Reklama

Sztuka sprzeciwu

Sztuka sprzeciwu

07.10.2019
Czyta się kilka minut
Jaki jest sens zaangażowania politycznego artystów? Czy i jak twórcy mają reagować na zło, przemoc i nienawiść?
Leopold Lewicki, Pogrzeb III klasy, 1932 r.
W

Wystawa „Nigdy więcej. Sztuka przeciw wojnie i faszyzmowi w XX i XXI wieku” – zorganizowana w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej – przywołuje trzy okresy i związane z nimi wydarzenia: lata 30. ubiegłego stulecia i powstanie „Guerniki” Pabla Picassa, lata 50. i wystawę w warszawskim Arsenale oraz czasy nam współczesne. Wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich okresów jest sprzeciw wobec faszyzmu.

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej pokazano historię antyfaszyzmu w sztuce, jednak – przede wszystkim – podjęto próbę odpowiedzi na pytanie o znaczenie i siłę tej tradycji dzisiaj. „Dlaczego antyfaszyzm jako doświadczenie zuniwersalizowane, jako pokojowy fundament życia społecznego stracił swoją scalającą moc?” – pytają autorzy ekspozycji. „Czy przestaliśmy bać się wojen i przemocy jako podstawowego zagrożenia naszego istnienia? Czy antyfaszyzm skończył się wraz z komunizmem, z którym był mocno związany zarówno w latach 30., jak i 50.? I czy da się w związku z tym skutecznie go kontynuować w ramach tradycji demokratycznych: liberalizmu, socjaldemokracji?”.

Wszystkie te pytania dalece wykraczają poza obszar sztuki. Co więcej, w każdym z przywołanych przez twórców czasów artyści tworzyli w odmiennych okolicznościach politycznych, społecznych i kulturowych, odmienny był zakres ich wolności twórczej, wreszcie – sam faszyzm był różnie definiowany.

Lata 30.

Pierwsza część wystawy wydaje się najbardziej oczywista. To w latach 30. antyfaszyzm staje się odpowiedzią na sytuację w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii i innych krajach, także naszego regionu. Dziełem zaś symbolicznym dla tego czasu jest obraz Picassa. W Muzeum Sztuki Nowoczesnej nie zobaczymy samej „Guerniki”, na stałe wystawianej w madryckim Centro de Arte Reina Sofía. Są natomiast zdjęcia Dory Maar, pokazujące fazy jej powstawania od 1 maja do 4 czerwca 1937 r. w pracowni Picassa. To unikalne świadectwo, pokazujące poszukiwanie artystycznego kształtu tego niezwykłego obrazu, odradzającego – na chwilę – wielką tradycję malarstwa historycznego, a jednocześnie na wskroś aktualnego.

„Cała polityka – cała odpowiedź na faszyzm i komunizm i nową twarz wojny – była w tym obrazie” – pisał o „Guernice” brytyjski historyk sztuki i pisarz T.J. Clark. Na tym jednym płótnie udało się malarzowi pokazać konkretne wydarzenie, a jednocześnie przedstawić grozę współczesnej wojny. „Guernica”, po wystawieniu w hiszpańskim pawilonie na Wystawie Światowej w 1937 r. w Paryżu, a następnie podróży po Europie i Stanach Zjednoczonych, stała się najbardziej znanym antywojennym wyobrażeniem w XX wieku.

Na warszawskiej wystawie obraz Picassa pojawia się jeszcze dwukrotnie. ­Została pokazana jego pomniejszona kopia autorstwa Wojciecha Fangora, która była elementem antyfaszystowskiej dekoracji Warszawy podczas Festiwalu Młodzieży w 1955 r. Jest też praca Goshki Macugi. Artystka przyglądała się dziejom „Guerniki” oraz gobelinu wykonanego na jej podstawie na zamówienie Nelsona Rockefellera. Został on umieszczony w głównej siedzibie ONZ w Nowym Jorku tuż przy wejściu do sali Rady Bezpieczeństwa. W tym szczególnym miejscu ma przypominać o grozie wojny.

5 lutego 2003 r. został jednak na chwilę zasłonięty: bo w tym właśnie pomieszczeniu miała się odbyć konferencja prasowa z udziałem Colina Powella, ówczesnego amerykańskiego sekretarza stanu, na temat wojny w Iraku. Dzieło, „oswojone” i „zneutralizowane”, nagle okazało się niewygodne. To była jednak sytuacja wyjątkowa. Goshka Macuga przypomina, jak szybko praca Picassa weszła do mainstreamu, a nawet stało się częścią kultury masowej. Zaprojektowany przez nią gobelin pokazuje konferencję prasową zorganizowaną pod gobelinową wersją „Guerniki” przez księcia Williama. To wydarzenie rzeczywiście miało miejsce – odbyło się Whitechapel Gallery w Londynie w 2009 r., w której wystawiano tkaninę. Brutalny obraz wojny okazał się pożądanym tłem dla PR-owskiego eventu.

Wystawa pokazuje też twórczość artystów związanych w latach 20. i 30. z ruchem robotniczym z weimarskich Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Polski (przede wszystkim członków Grupy Krakowskiej). Są tu m.in. prace na papierze George’a Grosza czy świetne kolaże Johna Heartfielda, jednego z najbardziej radykalnych artystów, które, jak podkreśla Sabine Kriebel, „nie tylko dały twarz narodowemu socjalizmowi, ale również pokazały, jak z nim walczyć”. Drażniące, ostre. Niektóre do dziś przejmujące, jak „Normalizacja”, która pokazuje takie przycinanie wielkiej drewnianej swastyki, by upodobniła się do krzyża, znaku powszechnie akceptowalnego – rządy nazistów, nie tylko w Niemczech, dla wielu stają się czymś zwyczajnym. Praca powstała w 1936 r. Dwa lata później miała miejsce Noc Kryształowa.

Wszystkich tych twórców łączy przywiązanie do figuracji, która to – a nie język sztuki abstrakcyjnej – okazała się lepszym narzędziem dla artystów zaangażowanych politycznie. Łączy ich też coś innego: związki z komunizmem. Na wystawie jest też jednak inny przykład sztuki antyfaszystowskiej – prace Mai Berezowskiej, która w latach 30. stworzyła m.in. cykl karykatur „Hitler intime et les amours du süsse Adolf” opublikowany w magazynie „Ici Paris”. Owe miłostki słodkiego Adolfa wywołały skandal, artystce wytoczono proces, a w czasie wojny została przez Niemców aresztowana i potem trafiła do obozu koncentracyjnego. W Muzeum Sztuki Nowoczesnej można zobaczyć wstrząsające rysunki z tego czasu – z życia codziennego na Pawiaku, a potem w Ravensbrück.

Prace Berezowskiej przypominają, że antyfaszyzm miał wówczas różne oblicza, nie tylko komunistyczne. To ważne, bo do dziś kluczowym jest pytanie: czy antyfaszyzm był obroną systemu demokratycznego, sprzeciwem wobec ideologii faszystowskiej w jej różnych odmianach, czy też podstawowym wrogiem był dla niego system kapitalistyczny i wynikające z niego niesprawiedliwości? I związane z nim pytanie o sam faszyzm: czy był antydemokracją – jak podkreśla Krzysztof Pomian w publikacji towarzyszącej wystawie – czy też antymarksizmem?

„Przeciw wojnie – przeciw faszyzmowi”

Kluczowym punktem drugiej części wystawy jest rok 1955 i zorganizowany w Warszawie V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów, wielka impreza propagandowa z udziałem gości z całego świata. Spotkanie to, mające w założeniu przestrzegać przez powrotem faszyzmu, a jednocześnie być świętem „proletariackiego internacjonalizmu”, wpisało się w historię polskiej Odwilży. „Przyjechali ze świata kolorowi młodzi ludzie, którzy tańczyli, śmiali się, byli gotowi dyskutować na każdy temat, nie bali się żadnych tabu” – pisał po latach Jacek Kuroń. I dodawał, że Festiwal ujawnił „zakłamanie i fałsz tego stylu życia, który był lansowany jako postępowy”.

Wystawa skupia się na innych wymiarach tego wydarzenia. Pokazuje, jak piszą jej twórcy, „korupcję narracji antyfaszystowskiej”. Staje się ona narzędziem w bieżącej walce politycznej z „kapitalistycznym imperializmem”. Jednak przede wszystkim wydobywa paradoksy tego czasu.

Główną osią tej części ekspozycji stał się towarzyszący Festiwalowi pokaz w Arsenale, czyli Ogólnopolska Wystawa Mło zostawali wierni realizmowi, chociaż inaczej niż w socrealizmie go definiowali. Chcieli mówić o wojnie, o jej dramacie. Na wystawie znaleźli się m.in. „Napiętnowani” (1955) Marka Oberländera, przejmujący obraz Zagłady, tematu nieobecnego w oficjalnej sztuce realizmu socrealistycznego, czy obrazy przedwcześnie zmarłego Waldemara Cwenarskiego. Obrazy Andrzeja Wróblewskiego także przypominają o wojnie. Jednak przede wszystkim opowiadają o rzeczywistości pomijanej w oficjalnej narracji, widzianej z perspektywy pojedynczego człowieka, świata opisanego m.in. w „Poemacie dla dorosłych” Adama Ważyka, opublikowanym zresztą w trakcie Festiwalu Młodzieży.

Arsenał okazał się punktem granicznym dla sztuki w Polsce. Pokazywał odmienną od reprezentantów tradycji awangardowej reakcję na socrealizm. Wydarzeniem zamykającym długą tradycję krytycznego realizmu. Okazuje się jednak, że można inaczej spojrzeć na wystawę arsenałową. Była ona – przekonują autorzy ekspozycji w Muzeum Sztuki Nowoczesnej – odejściem od „oficjalnej retoryki komunistycznego państwa do języka praw człowieka, będącego fundamentem społeczeństw demokratycznych”. Wystawa z 1955 r. byłaby zatem jednym z etapów polskiego rewizjonizmu.

Antyfaszyzm?

Ostatnia część wystawy dotyczy współczesności. Nikita Kadan wraca do wydarzeń z czasów II wojny. W rysunkach prezentowanych w Muzeum Sztuki Nowoczesnej przypomina o lwowskim pogromie w 1941 r. Pokazuje sceny bicia, znęcania się nad ofiarami. Artysta stawia pytania o pamięć o tych dramatycznych wydarzeniach, o ich znaczenie dla nas dzisiaj. Wilhelm Sasnal w swych obrazach przywołuje antyfaszystowskie hasła i symbole z czasów zimnej wojny, język ówczesnej propagandy i sztuki, ale też na wystawie znalazły się grafiki wykonane dla Nigdy Więcej, przestrzegające przed neofaszyzmem (wspierające działalność tego Stowarzyszenia).

Hito Steyerl w filmie wideo „Babenhausen” (1997) dokumentuje wydarzenia, do jakich doszło w niewielkiej miejscowości w Hesji. W 1993 r. spalono tam dom Toniego Abrahama Merina. Wcześniej tego ostatniego Żyda w Babenhausen zmuszono do opuszczenia Niemiec. Powtórzyły się wydarzenia sprzed pół wieku. W czasach nazizmu miasto także oczyszczono z niepożądanych mieszkańców. Są wreszcie plakaty zaprojektowane przez znanego fotografa Wolfganga Tillmansa, który używając korporacyjnej estetyki oraz popularnych dziś sposobów dotarcia do odbiorcy, od billboardów po media społecznościowe, zorganizował kampanię zachęcającą do udziału w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego tych, którzy sprzeciwiają się populizmowi czy zapędom autorytarnym.

Prace zebrane na wystawie dotyczą bardzo różnych kwestii – od pytania o pamięć zbiorową i rozliczenia z przeszłością, poprzez ukazywanie współczesnego antysemityzmu, rasizmu i ksenofobii, po aktywizm i przeciwdziałanie politycznemu populizmowi. Czy wspólnym mianownikiem może być antyfaszyzm? „Nigdy więcej” jest częścią Roku Antyfaszystowskiego, ogólnopolskiej inicjatywy instytucji publicznych, organizacji pozarządowych, ruchów społecznych, twórców, aktywistów i aktywistek. Ma przypomnieć historię ruchów antyfaszystowskich, ale też być sprzeciwem wobec obecności w sferze publicznej ruchów postfaszystowskich oraz apologii faszystowskich idei.

Akcja ta może imponować. Już teraz obok ekspozycji w Muzeum Sztuki Nowoczesnej można zobaczyć chociażby wystawy „Trzy plagi” w Galerii Labirynt w Lublinie, „Strajk” z pracami m.in. Käthe Kollwitz w warszawskiej Zachęcie czy „Po/wy/miary” zorganizowaną we wrocławskim Pawilonie Czterech Kopuł. Pozostaje jednak pytanie o używanie słów „faszyzm” i „antyfaszyzm”. Czy są adekwatne do obecnej sytuacji? Jakie zjawiska, postawy i idee są tymi słowami opisywane? Nie można też zapominać o historycznych obciążeniach. Bo – jak przypominają twórcy „Nigdy więcej” – antyfaszyzm był jednym z najbardziej skutecznych narzędzi propagandowych i ideologicznych komunistów rządzących w ZSRR, a po II wojnie także w Europie Środkowej. Wreszcie, bywa dziś wykorzystywany chociażby przez putinowską Rosję. Jak zwracał uwagę Timothy Snyder w wywiadzie dla „Tygodnika”: „faszyzm i antyfaszyzm to bardzo funkcjonalne pojęcia. Pozwalają powiedzieć: my jesteśmy tymi dobrymi, a reszta świata to owi źli”.

Czy należy porzucić te słowa? Bo używano je w czasach, w których dokonano niewyobrażalnych zbrodni? Nie wolno ignorować pytań o zasadność budowania historycznych analogii oraz ich przydatność do opisania i zrozumienia obecnej sytuacji. Bywało też, że etykietki „faszyzm”, „faszystowskie” służyły do delegitymizacji niepopularnych czy niewygodnych poglądów – o czym pisało wielu przedstawicieli prawicy. Jednak faktem jest, że dziś mamy do czynienia ze wzrostem postaw nacjonalistycznych, rasistowskich, antysemickich czy antyimigranckich. Z ciągotami autorytarnymi rządzących, także w państwach UE.

W Polsce sprzeciw wobec równouprawnienia kobiet, homofobia czy islamofobia stają się – inaczej niż na Zachodzie – trzonem tożsamościowym części prawicy. Jak przypomniała niedawno Anna Wolff-Powęska, „rozpoznanie w porę groźby totalitarnej utrudnia fakt, że totalitaryzm powstaje w nietotalitarnym systemie”. Kultura – o czym przypomina wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej – może wymusić dostrzeżenie tego, czego nie widzimy lub nie chcemy zobaczyć, uznając, że nas te wszystkie problemy po prostu nie dotyczą. ©

NIGDY WIĘCEJ. SZTUKA PRZECIW WOJNIE I FASZYZMOWI W XX I XXI WIEKU, Warszawa, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, wystawa czynna do 17 listopada br., kuratorzy: Sebastian Cichocki, Joanna Mytkowska, Łukasz Ronduda, Aleksandra Urbańska.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]