Wiek to nie data ważności

EWA WOYDYŁŁO: W Polsce jest ponad 6 mln osób po 60. roku życia. Za parę lat okaże się, że zabraknie młodych, którzy gotowi będą podać przysłowiową szklankę wody.

Reklama

Wiek to nie data ważności

Wiek to nie data ważności

07.05.2018
Czyta się kilka minut
EWA WOYDYŁŁO: W Polsce jest ponad 6 mln osób po 60. roku życia. Za parę lat okaże się, że zabraknie młodych, którzy gotowi będą podać przysłowiową szklankę wody.
Ewa Woydyłło, Warszawa, kwiecień 2018 r. MACIEJ ZIENKIEWICZ DLA „TP”
B

BŁAŻEJ STRZELCZYK: Proszę wybaczyć, ale muszę o to spytać. Zawsze interesował mnie kolczyk w Pani nosie.

EWA WOYDYŁŁO: I o co chce pan spytać?

O historię Pani kolczyka.

To jest prezent od mojego świętej pamięci męża.

Profesor Osiatyński kupił Pani kolczyk?

Był to prezent na moje 40. lub 45. urodziny. Byliśmy w Stanach Zjednoczonych. W Polsce kolczyki w nosie były wtedy jeszcze rzadkością. Mnie się zawsze podobały, widziałam je na przykład często u już niemłodych Niemek, które jeszcze czasem miały tatuaże na ramionach.

Ma Pani tatuaż?

Nie, akurat tatuażu nie mam.

Jeszcze czas?

Skóra do tatuażu musi być chyba jędrniejsza. Na tatuaż już chyba dla mnie za późno.

I co z tym kolczykiem?

Wybraliśmy się na urodzinowy spacer po Soho w Nowym Jorku. Wiktor poszedł trochę szybciej, stanął przy drzwiach do salonu w bocznej uliczce niedaleko Broadwayu, otworzył je uroczyście i puścił mnie przodem. Tam już na nas czekano, bo mąż zadzwonił wcześniej i powiedział im, co planuje. Było tam szalenie miło, zabieg był bezbolesny, obsługa zaśpiewała mi jeszcze „Happy Birthday” i w ten sposób dostałam od męża ten kolczyk, który noszę do dziś.

Wypada Pani mieć kolczyk w nosie?

Bo nie jestem młodą lalą, to mi nie wypada? To chce pan powiedzieć?

Nie chciałem Pani urazić, absolutnie.

Proszę pana, nie wypada robić wielu rzeczy. Na przykład kłamać, komukolwiek szkodzić, zachowywać się niegodnie lub nieestetycznie. Uważam nawet, że nie wypada przechwalać się swoją wiarą, bo nie świadczy ona przecież o wartości człowieka. W ogóle, muszę powiedzieć, dla mnie ma znaczenie jedynie to, jak człowiek postępuje.

A co wypada?

Pielęgnować piękno i dobro. Mój kolczyk w moim pięknym nosie jest dla mnie piękny.

A starość jest piękna?

Czasem zastanawiam się nad śpiewanym przez nas, Polaków, życzeniem „sto lat”. Bo jeśli życzymy sobie „sto lat”, to za wszelką cenę chcemy dodatkowych lat na koniec życia, a nie na początek. No i mamy za swoje. Z czym kojarzy się panu starość?

Z niedołężnością, samotnością, chorobą.

Grozę budzi jeszcze kilka innych słów. Bo czy alzheimer, parkinson i demencja brzmią miło i sympatycznie?

Bardzo źle brzmią.

Życzymy sobie zatem „sto lat”, ale zapominamy często, z czym wiążą się te najpóźniejsze lata życia.

A Pani z czym się kojarzy starość?

Akurat z wolnością. Całe życie, zwłaszcza życie kobiety związane jest z obowiązkami. Rodzina jest wymagająca. Ale gdy żyje się odpowiednio długo, w końcu nadchodzi ten czas, gdy obowiązków jest coraz mniej i jednocześnie coraz więcej czasu na życie.

Pani jest stara?

Słucham?

Czy Pani jest stara?

Nie lubię tego słowa, bo ono jest brzydkie. Brzydko brzmi, proszę posłuchać: „stare buty, stary sweter, stary ser”… Jak nieapetycznie, prawda?

Starość jest określeniem pewnej kondycji i stanu ducha. Kondycji marnej, zniszczonej, zużytej; i ducha też marnego, słabego, chorego. A to wcale nie idzie w parze z zaawansowanym wiekiem. Znamy przecież 20-latków o marnym duchu i równie marnej kondycji. I odwrotnie, są wiekowe osoby o duchu pełnym mocy i biegające w maratonach. Nie używam tego słowa przede wszystkim dlatego, że kojarzy się ono z niesprawnością – a ja jestem sprawna.


CZYTAJ TAKŻE:

STAROŚĆ GORSZEGO SORTU: Nie wtargną do Sejmu, nie zrobią demonstracji, nie pojawią się w telewizji. Nie posłużą nawet za znak ostrzegawczy starzejącego się społeczeństwa. Niesamodzielni seniorzy: zamknięci wraz z opiekunami w ścianach swoich domów.


Zastępuje Pani to słowo?

Mówię po prostu, że mam 78 lat. Będę miała 79 – i słyszę: „ale świetnie wyglądasz”. Wiek to nie jest data ważności ani przydatności do spożycia. Bo czy pan, nosząc okulary, mówi od razu, że ma „chore oczy”? Kiedy Jane Fonda skończyła 50 lat, urządziła ogromne przyjęcie. Wszyscy goście dostawali przy wejściu koszulkę i musieli wpisać na niej swój wiek. A Fonda przez całe przyjęcie nosiła koszulkę z liczbą „50” i napisem poniżej, mniejszymi literami: „Tak wygląda pięćdziesiątka”. Wiek jest faktem metrykalnym, który nie jest miarą wartości ani „jakości” człowieka.

Kiedy zaczyna się starość?

Zaraz po urodzeniu. Wtedy wstępujemy na drogę przybliżającą nas stopniowo do kresu.

Niezbyt optymistyczne.

Przeciwnie, może to być wizja całkiem optymistyczna. Bliska jest mi teoria Erika Eriksona, który zakwestionował hipotezę, jakoby w życiu człowieka najważniejsze były jedynie trzy pierwsze lata. Erikson wprowadził do psychologii pojęcie „rozwój”, przedstawiając kolejne fazy życia człowieka w kategoriach etapów rozwojowych obejmujących intelekt, moralność i umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami uwarunkowanymi m.in. przez biologię. Fascynująca wiedza. Pomaga nauczyć się, jak kierować swoim życiem w zgodzie ze sobą, światem i naturą. Pomijając skrajne przypadki chorobowe – można nauczyć się przeżywać bez paniki również późne lata życia. Życie to nieustanny rozwój.

Co to znaczy rozwijać się?

To znaczy uczyć się. Pokonać swój opór do nauki, lenistwo, pychę, bierność, bezkrytyczne naśladowanie niemądrych lub niedobrych wzorów. Uczenie się jednym przychodzi łatwiej, innym trudniej. Zresztą jest nieskończenie wiele rzeczy, których można nie mieć ochoty ani ambicji się uczyć. Mnie na przykład nudzi gotowanie, ale za to stale trenuję sport i czytam książki w pięciu językach. Czyż to nie fantastyczne, że można sobie wybierać, w jakim kierunku ktoś chce się rozwijać? A Erikson powiada w dodatku, że można to przez całe życie sobie zmieniać i nigdy nie przestawać odkrywać nowych pasji.

Można nauczyć się starości?

Tylko przez akceptację. Życie jest ulicą jednokierunkową. Nie da się zawrócić i przeżyć życia jeszcze raz. Trzeba pogodzić się i zaakceptować, że się zestarzejemy.

Pani już to zaakceptowała?

Oczywiście.

A był taki moment w Pani życiu, że nie akceptowała Pani starości?

Wiedziałam od dziecka, że taki jest porządek świata.

Rzadko rozmawiamy o starości.

Tak, chociaż paradoksalnie jesteśmy jej nieustannie ciekawi. Już przecież kilkuletnie dzieci zastanawiają się, pytając: „mamo, a czy ty umrzesz?”.

O, przyłapałem Panią!

Na czym?

Mamy mówić o starości, a Pani starość skojarzyła od razu ze śmiercią.

To logiczne. Starość oznacza coraz bliższą śmierć.

I Pani się nie boi?

Czego?

No, starości.

To byłby dobry temat na zupełnie inną rozmowę – o lęku. Istotnie, można żyć w strachu i można żyć bez niego. Nie ma niczego pośrodku. Sama nad tym pracuję i pomagam innym wyzbyć się strachu. Życie bez lęku jest nie tylko przyjemniejsze, ale bardziej produktywne. Strach napawa pesymizmem, odbiera energię, entuzjazm, ufność, wiarę w siebie i zabija kreatywność. Jałowe życie, życie w strachu.

Ale chyba nie jest łatwo być starym?

Kiedyś w Niemczech zrobiono eksperyment. Studentów przebrano w uniformy przypominające skafandry kosmonautów. Ogromny hełm z zamgloną szybką na oczy. Ołowiane buty. Na dłoniach wielkie niezgrabne rękawice. Hełm był tak skonstruowany, że usta były całkowicie zasłonięte, podobnie jak otwory na uszy. Trzeba się było wysilić, żeby wyraźnie coś usłyszeć i cokolwiek powiedzieć. Studenci wyglądali w tym wszystkim jak ciężkie, nienaoliwione i nieporadne maszyny. W takim stroju zostali doprowadzeni do sklepu. Każdy miał listę zakupów – ich zadaniem było wybranie produktów z listy, włożenie ich do koszyka, dotarcie z tym wszystkim do kasy, wyłożenie zakupów na taśmę i zapłacenie. Lepszą kwintesencję starości trudno sobie wyobrazić.

Jaki był efekt?

Studenci mieli napisać eseje. Efekt był oszałamiający, bo ci młodzi ludzie poczuli na własnej skórze, co może oznaczać starość. Co to znaczy mieć nieporadne ciało. Co to znaczy nie słyszeć albo jak trudno jest starymi dłońmi zapłacić za zakupy w sklepie. „Już nigdy nie będę się awanturowała, gdy przede mną w sklepie zakupy robi starsza osoba”.

Wszystkich nas to czeka?

No, fakt, nie jesteśmy nieśmiertelni. Ale starość starości nierówna. O ciało można dbać, chociaż stuprocentowej kontroli nad nim nie mamy. Ono potrafi płatać różne figle. Przed starzeniem się ciała nikt się nie obroni. Proszę wstawić kwiaty do wazonu i zobaczyć, co się z nimi stanie po dwóch tygodniach. Wszystko, co żyje, w końcu więdnie. Ale starsi ludzie mają kłopot nie tylko z ciałem. Ci, którzy żyją najdłużej, mogą w końcu stracić wszystkich bliskich, wszystkich przyjaciół ze swojej młodości. Można przeżywać smutek kolejnych pożegnań, odczuwać brak i tęsknotę, ale przecież nie można czuć się zaskoczonym albo uważać, że to niesprawiedliwe. Późny wiek nie musi być wyłącznie źródłem cierpienia. Trzeba tylko zawczasu zadbać o to, by życie nie przestało być nadal ciekawe i nawet bardzo przyjemne.

Jak?

Pielęgnować przyjaźń! Nad ciałem mamy niewielką władzę. Ono łatwo się psuje i może odmówić nam posłuszeństwa. A zadbana przyjaźń – może nas uratować. Uratować także wtedy, kiedy ciało nam się zepsuje. Nastąpi moment w życiu, w którym zauważymy, że bliscy odchodzą. Umrze matka, może umrzeć żona czy mąż, wielu przyjaciół. Taka wiekowa osoba może wtedy zaprzyjaźnić się z trzydziestoparoletnią sąsiadką. Proponuję zatem dwa priorytety: pierwszy to ile codziennie przebiega pan kilometrów, żeby pomóc ciału za szybko nie zwiędnąć, a drugi, ważniejszy, to ile czasu pan spędza na rozmowach i przebywaniu z życzliwymi ludźmi.

Wykłada Pani na Uniwersytecie Trzeciego Wieku.

I spotykam tam niemal wyłącznie kobiety. Zresztą wystarczy przejść się do teatru – 70 proc. kobiet. Podobnie w kościele. Na UTW zdarza się, że na setkę słuchaczy zdarza się jeden, może dwóch panów.

Dlaczego tak jest?

Kobiety lubią się uczyć. Mają trudniejsze życie – więc muszą być aktywniejsze. Od początku mają na swoich ramionach więcej zobowiązań i często także pod koniec życia nie zwalniają tempa. W późnym wieku mają więcej znajomych, więc gdy któraś chodzi na spotkania, to zaraz przyłączają się kolejne. Są bardziej wyrobione społecznie. Ale to bierze się z tego, że kobiety w ogóle poświęcają więcej czasu innym ludziom.

Gorzej być mężczyzną na starość?

Gorzej być mężczyzną. Kropka. Mężczyzna ma bardzo niefortunny rodzaj egzystencji. Rozerwany gdzieś między wolnością i odpowiedzialnością. Różnica między kobietami i mężczyznami polega na tym, że panie są odpowiedzialne, ale nie są wolne, natomiast panowie są wolni i nieodpowiedzialni. Weźmy choćby masowe niepłacenie alimentów na dzieci.

Inny przykład?

Gdy pierwsze dziecko w polskiej rodzinie rodzi się niepełnosprawne, to tylko kilka czy kilkanaście procent ojców w niej zostaje. To jeden z największych polskich powodów do wstydu. Plasuje nas wśród najbardziej niecywilizowanych i bezdusznych narodów. Kobiety ponoszą największe ciężary w rodzinach, więc są bardziej zaradne i energiczne, aż do późnego wieku.

Czego potrzebują starzy ludzie?

U nas głównie pieniędzy. Seniorzy należą do najuboższych grup społecznych. Polska w statystykach ONZ znajduje się na szarym końcu pod względem opieki nad osobami starszymi. Jestem przerażona obniżeniem u nas wieku emerytalnego. Nie mówię teraz o fatalnych prognozach ekonomicznych, ale o tym, że gdy traci się pracę, zaczyna się samotność i poczucie, że jest się niepotrzebnym. Skutki nie tylko materialne, ale również psychologiczne doprowadzają do gwałtownego pogorszenia jakości życia. Czyste nieszczęście.

W jaki sposób można temu zaradzić?

Kiedyś w jednej ze szkół w Lublinie dyrekcja wpadła na pomysł, żeby emerytowane nauczycielki wróciły do szkoły na zasadzie, nazwijmy to, mentorów, którzy prowadzą zajęcia pozalekcyjne albo pomagają podczas szkolnych wycieczek, akademii itd. Pomysł świetny – z jednej bowiem strony aktywizuje się osoby starsze, z drugiej – tworzy się w szkole przestrzeń międzypokoleniową. To korzyść dla wszystkich.

Udało się?

Niestety, urzędnicy oświatowi nie wyrazili zgody na realizację tego projektu – tłumaczyli, że nie ma na to pieniędzy, a poza tym jest cały szereg przepisów, których nie dało się ominąć.

Kłopoty ze starością to zmartwienie systemów, polityków, rządów?

Także, ale przede wszystkim jest to problem naszego wychowania. Bo tak naprawdę nic nie zastąpi obecności najbliższych. Nawet najlepsza pielęgniarka w Domu Pomocy Społecznej nie będzie lekarstwem na tęsknotę za własnymi dziećmi, a darmowy bilet do kina nie ukoi goryczy wynikającej z braku widoku wnuków. Polska należy do krajów szybko starzejących się. Jest już u nas ponad 6 mln osób po 60. roku życia i za parę lat okaże się, że zwyczajnie zabraknie młodych, którzy gotowi będą podać przysłowiową szklankę wody.

„Nie zapomnij mnie”.

Ale i tu potrzebna jest mądrość. Chodzi o to, że nie można wszystkiego robić za tych, którzy są starzy. Poczucie godności człowieka tkwi w samostanowieniu. Paradoks polega na tym, że kiedy zaczynamy żyć, potrzebujemy opieki i zainteresowania. Kiedy się starzejemy – również potrzebujemy bliskich, którzy będą nam towarzyszyć. I właśnie o towarzyszenie chodzi, a nie o wyręczanie.

Dodam, że seniorzy są trochę sami sobie winni, że ich własna rodzina się do nich nie garnie. Wielu starszym osobom często brakuje samokrytycyzmu. Nie przyjmują uwag i próśb, na przykład żeby wnuków nie karmić słodyczami albo nie straszyć Babą Jagą. Nie rozmawiają, tylko pouczają, usiłują narzucać młodym swoje zdanie, nieustannie narzekają, nie mają za grosz poczucia humoru, są nudni i niczym się nie interesują, w kółko powtarzają to samo i wiecznie wszystkich krytykują. O tych sprawach między innymi rozmawiamy podczas spotkań w Uniwersytetach Trzeciego Wieku. I to mnie napawa optymizmem. ©℗

EWA WOYDYŁŁO (ur. 1939) jest doktorem psychologii i terapeutką uzależnień. Studiowała m.in. w Los Angeles na Antioch University. Autorka licznych książek dotyczących psychologii. Laureatka przyznawanego przez „Tygodnik” Medalu św. Jerzego.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Już się obawiałem, iż za los ludzi starych wg Sz. Redakcji odpowiada "państwo PiS". A mówiąc poważnie,zupełnie nie jesteśmy na starość przygotowani. Demokracja liberalna hołubi młodość i sprawność. Ludzie starzy ukrywają swoje niedołęstwo, udając wprost młodość. Żeby nie wypaść z konkurencji i oczekiwań społecznych. Wszystko ma być piękne, a jeśli nie jest to chociaż ma udawać, że takie jest. Słabość, zły nastrój, zmęczenie, nie daj boże brzydota - fuj! Życie ma być takie jak w reklamach: piękne, młode, sprawne i... bogate!!!

„Jałowe życie, życie w strachu” To jest chyba najwłaściwsza definicja starości. To wszystko czym się Pani z nami dzieli, świadczy o tym, że starość jest jeszcze przed Panią. Nie wiem czy ilość lat czyni nas kompetentnymi w sprawach starości. Tutaj powinny wypowiadać się osoby opiekujące się starymi ludźmi. Problemy z ciałem chyba jeszcze nie czynią człowieka starym i owszem niedołężnienie jest problemem, ale tak długo jak potrafimy skorzystać z dobrodziejstw techniki, tak długo problem starości o nas się jedynie ociera. Jest jeszcze sprawa cierpienia, ale jeśli nasz umysł jest w stanie bronić się przed psychicznymi skutkami choroby, też nie powinniśmy mówić o starości. Starość to utrata kontroli nad własnym umysłem, utrata zdolności współczucia empatii, utrzymania relacji z najbliższymi. Jest takie słowo klucz - demencja starcza. Do tej formuły pakuje się wszystko, bo tak na dobrą sprawę każdy w starości funkcjonuje inaczej. Jest wiele poradników jak zdrowo i mądrze wychowywać dzieci, ale jak sobie radzić ze starym człowiekiem, takiego poradnika jeszcze w rękach nie miałem. Zresztą i te o wychowywaniu dzieci, robieniu kariery itp są niewiele warte. Czy kobiety lepiej przeżywają starość? Dłużej żyją, to fakt, są aktywniejsze, ale starość to nie chodzenie z koleżankami na potańcówki, czy zajęcia z robienia na drutach. Mężczyźni szybko się wykruszają, więc i mniej z nimi ambarasu. Są praktyczniejsi i nie latają po lekarzach z byle pierdołą, często gdy zdiagnozuje się u nich chorobę, za późno jest na leczenie. Rzadko dopada ich demencja starcza trwająca 10 i więcej lat, co za tym idzie są mniejszym obciążeniem dla rodziny i opiekunów. To nie jest reguła, bo tu reguł nie ma, jest statystyka. Proszę się nie dziwić, że uciekają od kobiet, które urodziły niepełnosprawne dziecko, facet to prosty mechanizm, chce spłodzić zdrowego i silnego syna, pobudować dom i posadzić drzewo. Takie piętno wyryto mu w mózgu w procesie wychowania. Dla niego od szklanki wody lepsza jest szklanka wódki. I jak mnie dzisiaj ktoś straszy, ile krócej będę żył po wypiciu koniczka, zapaleniu fajki, wypiciu kawy, to mu mówię aby się gonił. Dożycie do 100 lat nie jest moim priorytetem. Pani Ewo, starość jaka jest, każdy widzi, oczywiście jeśli chce się to zobaczyć. Najwięcej złotych rad i pouczeń mają osoby nie opiekujące się staruszkami. Trzeba osobistego doświadczenia, aby na własnej skórze doświadczać ogromu złych emocji, jakie wyzwala w człowieku codzienna walka z upierdliwością, upartością, Złośliwością, wypranym mózgiem przez toruńską rozgłośnię. Codzienna mordęga i wymuszanie na seniorze aby się umył, spróbował przebrać, aby zrobił parę kroków, załatwił potrzeby. Ile inwektyw trzeba wysłuchać i jak mocno się pilnować aby nie puściły nerwy. Starość jest do dupy i nie ma co tego kolorować.

Bardzo, bardzo zgadzam się z Panem <Oportunistą>. Właśnie tak to wygląda... Osobista opieka nad staruszkiem wymaga końskiego zdrowia i nerwów jak postronki. Niestety, opiekunowie często są grubo po 60 i po prostu robią to resztkami sił, zdając sobie sprawę, że oni tego wieku raczej nie dożyją...

...mają swoją datę ważności spożycia. Jedzmy i pijmy-choć to nie Uczta Pschalna, skoro przyjmujemy, że nie ma paschy-przejścia; jest tylko zejście z tego świata (w niebyt?). Przygmębiające? Ależ za to realne, bynajmniej bez odniesienia do religijnego opium i wiary w "życie pozagrobowe". Więc lepiej być realistą-nawet przy wsparciu alkoholu, hery, amfy, czy koki. Czy ezoteryki, lub tzw. wierzeń Wschodu. I zawsze w sukurs może przyjść eutanazja-w krajach oświatłych jest ona dopuszczalna...W rumuńskiej Transylwanii, w wyludnionych wioskach Sasów Siedmiogrodzkich, są opustoszałe kościoły osobliwie urządzone: są w nich specjalnie wydzielone miejsce dla starych ludzi-najbliżej ołtarza, jako dla tych, którzy są najbliżej z(prz)ejścia. A teraz siedmiogrodzkie wioski, są obszarem starczego niedołęstwa. Nie tylko starczego...

Zacytuję panią Woydyłło: "Gdy pierwsze dziecko w polskiej rodzinie rodzi się niepełnosprawne, to tylko kilka czy kilkanaście procent ojców w niej zostaje. To jeden z największych polskich powodów do wstydu. Plasuje nas wśród najbardziej niecywilizowanych i bezdusznych narodów." Standard. Jesteś Polakiem to się wstydź, że nim jesteś. To może przy okazji pochwalmy pana Patryka Jakiego za to, ze pozostał przy żonie i chorym dziecku. Skoro to taki ewenement jest.

Kiedy ktoś mówi: „ale starość to się Panu Bogu nie udała” zawsze mówię, że przecież są osoby, którzy odkrycia naukowe, największe działa sztuki stworzyły dopiero pod koniec życia. Istnieje więc możliwość, by starość była dobra i szczęśliwa.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]