Witold Lutosławski

Witolda Lutosławskiego wszyscy szanują. Czy ktoś jego muzykę kocha? Wielokrotnie zadawałam sobie to pytanie i dochodziłam do wniosku, że sama mam z tym pewne problemy. I oto eureka: po prawie dwudziestu latach obcowania z tą twórczością znalazłam nagrania, które... słyszałam już wcześniej, wielokrotnie. Po prostu po raz pierwszy je usłyszałam.
Czyta się kilka minut
 /
/

W drugiej połowie lat 70. EMI przy współpracy z Polskim Radiem nagrało sześć kompozycji Lutosławskiego. Sesje odbywały się w studiach radiowych w Krakowie i Katowicach, wzięły w niej udział radiowe zespoły: chór i orkiestra z Krakowa, orkiestra z Katowic. Całość prowadził kompozytor. Te właśnie nagrania wznowiono. W czym tkwi tajemnica ich wyjątkowości? Czas i ludzie - oto odpowiedź.

Czas: bo wtedy, w 1976 r., wszystko nagrywano jeszcze analogowo. Ta technika tchnie w muzykę życie, zachowuje przestrzeń, nie przekłamuje, nie zniekształca, jest w stanie zadowolić nawet audiofilskie uszy, sprawdza się zwłaszcza w muzyce kameralnej.

Ludzie: przede wszystkim sam Lutosławski. W wywiadach wielokrotnie mówił o ekspresji, lecz wykonania jego utworów czarują raczej kunsztem, rzetelnością i doskonałością warsztatu. Emocją, napięciem, teatralnym wręcz dramatyzmem najpełniej nasycał swą muzykę sam. To właśnie pod jego batutą “Postludium I" jest jak najbardziej dramatyczna scena z teatru Szekspira, “Paroles tissées" (z solistą Louisem Devosem - tenor) jak skropiony cytryną szept współczesnego Petrarki, a “Preludia i fuga" odnoszą do pitagorejskiej optyki Josquina de Pres (który w epoce humanizmu w sobie tylko wiadomy sposób potrafił przekuwać muzyczny kunszt i racjonalność w medytację i skupienie).

Jest na tym albumie również uwieczniony słowiczy śpiew niedoścignionej interpretatorki modernistycznych koloratur, Haliny Łukomskiej (“5 Pieśni do słów Iłłakowiczówny"), jest scena dramatyczna bez teatru z solistą - muzycznym aktorem Romanem Jabłońskim (“Koncert wiolonczelowy"), a także wokalna przestrzenność w muzyce nowej, którą naprawdę słychać (“Trois počmes d’Henri Michaux").

Jeżeli mają Państwo problemy z pokochaniem muzyki Lutosławskiego, polecam ten album. Sceptyków czeka miłe rozczarowanie. A może nawet coś znacznie więcej!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2004