Reklama

„Wieloletni sędzia” też chce do SN

„Wieloletni sędzia” też chce do SN

03.08.2018
Czyta się kilka minut
Do Sądu Najwyższego kandyduje ekspert prorządowych mediów, który sam zrezygnował z zawodu sędziego. Chce orzekać w stworzonej przez PiS Izbie Dyscyplinarnej.
Radca prawny Adam Tomczyński w programie „Wolne głosy”, Telewizja Republika, 15 marca 2017 r. / youtube.com
P

Pod naciskiem opinii publicznej Krajowa Rada Sądownictwa opublikowała w czwartek listę kandydatów do „zreformowanego” Sądu Najwyższego. Na liście znajduje się radca prawny Adam Tomczyński, o którym pisałam w „TP” 14/2017. Podobnie jak „sędzia dubler” Trybunału Konstytucyjnego Mariusz Muszyński czy współpracownik Antoniego Macierewicza prokurator Waldemar Puławski, stara się on o posadę w nowo utworzonej Izbie Dyscyplinarnej, gdzie zarobki będą o 40 proc. wyższe niż w innych izbach. Jak obliczył Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia sędziów „Iustitia”, miesięczna pensja w Izbie Dyscyplinarnej sięgać będzie 16 tys. zł netto.


Czytaj więcej: Kalina Błażejowska - Mecenas po przejściach 


Mecenas Adam Tomczyński jest apologetą rządów PiS, a w szczególności zmian w wymiarze sprawiedliwości. Regularnie chwali je w prorządowych mediach: TVP, Polskim Radiu, TV Republika, portalach Niezalezna.pl i wPolityce. pl. Dla tego ostatniego skomentował właśnie decyzję Sądu Najwyższego o skierowaniu pytania prejudycjalnego do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i zawieszeniu przepisów ustawy przenoszącej sędziów po 65. roku życia w stan spoczynku. Uchwałę SN nazwał „ewidentnym i niemającym żadnych podstaw prawnych negowaniem obowiązującego porządku prawnego”. Przy okazji doradził rządowi: „Może należy przyspieszyć nabór nowych kandydatów do SN i ponownie rozpoznać tę sprawę, by uchylić to dzisiejsze orzeczenie. Sąd Najwyższy powinien zając się tym, czym powinien, czyli odpowiedzią na pytanie prawne, a nie swoimi wyimaginowanymi wątpliwościami na temat tego, kto i w jakim składzie ma w tej sprawie oceniać. Może należałoby przeprowadzić kolejną nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym w tym kierunku, w którym szedł projekt ministra sprawiedliwości”.

„Wieloletni sędzia” – tak najczęściej podpisują Tomczyńskiego prorządowe media. Ale sędzią od lat nie jest: sam usunął się z zawodu. Wcześniej był najbliższym współpracownikiem Dariusza Czajki, z którym orzekał w Wydziale Gospodarczym warszawskiego Sądu Rejonowego. Razem decydowali m.in. o będących przedmiotem dziennikarskich śledztw i poselskich interpelacji upadłościach gospodarstwa Eko-Mysiadło i Spółki CLiF (ten ostatni wyrok został unieważniony przez Sąd Najwyższy). Przeciwko Czajce prowadzono postępowanie dyscyplinarne: udowodniono mu, że „przy orzekaniu dopuszczał się kumoterstwa, tworząc sieć powiązań biznesowych”. Rzecznik dyscyplinarny, minister sprawiedliwości oraz KRS domagali się usunięcia Czajki z zawodu – ale zanim w tej sprawie wypowiedział się Sąd Najwyższy, Czajka sam złożył rezygnację. Kilka dni później, 13 stycznia 2005 r., to samo zrobił Adam Tomczyński – choć wobec niego postępowanie dyscyplinarne się nie toczyło.

Pisząc wspomniany artykuł, próbowałam się dowiedzieć (w biurze prasowym Sądu Rejonowego i od samego Tomczyńskiego), jaki był powód jego decyzji, ale nie dostałam odpowiedzi. Do mojego tekstu Tomczyński odniósł się na Twitterze: twierdził m.in., że pracę zmienił z powodów ekonomicznych, bo z pensji sędziego trudno było utrzymać rodzinę. Później otworzył własną kancelarię, wykładał w założonej przez Czajkę Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji i prowadził szkolenia w Zrzeszeniu Prawników Polskich, kiedy Czajka był prezesem tej organizacji.

Tomczyński pełnił także funkcję szefa Komisji Ligi Ekstraklasy. To on w 2009 r. nałożył na Lechię Gdańsk grzywnę za wywieszenie podczas meczu transparentu z napisem „17.09.1939 – czwarty rozbiór Polski”. Nie spodobało się to Jarosławowi Kaczyńskiemu, który tak komentował sprawę na konferencji prasowej: „To rzecz zupełnie niesłychana. Tworzona jest atmosfera, w której to specyficzne środowisko, które nigdy nie przeszło koniecznego procesu oczyszczenia po roku 1989, może sobie pozwolić na tego rodzaju rzeczy”. Znamienny paradoks: człowiek, który kiedyś był dla prezesa PiS przykładem na brak dekomunizacji wymiaru sprawiedliwości, dziś nie tylko mówi w mediach o potrzebie owej dekomunizacji, ale stara się o posadę w kluczowej dla idei Kaczyńskiego Izbie Sądu Najwyższego.

Żeby objąć to stanowisko, trzeba cechować się „nieskazitelnym charakterem”. O charakterze Adama Tomczyńskiego wiele mówi jego aktywność w mediach społecznościowych. Na Twitterze nie tylko nadskakuje władzy i krytykuje opozycję, ale też w niewybrednych słowach komentuje kryzys migracyjny (uchodźców nazywa „pajacami”, a łodzie u wybrzeży Hiszpanii określa jako „ZAJOB”), kopiuje seksistowskie zdjęcia i dowcipy. Ostatnio taki: „Dwóch facetów wpada na siebie w centrum handlowym: – Szukam tu mojej żony. – Ach tak? Ja też szukam swojej żony. A jak Pańska wygląda? – Wysoka, piękne włosy, doskonałe nogi, jędrne pośladki, duży biust. Była w spódniczce mini i bluzce z dekoltem. A Pana? – Nieważne! Szukajmy Pańskiej!”. Kilka dni temu podał do swoich obserwujących zdjęcie żołnierza stojącego pod kinem z szyldem „The best porn in NYC” („Najlepsze porno w Nowym Jorku”), dodając od siebie: „może ktoś by ze mną się przeszedł...? Paniom funduję bilet...”.

@artomczynski / twitter.com

Nie wiadomo, czy Tomczyński będzie orzekać w Sądzie Najwyższym. Na razie mecenas przyjmuje na Twitterze życzenia sukcesu i tłumaczy (pisownia oryginalna): „nie powiem, że na SN mi w ogóle nie zależy, ale liczą się przede wszystkim prestiż i - w większym stopniu-  na SŁUŻBĘ dla Polski. No ,ale jakśs lemingi tego nie rozumieją”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

To jest Polska właśnie. Ponad 200 osób chętnych jest do objęcia stanowiska w SN najwyższym. Najchętniej w Izbie Dyscyplinarnej. Pomimo wszelkich manipulacji i machlojek PiS-u związanych z tym ostatnim przyczółkiem demokracji. skąd wzięło się tych 200 osób? Pomijam takie kurioza jak sędzia M. z TK z przeszłością agenturalną (Niemcy wywalili go z ambasady obsadzonej przez W@olfganga, widać jego już nie potrafili znieść). Prokuratorzy, Radcy Prawni, sędziowie - co z tymi ludźmi się dzieje? Kasa tylko? A może chęć dowalenia komuś?

to przecież jedynie w obecnej propagandzie pisowskiej Polska jest krajem wyłącznie szlachetnych idealistów, a kto twierdzi inaczej oskarżany jest o zdradę narodową i zasługuje na co najmniej karę więzienia - nie, proszę Państwa - byliśmy i jesteśmy jak wszystkie nacje, także wśród nas nietrudno znaleźć męty i szubrawców, liczba którą Pan przytacza jest dobrym tego wskaźnikiem

Przede wszystkim, to Polska od lat jest krajem w którym służby mieszają. Raz bardziej, raz mniej jawnie. Jak one bratają się z drugą siłą, kościołem? Faktycznie, władca z Torunia ma w swym życiorysie dziwne momenty. Inni arcydosadni nie dają sobie w CV popatrzeć. Obecnie służby, już jawnie delegują swoich, na najwyższe stanowiska. To ci o których wiemy, a ilu jest uśpionych?

Pan na zdjęciu wygląda na cokolwiek niezrównoważonego. Dowcip o poszukiwaniach żon sprzedam moim hydraulikom.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]