny. Oboje uznali, że coś muszą zrobić. Wraz z kilkoma znajomymi wystosowali w sieci apel o upamiętnienie zamordowanych. Niespodziewanie odpowiedziały im tysiące ludzi.

Nie kończyło się na pierwszej demonstracji w Bratysławie, 2 marca 2018 r. Potem odbywały się kolejne, również w innych miastach i małych miasteczkach. Pod hasłem „Za uczciwą Słowację”.

Gdy rozmawiałam wtedy z Kataríną, podkreślała, że chodziło o opowiedzenie się także za demokracją i wolnością słowa, o pokazanie, że to nie tylko gniew, ale też smutek i miłość. Demonstrujący mieli dwa postulaty: żądali niezależnego śledztwa w sprawie tej zbrodni z udziałem międzynarodowych śledczych i nowego wiarygodnego rządu.

Ówczesny premier Robert Fico pod presją podał się do dymisji. Jednak w 2023 r. wrócił do władzy. Jeśli chodzi o śledztwo i proces, to nie udało się doprowadzić do skazania domniemanego zleceniodawcy (wykonawca i pośrednicy są w więzieniu).

Z pytaniem o sytuację na Słowacji siedem lat po śmierci Kuciaka i Kušnírovej wracam do Kataríny Nagy Pázmány.

 

PATRYCJA BUKALSKA: Gdy siedem lat temu Słowacy wyszli na ulice, chodziło o upamiętnienie Jána i Martiny, ale też o naprawę kraju, o uczciwą Słowację. Taka zmiana wydawała się wtedy możliwa. Jak wygląda to teraz?

KATARÍNA NAGY PÁZMÁNY: Pragnienie uczciwie i dobrze rządzonego kraju jest jeszcze większe. Ostatnie lata były burzliwe, obfitowały w kryzysy: pandemia, wojna w Ukrainie, kryzys klimatyczny, także i to zachwiało powszechnym zaufaniem ludzi. Nagle zmieniły się zasady i świat, jaki dotąd znaliśmy. Wiele dezinformacyjnych sieci to wykorzystało i widzimy, że ludzie są bardziej skłonni im wierzyć. Widzę jednak, że ten trend występuje nie tylko na Słowacji, ale także w innych krajach.

Na Słowacji od tamtego czasu zmieniały się rządy, ale obecnie znów rządzi koalicja z Robertem Ficą w roli premiera, który powtarza, że to nie rok 2018 i teraz nie ustąpi. To trochę smutne, widzieć, jak łatwo ludzie zapomnieli...

Obecne protesty są inne niż te w 2018 r.? To ta sama energia czy może ludzie są bardziej rozczarowani?

Z pewnością ludzie są bardziej rozczarowani i wielu zrezygnowało lub wyjechało za granicę. Zauważam też, że ludzie nie są tak zjednoczeni jak wtedy. W 2018 r. udało nam się dotrzeć i połączyć ze sobą zróżnicowane grupy. Teraz grupa protestujących jest bardziej jednorodna, choć widać, że nadal jest bardzo liczna. Organizatorzy protestów rozszerzyli też swoje działania i nawiązali do innych kwestii, jak pokój na Ukrainie.

Kolejna różnica to fakt, że mamy obecnie na Słowacji silną opozycję, która też organizuje protesty. Czasem zdarza się, że protesty opozycyjne i obywatelskie odbywają się naprzemiennie. Generalnie jednak cieszę się, że nadal istnieje duża grupa ludzi, którzy od lat, gdy zajdzie taka potrzeba, nawet co tydzień wychodzą na ulice, w małych i dużych miastach, mimo swoich obowiązków zawodowych i rodzinnych. I wciąż kolejne miasta się przyłączają.

Sprawa śmierci Jána i Martiny pozostaje niezakończona. Czy sądzi Pani, że uda się ją ostatecznie wyjaśnić i sprawiedliwości stanie się zadość?

Dla mnie jest to bardzo ważna sprawa, także ze względu na rodziny Jána i Martiny. Ale także za względu na całe społeczeństwo, które zasługuje na to wyjaśnienie. Staram się mieć zaufanie do osób zaangażowanych w pracę sądu, do instytucji i procedur prawnych, choć trudno jest wykazać się tu cierpliwością.

Będzie Pani na kolejnych protestach?

Oczywiście! Choć u nas w rodzinie trochę zmieniła się sytuacja, już nie mieszkamy w Bratysławie, przeprowadziliśmy się na wieś. Ale organizuję protesty również tutaj. W piątek 21 lutego po manifestacji moderuję też dyskusję, której celem jest wzbudzenie jakiejś nadziei i zastanowienie się, dlaczego warto pozostać na Słowacji i być z tego dumnym.

Katarína Nagy Pázmány. Bratysława, 2 sierpnia 2021 r. // Fot. Marko Erd / Archiwum prywatne

Rozmowa odbyła się 18 lutego. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Żeby nie zginęli na darmo