Reklama

Wróżka przyszłością narodu

Wróżka przyszłością narodu

23.12.2016
Czyta się kilka minut
Nad zyskującym popularność u progu każdego roku wróżbiarstwem unosi się duch śmiertelnej powagi: wróżbitów, klientów, krytyków zjawiska, a nawet oficjalnych czynników polskiego państwa.
Il. Joanna Grochocka
N

Nieodwołalny werdykt zapadł w kawiarni Starbucks na pl. Trzech Krzyży 8 w Warszawie, w piątek ok. godz. 12.50, 9 grudnia A.D. 2016 (co znaczą te liczby, nie wiadomo, na wszelki wypadek je odnotujmy).
– Urodził się pan 23 lipca, to ma pan piątkę z dnia. To jest liczba chaosu. To nie jest liczba porządku. Dziennikarz powinien być uporządkowany. Liczba pięć to jest brak koncentracji, liczba pięć to jest takie rozedrganie, robienie niektórych rzeczy na opak. Pięć to jest też liczba niespokoju, czyli pan może bardzo nerwowo podchodzić do pracy. A to jest złe. No i ma pan trójkę z klucza wcielenia. To oznacza, że wielu może pana odbierać niepoważnie.

Werdykt – którego zresztą można było uniknąć („Zaraz ocenię, czy pan jest dobrym dziennikarzem”, takie ostrzeżenie padło chwilę wcześniej) – wyda pod koniec naszej rozmowy najsłynniejszy przedstawiciel branży wróżbiarskiej od morza...

22752

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

zawsze będą się mieli dobrze, tyle że trzeba być do tego niezłym psychologiem i mieć odpowiedni tupet i bezwzględność do rolowania ludzi.

Plus minus to samo chciałem napisać. Refleksja pozytywna jest taka, że cwanym i bezwzględnym wróżbitom w kościołach ubywa klientów.

że pomimo tak wielu różnic, jednak czasem w czymś potrafimy się zgodzić.

Pewna, bliska mi osoba miała ( ma ? ) obsesję dotyczącą pieniędzy ? Tuż przed Świętami osoba ta wyprowadziła mnie z równowagi biadoląc kolejny raz i narzekając na swój ciężki los, który - moim zdaniem - wcale nie jest taki ciężki. Wzburzony i poirytowany krzyknąłem do tej osoby ( kobiety w podeszłym wieku zresztą ), że dostanie takiego kopa od życia, że wreszcie przestanie narzekać. W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia karetka pogotowia zabrała ją do szpitala. Okazało się, że u naszej bohaterki rozpoznano sepsę i w stanie ciężkim trafiła ona na OIOM ( Oddział Intensywnej Opieki Medycznej ). Rokowania były fatalne ale ku zaskoczeniu wszystkich, w tym lekarzy na oddziale, kobieta w szybkim tempie dochodzi do siebie, samodzielnie oddycha, mówi do rzeczy, ma apetyt i mówi że chce jeszcze żyć ( przedtem gadała, że "chce zdechnąć" ). Odwiedzam tą panią regularnie w szpitalu i zauważam, że przygląda mi się jakoś tak niepewnie. Ta kobieta jest moją matką.

jesteś człowiekiem wierzącym. I jak myślę masz już swoje lata.Wielkie to szczęście mieć żyjącego rodzica(ów) w starszym już wieku.Chociaż wiążą sie z tym kłopoty, których teraz doświadczasz( chociażby)Tego szczęścia można wymiernie zakosztować, gdy rodziców zabraknie. To ból rozstania. My ludzie wierzący mamy coś wielkiego. Wiara powiada nam o spotkaniu. To cudowne. W tym Nowym Roku życzę ci cierpliwości i wytrwałości a twojej mamie powrotu do domu, jak najszybszego.

pojęcie klątwy występuje i w judeo-chrześcijaństwie, moja babcia mówiła, że nie należy wypowiadać rzeczy których nie chce się by się spełniły, bo podobno "chodzi po świecie taka godzina, że co się wypowie się spełni" reasumując, niewykluczone, że ma pan swój udział w chorobie matki, na szczęście tym razem wygląda, że dobrze się skończy, następnym razem proszę być bardziej powściągliwym.

W sposób bezwiedny i niezamierzony przepowiedziałem skuteczną szokoterapię.

Duch dmie tam gdzie chce, i nie zawsze jest to Duch łagodny, nie lekceważ potęgi Ducha.

Tym bardziej jestem wdzięczny Bogu ( i lekarzom ), że się nade mną zlitował. Matka z początkiem następnego tygodnia ma wrócić do domu.

budzi się magia. Dlaczego? Ponieważ człowiek jest również istota duchową a nie tylko cielesną, jak wielu się zdaje. W artykule napisano, że około 40% ludzi wierzących, korzysta z jakichś form, magii, wróżbiarstwa. Trudno mi z tym dyskutować, lecz wydaje mi się człowiek wierzący w punkcie wyjścia, winien to odrzucić. Dlaczego? Ponieważ korzystanie z tegoż, to grzech przeciw I przykazaniu. Zatem grzech bardzo poważny. Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2116 powiada : "2116 Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość . Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem - połączonym z miłującą bojaźnią - które należą się jedynie Bogu." Tekst jest jednoznaczny. Moim zdaniem, jeżeli ktoś uważa się za wierzącego i korzysta z dobrodziejstwa inwentarza opisanego powyżej, tak naprawdę nie jest wierzący, ponieważ jego wiara jest ślepa i martwa. Jest możliwość że o tym nie wie, ale to tylko dowodzi miałkości jego wiary. Człowiek wierzący to człowiek poszukujący prawdy. A prawda i magia to dwie, skonfliktowane dziedziny. Ponieważ powyższy tekst, dodał animuszu panom HuginMunin, Eddie, to by tak za bardzo nie urośli, jak dżin z butelki to owszem w artykule pisze o owych 40%. Gdzie jest pozostałe 60%?? Wynika że ową liczbę tworzą niewierzący. Ateista korzystający z usług wróżki! Dobre, to ma swój smak. Na początku Nowego Roku pozdrawiam wszystkich ateistów, również tych nie korzystających z usług fachowców od przepowiadania no i moich braci i siostry w wierze. Szczęść Boże.

Pewien sympatyczny i na dodatek mądry ksiądz z Krakowa na moje pytanie o wyjaśnienie pewnych "dziwnych" zjawisk, które się wokół mnie działy przed kilku laty odpowiedział: "Jeśli Bóg chce tobie coś powiedzieć to powie. On sam znajdzie odpowiedni sposób aby do ciebie dotrzeć. Może być to jakiś sugestywny sen, wydarzenie, spotkanie, coś co się dzieje realnie albo też w twojej wyobraźni." Ja osobiście jestem blisko związany z Kościołem katolickim i stosunkowo często doświadczam czegoś takiego co się określa jako znaki od Boga ( przynajmniej tak sobie definiuję pewne moje obserwacje ). Moja percepcja owych znaków wzrasta gdy we mnie jest więcej ładu w chrześcijańskim znaczeniu słowa "ład". Przypuszczam, że wiele osób nie odczuwa bliskości Boga ( ich odbiorniki nie są nastrojone na fale, na których nadaje Duch Święty ) i z tego deficytu wyrasta potrzeba kontaktu z wróżką. A propos przypadku mojej matki, który pozwoliłem sobie wyżej opisać, a o którym to nikomu nie opowiadałem poza tym Forum ( za duże ryzyko, że będę źle zrozumiany, a może nawet posądzony o to, że rzuciłem jakiś zły urok na moją matkę ). Ten przypadek wymaga precyzyjnych wyjaśnień, które odbiegają od tematu wróżbiarstwa. Zresztą sam to jeszcze muszę dokładnie przemyśleć. Najważniejsze jest to, że dzisiaj lekarze się do mnie uśmiechali ( wcześniej mieli nietęgie miny ) i wszyscy są dobrej myśli. Dobrego Roku życzę !

Z moich obserwacji życia, mogę stwierdzić , że ludzie albo przynajmniej znaczna ich część, jak piszesz tęskni za sacrum, świadomie lub nie. Z tych co tęsknią świadomie, jakiejś części pasowałoby, tkwienie w profanum. Dla owej części najlepszym by było, gdyby Kościół wyrugował ze swojej doktryny pojęcie grzechu.Grzech owszem, ale może kiedyś tam w średniowieczu.Dzisiaj są inne czasy i Kościół winien się do nich dostosować, tak podejrzewam uważa dużo ludzi.Ludzi wierzących zaznaczam.Ja taki pogląd odrzucam. Znaki od Boga. Dla mnie znakiem od Boga, jest Kościół. Kościół to zbiór grzesznych ludzi, podążających droga do Nieba. Czyli Zbawienia. Jak taternik wspinający się na górskie szczyty, drogami niedostępnymi dla wszystkich, posiada w swoim wyposażeniu środki asekuracyjne, tak Kościół daje dla wszystkich ( nie dla niektórych wybranych) Sakramenty, by droga do Zbawienia, była pewna. Ja tak prywatnie, idę se tą drogą ( mówiąc po krakowsku). Jest mi dobrze i jestem zadowolony. Oczywiście na tej mojej drodze, dochodzi do różnych zdarzeń, często negatywnych, które mój marsz spowalniają, lecz wiem gdzie mam zatankować paliwo dla mojej nieśmiertelnej duszy.I tak, raz szybciej, raz wolniej, idę se. I niech to trwa.

raczej agnostyk-animista, zatem nie wiem czy czuć się pozdrowionym? :))) Nie miałbym oporów by w kwestiach zdrowotnych wysłuchać rad jakiegoś renomowanego/zaufanego "szamana", natomiast z usług "przepowiadaczy przyszłości" nie mam zamiaru korzystać z dwóch powodów: gdyby taki ktoś znał przyszłość wyśle totka, a nie będzie się z "klientelą" użerał, po drugie uważam, że przepowiadanie przyszłości ma w sobie coś z klątwy, jest pewną formą insynuacji/mocy która będzie ograniczać moją przyszłość i wolność w tych kierunkach w których padła ta przepowiednia/klątwa. Z tego powodu wszelkie przepowiednie uważam za podłą próbę manipulacji. Niestety Biblia pełna jest takich prób, nawet Jezus nie ustrzegł się pokusie takich manipulacji, choć co do "końca świata" wygląda na to, że się pomylił, no bo jak to było? "Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. " Oczywiście można tworzyć różne naciągane koncepcje, że chodziło o co innego niż chodziło :ROTFL, ja też mam jedną taką koncepcję, że być może jednak się nie mylił? Kto powiedział, że mówił tym zdaniem akurat do ludzi? Może na widowni miał jakiś "Reptilian" czy innych? Drogi DRU wiara to rzecz szalona, a ty jesteś zbyt "normalny" na wiarę, jesteś wykapanym ateistą i przeczysz i zwalczasz każdą wiarę której nie masz opisanej w swojej "naukowej" niebieskiej książeczce.

A ty, to z tych animistów, co jak idą na ryby to łowią osoby, by przy późniejszej konsumpcji, sycić się ich mądrością?Powiesz że nie chodzisz na ryby. A jak tam z grzybami? Nie jadasz. Animista pustelnik wypada....Lecz nawet pustelnik, musi się ogrzać przy jakim ognisku. Ognisko to drzewo. Mam problem z tym twoim animizmem, dobrze że ty go nie masz.....Zacytowałeś z Łukaszowej Ewangelii "Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie."Masz nawet koncepcje powiadasz, że Jezus się nie mylił.Mam nadziję że ta twoja koncepcja, jednak różni sie od koncepcji pastora Williama Millera, ktory na październik roku 1844 wyznaczył datę końca świata. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie smutny fakt, że panu pastorowi udało sie zwieść jakieś 100 tysięcy ludzi, którzy razem z nim na ów koniec świata czekali. Zresztą po panu Millerze, różnych, innych fałszywych proroków w tym temacie nie brakowało. A przecież w owej Łukaszowej Ewangelii, rozdział 21, owszem sa znaki końca czasów i jest mowa o powtórnym przyjściu naszego Pana, ale przede wszystkim jest mowa o zburzeniu Jerozolimy, przez pogańskich Rzymian. I to się dokonało jeszcze za życia pokolenia, które było współczesne Jezusowi. Ja nie wierzę w Katechizm, drogi animisto. Tylko w Boga. Boga który jest Bogiem żyjących a nie umarłych. Katechizm to tylko synteza ludzkiej myśli w temacie Boga i jakieś znaki ostrzegawcze. Jak znaki drogowe. Do podróżowania przecież znaki drogowe nie sa potrzebne.A jednak jazda samochodem byłaby praktycznie niemożliwa bez tych znaków drogowych. Przeciwko temu, jak myśle nie protestujesz? A Katechizm ci przeszkadza. Bo ogranicza twoja wolność podobno.........Inaczej - myśl wylatuje lecz pamięć nie wraca.

Do jazdy samochodem znaki drogowe są w ogóle nie potrzebne, one są tylko potrzebne do organizacji ruchu i nigdy nie zastąpią rozsądku, ponad znakami jest jeszcze coś co się nazywa "zasadą ograniczonego zaufania". Znaki to formy ograniczeń nadawane jeździe samochodu, zatem dałeś trafne przyrównanie, te Twoje znaki (czyli KKK) to ograniczenia Twojego ruchu religijnego nadane Bogu, wierze i innym ludziom, a biorąc pod uwagę, że mamy im wierzyć w sposób bezgraniczny (według autorów tych "znaków") to robi się z tego bezczelny totalitaryzm i zawłaszczenie. Ograniczenie słów Jezusa do zburzenia Jerozolimy jest zwykłą manipulacją nie mającą żadnego uzasadnienia w tekście źródłowym. Co do pastora Millera to raczej Ty sobie go weź za przestrogę, ja nie mam takich aspiracji by własny punkt widzenia wpierać pod groźbą piekła wszystkim wokół. ps. Nie masz bladego pojęcia na temat animizmu, ale próbuj dalej, może wreszcie dzięki temu staniesz bliżej prawdy?

dlatego nie muszę jej już szukać. Każdy kto szuka znajduje. Jedynie co muszę, to ją podlewać by nie uwiędła i umarła. Zawsze bowiem istnieje takie niebezpieczeństwo.W każdym ruchu religijnym istnieje coś na kształt katechizmu, może się tylko inaczej nazywać. W twoim też, chyba że jesteś samotnym, białym żaglem.Co do tekstu źródłowego.Manipulujesz moja wypowiedzią, bo ona nie powiada że tekst z Lukasza dotyczy jedynie Jerozolimy. Chyba że nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Nasze czytanie tekstu źrodłowego, różni sie zasadniczo.Ty szukasz w nim sensacji i sprzeczności a ja życia.Pastora Millera za przestrogę winni brać ci, co być może dopiero teraz o nim usłyszeli. Bo "Millerów" w historii było i nadal jest dostatek. W 2017 roku, jesienią, dzisiejsi Millerowie zapowiadają kolejny koniec świata. Na koniec. Ja jestem rzymskim katolikiem. Z tego coś wynika, dla mnie ale też dla kogoś kto to usłyszy.Z określenia agnostyk-animista, nic nie wynika. Jeżeli tylko dla mnie to pal sześć. Gorzej jeżeli dla ciebie. A takie właśnie mam przeczucie.

Odnalazłeś Prawdę? Znaczy wiesz już wszystko, potrafisz w pełni odróżniać dobro od zła, wiesz skąd zdążamy i w jakim celu. W zasadzie jadasz już z Bogiem/Absolutem u wspólnego stołu (jakkolwiek to rozumiejąc, czy dosłownie czy symbolicznie). Wyrazy wielkiego szacunku, ja tylko szukam, jestem małym pyłem tej Ziemi, drobnym poszukiwaczem, Ty jesteś Herosem i Mędrcem, Bądź pozdrowiony o Wielki i wybacz mi błądzącemu.

To pokora czy skrupuły? Pokora to coś bardzo cennego,niestety bywa fałszywa. Popełniasz błąd w chwili wyjścia, czyli jesteś jednym z wielu co chce budować maszynę zwaną perpetuum mobile. A to niemożliwe. Wniosek? Nie masz celu podróży,bowiem w chwili wyjścia nie potrafisz odrzucić fatamorgany.Dla ciebie posiadanie prawdy, wiąże się z wiedzą. Im więcej wiedzy tym więcej prawdy. Najwięcej wiedzy ma Bóg, czyli trzeba być Bogiem, by poznać prawdę w twoim rozumieniu oczywiście. Bo w końcu to Bóg potrafi rozróżnić dobro od zła. Ja stary przyjacielu nie na darmo podkreślam fakt bycia katolikiem, ponieważ on pozwala mi być tu gdzie jestem. I przykazanie powiada _ nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Wniosek? Droga wiedzy do poszukiwania prawdy, często bywa drogą złą. Człowiek nie może być bogiem. To szatan podpowiada człowiekowi,zdobędziesz więcej wiedzy, to tym szybciej poznasz prawdę. Będziesz jak Bóg, vide Ks. Rodzaju i kuszenie pierwszych rodziców. Ja tą drogę odrzucam, dlatego to co piszesz o jakimś jadaniu z Bogiem, to zwykłe banialuki.Wniosek? Dla mnie poszukiwanie prawdy, jest czymś zupełnie innym, niż dla ciebie.Co zatem, stary przyjacielu, oznacza dla mnie posiadanie prawdy? 1 - Wiem kim jestem, 2 - Wiem dokąd zmierzam, 3 - Wiem że na tej drodze nie jestem sam. Oczywiście nie wszystko wiem. Nie wiem co też na tej mojej drodze się wydarzy, ale moja wiara mi podpowiada, że Bóg nigdy nie nakłada ciężarów, których nie można udźwignąć. Ufam Bogu. To co napisałem powyżej pozwala mi powiedzieć, że wiele lat temu odnalazłem prawdę i w owej prawdzie postępuję, na tyle na ile mi dano. Oraz oczywiście mimo moich upadków, które są nieuniknione. Z upadku można zawsze powstać. Trzeba tylko chcieć. A ponieważ moja droga nie jest jakaś wyjątkowa, jest dostępna dla każdego. To wszystko.

Zacytuję Ciebie :"Nie wiem co też na tej mojej drodze się wydarzy, ale moja wiara mi podpowiada, że Bóg nigdy nie nakłada ciężarów, których nie można udźwignąć." Hmmmm, ja nie miał bym odwagi by stanąć przed tymi których złamały obozy koncentracyjne III Rzeszy, czy sowieckie łagry, przed tymi którzy w obliczu głodu na Ukrainie by ratować życie jednych dzieci, zjedli drugie, doprawdy nie miał bym odwagi stanąć przed ich duchami i powiedzieć "mogliście przecież udźwignąć ten ciężar który na was nałożono", baaa nie miał bym odwagi nawet przed duchem samobójcy to powiedzieć, nie mam ani takiej odwagi, ani takiego przekonania, Ty jak widzę masz, i to jest główna różnica między nami, jesteś Herosem, ja nie.

oraz jako żyjący lubisz stawać przed duchami. Obozy, łagry, głód....... a czemu nie rzymskie katakumby i cesarz Neron? Tak dla wiwatu, przecież można. Inaczej. A potrafisz ( lub potrafiłeś) pojechać na przykład do sanatorium i tam nie zdradzić swojej żony? Jeżeli tak, to jesteś odważnym Herosem. Naprawdę? A może tylko przestrzegającym Boże przykazania i wierny swojemu przyrzeczeniu? Myślę że nie trzeba być bohaterem by przestrzegać przykazania, niewątpliwie należy być uczciwym, względem Boga,bliźnich i samego siebie. Przecież na tym właśnie polega droga do zbawienia, dla 99% ludzi. Tak myślę. Nie musisz odpowiadać na to pytanie tu i teraz, bo tak naprawdę nic nie musisz. Lecz w swoim sumieniu. Moim skromnym zdaniem jest to zdecydowanie ważniejsze, niż stawianie się przed duchem samobójcy. Ducha samobójcy zostaw sprawiedliwości i miłosierdziu Boga. A tobie, czy mnie, modlitwę za nich.

Zanim ja zajmę się Twoimi pytaniami odpowiedz na pytanie przed którym uciekłeś: czy Bóg poprzez dotykającą nas rzeczywistość, bywa, że nakłada na ludzi brzemię większe niż są w stanie udźwignąć? To pytanie jest bardzo ważne. Widzisz Bóg w którego ja wierzę jest Bogiem rzeczywistym (jako agnostyk uznaję, że nigdy nie zgłębię Jego Natury, ani faktu czy jest Osobowy czy symboliczny?) Ty mam wrażenie, że Boga zamknąłeś w złotej klatce i niebieskiej książeczce, i choćby nie wiem jakimi znakami do Ciebie przemawiał spoza tych Twoich klatek, to udajesz, że Go nie widzisz i że Go nie ma poza tymi klatkami. ps. skąd w Tobie to sfiksowanie wokół seksu? ciekawszym od sanatoryjnych rytuałów godowych zerwanych z uwięzi "wzorcowych katolickich mężusiów" jest pytanie, czy w życiu codziennym dwoje ludzi potrafi być wobec siebie uczciwymi, szanować siebie wzajemnie i akceptować wzajemnie własne niedoskonałości? nie potrzeba żadnego sanatorium, wystarczą wspólne dni i wspólne problemy dnia codziennego. Z mojego osobistego podwórka, 1000 razy łatwiej byłoby mi wybaczyć zdradę niż pogardę, nie jestem doskonały jak wspomniałem, też mam pewne emocje silniejsze ode mnie, cóż taki urok tych którzy nie są "katolikami" dla których głównym aktem heroizmu jest nie zdradzić żony w sanatorium, jak widać mamy czasem inne kryteria, choć nie wiem czy katolicyzm coś tu ma do rzeczy? bo nawet będąc jeszcze katolikiem i wierząc tej doktrynie bezgranicznie niemal, nawet wtedy wzajemny szacunek był dla mnie ważniejszy niż zdrada fizyczna, niemniej oczywiście wierność fizyczna jest bardzo ważnym elementem wzajemnego szacunku w związku, ale nie jest to jedyny element, nie jest to moim zdaniem nawet najważniejszy element. Hmmmmm a może należało by z tego wyciągnąć wniosek, że choć byłem, to jednak nigdy nie byłem katolikiem ?:)))

Nie Bóg nie nakłada, to my sami nakładamy sobie brzemiona, których nie możemy udźwignąć i jak nam się już zawali, to obciążamy tym Boga a nie siebie, bo tak nam wygodniej. Napisałeś _ "Widzisz Bóg w którego ja wierzę jest Bogiem rzeczywistym (jako agnostyk uznaję, że nigdy nie zgłębię Jego Natury, ani faktu czy jest Osobowy czy symboliczny?)".Sądzisz że wierzący może zgłębić Naturę Boga? To cóż to byłby za Bóg, gdyby to było możliwe?Nawet mistycy tego nie potrafią, oni mogą tylko tyle na ile Bóg sam im się da.Mój przyklad z wyjazdem do sanatorium, był tylko przyczynkiem, by odwieść cie od świata herosów w normalność a ty uczyniłeś z tego rozprawę doktorską a ostrze owej rozprawy, skierowałeś przeciwko mnie.Jesteś jak powiadasz agnostykiem, ja wierzącym i obaj nie potrafimy zgłębić natury Boga. To nas łączy czy dzieli? Moim zdaniem łączy. Co zatem nas dzieli? Wiara w istocie jej pojmowania. Napisałeś;" bo nawet będąc jeszcze katolikiem i wierząc tej doktrynie bezgranicznie niemal, nawet wtedy wzajemny szacunek był dla mnie ważniejszy niż zdrada fizyczna....." Wiara gdy jest bezgraniczna, tak naprawdę jest ślepa. Wystarczy wtedy jakiś osobisty dramat, cios od życia a ślepa( bezgraniczna) wiara, wali się jak domek z kart. Wiara ma być żywa, czyli taka, jaka idzie z nami przez życie, szczególnie w ciężkich momentach naszego życia, osobistych dramatów. Właśnie wtedy sprawdza się wartość naszej wiary. Ślepa czy żywa. Jeżeli ślepa, to zostajesz sam ze swoim bólem.Ten ból drąży i zabija...Inaczej. Z bólem zawsze zostaje się samemu.Tylko właśnie wtedy można odczuć smak żywej wiary. Ból nadal trwa lecz już nie zabija naszej duszy, bo właśnie wtedy Bóg nas podtrzymuje. Tak jak kiedyś pewien człowiek, podtrzymywał Krzyż Jezusa na jerozolimskiej drodze, tak w naszym życiu, żywa wiara podtrzymuje, by nasze krzyże nas nie zabijały. A powiadają że to co nas nie zabija, to nas wzmacnia. I coś w tym jest.

Zatem jeśli nikt nie jest w stanie zgłębić Natury Boga to skąd ta katolicka pewność siebie granicząca z pychą, że akurat taki np. Katechizm Kościoła Katolickiego to prawda, prawda i tylko prawda? Może czasem przydała by się Wam odrobina pokory i krótkie stwierdzenie, że może nie do końca jesteście pewni swych racji? I to co nas różni to w mojej opinii to, że dla Ciebie "Prawo" jest przed człowiekiem, dla mnie odwrotnie. Stąd też mój odnośnik co do zdrady fizycznej i pogardy. Rozumiesz różnicę? Zdrada to złamanie "prawa", pogarda to źródło, to stan wynikający z głębi jestestwa, coś co wychodzi z człowieka i nie może być potraktowane jako czyn epizodyczny, przypadkowy, nieprzemyślany. Gdy "Prawo" wyprzedza człowieka wtedy o pogardę niezwykle łatwo. Właśnie z tego powodu przestałem być katolikiem, przez pogardę, reszta była tylko logicznym następstwem mojego wrodzonego braku zdolności do akceptacji hipokryzji, sam ból to za mało, większość w bólu nie ma siły by negować doktrynę w której wzrośli, ból zbyt paraliżuje by człowiek miał aż taką odwagę/szaleństwo w sobie. W zasadzie stało się to samo, bez odwagi, ot opadły łuski z oczu i człowiek ujrzał świat takim jakim jest, bez złudzeń, bez fałszu (to moja opinia, Ty możesz na to inaczej patrzeć). Jestem kim jestem zgodnie z własnym sumieniem, a nie w wyniku bólu. Ból był jak ponowne narodziny. Ps.1. DRU nie stosuj taktyki Kalego, sam tu popełniasz przeróżne "rozprawki doktorskie" a mi będziesz z tego zarzut czynił? :))) Ps.2. "do ciężaru" - bywa, że człowiek nie od siebie dostaje większy ciężar na barki niż jest w stanie udźwignąć, to pewnik wynikający z obserwacji otaczającej nas rzeczywistości, kto jest źródłem tego ciężaru? nie wiem, ale wiem na pewno, że nie zawsze jest to wina uginającego się pod tym ciężarem.

Dlaczego? Ponieważ mam jakieś przeczucie, że dla ciebie katechizm ( niebieski) to podręcznik wiary.Dla mnie Katechizm Kościoła Katolickiego, to zbiór zasad i norm obowiązujących w KK napisany w oparciu o Pismo Święte i zatwierdzony autorytetem Kościoła.Po twojemu to to "prawo". Powiadasz że Prawo idzie przed człowiekiem w KK i to prawdziwa degrengolada.Dalej powiadasz że w wyniku owego wyprzedzenia Prawa przed człowiekiem, rodzi się pogarda i dlatego przestałeś być katolikiem. Instytucjonalnie się tym twoim zapisem nie zgadzam.PO pierwsze - już ci napisałem wcześniej, coś na wzór katechizmu jest w każdym innym wyznaniu, przykład Katechizm Marcina Lutra, Księga Mormona itd. Do czego służy prawo? Nie zabijaj, Nie cudzołóż, Nie kradnij, itd. Prawo ostrzega ale nie może być inaczej przecież. Prawo powstało w wyniku ludzkich upadków, by przed nimi ostrzegać. 10 przykazań to zestaw norm, które ostrzega przed grzechem. Musi więc iść przed człowiekiem, ale zostało "spisane" w wyniku jego upadków. Wracając do sanatorium - widzę że dla ciebie taki mały skok w bok, to jakiś mało znaczący szczegół.Taka dziecinna zabawa. Jakaś rycząca rozwódka, albo zakompleksiona mężatka, którą widzę mógłbyś tak troszkę,dla kurażu pocieszyć. Nie cudzołóż powiada Norma a za nią Katechizm.I to tak bardzo cie gorszy? A zastanawiałeś się nad tym? Czy też nie? Jeżeli cudzołożysz, czyli po twojemu tak se trochę chcesz ulżyć, to : 1 - na początku zdradzasz Boga, 2 - dopiero później żonę. I żyjesz w stanie grzechu śmiertelnego przeciw Bogu i żonie. Inaczej mówiąc stary przyjacielu i używając twojego sposobu myślenia, gardzisz Bogiem i małżonkiem.W KK jest na to cudowny lek, spowiedź. Wrażasz żal i obiecujesz poprawę. Upadłeś lecz się dźwigasz. Jest druga możliwość. Nie żałujesz i nie obiecujesz poprawy, tkwisz nadal w pogardzie dla Boga i bliźniego i w związku z tym popadasz w coraz to nowe grzechy i wtedy świadomie lub nie wołasz : co za dureń to wymyślił? I dla kogo? Dla człowieka? A przecież ci co to wymyślili sami są pełni grzechów, znacznie gorszych od mojego. I porzucasz wiarę, Kościół, no bo taka wiara jest ci niepotrzebna. Gdyby nie było prawa, to człowiek popadałby w totalna anarchię i sam się zniszczył.

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]