Nadciśnienie

Niemal dziesięciomilionowa grupa polskich seniorów trafia na trudny czas: groźba choroby nakłada się na schorzenia już istniejące, lęk przed zakażeniem na już i tak częste lęki, przymusowa alienacja...

Reklama

Nadciśnienie

Nadciśnienie

23.03.2020
Czyta się kilka minut
Niemal dziesięciomilionowa grupa polskich seniorów trafia na trudny czas: groźba choroby nakłada się na schorzenia już istniejące, lęk przed zakażeniem na już i tak częste lęki, przymusowa alienacja – na powszechne osamotnienie.
80-letnia emerytka z Santa Eulalia La Mayor (Hiszpania), gdzie w walce z koronawirusem wydano zakaz wychodzenia z domów, marzec 2020 r. ÁLVARO CALVO / GETTY IMAGES
T

Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono – mówi prof. Dominika Dudek, psychiatra. – To będzie bezprecedensowy test: czy obudzą się w nas solidarność i wspólnotowość, czy niższe instynkty w stylu: „Mnie nic nie grozi, a staruszki niech poumierają”.

To pierwsze już się obudziło: media społecznościowe obrodziły w fotografie wieszanych na klatkach schodowych ogłoszeń z ofertami „zakupów dla seniora”, opowieści o dawno nieprowadzonych rozmowach, krótkich, acz serdecznych spotkaniach przez próg.

To drugie czai się – czasem wypowiadane wprost, innym razem domyślne – w nieustannie powtarzanych statystycznych prawdach, że „młodzi i zdrowi na to nie umierają”. W nie zawsze uświadomionym konflikcie pokoleń, w ramach którego naszą wartość wyznacza produkcyjna i prokreacyjna „przydatność”.

„Ktoś cynicznie mógłby powiedzieć: ten wirus jest głównie niebezpieczny dla osób...

16926

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »


baner660x300-majowka.jpg


https://www.tygodnikpowszechny.pl/wykup-prenumerate?field_obszar_tid%5B%5D=6280&field_rodzaj_tid%5B%5D=18389

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jako osoba odpowiadajaca rysopisowi, czyli chora, samotna staruszka pozwolę sobie zabrać głos w sprawie. Od lat reagowałam z niesmakiem na lansowany w społeczeństwie model zycia - w stadzie. Polecane było stadne spędzanie wolnego czasu, "rodzinne" niedziele (wspólne obiady!!!) i świeta, "nocne Polaków rozmowy" (które prowadziły do kłótni a nie poszerzania wiedzy o sobie), nawet "wspólnotowe" przezywanie Boga i religii, co - przyznam - denerwowało mnie chyba jeszcze bardziej niż tłum na plaży. Dziś przychodzi zapłacić ludziom starszym i samotnym za to rachunek. W swoim długim zyciu nie dorobili się swojej własnej osobowości wewnętrznej, która pozwala ludziom nigdy się nie nudzić, a swoje towarzystwo uważać za najlepsze z możliwych. Przywykli do otaczajacej ich rodziny i przyjaciół, bez których nie byli w stanie wytrzymać paru dni, nie mówiac o świetach. Nie widzę rzeczywiście dla nich ratunku. Na zadowolenie ze spokoju i możliwości odseparowania się (tym razem usankcjonowanego prawnie:))) od kontaktów nieprzynoszących zadnych korzyści duchowych i intelektualnych trzeba pracować całe zycie.

Gratuluje i dziękuję za diagnozę i refleksję. Czuję, rozumię i zgadzam się w pełni. Życzę zdrowia i wytrwałosci

po nich wszystko wraca na stare tory, pozostaje podliczyć liczbę ofiar i wystawić rachunki rządzącym

Na umiejętność nawiązywania kontaktów, podczas których umiesz dawać innym ludziom przyjaźń, miłość, pocieszenie, kosztem własnego ego, które szuka tylko korzyści dla siebie (duchowych i intelektualnych również) trzeba pracować całe życie. Proponuję zacząć od dziś. Tylko z miłości będziemy rozliczeni. Pozdrawiam.

Mam nadzieję, ze będę rozliczona z korzyści, jakie otoczenie zyskało dzięki mnie w ciągu mego zycia. Wciąż czuję niedosyt z tego powodu: tego nie zrobiłam, tamtego nie zrobiłam, nie zdążyłam, nie mogłam...Radzę myśleć racjonalnie i holistycznie w każdej minucie swego zycia, a nie powtarzać bzdety za literatura starozytna. Ja w każdym razie nie potrzebuję zadnej "miłości". Wystarczy mi uprzejmość i życzliwość ludzka, której braku nigdy nie odczuwałam jako ze otaczałam się odpowiednimi osobami. Zaś od ludzi odmieniających "miłość" przez przypadki, a na co dzień manifestujących zazdrość, zawiść i bezinteresowną nienawiść stroniłam zawsze na kilometr.

Rozumiem, o czym mówisz. To bardzo ludzkie, choć nic w tym nadzwyczajnego lubić tych, którzy lubią Ciebie. Sęk w tym i cała sztuka, aby tym innym, zawistnym, złośliwym, nienawistnym i wrogim, nie odpowiadać tym samym. A nie zawsze da się ich ominąć. Decyzja, aby im też wyświadczać dobro, to jest właśnie miłość "agape". Tego uczy własnym przykładem Jezus. Pozdrawiam.

Nie poznałam Jezusa osobiście, zaś z relacji tzw. Ewangelistów wyłania się Jego nieco inny obraz niż nam się serwuje z ambon. Ale nie w tym rzecz, nie jestem kandydatką do "naśladowania Chrystusa":))) Sęk w tym, ze tzw. miłość bliźniego jest pustym frazesem, który rozsypuje się w pył przy konfrontacji z rzeczywistoscią. A rzeczywistość ma swoje prawa: pomagamy tym, którzy sa nam bliźsi. Rodzinnie, towarzysko, psychicznie, społecznie. Nie uważam, aby moim prawem ludzkim było karanie tych, którzy zasłużyli sobie na moja pogardę, więc tego nie robię. Niemniej stronię od nich, jak tylko mogę. I to jest moja indywidualna perspektywa. Proszę jednak pomyśleć o perspektywie szerokiej, w której priorytety sa wyznaczane przez tzw. interes społeczny. Pierwsze z brzegu przykłady: kogo ratować, czy matkę czy jej nienarodzone dziecko, komu dac respirator, czy młodej kobiecie, matce kilkorga dzieci, czy samotnej staruszce, która swoja role społeczna już odegrała...Takie dylematy można mnożyć. Czy widzi Pan tu gdzieś miejsce na tzw. miłość bliźniego? Problem polega na tym, ze w czasach, gdy kształtowały się podstawy tzw. moralności chrześcijańskiej, moralna wrażliwość ludzka była tak prymitywna, ze nie mogło być tam miejsca na takie rozszczepiane włosa na czworo. Musimy wiec sobie dziś radzić bez pomocy pism starożytnych:)))

Nie było moim celem Pani denerwować. Po prostu boli mnie właśnie to,co powoduje,że musimy wybierać, bo nie możemy pomóc każdemu. I wtedy ci odrzuceni zarzucają nam brak miłości. Myślę jednak, że, niezależnie od czasów, ludzie zawsze musieli wybierać. Teraz mamy tylko większą świadomość konsekwencji tych wyborów. Uczy nas tego Ewangelia (niekoniecznie głos z ambony). Serdecznie pozdrawiam.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]