Reklama

Wymieranie na bogato

Wymieranie na bogato

01.11.2021
Czyta się kilka minut
Zanim szczyt klimatyczny w Glasgow się zaczął, jego wynik został przesądzony. Żadnego spektakularnego sukcesu nie będzie. Zdecydowali o tym przywódcy 20 największych gospodarek świata i jednocześnie najwięksi emitenci gazów cieplarnianych.
Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson w oczekiwaniu na przywódców państw biorących udział w szczycie klimatycznym COP26 w Glasgow. 1 listopada 2021 r. / fot. CHRISTOPHER FURLONG / AFP / East News
D

Do rangi symbolu może urastać fakt, iż ludzie, którzy chyba najbardziej liczą na sukces rozpoczynającego się właśnie COP26, mają problem z dojazdem do Glasgow. Młodzi aktywiści klimatyczni z całego świata próbują się tam dostać pociągami, ale w niedzielę wichura pozrywała linie energetyczne i poprzewracała drzewa na tory. Do ekstremalnych zjawisk pogodowych, które nie tylko będą utrudniać życie, ale również je odbierać, czas się zacząć przyzwyczajać. Bo na to właśnie skazuje nas porażka COP26.

Krople w oceanie

„Jeśli nie potraktujemy poważnie zmian klimatu dziś, jutro dla naszych dzieci będzie za późno” – mówił podczas przemówienia otwierającego COP26 jego gospodarz, brytyjski premier Boris Johnson, dodając, że to ostatnia chwila, by zatrzymać zmiany, które zagrożą całej ludzkości. Jeszcze ostrzejszy w słowach był sekretarz generalny ONZ, który stwierdził, że ludzkość sama kopie sobie grób. „Albo my to powstrzymamy, albo to powstrzyma nas. Czas powiedzieć »dość«. Czas, żebyśmy przestali sami siebie zabijać, emitując gazy cieplarniane. Czas, żebyśmy przestali traktować naturę jak toaletę” – mówił António Guterres.

Figury retoryczne? Niezupełnie. W sprawie zmian klimatu panuje naukowy konsensus i w wielkim uproszczeniu wygląda on tak: globalne ocieplenie od początku epoki przemysłowej to efekt pompowania przez ludzi gazów cieplarnianych do atmosfery. Stężenie dwutlenku węgla jest dziś najwyższe od 4,5 mln lat, przez co świat ocieplił się już o ponad 1 stopień Celsjusza w porównaniu do początku epoki industrialnej. Z modeli klimatycznych wynika, że jeśli doprowadzimy do ocieplenia powyżej 2 st. C, czekają nas nieodwracalne zmiany, skutkujące ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, jak znacznie bardziej intensywne i częstsze susze, pożary czy powodzie. Może wówczas dojść do sprzężeń zwrotnych, które sprawią, że jedna zmiana klimatu będzie napędzać kolejną. To stanie się zagrożeniem egzystencji ludzkości.

Z tego powodu byłoby dla nas najbezpieczniej, gdyby wzrost średniej temperatury na świecie udało się wyhamować na poziomie 1,5 st. C. To daje nam szanse, że choć zmiany będą odczuwalne, klimat ustabilizuje się i unikniemy katastrofy.

„Mamy różne poglądy na to, jak szybko musimy zacząć działać i jak szybko musimy zmienić kurs – mówił premier Włoch Mario Draghi, podsumowując dwudniowy szczyt G20 w Rzymie zorganizowany tuż przed COP26. Przywódcy 20 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata, które odpowiadają łącznie za około 80 proc. emisji, zadeklarowali we wspólnym oświadczeniu, że będą kontynuować wysiłki na rzecz ograniczenia globalnego ocieplenia za pomocą „znaczących i skutecznych działań”. Co dokładnie zamierzają zrobić i jak to chcą osiągnąć – tego nie wyjawili. Podobnie, jak nie ma w oświadczeniu jednoznacznej deklaracji, że osiągną zerowe emisje netto do 2050 r. Zerowe emisje netto oznaczają, że dany podmiot (bo pojęcie może się odnosić zarówno do przedsiębiorstw, jak i całych państw) będzie emitować tyle CO2, ile pochłania. Część państw już obiecała osiągnięcie neutralności klimatycznej do połowy wieku, ale m.in. Chiny, czyli największy globalny emitent dwutlenku węgla, czy Rosja, nie mają jej w planach aż do 2060 r. Państwa G20 były w stanie wynegocjować jedynie zapis, że mniej więcej w połowie wieku będą emitować tyle gazów cieplarnianych, co pochłaniać.

Jedyne, czym po rzymskiej konferencji mógł się pochwalić Mario Draghi, to zapowiedź, że żadne z państw G20 od początku przyszłego roku nie będzie finansować elektrowni węglowych poza swoimi granicami, ale kiedy zrezygnują z takich inwestycji u siebie – tego wynegocjować się nie udało. Podsumowując szczyt w Rzymie, Boris Johnson z rozbrajającą szczerością przyznał, że obietnice G20 „zaczęły brzmieć pusto”. „Te zobowiązania… to krople w szybko ocieplającym się oceanie” – stwierdził.

Niewiele więcej optymizmu było w słowach António Guterresa, który napisał na Twitterze, że opuszcza Rzym z „niespełnionymi nadziejami”, choć nie są one pogrzebane. Z nieoficjalnych informacji napływających od negocjatorów z Glasgow wynika jednak, że oni z nadziejami na utrzymanie celu 1,5 st. C już się pożegnali.

Jedną z takich osób jest James Hansen. Były naukowiec NASA jest legendarną postacią dla ruchu klimatycznego (to jego zeznania w 1988 r. w amerykańskim Kongresie uznawane są za przełomowe dla budowania świadomości zmian klimatycznych). Dziś Hansen twierdzi, że kombinacja tego, co ludzkość już wpompowała do atmosfery, i ślamazarne działania rządów sprawiają, że zatrzymanie ocieplenia na poziomie 1,5 st. Celsjusza jest „nieosiągalne”.

Jak alarmistyczne apele polityków i ich okrągłe deklaracje mają się do rzeczywistości, mogą świadczyć np. plany Wielkiej Brytanii, która pierwszy raz od 30 lat chce otwierać kopalnię węgla. Rząd w Londynie wydał na to zgodę w zeszłym roku. Pytany o to Boris Johnson oświadczył, że „nie jest entuzjastą węgla”, a decyzja zależy od lokalnych władz planistycznych.

en_01499565_1103.jpg


Szczyt klimatyczny COP26 w Glasgow. Szkocja, 31 października 2021 r. / fot DANIEL LEAL-OLIVAS / AFP / East News

Czym ryzykujemy

Z najnowszego, opublikowanego w sierpniu raportu IPCC wynika, jeśli emisje będą rosły w obecnym tempie i nie zostaną w żaden sposób ograniczone, to świat stanie się cieplejszy o 4,4 st. C. Ostatnio Ziemia była tak gorąca 40 mln lat temu. Na biegunach nie było wówczas lodu. Z modeli klimatycznych wiemy, że jeśli stopią się lodowce zachodniej Antarktydy, poziom mórz podniesie się o 5 m. Lodowce ze wschodu kontynentu dodadzą do tego kolejnych 60 m. To scenariusz, w którym Wielka Brytania zmienia się w archipelag niewielkich wysepek, a północ Polski znajduje się pod wodą. Jednocześnie Włochy, Grecja czy Turcja trawione falami upałów i potężnymi pożarami przestają nadawać się do życia. Arktyka też rozmarza, co prowadzi do kolejnego kataklizmu, bo obszar wiecznej zmarzliny, dziś obejmujący około 10 mln km kw., kurczy się, uwalniając do atmosfery znaczną część z 900 mld ton dwutlenku węgla i metanu, które dziś wciąż jeszcze są uwięzione w zmarzlinie. To nakręci kolejne zmiany.

Scenariusz IPCC nazwany w raporcie SSP2-4.5 zakłada, że emisje oscylują wokół obecnych poziomów, ale zaczną spadać około 2050 r. W tym scenariuszu musimy się liczyć ze wzrostem o 2,7 st. C do końca wieku. I na razie – jeśli dobrze pójdzie – to właśnie jest ten najbardziej prawdopodobny scenariusz. Dlaczego? ONZ kilka dni przed szczytem w Glasgow opublikowała raport, w którym podsumowuje, jaki skutek przyniosą dotychczasowe zobowiązania w sprawie cięć emisji złożone przez państwa. Jeśli się wywiążą z tego, co obiecały – a dotąd obietnice mocno się rozmijały z faktycznymi działaniami – to i tak nie mamy cienia szansy na utrzymanie 1,5 st. Z wyliczeń ONZ wynika bowiem, że dotychczasowe deklaracje pozwolą zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie 2,7 st. C.

Co to oznacza w praktyce? Żeby to sobie wyobrazić, wystarczy jeden przykład: Amazonia jest dziś jednym z najważniejszych na Ziemi filtrów CO2. Prognozowane w scenariuszu SSP2-4.5 zmniejszenie sumy opadów do końca wieku o od 7 do 11 proc. w tym regionie będzie skutkować tym, że las deszczowy zacznie nie tylko obumierać, ale też stanie się znacznie bardziej podatny na pożary, już dziś ponadprzeciętnie intensywne. Sama tylko śmierć Amazonii oznaczać będzie podniesienie globalnej temperatury o… 1,5 st. C.

Jak kupić sobie czas

Zapewne uczestniczący w rozmowach polityczni przywódcy będą próbowali ogłosić sukces po rozmowach w Glasgow, bez względu na wynik. Zawsze trąbili o przełomach, nawet w latach 1998-2006, gdy w zasadzie nic nie udało im się wynegocjować, czy po COP25 w Madrycie, który był kompletną klapą. Na razie cień szansy na to, że Glasgow nie skończy się tak samo, dają toczące się rozmowy w sprawie metanu.

Unia Europejska i Stany Zjednoczone już wcześniej obiecały ściąć swoje emisje tego gazu o 30 proc. To ważne, bo metan jest 28 razy silniejszym gazem cieplarnianym niż CO2.

Według IPCC odpowiadał on w latach 2010-2019 za wzrost globalnej temperatury o 0,5 st. C (dla porównania, dwutlenek węgla za 0,7 st. C) Jednocześnie spora część emisji metanu – jak wynika z danych Międzynarodowej Agencji Energii – „pochodzi z łańcucha produkcji i dostaw paliw kopalnych”, czyli, mówiąc prościej, ucieka on w niekontrolowany sposób z szybów naftowych i gazowych. Uszczelnienie tej infrastruktury w połączeniu z redukcją emisji m.in. ze źle zarządzanych wysypisk śmieci (18 proc. ogólnych emisji metanu) oraz ograniczenie hodowli przemysłowej bydła (około 22 proc.) kupiłoby ludzkości czas. Metan podgrzewa bowiem atmosferę przez około 12 lat, podczas gdy dwutlenek węgla przez ponad sto lat. Znaczące obcięcie emisji metanu pozwoliłoby więc spowolnić proces ogrzewania planety, choć z pewnością go nie zatrzyma.

Część ekologów zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt COP26. „Nikt już nie podważa tego, co mówi nauka. Nikt już nie kwestionuje, że mamy do czynienia z kryzysem” – wyjaśnia cytowana przez „The Washington Post” Annika Hedberg, która kieruje think-thankiem European Policy Center, dodając: „Debata toczy się wokół tego, co trzeba zrobić i jak szybko”. Jej zdaniem ta transformacja zaczęła się wraz z podpisaniem Porozumienia paryskiego i dokonuje się, choć sześć lat po ogłoszeniu go wciąż nie możemy mówić, że jest ono realizowane.

Co ważne, choć dzieje się to wciąż bardzo powoli, świadomość, że zmiany są niezbędne, bo w przeciwnym razie rzeczywiście nie przetrwamy tego kryzysu, deklaruje coraz więcej ludzi na całym świecie. Z niedawnego badania The Pew Research Center wynika, że zmiany klimatu za problem numer jeden uważa 80 proc. mieszkańców Francji czy Meksyku i 60 proc. Amerykanów. U nas jest podobnie. Z badania przeprowadzonego przez YouGov w zeszłym miesiącu wynika, że aż 84 proc. Polaków niepokoi się zmianami klimatu, a 71 proc. chce, by rząd robił więcej na rzecz walki z nimi.

en_01499685_1295.jpg


Prywatne odrzutowce uczestników COP26 na lotnisku w Edynburgu. 1 listopada 2021 r. / fot. BRENDAN SMIALOWSKI / AFP / East News

Co z tego wyniknie? W Glasgow wylądowało ponad 400 prywatnych odrzutowców, którymi przylecieli politycy i przedstawiciele świata biznesu. Ludzie, którym zależy chyba bardziej na ochronie klimatu, wybrali bardziej przyjazny środowisku środek transportu i wsiedli do pociągów. Są zdeterminowani, choć na miejsce dotrą z opóźnieniem.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka specjalizująca się w tematyce międzynarodowej, ekologicznej oraz społecznego wpływu nowych technologii. Współautorka (z Wojciechem Brzezińskim) książki "Strefy Cyberwojny" (wyd...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

No strasznie to wygląda Armagedon nas czeka jak nic, te wszystkie cyfry zwalają z nóg. Każdy kto to przeczyta, pewnikiem jak stoi do pacierza się bierze i o zmiłowanie prosi. Krąży w necie filmik z robienia pamiątkowej fotki tym bossom z G20. Eligancko stoją w maseczkach, fotograf robi pstryk i po kłopocie, maseczki idą w kąt, a towarzystwo dalej dowcipkuje. Może i ziści się od zawsze zapowiadany koniec świata, ale na razie jednym z mierników ucywilizowania, godnego życia, jest toaleta w domu. Wiecie taka gdzie robi się do wody, a ta niesie te skarby daleko w siną dal. Oto najdonioślejszy wynalazek człowieka, robienie kupy do wody, nie z jakiejś kałuży, ale takiej fajnej czystej, uzdatnianej, czerpanej ze studni głębinowych nie tylko zresztą. Do kibelka dla estetyki i higieny musowo lać perfumowanych świństw chemicznych, inaczej się nie da, prawda. No i teraz ci zacni mędrcy ogłoszą, dla ratowania świata, wszystkie kibelki zatykamy, na dworze budujemy wychodki a kupki posypujemy trocinkami. W każdym domu ogrzewać można tylko jeden pokój i to tylko do 10 stopni, jeden posiłek dziennie. Nie jestem ekologiem, oni mają zapewne więcej pomysłów na ratowanie klimatu. Ale za nim ogłoszą nam te nowiny, będą musieli u Kima KP przejść szkolenie, jak skutecznie nas ogarnąć. Pewne kroki ku temu już są przedsiębrane, co obserwujemy na bieżąco za sprawą cowida. Chciałbym by ktoś się podjął przybliżenia szaremu ludkowi czym dala niego jest zerowa emisja, jak wpłynie to na jego egzystencję. W sumie fajnie, że mam z górki i mieszkam jakieś 20, 30 metrów npm. Będę miał blisko na plażę.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]