Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Posiew z duszy Polaka

Posiew z duszy Polaka

17.10.2017
Czyta się kilka minut
Pobrzękujące w wagonach słoiki i bezowe torty w kształcie zwierząt, baba na poczcie z brwiami od szklanki, bohaterowie telewizyjnych igrzysk i ich widzowie... Masłowska zdołała objąć to wszystko!
GRAŻYNA MAKARA
W

Wiemy, czym jest „mięsny jeż”, choć nie znamy nawet tytułu reality show, w którym się pojawił. Kojarzymy spektakularne fragmenty „Familiady”, choć nie oglądaliśmy ani jednego całego odcinka. Nurzanie się w odmętach kultury popularnej, i to w jej najgłupszych możliwych przejawach, należy do żelaznych rozrywek młodych intelektualistów. Naszych rozrywek. A nurzamy się już nawet nie dla śmiechu, lecz po to, by tanim kosztem zawiązać pakt przeciwko wspólnemu wrogowi. Robimy to tym chętniej, że nie musimy się konfrontować z całym odmętem naraz. Ktoś wybrał już dla nas najbardziej kretyńskie fragmenty.

Idziemy na łatwiznę! Większość z nas zna kulturę popularną głównie z cytatów i memów, czyli bryków, które raczej fałszują obraz danego dzieła, niezależnie od jego wartości. Owszem, niektórzy piszą drobiazgowe analizy, pochylając się nad wytworami kultury masowej z naukowymi narzędziami w odwodzie. Jednak pokaźny dystans między nami a przedmiotem analizy sprawia, że zazwyczaj nie tylko nie możemy udzielić trafnych odpowiedzi, ale – co gorsza – nie potrafimy nawet postawić sensownych pytań. Nie jest wcale jasne, czy i o czym możemy orzekać na podstawie organizowanych dla rozrywki komercyjnych z ducha igrzysk, które podziwiamy za pomocą ­rozmaitych mediów. Lubimy podkreślać związek owych igrzysk ze snutą niegdyś przy ognisku gawędą, ale w gruncie rzeczy jest on dość nikły, ukryty pod warstwami nieoczywistych mechanizmów.

Czego możemy się na tej podstawie dowiedzieć o świecie, w którym żyjemy, skoro rozrywka, o jakiej tu mowa, jest przede wszystkim sposobem na ucieczkę – sposobem zaprogramowanym zgodnie z globalnymi schematami? Czego możemy się dowiedzieć o jej odbiorcach (użytkownikach), zakładając, że to nie my nimi jesteśmy? I co to właściwie za „my”?

Świat z wygodnej bawełny

Prowadzona przez Dorotę Masłowską analiza kultury popularnej jest wyjątkowa właśnie dlatego, że łączy ze sobą dwa podejścia. Z jednej strony Masłowska jest badaczką posługującą się subtelnymi narzędziami analitycznymi. Z drugiej – pozostaje wkręconą w kosmos absurdu dziewczyną, która całymi nocami ogląda telewizję dla beki, a rano rzuca się z pasją w zalewający miasto tłum. Robi to po to, by wyłowić dla nas fragmenty zbiorowej głupoty: monologi radiowych spikerów, reklamowe hasła, ostatnie pozory celowości. Masłowska nie tylko bada tę formę kultury, Masłowska ją prawdziwie kocha! I to właśnie miłosna czułość pozwala jej zachować zarazem konieczny dystans i naturalną bliskość. Pozwala też na coś jeszcze. Żeby prowadzić refleksję nad wspomnianymi zjawiskami, nie można wobec nich żywić pogardy. To warunek konieczny, ale praktycznie niespełnialny. Masłowskiej się jednak udaje.

Udaje jej się nawet wtedy, gdy opisuje jednostki „w komfortowych strojach bawełnianych, zdradzające zainteresowania sportowe, samochodowe i rozrodcze, na niekorzyść innych zainteresowań”, a także wtedy, gdy na imprezce intelektualistów zauważa „dwóch dzwonni[ków] z Notre Dame”, o twarzach „innych od ludzkich, takich jakby kubistycznych”, na które spadła zapewne klapa jakiegoś bagażnika. Nie wyczuwamy w tym pogardy. Skądinąd wiemy, że sama Masłowska wywodzi się z takiego właśnie świata: z wejherowskiego blokowiska; że kiedyś tkwiła głęboko w rzeczywistości uszytej z wygodnej bawełny.

Jej egalitarna postawa ujawnia się przede wszystkim w samym sposobie pisania. Autorka zawsze podejmuje ten sam pisarski trud, ten sam heroiczny wysiłek budowania trafnych metafor i aranżowania niecodziennych spotkań między słowami – i kiedy opisuje „Beksińskich” Magdaleny Grzebałkowskiej, i kiedy opowiada nam o „Szamance” Żuławskiego czy o dialogach postaci z programów „Kulinarne rewolucje” albo „Azja Express”.

Kącik z poradami

Zgromadzone w książce „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu” teksty zachęcają czytelników do wyjątkowego rodzaju lektury, m.in. dlatego, że były pierwotnie pisane jako felietony (w procesie ich powstawania zresztą sama jako redaktorka dwutygodnika.com brałam udział). Masłowska wchodzi w rolę prowadzącej kącik z poradami, przywołuje listy, które rzekomo przychodzą do redakcji, i obdarza odbiorców zaufaniem, powierzając im fragmenty swojego młodzieńczego dziennika. Przede wszystkim zaś, jak przyznaje w przedostatnim tekście, doskonale zdaje sobie sprawę, że zanurza się w kulturze popularnej, ryje pisarskim nosem po dnie rynsztoka, żebyśmy nie musieli tego robić sami. Wspaniałomyślnie „bierze na siebie brzemię, którego inni nie mają może woli i cierpliwości nieść”.

Przeczytawszy Masłowską, z czystym sumieniem możemy się ograniczyć do zamieszczonych na YouTubie fragmentów „Familiady”, pojedynczych scen z „Big Brothera” i ochłapów radiowej sieczki, która nie daje nam żyć w taksówkach i w sklepach. Pisarka zarzeka się, że prowadzi „Kącik Kultury Drastycznej” – analizuje kulturę okropną i „nieważną” (co powinno ułatwić rozgrzeszenie). Nie powinniśmy dawać wiary tym kokieteryjnym zapewnieniom. „Posiew z duszy Polaka”, przeprowadzony na podstawie pisma „Przyślij przepis” albo współczesnego disco polo czy „Kuchennych rewolucji” Magdy Gessler, jest o wiele precyzyjniejszy niż wiele innych diagnoz, których autorzy za punkt wyjścia obierają teksty literackie lub filmy.

Nie powinniśmy zapominać, że Masłowska jest także antropolożką kultury. Na zajęciach prof. Małgorzaty Szpakowskiej – która pojawia się na pierwszym miejscu w zamieszczonych na końcu książki podziękowaniach – siedziała w ławce z Agnieszką Drotkiewicz i Mirosławem Nahaczem. Zajmowała się głównie komponowaniem „debilnych” krzyżówek i rzucaniem papierkami, a Szpakowska podobno pokrzykiwała: „państwo pisarzostwo, cicho!”. Mimo wszystko jednak – jak sama podkreśla – coś z tych wykładów zostało jej w głowie. Nieporadnym świadectwem procesu edukacji jest jej pamiętnik z tamtych lat, zaś imponująco sprawnie wyrychtowanym dowodem – książka, o której mowa.

Antropologiczny apetyt Masłowskiej jest nienasycony. Do tego stopnia, że jako jeden z materiałów przeznaczonych do analizy traktuje wspomniany pamiętnik (żeby to zrobić, musi się najpierw uporać z poczuciem wstydu, które towarzyszy lekturze młodzieńczych zapisków). Gdy „przeczekać dreszcze niesmaku, stanowi on ciekawy zapis ówczesnego życia obyczajowego”, pisze, podrzucając nam fragmenty o sąsiedzkim życiu w kamienicy na warszawskim Powiślu w roku 2003. Drżyjcie TVN-y – dziewczyna, która po nocy ogląda telewizję, prędzej czy później wymierzy wam antropologiczną sprawiedliwość.

Na języku

Wszystko to – połączenie świeżego spojrzenia i precyzyjnej metody, brak pogardy, gotowość do poświęceń, a także powrót metody antropologicznej – nie na wiele by się zdało, gdyby nie pisarski język Masłowskiej. Na pierwszy rzut oka to, rzecz jasna, język pełen humoru i ironii. Ironia, we wszelkich możliwych formach i stopniach nasilenia, zbyt często jest dziś jednak wykorzystywana przez pisarki i pisarzy, by za pomocą tej kategorii można było cokolwiek wyjaśnić. Dopiero poznanie składników tego szczególnego stylu oraz mechanizmów odpowiadających za jego działanie mogłoby umożliwić nam postawienie precyzyjniejszej diagnozy.

„Mam na imię Dorota, seriale oglądam od sześciu miesięcy. Boże, użycz mi pogody ducha, abym godziła się z tym, czego nie mogę zmienić, zmieniła to, co zmienić mogę, i odróżniała jedno od drugiego”. Zakończenie felietonu o serialach to składanka dwóch cytatów: klasycznego tekstu wypowiadanego na początku terapii antyuzależnieniowej oraz zbanalizowanej wersji stoickiego przykazania, które znamy z magnesów przyczepianych do lodówek. Mnóstwo karteczek z uroczymi życiowymi mądrościami miał zresztą na ścianach Lester Nygaard, bohater serialu „Fargo”, o którym Masłowska pisze w felietonie na temat głupoty (to właśnie na tle tych karteluszków rozgrywały się potem krwawe sceny).

Powyższy fragment jest o tyle wyjątkowy, o ile łatwo w nim zidentyfikować nawiązania lub zapożyczenia, ale autorka posługuje się mniej lub bardziej jawnymi cytatami w każdym niemal akapicie. Co istotne, są to cytaty właśnie z kultury popularnej, która staje się nie tylko przedmiotem opisu, ale i sposobem na jego prowadzenie.

„Teksty zostają w głowie na długo, zastępując fragmenty myśli własnych” – pisze Masłowska o disco polo i można tymi słowami objąć cały odmęt, z którym w tej książce się rozprawia. Nie ma tu, rzecz jasna, mowy o wyparciu przez zapożyczenia jej własnego języka – cytaty stają się raczej przewrotnymi narzędziami analizy. Czasem mają wzmóc parodystyczny efekt, czasem zbudować atmosferę powagi, zawsze pomagają w precyzyjnym i zniuansowanym ujęciu tego, co wymyka się refleksji. Jeśli – w dużym uproszczeniu – ironia polega na mówieniu czegoś innego niż to, co przynosi dosłowne znaczenie słów, to w tym przypadku mamy do czynienia z czymś więcej: tak rozbujany język pomaga czujniej odnosić się do rzeczywistości i krytycznie o niej myśleć.

Masłowska ma słuch absolutny. Potrafi wyłapywać najlepsze zdania wypowiadane przez swoich bohaterów. Poddaje je następnie drobiazgowej rozbiórce. Nienaturalny sposób mówienia bohaterów „Słoików”, który polega na unosawianiu zamykających wyrazy samogłosek („Co za spotkaniĘ!”), jest przywoływany jako dowód na to, że paradokumenty wcale nie odnoszą się do rzeczywistości, lecz udają seriale, czyli są imitacją imitacji. Nadsyłane przez czytelników przepisy („Smaczny pomysł na zwiędłe warzywa”) staje się źródłem zachwytu nad „psychodelicznej prostoty narracją”. Analiza języka „Kuchennych rewolucji” prowadzi autorkę do błyskotliwej konstatacji, że „ostentacyjną obelżywość codziennego języka Polacy neutralizują nerwicą zdrobnień” („Wyrazisty smak mięska, taak?”).

Masłowska nie byłaby jednak sobą, gdyby od precyzyjnych analiz nie przechodziła płynnie do ich wykpienia, np. za pomocą zamieszczonego w felietonie o programie Magdy Gessler odręcznego (celowo niezgrabnie naszkicowanego) „wykresu kołowego”, zawierającego statystyczne dane na temat „wiodących kompulsji retorycznych w polszczyźnie potocznej w latach 2015– –2016”. Dowiadujemy się z niego m.in., że 78,95 proc. bohaterów „Kuchennych rewolucji” dodaje na końcu zdania słówko „taaak?”, a 8,98 proc. stosuje je również śródskładniowo, czyli w środeczku zdania.

Miłosny uścisk

Jakie są zatem wyniki „posiewu z duszy Polaka” wykonywanego regularnie w latach 2013-16, a przedstawionego w tej ponad 200-stronicowej książce z okładką w kolorze siana? Na pierwszy rzut oka nie pojawia się tu nic, o czym byśmy już wcześniej nie wiedzieli. Ogłupiające PR-owe mechanizmy, bezduszne głosy na infoliniach, liczne ofiary nieumiejętnie przeprowadzonej transformacji, żyjący w podwarszawskich miejscowościach Wietnamczycy, stare pralki zalegające w lasach, kłamstwo obecne w dyskursie publicznym, nietykalny Kościół katolicki, niezmienna – mimo pozorów emancypacji – kondycja kobiet, brzydota wnętrz i zewnętrz, święta, które polegają na „rytualnym jedzeniu jedzenia”, oraz fasolka po bretońsku w kolorze szarym. Polska Masłowskiej naszkicowana jest tymi samymi kredkami, którymi posługują się od lat nasi pisarze i eseiści, próbując przeniknąć fenomen tej dziwacznej krainy, w której nic nie trwa długo, pogody nie da się przewidzieć, a do sandałów – jak głosi legenda – nosi się skarpetki (także białe).

Nowość nie polega na wychwyceniu nieznanych dotąd zjawisk, ale na tym, że Polki i Polacy pokazani są tu przede wszystkim z perspektywy polszczyzny. Nowa jest także wspomniana już czułość, która służy jako narzędzie analityczne.

Osobnicy i osobniczki w wygodnych bawełnianych strojach, meblościanki oblepione kalkomanią, emeryci wgapiający się w pudełka telewizorów, pobrzękujące w wagonach osobowych słoiki i bezowe torty w kształcie zwierząt, baba na poczcie z brwiami odmalowanymi od szklanki, kanapeczki z wędlinką, bohaterowie telewizyjnych igrzysk i ich widzowie, także ci, za których ogląda kto inny... Masłowska zdołała objąć to wszystko. I choć jej uścisk jest na wskroś ironiczny, choć ona sama należy już do innego świata niż ten, który opisuje, to jednak bez wątpienia mamy tu do czynienia z objęciami miłosnymi.

Co to zmienia? Czułość wobec obiektu analizy wzmaga empatię wobec całej – rozciągającej się przed oczyma badacza wzdłuż, wszerz i w poprzek – pokręconej rzeczywistości. „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu”? Można spróbować go zrozumieć i precyzyjnie, ale też ze swadą opisać. ©

DOROTA MASŁOWSKA od lat podgląda, podsłuchuje i parodiuje polską rzeczywistość. W swoich felietonach opisuje miejsca, które wywołują skrajne reakcje: jedni niezdrowo się nimi fascynują, drudzy obchodzą je szerokim łukiem. Podczas spotkania autorka opowie o tych elementach naszego świata (i nas samych), których się wstydzimy, ale które z różnych powodów pielęgnujemy, nie chcąc (lub nie potrafiąc) się ich pozbyć.

DOROTA MASŁOWSKA (ur. 1983) jest pisarką, piosenkarką i felietonistką. Jej debiutancka „Wojna ­polsko-ruska pod flagą ­biało-czerwoną” (2002), wydana w przededniu matury autorki, wzbudziła wiele kontrowersji. Skandalizująca „pierwsza polska powieść dresiarska” przyczyniła się do zmiany pokoleniowej na polskiej scenie literackiej i powstania charakterystycznej kolokwialnej, kolażowej estetyki. Powieść została nagrodzona Paszportem „Polityki” i otrzymała nominację do Nagrody Literackiej Nike (2003), ­zdobywając wyróżnienie publiczności. Została zekranizowana w 2009 r. przez Xawerego Żuławskiego. Kolejna jej książka, „Paw królowej”, została nagrodzona Nike w 2006 r. Masłowska jest też autorką dwóch dramatów: „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” (2006) oraz „Między nami dobrze jest” (2008). W 2012 r. ukazała się kolejna powieść autorki – „Kochanie, zabiłam nasze koty”. Dwa lata później wydała książkę dla dzieci „Jak zostałam wiedźmą”. W 2015 r. wyszły jej felietony parakulinarne „Więcej niż możesz zjeść”, a w tym roku zbiór tekstów publikowany w dwutygodnik.com, czyli „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu”.

ZOFIA KRÓL (ur. 1980) jest filozofką, redaktorką naczelną internetowego magazynu o kulturze dwutygodnik.com, krytyczką i historyczką literatury. Autorka książki „Powrót do świata. Dzieje uwagi w filozofii i literaturze XX wieku” (2013).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]