Z badań nad kacem

Zbigniew Ziobro zapowiedział sędziom i prokuratorom, że pod jego okiem powstanie teraz kodeks manier do stosowania, gdy owi będą mieli ochotę na używanie internetu.
Czyta się kilka minut

Ponieważ jego najbliższych współpracowników nie obowiązuje kodeks karny – co podejrzewaliśmy, ale teraz już to wiemy na pewno – trzeba przyznać, że jest to jakiś pomysł.

Cała ta historia, wraz z tłumaczeniami Ziobry i jego kolesi, wziąwszy pod uwagę nie tylko miejsce zatrudnienia, ale i ich liczbę, to największa kompromitacja w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości i chyba też upokarzająca kompromitacja państwa. Jest to ocena na zimno, bez egzaltacji i naciągania faktów. Zważywszy na dynamikę i możliwości tych ludzi, mamy oczywiście świadomość, że jeszcze wiele przed nami.

Po tym szalenie konkretnym wstępie, pozbawionym uniesień, musimy wznieść się teraz wyżej, ku skalistym szczytom wzmożenia. Wypada się bowiem dziś zastanowić nad rozumieniem moralności w ujęciu szerszym. Otóż ciekawi nas niezmiernie, czy ktoś tu, pomiędzy wyschniętymi na pieprz korytami Bugu i Odry, cierpi jeszcze na kaca. Ba! Czy kac jest w Polsce możliwy, czy też jako schorzenie został wykreślony z rejestrów nozologicznych? Kac – przypomnijmy bardzo ogólnie, bo w pytaniach tych kryje się niepokój o stan wiedzy na jego temat – jest stanem głębokiego dyskomfortu, wynikającym z nadmiernego chlania. Oczywiście nie jest to definicja medyczna. Wydaje się, że tak gwałtowne odejście od rozważań na temat moralności i wejście w mniemania na tematy fizjologii człowieka może być przyjęte jako rodzaj ucieczki ze skomplikowanego świata abstrakcji na planetę rozpoznaną. Kac jednak – zważmy – w sensie ilustracyjnym, bo parabolicznym, jest najbliższym terminem i zjawiskiem ułatwiającym rozważania na temat moralności.

Otóż nie bez podstaw trwoży nas podejrzenie, że nikt tu kaca nie miewa, że technologia – w tym wypadku technologia władzy – z kacem się uporała, jak nie przymierzając wakcynolodzy z wirusem ospy prawdziwej. Że jest to wielki
– możliwe, że jedyny – dar władzy, wydany ludowi za darmo, do użytku do woli. Jeżeli tak jest, to będzie ciężko. Kac jest bowiem – to przecież banał – i mechanizmem hamującym, i przynajmniej dla niektórych sygnałem odstraszającym. Skoro kac został zwalczony, mimo że się chleje, czeka nas zestaw problemów nowych, nieznanych nauce. Weźmy epidemię cynizmu, z którą mamy już do czynienia. Zapewne będzie trzeba opracować specyfik przywracający społeczeństwu zdolność kacową, znaczy – a wydać się to może osobliwe – przywracający elementarną zdolność odróżniania dobra od zła.

Byłoby milej i zapewne bezpieczniej, gdyby jedną setną energii poświęconej walce z kacem władze tutejsze poświęciły na nazywanie zła po imieniu i wzięły się do energicznej walki z bandytyzmem we własnych szeregach. Wtedy, dla przykładu, będzie można porozmawiać, dajmy na to, o poglądach. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2019