Nie lubię Piazza Navona tylko raz w roku, w grudniu, bo wtedy nieomal całą jego powierzchnię zajmują handlarze prezentami, pamiątkami i ozdobami choinkowymi o szemranym rodowodzie. Ich stanowiska oświetlone trupim blaskiem energooszczędnych żarówek straszą prawie całą dobę i skutecznie przykrywają urok jednego z najpiękniejszych placów na świecie. Nie lubię, ale jestem w mniejszości. Tłumy odwiedzające jarmark za nic mają zarówno lodowaty blask żarówek, jak i uroki placu wokół. Trochę szkoda, bo tu właśnie, jak na dłoni, widać historię Rzymu. Dwa tysiące lat temu plac był stadionem mieszczącym blisko trzydzieści tysięcy głodnych rozrywki widzów, a budynki stojące dziś dookoła niego zbudowano na trybunach, które tu i ówdzie widać jeszcze w piwnicach pałaców.
Koszmar Dickensa: Piazza Navona w świątecznej odsłonie
Kiedy w XVII w. następcą Świętego Piotra został Innocenty X, Piazza Navona stała się polem zaciekłej rywalizacji dwóch rzymskich twórców, którym zawdzięczamy to, jak miasto dziś wygląda, czyli Gianlorenza Berniniego i Francesca Borrominiego.
Główną ozdobą placu jest Fontanna Czterech Rzek. Pierwotnie miał ją zaprojektować genialny, choć, by rzec delikatnie, skomplikowany emocjonalnie Borromini. Przez chwilę był górą, ponieważ po klęsce poniesionej przy stawianiu dzwonnic przy Bazylice Świętego Piotra Bernini został odstawiony na boczny tor. Artysta, mimo geniuszu i faktu, że podporządkował swoją sztukę religii i stał się – jak mówią dziś historycy sztuki – „tubą propagandową kontrreformacji”, stracił względy u papieża.
Dumny Innocenty mógłby latami lekceważyć artystę, gdyby nie podstęp księcia Niccola Ludovisiego. Ten kiedy usłyszał o pomyśle papieża zbudowania wielkiej fontanny na środku placu, prędko dał znać Berniniemu. Gianlorenzo wykonał projekt fontanny używając do tego, jak głosi plotka, czystego srebra. Ludovisi wniósł makietę do głównej sali pałacu, który miał odwiedzić papież. Na widok projektu Innocenty X zdębiał, przeklął szpetnie, wiedząc że to dzieło Berniniego, którego nie chciał zatrudniać. Projekt jednak tak mu się spodobał, że zlecił jego realizację wielkiej i sprawnej pracowni Berniniego. Borromini musiał obejść się smakiem wybornego zlecenia.
Imponującą fontannę, zwieńczoną gołębiem z brązu, herbem rodu Pamphilij, rzymski lud pokochał od razu, a Piazza Navona stała się miejscem spotkań Rzymian, niezależnie od statusu majątkowego. Przez cały dzień kręcili się tu kupcy, aktorzy, sztukmistrze i prostytutki, doglądane przez okno przez Olimpię Maidalchini, bratową papieża, która mieszkała tu w rodzinnym pałacu, dziś będącym brazylijską ambasadą. Ta zaufana doradczyni papieża była szarą eminencją Watykanu i kobietą o wyjątkowej zdolności zarabiania pieniędzy. Od niej i tylko od niej zależało, kto będzie mógł stanąć przed papieskim tronem i być wysłuchanym. Również od niej zależało, kto będzie mógł kupczyć ciałem w Rzymie. A Navona ze względu na popularność wśród ludu była idealnym miejscem do uprawiania nierządu.
Artystyczne napięcie na linii Borromini – Bernini na Piazza Navona przybrało szczególną postać. Ma je rzekomo obrazować jedna z figur wspaniałej fontanny. Zmysłowy Ganges zasłania sobie ręką twarz, by nie patrzeć na fasadę kościoła Sant’Agnese in Agone, zaprojektowaną przez Borrominiego. Czy to prawda? Nie do końca wiadomo. Zawsze można się do czegoś przyczepić. Kiedy w 1844 r. Charles Dickens odwiedził Rzym i pokazano mu Piazza Navona, orzekł, że miejsce jest paskudne, a o pomnikach Berniniego napisał, że to najszkaradniejsze dzieła sztuki w całym świecie.
Import i początki szopek bożonarodzeniowych
Inaczej uważał rzymski poeta Gioacchino Belli: „Piazza Navona gwiżdże na napuszony plac Hiszpański i na Świętego Piotra”. Podzielam ten pogląd, lecz kiedy są Święta, zmykam stamtąd do bazyliki Santa Maria Maggiore z jej najstarszą trójwymiarową szopką bożonarodzeniową. Trójwymiarową, bo do XIII wieku szopka była wyłącznie malowana. Najstarsze przedstawienie Matki Boskiej z małym Jezusem odnaleziono w Rzymie w Katakumbach Pryscylli. Późniejsze malowane przedstawienia Bożego narodzenia wierne były artystycznej tradycji Bizancjum. Tłem zawsze była jaskinia, a Jezus leżał w żłobie wyłożonym słomą. Ten fakt jest istotny, bo bizantyjski pomysł przełożył się na nazwę szopki. Łacińskie praesaepe to po prostu żłób.
Szczątkowe informacje na temat narodzin Jezusa w ewangeliach, skupione wokół opowieści o braku miejsca w gospodzie i złożeniu dziecka w żłobie, któremu pokłonili się pasterze i aniołowie, pozwalały na puszczenie wodzy fantazji i wzbogacenie wizji przez dodanie szczegółów i reinterpretacji.
W 1220 roku przyszły święty, Franciszek, wrócił z Palestyny do Umbrii i zapragnął odtworzyć wyjątkową atmosferę Betlejem. Wystarał się o zgodę papieża Honoriusza III i wszystko starannie zaplanował. Reguła zakonu Braci Mniejszych została uznana przez papieża zaledwie miesiąc wcześniej, więc nie mogło być mowy o błędach. Przez dwa tygodnie staranie planowano każdy element mszy, która miała się odbyć 25 grudnia 1223 r.
Wszystko działo się w Greccio, niewielkiej mieścinie na granicy Umbrii i Lacjum. Ołtarz przygotowano w grocie w pobliżu osady. Mieszkańcy miasta rozpalili po zmroku pochodnie, wystawili wyłożony sianem żłób i przyprowadzi osła i woła. Nie był to pomysł Franciszka, bo przedstawienia tych właśnie zwierząt pojawiały się już wcześniej, między innymi na płaskorzeźbach w Rawennie i sarkofagu Adelfii z IV wieku, który dziś można obejrzeć w muzeum w Syrakuzach.
O tym, co działo się dalej, wiadomo z pism świętego Bonawentury z Bagnoregio. Ten włoski teolog, który spisując nową wersję życia świętego Franciszka postawił na cnotliwe życie, umniejszając akcentowane wcześniej ubóstwo, donosi, że wokół żłobu zgromadzili się mieszkańcy miasta. Uroczystą mszę odprawiał Franciszek i opowiadał wszystkim o dziecku z Betlejem.
Dla kościelnych hierarchów, którzy usłyszeli o wydarzeniu, stało się jasne, że szopka ma wyjątkową zdolność do przekazywania wiary w sposób prosty i zrozumiały dla wszystkich. Opowiadano też, że siano z pierwszego żłobu ma wyjątkową moc i leczy zwierzęta w Greccio.
Prototyp: pierwsze potrójne szopki w Rzymie
Działania świętego Franciszka w dużym stopniu zdeterminowały wygląd szopek bożonarodzeniowych na półwyspie Apenińskim na kolejne stulecia, co staje się jasne dla każdego, kto odwiedzi bazylikę Santa Maria Maggiore. Kamienne gotyckie rzeźby Arnolfa di Cambio, które powstały kilka dekad po wydarzeniach na pograniczu Umbrii i Lacjum, przedstawiają Marię z Jezusem na ręku, Józefa stojącego w oddali, co jest pamiątką po szopce bizantyjskiej, ale są trzej królowie i wół z osłem.
Całość wyrzeźbiona w marmurze z Carrary miała być ozdobą Oratorium Narodzenia Pańskiego w prawej nawie bazyliki. Miejsce nie zostało oczywiście wybrane przypadkowo. Świątynia, zbudowana w V wieku przez papieża Sykstusa III, otrzymała wezwanie Santa Maria in Praesepium. Wcześniej w tym miejscu na Eskwilinie czczono Junonę Lucinę, opiekunkę rodzących kobiet. Oratorium powstałe w VII wieku i będące częścią świątyni miało pomieścić relikwie przywiezione do Rzymu z Betlejem: fragmenty żłobu i materiał, w który owinięto Jezusa po urodzeniu.
Rzecz miała też wymiar polityczny. Chodziło o zwrócenie społecznej uwagi na fakt, że Palestyna w 640 r. została podbita przez Arabów pod wodzą kalifa Umara ibn al-Chattaba. Wbrew pozorom podobnie rzecz się miała z remontem oratorium i zleceniem dla Arnolfa di Cambio w 1291 r. To data ważna dla historii szopki, ale też moment oblężenia Akki przez wojska Al-Ashrafa Salāh ad-Dīn Khalil ibn Qalawūna, człowieka który zakończył epokę krucjat i europejskiej dominacji w Palestynie. Doszło wówczas do barbarzyńskiego aktu zniszczenia miasta zgodnie z polityką mameluków, która miała na celu uniemożliwienie powrotu krzyżowcom.
Mimo szkód miasto nadal opisywano jako piękne, a port nadal był w użytku. Niemniej jednak porażka dyplomatyczna, jaką poniósł Mikołaj IV jako promotor kolejnej krucjaty, zaowocowała zleceniem stworzenia rzeźby, bo sprowadzone tu cenne relikwie dały Rzymowi nowe możliwości. Miasto było siedzibą papieży, ale także nowym miejscem narodzin Jezusa, a bazylika Santa Maria Maggiore stała się „Drugim Betlejem” i głównym celem pielgrzymów w okresie świąt Bożego Narodzenia.
Pod koniec XVI wieku Sykstus V zlecił przebudowę bazyliki. Szopka Arnolfa di Cambio została w całości zapakowana w wielkie pudło i usunięta, by zrobić miejsce dla kaplicy Najświętszego Sakramentu, inaczej zwanej Sykstyńską. Z pierwotnego oratorium oprócz figur zachowało się niewiele ponad opis autora projektu przebudowy Domenica Fontany. Z notatek wynika, że było to prostokątne pomieszczenie o wymiarach około dwa i pół metra na cztery, które miało za zadanie odtworzyć w mniejszej skali otoczenie zbudowane przez cesarza Konstantyna w Betlejem. Zanotowano również, że podstawą pracy di Cambio był opis zawarty w jednym z listów świętego Hieronima. Dziś najstarszą wyrzeźbioną szopkę można oglądać w Muzeum Bazyliki Santa Maria Maggiore.
Kolejne malarskie przedstawienia żłóbka czerpały z fuzji sztuki Wschodu z tą z Zachodu, różnie tylko rozkładając akcenty. Pietro Cavallini, twórca, którego wspaniałe freski można dziś oglądać między innymi w bazylice Santa Cecilia in Trastevere, spoglądał na wschód. Giotto, tworząc freski w kaplicy Scrovegnich w Padwie, był już pod wrażeniem tego, co zaproponował święty Franciszek, bo choć Józef jest u niego jeszcze oddalony od Marii, to obecność zwierząt i naturalizm przedstawienia jest ukłonem w kierunku nowej ikonografii szopki.
By coś się w szopce zmieniło, trzeba było poczekać trzy wieki.

Wariacje neapolitańskie: narodziny współczesnej szopki
Pomnik stojący na Piazza San Gaetano w Neapolu jest jedną z ikon miasta. Codziennie mijają go tysiące ludzi, ale zakładam, że mało kto zastanawia się, kto stoi na wysokim cokole. „Plac jest nieduży. Stoi przy nim bazylika San Paolo Maggiore oraz wspaniały kościół San Lorenzo. Do San Gregorio Armeno też nie jest zbyt daleko. Skąd więc się tu wziął święty Kajetan?” – zastanawiałem się, siedząc na lodowatej balustradzie bazyliki świętego Pawła pewnej zimy.
Otóż historia jest następująca. Bazylika świętego Pawła u swych początków była zupełnie inną świątynią. Zbudowali ją Rzymianie i poświęcili Dioskurom, czyli Kastorowi i Polluksowi. Synowie Zeusa byli uważani za bogów poezji, muzyki i tańca, a w południowej Italii czczono ich jako opiekunów żeglarzy. Nic więc dziwnego, że poświęcono im miejsce w samym centrum antycznej metropolii. Odnalezione fundamenty pozwalają datować świątynię na V wiek przed naszą erą.
Po przyjęciu chrześcijaństwa wszystko się zmieniało. Nie bardzo szybko, ale nieubłaganie. Aby uczcić któreś z morskich zwycięstw świątynię przebudowano w VIII wieku i poświęcono ją świętemu Pawłowi. Kiedy w XVI wieku w Neapolu pojawił się Gaetano wraz z zakonnikami należącymi do powołanego przez siebie zgromadzenia, czyli Zakonu Kleryków Regularnych, zwanych Teatynami, wicekról Pedro da Toledo oddał im kościół. Oczywiście nie bez powodu. Kajetan był już wtedy znaną osobą, uchodził za wyjątkowo dobrego człowieka opiekującego się przez całe życie chorymi w zakładanych przez siebie szpitalach.
W Neapolu Gaetano kontynuował działalność, a w wolnych chwilach poświęcał się przekształcaniu starej neapolitańskiej tradycji polegającej na budowie przedstawień narodzin Jezusa. Wiele w tej materii Neapol zawdzięczał królowej Sanchy. Pochodząca z Majorki, żona Roberta Mądrego w 1340 r. ofiarowała piękną szopkę zakonowi Klarysek i rozpętała modę na budowę podobnych przedstawień w innych kościołach. Przez kolejne lata szopki zawładnęły umysłami mieszczan. Pietro i Giovanni Alemanno wyrzeźbili wspaniałą scenę dla kościoła San Giovanni a Carbonara w Neapolu w XV wieku. Powstawały też przedstawienia w terakocie i marmurze.
Wszystko jednak zmieniło się wraz z pojawieniem się Gaetana, który uznawany jest za ojca nowoczesnej szopki neapolitańskiej. W 1530 r. stworzył w Oratorium Santa Maria della Stalletta szopkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Gaetano nie zdecydował się ubrać wszystkich ceramicznych figur zgodnie z modą obowiązującą w XVI-wiecznym Neapolu. Wzbogacił też szopkę o postacie przynależne do świata jemu współczesnego. I tym rozpętał prawdziwy szał szopkowy. Mieszczanie zaczęli stawiać je w domach, rywalizując ze sobą, kto zrobi to najpiękniej. Kolejni papieże byli zachwyceni. Nic tak dobrze nie krzewiło religii jak święta rodzina, zwierciadło, w którym mogli przejrzeć się wszyscy w mieście.
Na kolejne zmiany należało zaczekać do XVII wieku. W 1640 r. rzeźbiarz Michele Perrone wymyślił sobie, że tworząc szopkę zostawi postaciom ceramiczne głowy, dłonie i stopy, ale połączy je drucianym stelażem obwiązanym pakułami. Pomysł był rewolucyjny, bo pozy stały się jeszcze bardziej plastyczne, a to pozwoliło szopce osiągnąć realizm wcześniej trudny do uzyskania. Przy żłóbku pojawiły się postaci zwykłych ludzi. Zza węgła wyglądały kobiety z zakupami, żebracy prosili o jałmużnę, karczmarze przechadzali się z dzbanem wina, szewcy naprawiali buty. Dodano także architektoniczne fragmenty świątyń greckich i rzymskich, aby podkreślić triumf chrześcijaństwa nad wcześniejszymi religiami Półwyspu Apenińskiego.
W XVIII wieku Giuseppe Sanmartino, ten sam, który wyrzeźbił słynnego na cały świat Chrystusa przykrytego welonem, czyli Cristo Velo, dał szopce nową energię. Odszedł dość daleko od klasycznego przedstawienia narodzin, odsuwając je gdzieś na dalszy plan, na pierwszy wydobywając codzienne życie w mieście. Pojawiły się w szopce stoły pełne mięs i kosze wypełnione owocami i warzywami. Pancetta, którą za dwieście lat będzie się dosmaczało carbonarę, wisiała u powały, a towarzyszyły jej wielkie kawałki sera provolone. Pizzaioli roznosili pizzę, a wspaniałe ubrania dla figurek szyły zawodowe krawcowe, używając resztek pozostałych po szyciu sukien bogatych neapolitanek. Bogaci wymieszali się w szopce z biednymi, a nad wszystkim unosiły się tłuściutkie, różowiutkie aniołki. Szopka osiągnęła szczytowy moment swojego rozwoju.
Pomnik świętego Kajetana nie stanął jednak na placu z powodu szopki neapolitańskiej, tylko dlatego, że w kościele ofiarowanym mu przez wicekróla święty został pochowany. Mauzoleum znajduje się pod kościołem, na prawo od wejścia. Stojący na cokole Kajetan spogląda na uliczkę przy kościele San Gregorio Armeno, gdzie od lat pracują rzeźbiarze wykonując figurki, którymi ozdobione zostaną szopki bożonarodzeniowe. Jest tu gładki niczym aniołki Silvio Berlusconi, są Maradona, Totò i dziesiątki innych neapolitańskich ikon, które można kupić i postawić w szopce obok świętego Józefa, zgodnie z wypracowaną przed laty zasadą mieszania sacrum i profanum.
Co Franciszek rozpoczął, rozkwita dziko w Neapolu, zgodnie z naturą tego miasta.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















