Kiedy w Warszawie rozpoczął się Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów, Polska była dyktaturą, krajem o szczelnie zamkniętych granicach, a Europę przecinała Żelazna Kurtyna. Jednak „Lato 1955 roku było piękne: słoneczne i niezbyt gorące. W lipcu Warszawę pokryto dekoracjami. Ruiny zasłonięto malowanymi parkanami, nad głowami powiewały barwne proporce i wstęgi” – notował w swoim „Dzienniku” Jan Józef Szczepański, pisarz, były żołnierz AK, związany z „Tygodnikiem Powszechnym”. Miasto niespodziewanie zmieniło swój wygląd i nabrało kolorów.
Festiwal zorganizowano wtedy po raz piąty – pierwszy odbył się w Pradze w 1947 r. Nad ich przygotowaniem czuwała Światowa Federacja Młodzieży Demokratycznej (WFDY). Kiedy pod koniec lat 40. ubiegłego wieku podporządkowała się ZSRR, festiwalowe wydarzenia stały się narzędziem walki propagandowej. I tylko ten jeden warszawski wyróżniał się wśród nich – tak został w Polsce zapamiętany.
Festiwal Młodzieży i Studentów: to idzie młodość
Przekonanie, że Festiwal uchylił żelazną kutynę i wpuścił odrobinę wolności, był początkiem końca stalinizmu w naszym kraju, przetrwało zmiany pokoleń i upadek PRL-u. Jednym z przejawów jego żywotności była ostatnio książka Jacka Świdzińskiego „Festiwal” (2023), pierwszy nagrodzony komiks w historii Paszportów „Polityki”. Jego fragmenty, z charakterystycznymi, minimalistycznymi rysunkami i równie oszczędnymi w słowa tekstami, stały się częścią wystawy w Muzeum Warszawy. Rodzajem współczesnego komentarza do ówczesnych wydarzeń.
Znana i popularna w tym czasie piosenka Ludwika Starskiego z muzyką Tadeusza Sygietyńskiego zaczynała się od pytania: „Co tak dudni, co tak grzmi?”. Odpowiedź padała w niej natychmiast: „To idzie młodość, młodość, młodość i śpiewa”. W ówczesnej Polsce osoby do 18. roku życia stanowiły ponad jedną trzecią społeczeństwa. Rok 1955 był zresztą rekordowy: wskaźnik przyrostu naturalnego osiągnął najwyższy poziom w powojennej historii – niemal 20 urodzeń na 1000 mieszkańców.

Młode pokolenie odegrało istotną rolę w podnoszeniu z ruin kraju. „Dla budowy młode dłonie, dla budowy młoda myśl” – oznajmiała dalej piosenka. I było oczywistym czynnikiem zmiany społecznej, co wykorzystywała władza, wprowadzając ścisły nadzór nad organizacjami młodzieżowymi, a działający w szkołach, na uczelniach i zakładach pracy Związek Młodzieży Polskiej stał się głównym narzędziem agitacji politycznej oraz wprowadzania ideologii komunistycznej. Był też organizacją bardzo liczną – w szczytowym okresie do ZMP należały ok. 2 miliony ludzi. I to na ZMP spadł główny wysiłek organizacji Festiwalu Młodzieży.
Wystawę otwiera przegląd dzieł socrealistycznych poświęconych młodym. Oni bowiem byli ważnym tematem wielu obrazów, rzeźb czy fotografii powstających w stalinowskiej Polsce. To jeden z kontekstów, który pozwala lepiej zrozumieć fenomen Festiwalu. Nie jedyny.
Jam młodzież wymyka się władzy
W 1955 r. liczba mieszkańców miasta przekroczyła milion. Chociaż odbudowano już część zabytków, powstały nowe osiedla mieszkaniowe i gmachy publiczne, to widok ruin był codziennością.
W Warszawie funkcjonowało zaledwie dziewięć hoteli, a liczba dostępnych w nich łóżek ledwie przekraczała 2 tys. Tymczasem na Festiwal przybyło ok. 26 tysięcy osób ze 116 krajów oraz 140 tys. młodych Polek i Polaków. Zajęto nie tylko hotele i akademiki, ale stworzono także trzy miasteczka namiotowe – na Bielanach, Grochowie i Rakowcu.
O skali tego przedsięwzięcia przypominają przywołane na wystawie zamówienia dokonane przez komitet organizacyjny (35 tys. łóżek sprężynowych, 40 tys. krzeseł czy 70 tys. koców, ale nie zapomniano też o zakupieniu lusterek – 5 tys., popielniczek – 10 tys., a nawet spluwaczek – 7 tys.

Od 31 lipca do 14 sierpnia 1955 r. przyjezdna była prawie co szósta osoba przebywająca w Warszawie. W kraju niemalże zamkniętym (w 1954 r. prywatnie wyjechało w podróż zagraniczną 1681 osób) taka różnorodność i odmienność musiały szokować. Usunięto z ulic wszelkie komunistyczne emblematy oraz portrety przywódców. Zastąpiły je wielobarwne dekoracje zaprojektowane przez artystów, m.in. Wojciecha Fangora (autora także festiwalowego plakatu), Oskara Hansena i Henryka Tomaszewskiego.
Organizatorzy Festiwalu starali się szczelnie wypełnić czas przyjezdnych: manifestacje, spotkania i dyskusje, zawody sportowe i konkursy kulturalne, zabawy. Były nawet specjalne „ceremonie zaprzyjaźniania się”. Festiwal był bowiem przede wszystkim imprezą propagandową, o czym przypominają pokazywane na wystawie relacje Polskiej Kroniki Filmowej.
„Lato, które zmieniło wszystko” pokazuje jednak przede wszystkim, jak Festiwal wymykał się władzy. Nie udało się wszystkiego nadzorować, a relacje międzyludzkie szybko przybrały mało formalny charakter. Legendą stała się swoboda seksualna podczas jego trwania – chociaż to sfera bardziej opowieści niż potwierdzonych faktów. Znacznie istotniejszy był wpływ tych dwóch letnich tygodni na modę, muzykę i styl życia młodych Polek i Polaków.
Wystawa Młodej Plastyki
Z Festiwalem bezpośrednio związane jest jeszcze jedno wydarzenie: „Wystawa Młodej Plastyki. Przeciw wojnie – przeciw faszyzmowi”. Prezentowana w warszawskim Arsenale, była jedną z sześciu ekspozycji wpisanych do programu imprezy. Znalazło się na niej niemal 500 prac, w tym blisko 200 obrazów.
W Muzeum Warszawy znalazł się ich wybór, w którym nie brakuje najsłynniejszego: „Napiętnowanych” Marka Oberländera, wstrząsającego, ekspresyjnie namalowanego portretu trzech mężczyzn z wyciętymi na czołach krwawymi ranami w kształcie gwiazd Dawida. To też jedna z nielicznych prac, które po latach pozostały w pamięci i podręcznikach historii sztuki.
A przecież w wystawie brało udział wielu młodych wtedy artystów i artystek kluczowych dla tego, co wydarzyło się w sztuce polskiej drugiej połowy XX w., by wymienić jedynie Jerzego Beresia, Stefana Gierowskiego, Jerzego Tchórzewskiego, Alinę Szapocznikow, Marię Pinińską-Bereś czy Jacka Sempolińskiego.

Arsenał przeszedł do historii jako wystawa zapowiadająca koniec socrealizmu, ale też symbol twórczości zaangażowanej, takiej, której nie jest obojętne to, co dzieje się w otaczającej nas rzeczywistości, a nawet etycznej postawy w sztuce. Jednak pokazane na niej dzieła budziły zakłopotanie.
Współkuratorka wystawy Elżbieta Grabska po latach wspominała reakcję historyka sztuki Piotra Krakowskiego na przygotowaną przez nią ekspozycję: „Przyjechał i oprowadzałam go po »Arsenale«. Patrzył na mnie oczami okrągłymi jak spodki i mówił: »Co to jest? Jakbym był w Niemczech na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych, albo i wtedy w Warszawie. […] Wy to uważacie za malarstwo nowoczesne?«”. Była to reakcja osoby, która w Krakowie stale miała kontakt z artystami, którzy w czasach socrealizmu pozostali wierni awangardowej tradycji.
Festiwal był zapowiedzią rewolucyjnych zmian
Kuratorom wystawy Zofii Rojek i Błażejowi Brzostkowi udało się połączyć w jednej ekspozycji historię polityczną i społeczną sztuki i przemian kulturowych. Umożliwili widzom spojrzenie na ten czas zarówno od strony wielkich wydarzeń, ideowych sporów, jak i codzienności. Zwrócenie uwagi na zwykłe przedmioty, możliwość kontaktu z zapisaną w nich historią, wyróżnia Muzeum Warszawy spośród wielu muzeów historycznych, które w ostatnich dekadach postawiły na multimedia.
„Może Festiwal nigdy się nie skończy?” – tym pytaniem zamyka swój komiks Jacek Świdziński. Na istotny polityczny przełom trzeba było czekać kolejny rok. Mimo to, jak wspominał po latach w autobiografii Sławomir Mrożek, festiwal i to, że wpuszczono do kraju tyle osób, odczuliśmy „jako zapowiedź daleko idących, prawie rewolucyjnych zmian”. I nie był w tym odosobniony.
Kilka tygodni po Festiwalu w „Nowej Kulturze” ukazał się „Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka. Oddawał on nastrój tego czasu. „Wróciłem do domu, jak człowiek, który poszedł po lekarstwo i wrócił po dwudziestu latach. // Żona spytała, gdzie byłeś” – pisał. Ale przede wszystkim brutalnie, szokująco wręcz opisał rzeczywistość Polski Ludowej. „Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą zbudować hutę, wyczarować miasto, wykopać z ziemi nowe Eldorado, armią pionierską, zbieraną hałastrą tłoczą się w szopach, barakach, hotelach, człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach: wielka migracja, skudlona ambicja, na szyi sznurek – krzyżyk z Częstochowy”.
Festiwal rozbudził oczekiwania wobec państwa, których nie było w stanie spełnić, i jednocześnie, siłą kontrastu, obnażał jego słabość, wręcz – nędzę. Procesu zmian nie dało się już zatrzymać.

Lato, które zmieniło wszystko. Festiwal 1955, Muzeum Warszawy, wystawa czynna do 21 grudnia br., kuratorzy: Błażej Brzostek, Zofia Rojek
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















