Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wspólne drogi myślących cz. I

Wspólne drogi myślących cz. I

01.10.2012
Czyta się kilka minut
Natężenie badań w dziedzinie „nauka a religia” było ostatnio tak duże,...
.

...że jeden z najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie, Ernan McMullin, nie zawahał się wyrazić przekonania, że „dziedzina ta zaczyna się powoli wyczerpywać”. W obszernym wywiadzie na temat swojej drogi życiowej mówił on: „To może wydać się dziwne, ale jeżeli wejdzie się głębiej w tę problematykę, widać, że istnieje tylko ograniczona liczba tematów. (...) Pominąwszy postępy w samej nauce – i być może w teologii – trudno powiedzieć, skąd przyjdą inspiracje. Należy liczyć się z tym, że nastąpi szybsze wyczerpywanie się tematów, niż można przypuszczać”.

Istotnie, pewnego rodzaju nasycenie tematyki daje się obserwować. Ale nie znaczy to, że problematyka „nauka a religia” przestaje być aktualną dziedziną badań. Nie należy nie doceniać postępu nauki, o którym wspominał McMullin. Nowe obszary badawcze mogą ożywić, lub nawet zrewolucjonizować, pewne zagadnienia, które dotychczas nie były terenem zbyt gwałtownych polemik. Wiele wskazuje na to, że takim terenem będzie (a nawet już jest) obszar eksploatowany przez nauki neurokognitywne. Jest to obszar teologicznie szczególnie wrażliwy, gdyż dotyczy duchowości człowieka („spór o istnienie duszy ludzkiej”). Paul Dirac wspomina, że kiedyś, owładnięty wielkością kosmologicznej wizji wyłaniającej się z prac Lemaître’a, powiedział mu, że sądzi, iż kosmologia jest gałęzią nauki najbliższą religii. „Ale – zapisał Dirac – Lemaître nie zgodził się ze mną. Pomyślał chwilę i wysunął przypuszczenie, że najbliższą religii jest psychologia”. Jeżeli psychologię rozumieć szeroko (jak to się dzisiaj czyni), tak by objęła przynajmniej część nauk neurokognitywnych, to wypada stwierdzić, że Lemaître nie był odległy od prawdy. (...)

To, co się dzieje w nauce, powinno przenikać do szerszych warstw społeczeństwa, a z tym nie jest najlepiej. Potrzeba zatem dobrej edukacji i dobrej popularyzacji. I pod tym względem także nie jest dobrze. Szkolne programy nauczania religii i, co więcej, programy studiów w seminariach duchownych albo redukują tę problematykę do kilku ogólników, albo opierają się na materiałach „z poprzedniej epoki”. Na palcach można policzyć instytuty, w których ta sprawa jest postawiona poprawnie. Choć ostatnio pod tym względem można zaobserwować nieznaczną poprawę.

Obok edukacji ważna jest także popularyzacja. Zróbmy pewien eksperyment myślowy. Załóżmy, że młody człowiek (np. student jakiegoś kierunku ścisłego lub przyrodniczego) odczuwa potrzebę przeczytania czegoś z dziedziny „nauka a wiara”, ale nie jest zorientowany ani w tej dziedzinie, ani w rynku wydawniczym. Wybierając swoją przyszłą lekturę mniej lub bardziej przypadkowo, kieruje się tytułem i tym, co przeczyta na skrzydełku okładki lub – częściej – w reklamowej notce w internecie. Jakie jest prawdopodobieństwo, że trafi na właściwą pozycję? Prawdopodobieństwo trafienia na profesjonalne dzieło uznanego specjalisty jest bliskie zera (może w internecie nieco większe niż w przeciętnej polskiej księgarni). Najbardziej prawdopodobnym będzie wybór popularnonaukowej książki wojującego ateisty (np. Dawkinsa) lub pseudonaukowej książki o mylącym tytule. Jeżeli nasz student skłania się do religijnych przemyśleń i będzie się kierować jakimś religijnym symbolem wydrukowanym na okładce, prawie na pewno trafi na coś „pobożnego”, co w najlepszym razie niewiele mu pomoże, a w najgorszym ukaże naiwność argumentów i tym samym przeważy szalę na przeciwną stronę. Ten myślowy eksperyment dobrze ukazuje wagę odpowiedzialnej popularyzacji – właśnie popularyzacji, a nie literatury typu apologetycznego.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kosmolog, filozof i teolog. Profesor nauk filozoficznych, specjalizuje się w filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka-wiara. Kawaler Orderu Orła Białego....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]