Reklama

Za granicą

Za granicą

07.09.2020
Czyta się kilka minut
P

Podczas kilku lat urzędowania ministra spraw zagranicznych pana Jacka Czaputowicza udało się nam napisać o nim parę razy, że oto człowiek ten i jego funkcja są zupełnie zbędne, że jest to figura w tym sensie tajemnicza, że nie wiadomo, po co został ministrem, po co nim był i dlaczego ustąpi. To przydługie zdanie wystarczyłoby w zasadzie na dziś, ale pogłówkujmy przez chwilę, ku uciesze umiłowanych rzesz i pożytkowi badaczy naszej zagiętej rzeczywistości.

Oto wciąż na żadne z tych pytań nie mamy odpowiedzi ani nawet domysłu. Przenigdy nie zbliżyliśmy się na odległość strzału z łuku, by cokolwiek zobaczyć, przeczytać, dotknąć, nie mówiąc już o nabyciu jakiejś ciupinki pewności. Po prostu bycie ministrem przez tego człowieka było dla nas jakby szumem z kosmosu czy też niezbornym pikaniem gwiazdy białej, czerwonej bądź to zielonej, gdzieś przez pomyłkę usłyszanym w radiu, na...

4103

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W czasach mojej młodości zwracano z przekąsem uwagę, że nasz dyplomata, polityk wystarczy, że jako tako w obcym jednym języku się porozumiewa. Ważne by mniej więcej kojarzył co do niego prawi wielki brat. Znajomość dogłębna ojczystego języka nie jest obowiązkowa. Wszak to kelner musi posiąść umiejętność konwersacji z klientem wielojęzycznym. Tutaj się niewiele zmieniło, aczkolwiek znajomość języków wymagana jest już na poziomie gimnazjalnym, przepraszam podstawowym, co zupełnie nie przekłada się na polityków. Oni nawet jak bywało onegdaj po rosyjsku nie gadają, a kaleczenie ojczystego jest normą. Nie sądzę aby nasza dyplomacja przechodziła przez jakiekolwiek fazy eksperymentalne, to sprawdzony we wszystkich resortach sposób działania. Jakoś tam będzie, wszak rodacy to naród niezwykle kreatywny. Na potwierdzenie tych słów niech będzie przykład naszego europosła p. Czarneckiego, który kabrioletem ponoć podróżował do Brukseli w środku zimy.

Może pan Mancewicz wyjaśni jak to możliwe, że stęsknieni wolności i demokracji Białorusini dobrowolnie spotykają się z naszymi zamordystami Morawieckim i Dudami ( prezydentem i szefem NSZZ ). Dlaczego nie omijają Polski wielkim łukiem w drodze do Berlina i Paryża ? A może Białorusini mają lepszy węch od pana Mancewicza i potrafią wyczuć przykry zapach hipokryzji ? A propos węchu. Tydzień temu aż dwoje z naszych zacnych felietonistów zajęło się nieco niszowym tematem dziwnego zachowania pewnego parafianina przed jedną z wrocławskich świątyń. O dziwo, żaden z panów nie zainteresował się tym co płynie z Warszawy do Bałtyku. Manipulacja częściej opiera się na tym, że pomija się pewne tematy aniżeli na mówieniu nieprawdy.

Mówi Pan o tym ostatnim sabotażu na terenie oczyszczalni "Czajka", sprokurowanym niewatpiwie przez sprawców należących do kregów bliskich władzy? No coż, trzeba było coś wymysleć w sytuacji, gdy p.o. prezydenta cieszy się poparciem porównywalnym do Rafała Trzaskowskiego. Miejscowe władze państwowe załozyły nawet urzadzenie mierzace stopień zanieczyszczenia Wisły na dwa dni przed awaria:))) Niemniej to prezydent Lech Kaczyński chyba przyjął kiepsko wykonana robotę, którą mozna tak łatwo niszczyc co roku:))) Co czyni zrozumiałą jego absolutną niechęć do czynienia w Warszawie jakichkolwiek inwestycji. Wszędzie węszył cwaniactwo i partactwo. No i miał racje!:)))

Oj tam, oj tam...Wyobraźmy sobie, ze władza zachowałaby sie uczciwie i przejrzyście nie mianując ministra, pardon, spraw zagranicznych. Zgoda, ze nie ma on nic do roboty, ale czy nie zaczełyby sie natychmiast w Unii jakis dąsy i kwasy? I jeszcze przez następny rok Komisja Europejska zastanawiałaby sie, czy Polska spełnia standardy unijne, czy nie spełnia? Moze nawet ktos wyskoczyłby z pomysłem, aby powiazać takie postępowanie Warszawy z udzielaniem dotacji? Ostatecznie zostałby z pewnoscia zignorowany i taka sytuacja trwałaby przez nastepne dwa lata, ale co kwasy, to kwasy...Lepiej juz mianować jakiegos słupa, zeby brał kase i nie brzęczał

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]