Anna Goc: We wrocławskim ośrodku, w którym uczą się także głusi, będą zatrudnieni tłumacze polskiego języka migowego. Mają być na lekcjach prowadzonych przez tych nauczycieli, którzy nie potrafią migać. Poczuła Pani ulgę?
Anna Brzegowa-Jabczyk, wieloletnia była przewodnicząca Rady Rodziców, matka głuchego Juliana, ucznia wrocławskiego ośrodka: Ucieszyliśmy się, że Urząd Marszałkowski przeznaczy pieniądze na zatrudnienie tłumaczy PJM w szkole. Tym bardziej że dotąd dyrekcja ośrodka powtarzała nam, że zgodnie z prawem oświatowym „pracownicy ośrodka nie mają obowiązku uczyć się języka migowego, jest to jedynie ich dobra wola”. Gdy rodzice zaczęli alarmować, że ich dzieci nie są w stanie porozumieć się z nauczycielami i nie rozumieją tego, co dzieje się na lekcjach, przekazano nam, że dyrektor zorganizował kurs PJM „dla chętnych pracowników”.
Sytuacja w DSOSW nr 12 dla Uczniów Niesłyszących i Słabosłyszących oraz z innymi niepełnosprawnościami we Wrocławiu zmieniła się na początku tego roku szkolnego, gdy dyrektor Grzegorz Ćwiertniewicz zatrudnił ponad dwudziestu nowych nauczycieli, którzy nie potrafią migać. Dyrektor tłumaczył, że nauczycieli posługujących się PJM na rynku nie ma.
Pierwsze sygnały, że dzieje się coś złego w szkole, zaczęły pojawiać się już we wrześniu. Mój syn, który jest w klasie dla osób z obniżoną normą intelektualną, powiedział mi, że jego nowa wychowawczyni nie miga. Pomyślałam, że to pewnie kwestia czasu, żeby przełamać barierę komunikacyjną – nowy przedmiot, nowy rok szkolny, nowa wychowawczyni. Dyrektor poinformował rodziców, że zatrudnił nowych nauczycieli, ale nie wspomniał, że żaden z nich nie potrafi migać.
Zaczęli odzywać się do mnie inni zaniepokojeni sytuacją rodzice, ale też osoby, które pracują z dziećmi z ośrodka jako rehabilitanci. I sami uczniowie.
Rodzice interweniowali?
Pisaliśmy o problemach do wychowawców i nauczycieli za pośrednictwem dziennika elektronicznego już we wrześniu. Nasze zgłoszenia i odpowiedzi dyrekcji mamy zarchiwizowane. W sprawę zaangażowało się ponad czterdzieści osób, wśród nich są uczniowie, rodzice, logopedzi. Wiem, że są też osoby, które obawiały się odezwać, bo atmosfera w szkole jest napięta.
W imieniu grupy rodziców wysłałam list do dyrektora Grzegorza Ćwiertniewicza tradycyjną pocztą za potwierdzeniem odbioru w połowie listopada. Opisałam w nim sytuację, poprosiłam, żeby spotkał się z rodzicami. Do tej pory nie dostałam odpowiedzi.
Wiemy, że jedna ze zgłoszonych spraw została szybko rozwiązana – klasie, w której większość uczniów to osoby głuche, zmieniono nauczyciela na migającego. Koleni rodzice otrzymywali te same odpowiedzi od dyrekcji – że nauczyciele nie mają obowiązku migać do głuchych. Czuliśmy, że odbijamy się od ściany.
„Ja nie muszę do ciebie migać” – napisała na tablicy jedna z nauczycielek.
Głusi siedzą na niektórych lekcjach i patrzą na mówiących do nich nauczycieli. Niektóre z uczennic nie chciały chodzić do szkoły, bo twierdziły, że skoro nie są w stanie zrozumieć, co mówią nauczyciele, tracą czas. Widziałam, jak bardzo je to frustruje. Słabosłyszący, którzy mówią i migają, też często korzystają z PJM, który pozwala im lepiej zrozumieć nauczyciela.
To uczniowie dawali nam znać, że musimy walczyć. Mówili, że czują się jako głusi dyskryminowani. Opowiadali o napiętej atmosferze w szkole. Prosiliśmy starszych uczniów, żeby jeszcze trochę poczekali, że działamy.
Od 22 października nowo zatrudnieni nauczyciele zaczęli kurs online PJM, poziom A1. Prof. Paweł Rutkowski, twórca i kierownik Pracowni Lingwistyki Migowej na UW, mówił dla „TP”, że poziom biegłości B2 „to warunek konieczny skutecznej komunikacji z uczniem migającym” i że osiągnięcie go zajmuje około dwóch lat.
Jako rodzice, którzy uczyli się PJM, żeby porozumiewać się z głuchymi dziećmi, zdajemy sobie z tego sprawę. Podobnie jak z tego, że na rynku brakuje nie tylko nauczycieli migających, lecz także tłumaczy PJM. Znalezienie kilku tłumaczy, którzy będą mogli pracować na co dzień w szkole przez najbliższe dwa lata, nie będzie łatwym zadaniem.
Najlepsze tłumaczenia są na żywo, zwłaszcza dla młodszych uczniów. Dla młodzieży można znaleźć tłumaczenia online. Tym bardziej że dyrektor Ćwiertniewicz zapewnia, że sale są zaopatrzone w sprzęt multimedialny.
Zamierzamy teraz monitorować działania dyrekcji ośrodka i sprawdzać, czy wywiąże się ze złożonych publicznie obietnic. Będziemy to robić aż do momentu, kiedy nasze dzieci powiedzą nam, że rozumieją, co dzieje się na lekcjach.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















