Witajcie na Wall Street

Najpierw była tawerna. Dzisiaj gmach giełdy otoczony zewsząd barierkami, szlabanami i betonowymi zaporami przypomina warownię.
Czyta się kilka minut

Ulica zamknięta dziś dla samochodów wybrukowana jest kostką z szarego kamienia. Turyści, którzy przychodzą tu robić zdjęcia, najczęściej nie zauważają kawałków drewna pośrodku jezdni. Wciśnięte w nawierzchnię fragmenty belek - poszarzałe, pełne bruzd przypominających zmarszczki na twarzy starca - wyglądają prawie jak kamienie. To pamiątka po obronnym murze wzniesionym w 1652 r., na polecenie ówczesnego gubernatora Nowych Niderlandów, Petera Stuyvesanta. Holandia właśnie wdała się w wojnę z Anglią.

Chodziło o wpływy na morzu i nikt nie miał wątpliwości, że Nowy Amsterdam - ogromny, leżący na skrzyżowaniu najważniejszych szlaków handlowych port - wcześniej czy później stanie się obiektem ataków.

Ściana

Niewielka osada w dolnym skrawku Manhattanu od południa, wschodu i zachodu otoczona była wodą. Mur, który Stuyvesant polecił wznieść na jej północnym krańcu, przebiegał w poprzek wyspy, od rzeki Hudson do East River. Dziś zajmowałby prawie milę - południowy Manhattan kilkakrotnie "poszerzano" zasypując brzegi obu rzek skałami i ziemią z miejsc, w których kopano fundamenty pod coraz to wyższe wieżowce (przy okazji budowy fundamentów World Trade Center stworzono wręcz w ten sposób nową dzielnicę, Battery Park). Ale na początku wyspa była w tym miejscu wąska i ówczesny mur miał niespełna kilometr długości.

Zbudowany z drewnianych, zaostrzonych na czubkach 18-calowych pali (raczej płot, a nie mur), wznosił się na wysokość 4 metrów. Czy to wystarczyłoby, by zniechęcić potencjalnych napastników?

Mieszkańcy Nowego Amsterdamu nigdy nie mieli okazji się przekonać. Anglicy, którzy rzeczywiście postanowili zawojować miasto, przybyli w 1664 r. od strony morza. Zanim padł pierwszy strzał, grupa 93 najznamienitszych mieszczan - był wśród nich także syn Stuyvesanta - wystosowała do gubernatora petycję: powinien wziąć pod uwagę, jak wielkich zniszczeń mogą dokonać w mieście uzbrojeni po zęby agresorzy i jakie pociągnie to za sobą straty. Kupcom i rzemieślnikom stawianie oporu wydawało się bezsensowne.

Doceniając ów pragmatyzm, nowy gubernator Richard Nicolls dołożył wszelkich starań, by przejęcie miasta przez Anglików było bezbolesne, niemal niezauważalne. W mocy pozostały wszystkie dotychczasowe przepisy celne; do portu, jak dotąd, swobodnie wpływać mogły holenderskie statki, przywożąc i wywożąc dowolne towary; transakcji nadal wolno było dokonywać w języku holenderskim; dotychczasowi urzędnicy pozostawali na stanowiskach. Tym, którym mimo tych udogodnień nie w smak były angielskie porządki, zaoferowano darmowy rejs na Stary Kontynent.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2011