Reklama

Z gwarancją jakości

Z gwarancją jakości

15.12.2015
Czyta się kilka minut
Actus Humanus, adwentowy festiwal w Gdańsku, który zakończył się w niedzielę, ma już pięć lat. Jak co roku, trwał 7 dni, jednak po raz pierwszy był w całości transmitowany przez Polskie Radio. Coś podobnego nie wydarzyło się w ostatnim festiwalowym ćwierćwieczu.
Jakub Puchalski
N

Nie trzeba się jednak dziwić, bo Actus Humanus to festiwal wyjątkowy nawet wśród imprez organizowanych przez Filipa Berkowicza, których główna idea polega na dostarczaniu publiczności ograniczonej liczby koncertów (jeden dziennie przez tydzień, nie po dwa przez dwa tygodnie, jak bywa gdzie indziej), ale wyłącznie gwiazdorskich. Można powiedzieć, że na festiwalu w Gdańsku nie ma miejsca na eksperymenty, próbowanie wykonawców lub poszukiwania repertuarowe, które zdarzają się (sporadycznie) nawet na krakowskich Misteriach Paschaliach – ale oznacza to, że każdy koncert jest inwestycją stuprocentowo pewną, można powiedzieć, z najwyższą gwarancją jakości. – Zaraz, zaraz – ktoś zaoponuje – przecież utwory w Gdańsku również są różnorodne, prezentowane są wymagające pozycje, które mogą wiązać się z ryzykiem. W tym roku na przykład religijne dzieła Charpentiera, odżegnujące się od jakiejkolwiek błyskotliwości, zewnętrznego efektu. – Owszem, jednak jest to estetyka, która wypróbowana już została w Krakowie. Z powodzeniem, gdyż Berkowicz zna, albo po prostu czuje swoją publiczność i nawet gdy sięga po śmiałe – zdawałoby się – pomysły, nie popełnia błędów. W ciągu jakichś siedmiu czy ośmiu lat pamiętam chyba jeden tylko jego koncert (spośród obu cyklów krakowskich i gdańskiego), który był rozczarowaniem. Co też jednak wynikło z wysokich oczekiwań, jakie wiązały się ze znanym zespołem – i których nie udało się spełnić.


Okładka specjalnego dodatku do \"Tygodnika Powszechnego\" poświęconego festiwalowi Actus Humanus
Okładka specjalnego dodatku do "Tygodnika Powszechnego" poświęconego festiwalowi Actus Humanus

W tym roku festiwal zaczął się od trzęsienia ziemi, by w środku sięgnąć metafizyki, i skończyć na erupcji wulkanu. Giuliano Carmignola, fenomenalny skrzypek, najbardziej znany w muzyce XVIII-wiecznej, w tym przede wszystkim Vivaldiego, występował już w Polsce parokrotnie, jednak to właśnie ta wizyta okazała się skończonym objawieniem. Dlaczego? Po raz pierwszy Carmignola zagrał z dorównującym mu zespołem. Dorównującym – czyli w pełni z nim współpracującym, razem kształtującym muzykę. Była to Accademia Bizantina pod dyrekcją Ottavia Dantone, a ponieważ ów klawesynista-dyrygent był postacią przed laty wprowadzającą skrzypka w istotę muzyki dawnej, i teraz kreacja nie była narzucana przez jedną stronę, lecz rodziła się z porozumienia obu muzyków. Niezwykłą przyjemnością było obserwowanie ich pracy, w której dochodzili do rozwiązań satysfakcjonujących obu protagonistów – a także członków orkiestry, koncertmistrza albo wiolonczelistę (basso continuo). Efekt: nie tylko wirtuozeria i wyraziste akcenty, ale pełne porozumienie, połączenie spójnej koncepcji solisty i orkiestry – nawet jeśli ich linie, jak należy, są sobie przeciwstawiane. Ideał: szaleńczo i spontanicznie, ale pod pełną kontrolą.

Dalsze wieczory prowadziły nas po kolejnych szczytach. Wspomniane dzieła religijne Charpentiera, wykonywane przez trzy męskie głosy i cztery instrumenty (viole i organy lub klawesyn) z zespołu Les Talens Lyrique pod dyr. Christophe'a Rousseta – wysłuchane przez publiczność w niecodziennym skupieniu, a przyjęte owacją. Zasłużoną, nawet jeśli nie w pełni odpowiadali mi śpiewacy, nie tylko nie ujmujący przesadnie barwą i swobodą (co może zrozumiałe, bo nie miały to być głosy włoskie, więc ich wartość powinna leżeć nieco gdzie indziej), ale też nie budzące fascynacji przeniknięciem tekstu słownego, konsekwentnym budowaniem na nim fraz. To już jednak poziom czepiactwa, bo całościowa koncepcja Rousseta świetnie kształtowała tę muzykę.

Głosy bardziej podobały mi się w koncercie z kantatami Bacha, wykonywanymi znów przez Francuzów (rzadkość) – zespół Le Banquet Celeste (dyr. Damien Guillon). Właściwie w solowej obsadzie, o ciepłym, stopliwym brzmieniu, okrągłych frazach – bardziej może estetyczne niż ekspresyjne, ale przecież w swojej jakości bardzo dobre. Taki repertuar jednak wciąż chyba łatwiej udźwignąć jest śpiewakom, nawet francuskim, dla których muzyka na poły deklamacyjna, przy często dość słabej dykcji i zaniku wyczucia dawnej melodii języka, pozostaje problemem. Było to znamienne, gdyż w koncercie kantat brał udział baryton występujący dzień wcześniej, Benoît Arnould – i w Bachu, miałem wrażenie, odnajdywał się bardziej przekonująco.

Kolejny koncert przeniósł nas w jasności średniowiecza – niewątpliwie nie mroki, gdyż zanurzyliśmy się w miksie śpiewów śródziemnomorskich i późnośredniowiecznej (albo wczesnorenesansowej) szkoły frankoflamandzkiej. Wszystko za sprawą programu Cypryjskie nieszpory bożonarodzeniowe zespołu graindelavoix, śmiało łączącego chrześcijański Wschód z muzyką działającego na Cyprze w XV wieku (pod rządami Normanów) Jeana Hanelle. W takiej interpretacji zachodnia polifonia traci swój rygor, zyskuje natomiast kolory i radykalną wręcz ekspresję; surowość głosów graindelavoix łączy się z niezwykłą ornamentacją, rodem z Bizancjum, ale często w jego odmianie już mocno arabizującej, którą znamy na przykład ze śpiewu Maronitów – Kościoła w Libanie. Prowadzony przez Björna Schmelzera międzynarodowy zespół wokalny jak zwykle zabrał nas w podróż – może najbardziej niezwykłą podczas tegorocznego festiwalu. Tego typu wędrówka jest jednak stałym punktem gdańskich programów: mieliśmy tu okazję słuchać i Ensemble Organum Marcela Pérèsa (niewątpliwego mistrza graindelavoix), i teatralno-kolorowej Mala Punica Pedro Mamelsdorffa... Ciekawe, co będzie następne?

Szczęśliwie wiemy, że przez kolejne dwa lata czekają nas jeszcze regularne spotkania z madrygałami Monteverdiego, które w sobotę zaśpiewała legendarna grupa Les Arts Florissants. Zespół nie ma już wiele wspólnego z tym, który pod dyrekcją Williama Christiego nagrywał madrygały 30 lat temu; może tyle, że tę "esencję muzycznej francuskości" znowu prowadzi człowiek spoza Francji – niegdyś Amerykanin Christie, a dziś Brytyjczyk Paul Agnew. Wyłącznie z korzyścią, bo Agnew to nie tylko świetny tenor, ale też bardzo doświadczony muzyk, stworzył więc zespół śpiewaków idealnie dobranych do 5-głosowych madrygałów z trzech pierwszych, młodzieńczych ksiąg Monteverdiego. Brytyjską specyfiką było może większe skupienie na wokalności, zrównoważeniu głosów i formalnym kształcie fraz, niż przyzwyczaiły nas ostatnio grupy włoskie, wychodzące od słowa – ale gdy rozbrzmiewa pięknie postawiony pion akordowy nie ma wątpliwości, że jesteśmy po właściwej stronie mocy. Specyficzne też – ale bardzo ciekawe! – było uwypuklenie partii tenora, na której często oparta została konstrukcja tych madrygałów. Zamiast prymatu sopranów – raczej tenor: miła odmiana, zważywszy, że tu jeszcze w głosach panuje równouprawienie.

I na koniec dwa koncerty, będące popisem mistrzostwa. Pierwszy – mistrzostwa instrumentalnego, bo nim właśnie imponowała Akademie für Alte Musik Berlin (dyr. Georg Kallweit, koncertmistrz zespołu), grająca w energicznych tempach i z wyrazistą artykulacją, lecz przy tym i żelazną logiką: jeszcze nie słyszałem chyba tak błyskotliwie ożywionego słynnego Bożonarodzeniowego Concerto grosso Corellego!

Drugi to poniekąd obowiązkowy fajerwerk na koniec festiwalu: recital popisowych arii, pisanych dla kastratów w późnobarokowych operach. Oczywiście w wykonaniu jednego z najlepszych dzisiaj śpiewaków. Berkowicz ma słabość do kontratenorów, możemy więc na jego imprezach podziwiać kolejne gwiazdy tego skądinąd ruchliwego firmamentu – tym razem dojechał do nas Franco Fagioli. W pełni potwierdzając swoją klasę. Podobnie jak towarzysząca mu orkiestra Il pomo d'oro, kierowana od pierwszych skrzypiec przez Riccarda Minasiego.

Niebawem czekają nas Misteria Paschalia – i znów świat miłośników muzyki dawnej ruszy w drogę. Tym razem do Krakowa.

 

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]