Wkoło Watykanu: o motorze papieża. Co planuje Franciszek?

Choć 17 grudnia Franciszek skończy 88 lat, nie zwalnia tempa. Z jego zdrowiem bywało ostatnio różnie, ale przecież „rządzi się głową”, jak odpowiada tym, którzy pytają o jego ewentualną dymisję. „Głowie”, dodajmy, pomagają zaufani kardynałowie.
w cyklu WKOŁO WATYKANU
Czyta się kilka minut
Papież składa wiązankę kwiatów przed figurą Niepokalanej przy Piazza di Spagna. Rzym, 8 grudnia 2024 r. // Fot. Vatican Media / IPA / ABACAPRESS / East News
Papież składa wiązankę kwiatów przed figurą Niepokalanej przy Piazza di Spagna. Rzym, 8 grudnia 2024 r. // Fot. Vatican Media / IPA / ABACAPRESS / East News

„Módlcie się za mnie, bo choć pracuję coraz szybciej, to mój motor jest coraz słabszy” – mówił Franciszek żartobliwie do członków Międzynarodowej Federacji Motocyklistów, którzy przyjechali w ubiegłą środę na audiencję generalną.Mimo że wkrótce, 17 grudnia, papież skończy 88 lat, to wcale nie zwalnia tempa. Ze zdrowiem bywało w ostatnich latach różnie, ale przecież „rządzi się głową”, jak odpowiadał tym, którzy dopytywali o jego ewentualną dymisję.

Najbliższe dni też zapowiadają się pracowicie. Gdy piszę te słowa, w sobotę, 7 grudnia, właśnie kończy się konsystorz, na którym Franciszek wręczył czerwone birety 21 nowym kardynałom. W uroczystość Niepokalanej, 8 grudnia, wizyta na Piazza di Spagna, gdzie jak co roku złoży wiązankę kwiatów pod 12-metrową kolumną z figurą Niepokalanej. Tydzień później – podróż do Ajaccio na Korsyce. Do tego audiencje prywatne (średnio 5-6 dziennie), audiencja generalna, spotkania ze współpracownikami z kurii, zatwierdzające decyzje poszczególnych dykasterii czy – jak w ubiegłym tygodniu – dwudniowe obrady rady kardynałów. A w perspektywie – otwarcie Drzwi Świętych (24 grudnia), inaugurujące Rok Jubileuszowy, na który już zaplanowano całą masę wydarzeń. No i jeszcze po drodze święta, w które też przecież papież nie odpoczywa.

Z wizytą u kardynałów

Wróćmy jednak do tego weekendu. Piękną tradycją, związaną z mianowaniem nowych kardynałów, są „wizyty grzecznościowe”, składane im przez lud, bezpośrednio po konsystorzu. Dla wielu osób to jedyna okazja, by wejść – oczywiście odczekawszy swoje w kolejce – przez słynną Spiżową Bramę do Pałacu Apostolskiego. Kardynałowie przyjmują gratulacje w dwóch miejscach: Auli Błogosławieństw, do której idzie się okazałymi Schodami Królewskimi, przez Sala Regia, sąsiadującą z Kaplicą Sykstyńską, oraz w długiej na blisko dwieście metrów Galerii Lapidariów, której podłogi i ściany wyłożone są tysiącami starożytnych, kamiennych inskrypcji, chrześcijańskich i pogańskich.

Od soboty kolegium kardynalskie liczy aż 253 hierarchów, najwięcej w historii Kościoła, w tym 140 elektorów, a więc tych, którzy nie przekroczyli wieku 80 lat i mają prawo wyboru nowego papieża. O jednym z nich, który postanowił nie przyjmować święceń biskupich – co do tej pory zdarzało się jedynie w przypadku emerytów, nie elektorów – niedawno pisałem. Podobnie jak o kulisach kardynalskich nominacji i kryteriach, jakimi papież się kieruje. Geografia kolegium kardynalskiego wiele mówi o Franciszkowej wizji Kościoła.

Większość kardynałów mieszka w swoich diecezjach, często w dalekich krajach i – wbrew obiegowym opiniom – nie ma watykańskiego obywatelstwa. Paszport z herbem Stolicy Apostolskiej ma ok. jedna czwarta kardynałów, głównie ci, którzy pracowali w kurii rzymskiej. W samym Watykanie mieszka ich ledwie kilkunastu.

Dziś opowiemy sobie o dwóch takich, którzy skupili w swych rękach sporą władzę.

Franciszkański desant

Pierwszym jest kard. Mauro Gambetti, archiprezbiter Bazyliki św. Piotra, dyrektor Fabryki św. Piotra, wikariusz generalny państwa watykańskiego, nadzorca posiadłości papieskich w Castel Gandolfo, prezes Fundacji „Fratelli Tutti”, sędzia sądu kasacyjnego, członek dwóch dykasterii i papieskiej komisji ds. państwa watykańskiego.

Był franciszkaninem konwentualnym, ale zanim wstąpił do zakonu (w 1992 r.), zdążył skończyć studia inżynierskie (budowa maszyn) i zaliczyć obowiązkową służbę wojskową. W 2013 r. został przełożonym najsłynniejszego franciszkańskiego klasztoru – Sacro Convento w Asyżu, gdzie trzykrotnie gościł papieża. To wtedy przekonał Franciszka, że pieniędzy na utrzymanie kościoła może brakować proboszczowi biednej parafii, ale nie kustoszowi znanej na cały świat bazyliki – trzeba tylko umieć dotrzeć do ludzi i zaproponować transparentne zasady sponsoringu. Po jednej z takich wizyt, w październiku 2020 r., papież niespodziewanie umieścił nazwisko Gambettiego na liście 13 nowych kardynałów.

Trzy miesiące później powierzył mu nadzór nad Bazyliką św. Piotra i jej przyległościami, z nadzieją, że nowy kardynał zaprowadzi tam porządek. Franciszek dopiero co ogłosił nowe przepisy o zamówieniach i przetargach, które miały ukrócić korupcję i kumoterstwo. Śledztwo watykańskiej żandarmerii pokazało, że Fabryka św. Piotra, odpowiadająca za wszystkie prace remontowe, konserwatorskie i porządkowe w bazylice, była najlepszym miejscem do robienia ciemnych interesów (o czym zresztą wszyscy wiedzieli). Nowy zarządca miał to zmienić.

Gambetti wziął się ostro do pracy, więc nie dziwi, że natychmiast został znienawidzony przez wiele osób, które w podejrzanych procederach brały udział lub na nie pozwalały. Zarzucano mu, że jest „człowiekiem znikąd”, który „nie zna watykańskich zwyczajów”, że jednych uprzywilejowanych zastąpił nowymi, tyle że spoza Watykanu.

Długo można by wyliczać pomysły, jakie w ciągu ostatnich czterech lat zrealizowano w bazylice i państwie watykańskim, głównie dzięki środkom pozyskanym przez Fundację Fratelli Tutti, do której Gambetti ściągnął wielu zewnętrznych ekspertów od zarządzania, marketingu i ochrony środowiska. Franciszek chętnie im przyklaskiwał, zwłaszcza gdy chodziło o „zrównoważony rozwój” Watykanu – przejście niemal w całości na „zieloną energię”, ograniczenie użycia plastiku, elektryczne samochody dla wszystkich państwowych służb, a ostatnio także dla papieża (nowe, całkowicie elektryczne papamobile).

Z najnowszych inicjatyw wymieńmy choćby uruchomienie „cyfrowej repliki” Bazyliki św. Piotra, wykonanej we współpracy z Microsoftem, umieszczenie kamer internetowych w świątyni i grotach watykańskich, stworzenie nowego miesięcznika dla pielgrzymów („Piazza San Pietro”), w którym papież Franciszek będzie odpowiadać na listy czytelników, czy budowę – w Castel Gandolfo – „Wioski Laudato si”, olbrzymiego gospodarstwa ekologicznego, które będzie prowadziło działalność gospodarczą, naukową i edukacyjną, dając zatrudnienie i szkolenie „osobom wykluczonym” – bezrobotnym, bezdomnym i imigrantom.

W Roku Jubileuszowym, którego Bazylika św. Piotra będzie miejscem centralnym, z pewnością o kard. Gambettim jeszcze nie raz usłyszymy.

Kardynalski pech

Drugim hierarchą, który w ostatnich latach mocno urósł w siłę, jest Irlandczyk kard. Kevin Farrel, którego Franciszek zrobił prefektem Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, kamerlingiem Świętego Kościoła Rzymskiego (czyli nadzorcą wszystkich materialnych dóbr Stolicy Apostolskiej po śmierci papieża), przewodniczącym Papieskiej Komisji ds. Poufnych, szefem Papieskiego Komitetu ds. Inwestycji oraz – od dwóch tygodni – wyłącznym administratorem funduszu emerytalnego, odpowiedzialnym za przeprowadzenie w nim koniecznych reform.

O tym, że watykańskie finanse są w fatalnym stanie, wiadomo od dawna. Ale szczególnie kiepsko stoi fundusz, z którego wypłacane są świadczenia byłym pracownikom Stolicy Apostolskiej i państwa (w tym także emerytury kardynalskie). W opublikowanym 19 listopada liście do szefów dykasterii papież przyznaje, że „w średnim terminie” zabraknie środków na ich wypłatę.

Kard. Farrel ma zaradzić katastrofie, wypada więc i o nim powiedzieć kilka słów. Zanim trafił do Watykanu, też był zakonnikiem, ale w zgromadzeniu Legionistów Chrystusa, z którego przeniósł się do diecezji waszyngtońskiej, wówczas pod rządami kard. Theodore’a McCarricka, gdzie został wikariuszem generalnym. W 2007 r. Benedykt XVI mianował go biskupem Dallas, dziewięć lat później Franciszek zrobił go kardynałem.

Dwa fakty z życia kard. Farrela z pewnością nie uszły Państwa uwagi: kilkunastoletni pobyt w zakonie założonym i kierowanym przez Marciala Maciela Degollado, największego seksualnego drapieżcę w najnowszej historii Kościoła, oraz również kilkunastoletni okres współpracy z Theodore’em McCarrickiem, ekskardynałem, usuniętym z kapłaństwa w 2019 r. za wykorzystywanie seksualne kleryków, księży i osób nieletnich.

Musiał mieć kard. Farrel wyjątkowego pecha, skoro dwukrotnie trafił w takie środowisko. I wyjątkowy brak orientacji, bo do dziś zapewnia, że o przestępstwach swoich mentorów do samego końca nic nie wiedział (nawet gdy wszyscy wkoło już o nich mówili). Dziwić jedynie może, że człowieka tak oderwanego od rzeczywistości papież czyni odpowiedzialnym za watykańskie sprawy finansowe i poufne (choć może to właśnie dziwić nie powinno?).

Tak czy inaczej, kard. Farrel stoi przed wielką szansą. Jeśli uda mu się uratować watykańskie emerytury, będzie miał – oprócz władzy, jaką już posiada – także szacunek i wdzięczność. A gdy dodamy do tego wiedzę o „sprawach poufnych”, to może stać się głównym rozgrywającym na ewentualnym konklawe.

Skromny jak papieski pogrzeb

Na razie nic jednak nie wskazuje, by w najbliższym czasie miało dojść do wyboru papieża. Franciszek układa plany na kolejny rok pontyfikatu (m.in. pielgrzymka do Turcji na jubileusz 1700-lecia pierwszego soboru ekumenicznego w Nicei) i najwyraźniej nie myśli o rezygnacji z urzędu. Jak już wspomniałem, elektorów jest 140, choć przepisy o wyborze papieża mówią, że powinno ich być maksymalnie 120. Papież może oczywiście prawo zmienić, może się też nim nie przejmować. No i może nie abdykować ani nie umierać do czerwca 2026 r., bo dopiero wtedy liczba elektorów spadnie do przepisowej (o ile nie będzie kolejnych nominacji albo o ile nikt z kardynałów przed tą datą nie umrze).

Franciszek zapewniał jakiś czas temu, że przepisów o konklawe modyfikować nie zamierza. Zmienił natomiast te dotyczące papieskiego pogrzebu. Zrobił to już w kwietniu, ale dopiero pod koniec listopada ukazało się nowe wydanie liturgicznych obrzędów (Ordo Exsequiarum Romani Pontificis) obejmujące te zmiany. I tak: urzędowe stwierdzenie zgonu papieża odbywać się ma nie w papieskim apartamencie, ale w kaplicy – będzie więc faktem oddzielonym, także czasowo, od aktu medycznego. Ciało zmarłego ma być od razu umieszczone w otwartej trumnie, w dodatku zwykłej i pojedynczej (do tej pory były trzy: cyprysowa, ołowiana i dębowa). Same obrzędy pogrzebowe zostały uproszczone i przypominają bardziej pochówek biskupa niż monarchy. W pewnym sensie zostały już nawet raz zastosowane – w czasie pogrzebu Benedykta XVI, uroczystości wyjątkowo skromnej, co Franciszkowi do dziś się wypomina (choć, jak wiadomo, było to zgodne z ostatnią wolą papieża emeryta). Nowe obrzędy przewidują też, że papieski pogrzeb może odbywać się poza Watykanem, co z kolei odnosi się do życzenia Franciszka, by go pochować w podziemiach bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie.

Watykan, co powtarzam przy każdej okazji, ma procedury na wszystko. Miejmy nadzieję, że z tych najnowszych prędko nie skorzysta. Motor papieża może i słabnie, ale jednak wciąż działa.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”