Z nim akurat bym poszedł

Rewolucjonistów było wielu, ale… Takich, z którymi ewentualnie chciałoby się robić rewolucję, spotkałem w życiu dwóch, może trzech.
Czyta się kilka minut

Od razu muszę dodać, że do idei rewolucji rozumianej jako przebudowa świata przy użyciu siły zawsze odnosiłem się z rezerwą. Ofiary z ludzi powinny być dobrowolne. Ryzykować wolno wyłącznie własnym życiem, nie cudzym. Wariatów chętnie ryzykujących cudzym życiem historia, także najnowsza, zna mnóstwo; zresztą jak ktoś przyznaje sobie prawo do takiego ryzyka, na ogół chodzi mu po prostu o władzę, a nie o czyje­kolwiek dobro. Jedyna rewolucja, do której skłonny byłbym się przyłączyć, musiałaby być rewolucją robioną przez ludzi upartych, zdeterminowanych, gotowych bronić wyznawanych idei i wartości, ale nieskorych do składania ofiar z innych. Krótko mówiąc: musiałaby być rewolucją par exellence moralną, a na taką żaden autor scenariusza się nie połakomi ani żaden producent pieniędzy nie wyłoży. Trzeba rozlać wiele krwi, żeby w historii (czyli w kulturze popularnej) zapisać się na trwałe.

Taką moralną rewolucją była niewątpliwie rewolucja Solidarności i chwała wszystkim, którzy wzięli w niej udział. A jeszcze większa tym, którzy jej przewodzili. Rewolucję tę brutalnie zatrzymano, a konsekwencje tej brutalności odczuwamy niestety do dziś. Jednocześnie rewolucja ta była czymś tak fantastycznym, że również do dziś czerpiemy – nawet o tym nie myśląc – z nagromadzonej wówczas energii.

No więc rewolucjonistów było wielu, ale na barykadę czy do więzienia poszłoby się chyba tylko z ludźmi takimi jak Karol Modzelewski. Nie będę udawał, że nie wiem, na czym polega urok tego typu ludzi. Od tzw. osobowości charyzmatycznych trzymam się z daleka, pociągają mnie natomiast ludzie szczerzy, nawet jeśli wydają się nieefektowni. Modzelewski nieefektowny nie był, ale był przede wszystkim szczery i to procentowało. Lubiłem go słuchać, bo mówił prosto i zrozumiale, co pozostawało w kontraście do pokrętnej retoryki, jakiej dookoła było i jest pełno. Domagał się większej sprawiedliwości w życiu społecznym, ale robił to tak, że nie czułem się ani szantażowany, ani zmanipulowany. Jeśli jakiejś retoryki używał, była to retoryka obowiązku: stanie po stronie słabszych nie jest żadnym zadaniem, którego można się podjąć lub nie. Jest obowiązkiem, od którego po prostu nie wolno się uchylać – i tyle.

Bardzo mi się podobał epilog jego sławnej autobiografii – i cytatem z niego zakończę, bom go sobie już dawno upatrzył. Zwracając się do przyszłych pokoleń, czyli ewentualnych przyszłych rewolucjonistów, Modzelewski napisał: „Nie będę ich zachęcać ani powstrzymywać od kontestacji. Będą dostawać baty, ale to akurat nie powód, żeby dać za wygraną. Każde pokolenie ma niezbywalne prawo, żeby dostawać w skórę; to jedyne prawo człowieka, którego żaden reżim [mu] nie odbierze. Na pewno nie będę im towarzyszył na ich ciernistej drodze, bo jestem na to zwyczajnie za stary. Nie mam już siły ani zdrowia na żadne barykady. Poza tym za dużo wiem. W świetle mojej wiedzy rewolucja jest albo niemożliwa, albo zbyt kosztowna, w każdym zaś razie kończy się nie tak, jakbyśmy chcieli. Rewolucjonista nie może tego wiedzieć. Niewiedza go uskrzydla i pozwala dokonywać rzeczy niemożliwych, dzięki którym zmienia się świat. Będzie on potem rozczarowany lub co najmniej nieusatysfakcjonowany zmianą, do której się przyczynił, ale to już inna sprawa”.

A na sam koniec dodawał: „Wśród przyszłych rewolucjonistów, do których kieruję te słowa, jest pewnie wielu niewierzących. Ja też nie jestem religijny, ale na pożegnanie chciałbym im powiedzieć: »Szczęść wam Boże«. I nam też”. ©

Czytaj także:

Rozmowa Rafała Wosia z Karolem Modzelewskim z wydania specjalnego „Smak wolności”

Kalina Błażejowska: Karol, portret rodzinny

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2019