Reklama

Zakon do zadań specjalnych

Zakon do zadań specjalnych

29.09.2007
Czyta się kilka minut
W wypełnianiu swego posłannictwa Zgromadzenie nie wyklucza z góry żadnego dzieła.
Z

Założony przez o. Stanisława Papczyńskiego zakon marianów w okresie przed kasatą szczyt rozwoju osiągnął w XVIII w. W 1781 r. liczył 147 członków, którzy pracowali na ziemiach Rzeczypospolitej i w Portugalii (posiadali także dom zakonny w Rzymie). Łączyli surowe życie zakonne z pracą duszpasterską, przede wszystkim w środowiskach wiejskich: prowadzili parafie, szkoły, szerzyli nabożeństwo do Matki Bożej Niepokalanej, modlili się za zmarłych.

W 1832 r. wojska napoleońskie zajęły rzymski dom marianów i jako cudzoziemców zmusiły do opuszczenia Wiecznego Miasta. W 1834 r. władze państwowe zlikwidowały trzy placówki w Portugalii, a zarządzona przez cara jako represja za udział w powstaniu styczniowym wielka kasata z roku 1864 pociągnęła za sobą zamknięcie pozostałych klasztorów z wyjątkiem jednego: w Mariampolu w diecezji sejneńskiej, do którego zwieziono zakonników z zamkniętych domów. Klerycy i nowicjusze przeszli do seminariów diecezjalnych, 11 marianów zesłano na Syberię, po jednym pozostawiono do obsługi kościołów. Majątki zakonne uległy konfiskacie.

W 1865 r. w Mariampolu mieszkało 31 zakonników. Choć teoretycznie wspólnota mogła przyjmować nowych kandydatów, faktycznie okazało się to niemożliwe. W 1897 r. pozostało trzech. W 1904 r. władze zamknęły klasztor, zakonnicy jednak pozostali i obsługiwali parafię. Cztery lata później przy życiu pozostał już tylko jeden schorowany marianin, o. Wincenty Sękowski. Pozostało mu, jak pisał, przygotować dwie trumny, jedną dla siebie, drugą dla zgromadzenia.

Wtedy pojawił się, pochodzący z mariampolskiej parafii, ks. Jerzy Matulewicz (Matulaitis). Miał za sobą seminarium w Kielcach, studia w Warszawie, Petersburgu i we Fryburgu szwajcarskim, współpracę z o. Honoratem Koźmińskim i jego ukrytymi zakonami, pracę w charakterze profesora i wychowawcy w Akademii Duchownej w Petersburgu, był też współzałożycielem Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich w Warszawie. Teraz, razem z przyjacielem ks. Franciszkiem Buczysem (także Litwinem i profesorem Akademii) i we współpracy z o. Sękowskim, wspierani przez biskupów i w ścisłym kontakcie ze Stolicą Apostolską podjęli dzieło ratowania wymierającego zakonu.

Konspiracyjny charakter przedsięwzięcia, a także aktualne potrzeby Kościoła leżały u podstaw decyzji o zmianie charakteru zakonu. Śluby uroczyste zamieniono na proste, biały habit zastąpiono strojem kleru diecezjalnego lub ubraniem świeckim dla braci, wprowadzono nowe Konstytucje. Jednak Stolica Apostolska stanowczo wymagała, by zostały zachowane istotne elementy duchowości wywodzącej się od Założyciela. Na mocy specjalnej decyzji Stolicy Apostolskiej ks. Jerzy Matulewicz złożył pierwsze śluby w sierpniu 1909 r., wtedy też do nowicjatu został przyjęty jego towarzysz, ks. Franciszek Buczys.

O. Wincenty Sękowski zmarł w 1911 r. Zakon został ocalony.

***

Opis dziejów odnowionego zgromadzenia przekracza ramy tego artykułu. Warto jednak zaznaczyć rzecz bodaj w tej historii najważniejszą. Wydało ono trzech wyniesionych przez Kościół na ołtarze, błogosławionych: odnowiciela, abp. Jerzego Matulewicza, i dwóch męczenników: księży Jerzego Kaszyrę i Antoniego Leszczewicza, którzy pracowali na terenie dzisiejszej Białorusi (w 1943 r. w miejscowości Rosica nie chcieli opuścić wiernych skazanych przez Niemców za pomoc partyzantom radzieckim na spalenie żywcem: spłonęli wraz z parafianami, do końca podtrzymując ich na duchu). Trwają procesy informacyjne innych mariańskich kandydatów na ołtarze, wśród nich takich, którzy zginęli śmiercią męczeńską: ks. Eugeniusza Kuleszy, Polaka zamordowanego przez Niemców na Białorusi, księży Andrzeja Cikoty i Fabiana Abrantowicza, Białorusinów, misjonarzy wschodniego obrządku z Harbina, więzionych przez władze sowieckie w Mandżurii, i ks. Jana Mendriksa, Łotysza, który zginął od kuli strażników w sowieckim łagrze, gdy spieszył z kapłańską posługą zbuntowanym i ostrzeliwanym współwięźniom.

Dziś Zgromadzenie liczy nieco ponad 500 członków pracujących w Anglii, Argentynie, na Białorusi, w Brazylii, Czechach, Kazachstanie, na Litwie, Łotwie, w Niemczech, Polsce, Portugalii, w Stanach Zjednoczonych (w tym na Alasce), na Słowacji i na Ukrainie.

Powstanie i przypadki każdej z tych wspólnot to osobne dzieje.

I tak konwent łotewski został założony przez dwóch miejscowych kapłanów, którzy widząc potrzebę odnowy życia duchowieństwa zgłosili swojemu biskupowi zamiar założenia nowego zgromadzenia. Biskup poradził im spotkanie z ks. Matulewiczem, który na niedalekiej Litwie właśnie rozpoczynał dzieło odnowy marianów. Pojechali, odbyli nowicjat, złożyli śluby w zgromadzeniu, wrócili na Łotwę i dali początek nowej wspólnocie. W latach sowieckiej okupacji wielu jej członków poniosło śmierć, wielu trafiło do łagrów. Pozostali i ci, którzy z obozów wrócili, mogli jako zgromadzenie istnieć tylko w najgłębszej konspiracji. W konspiracji więc się spotykali, konspiracyjnie przyjmowali nowych członków, składali śluby zakonne, przyjmowali - jawnie, jako księża diecezjalni - święcenia kapłańskie. Duszą wspólnoty był ich (tajny) przełożony, człowiek wielkiej mądrości, odwagi i dobroci, o. Viktors Pentjušs. Profesor i wicerektor seminarium w Rydze (jednego z dwóch istniejących na terenie Związku Sowieckiego). Potajemnie przyjmował i formował nowych członków spośród alumnów, którzy do ryskiego seminarium przybywali także z innych republik.

Podobną działalność prowadzili także tajni marianie w seminarium kowieńskim. To w Kownie i Rydze powstawała mariańska wspólnota na Ukrainie: jawni, a czasem tajni alumni składali w tajemnicy śluby zakonne, przyjmowali święcenia i wracali tworzyć u siebie Kościół podziemny.

Tak właśnie było z o. Antonim Andruszyszczynem. Po nielegalnym ukończeniu seminarium (będąc tajnym alumnem, oficjalnie w seminarium pracował jako palacz) i przyjęciu święceń kapłańskich (w 1986 r.) wrócił na Ukrainę. Zatrudnił się jako kierowca w kolumnie sanitarnej. Po pracy prowadził tajną działalność duszpasterską. Po jakimś czasie rzecz się wydała: szefa powiadomiono, że wśród pracowników ma tajnego księdza; polecono go natychmiast z pracy usunąć. Ten narzekał, że nie ma szczęścia, bo kiedy sądził, że wreszcie znalazł porządnego pracownika, który dba o tabor, jest rzetelny, nie pije i się nie łajdaczy, okazało się, że jest jeszcze gorzej - to ksiądz.

Do Brazylii marianie pojechali na zaproszenie tamtejszego biskupa, który podczas obrad soborowych zasiadał obok ówczesnego generała zgromadzenia, także biskupa. Paweł VI właśnie wzywał do solidarności i pomocy Kościołom, w których brakuje księży. Pojechało kilku Polaków. Nauczyli się języka, biskup przydzielił im parafie. Wkrótce, dla objęcia następnych parafii, biskup poprosił o następnych. Pojechali. Przy trzecim wezwaniu władze zgromadzenia postawiły ultimatum: albo zorganizujecie formację dla miejscowych kandydatów, a my wyślemy wam silną ekipę do pomocy, albo wracacie do domu. Nie uśmiechało się im wracać, więc formację zorganizowali. Dziś prowincja brazylijska, kierowana przez Brazylijczyków, jest drugą w zgromadzeniu pod względem liczebności. Marianie pracują na fawelach Rio de Janeiro i Kurytyby oraz w interiorze.

Do Kazachstanu marianie pojechali na wezwanie współbrata, biskupa Jana Pawła Lengi (tajnie wyświęconego na Litwie, należącego do wspólnoty ukraińskiej), dziś arcybiskupa Karagandy. Dwaj polscy księża w okropnych warunkach wspierali go w zakładaniu kościelnych struktur po upadku ZSRR. Wybudowali kościół, dom zakonny, pracują wśród katolickiej diaspory i modlą się o powołania. Dotychczas daremnie.

Samotnie pracujący na Alasce marianin, Amerykanin ks. Gerald Ornowski, kilka lat mieszkał w zagubionym wśród polarnej tundry miasteczku. U parafian zdobył uznanie, zabijając złośliwego niedźwiedzia, który nękał mieszkańców i któremu nikt nie mógł dać rady. Potem biskup zabrał go do Fairbanks i powierzył duszpasterstwo zbuntowanych przeciwko poprzedniemu kapelanowi i samemu biskupowi studentów uniwersytetu.

***

"W wypełnianiu swego posłannictwa Zgromadzenie nie wyklucza z góry żadnego dzieła, lecz za natchnieniem Ducha Świętego ludziom powierzonym sobie w Chrystusie służy z całą gorliwością i na wszelki sposób, zwłaszcza przez nabywanie i szerzenie wiedzy oraz nauczanie innych; sprawowanie posługi kapłańskiej i niesienie pomocy duchowieństwu diecezjalnemu" - czytamy we wstępie obowiązujących dziś Konstytucji Marianów.

Rzeczywiście podejmują dzieła bardzo różne. Prowadzą parafie, szkoły, domy rekolekcyjne, hospicja, wydawnictwa, wydają pisma, oddają się pracy naukowej (przez dwie kadencje rektorem KUL był marianin ks. Andrzej Szostek), w Ruandzie i Kamerunie prowadzą misje.

Nieprzewidzianym chyba ani przez Założyciela, ani przez Odnowiciela polem pracy jest opieka nad sanktuariami. Z inicjatywy amerykańskich marianów powstało i działa narodowe sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Stockbridge, Eden Hill, w Stanach Zjednoczonych. W Kurytybie marianie zbudowali sanktuaria Bożego Miłosierdzia, podobnie w Ruandzie i w Kamerunie.

W Polsce marianie przed wojną zasłynęli świetnie prowadzoną szkołą na warszawskich Bielanach (jej wychowankiem jest m.in. Wojciech Jaruzelski). Dziś ich najbardziej znanym dziełem jest Licheń, sanktuarium odwiedzane corocznie przez ok. milion osób. Swój rozwój, niedawno wzniesioną ogromną świątynię, sanktuarium zawdzięcza ofiarności prostych ludzi, którzy czują się tam jak u siebie. W sanktuarium, poza posługą czysto religijną, od wielu lat działa Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym. Jest to kontynuacja, w nowoczesnej formie, wielkiej pasji o. Papczyńskiego: walki z pijaństwem.

Licheń jest sanktuarium ludowej pobożności, ale tam właśnie ma siedzibę Centrum Formacji Maryjnej "Salvatoris Mater", popularyzujące i pogłębiające teologię maryjną, wydające poważny, teologiczny kwartalnik mariologiczny.

W sanktuarium licheńskim zatrzymał się Jan Paweł II w dniach 7-8 czerwca 1999 r.

Papież dobrze znał i darzył przyjaźnią marianów. Jeszcze jako student odwiedzał ich dom generalny w Rzymie. Pamiętam też wizytę Jana Pawła II w parafii, na terenie której znajduje się ten dom. Przybyłe na spotkanie z Papieżem grupy przedstawiał mu kardynał wikariusz Rzymu Ugo Poletti. Kiedy zbliżyli się do nas, role się odwróciły: Papież przedstawił marianów kardynałowi.

Znał i rozumiał charyzmat Zgromadzenia. Do uczestników Kapituły Generalnej w roku 1999 skierował słowa, które doskonale charakteryzują specyfikę Zgromadzenia. Powiedział m.in.: "Wyjście na spotkanie Kościołom, którym dramatycznie brak kapłanów, obecność w tych trudnych miejscach kuli ziemskiej w pełni odpowiada waszemu charyzmatowi. Błogosławiony Odnowiciel wytyczył wam taką właśnie drogę: musicie iść tam, »gdzie Kościół znajduje się w największych trudnościach, (...) gdzie Chrystus jest mniej znany, albo nawet znienawidzony«. (...) Waszemu zaangażowaniu w apostolat Bożego Miłosierdzia i w ogóle wszystkim wysiłkom duszpasterskim musi zawsze towarzyszyć służba ubogim. Dlatego jesteście wezwani do podejmowania, na wzór Założyciela i Odnowiciela, odważnych inicjatyw w odpowiedzi na znaki czasu".

Przy pisaniu części historycznej korzystałem z opracowania "Odrodzenie Zgromadzenia Księży Marianów w latach 1909-1910 (dokumenty)". Do druku przygotowali ks. Jan Bukowicz MIC i ks. Tadeusz Górski MIC. Wydawnictwo Księży Marianów 1995.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]