Reklama

Wiara dla dorosłych

Wiara dla dorosłych

11.10.2015
Czyta się kilka minut
O. Jan Andrzej Kłoczowski, duszpasterz: Dyskurs religijny w Polsce przestał być wielką debatą na temat człowieka poszukującego sensu i drogi w życiu. Stał się politykowaniem.
Fot. Kamila Zarembska
A

ARTUR SPORNIAK: Wiara raczej nie jest tematem codziennych rozmów ludzi. Dlaczego trudno o niej mówić?

O. JAN ANDRZEJ KŁOCZOWSKI OP: To trudność cywilizacyjna. Potoczny, lansowany przez media obraz świata jest naturalistyczny, zwykle okraszony szczyptą łagodnej psychologii. To, co duchowe w nas, interpretowane jest jako czynności komórek mózgowych. I nie ma już miejsca na coś więcej. Ciekawe, że ten naturalistyczny obraz świata często współistnieje z rozmaitymi magicznymi wierzeniami, czyli taką popularną kulturą ezoteryczną, której autorytetami są rozmaitego rodzaju wróżki.

Jeden z zaprzyjaźnionych Czechów mówi mi, że w jego kraju – podobno najbardziej zlaicyzowanym społeczeństwie Europy – celebryckie elity masowo korzystają z usług wróżek i przepowiadaczy przyszłości. Innymi słowy, realizuje się to, co już dawno powiedzieli mędrcy: jeżeli umiera jedyny Bóg, z krzaków wychodzą stare bóstwa.

„Deszcz bogów sypie się z nieba na pogrzebie jedynego boga, który się przeżył”. To z „Kapłana i błazna” Kołakowskiego.
Zgadza się. Rozpoznajemy w sobie pewne naturalne nastawienie na wymiar religijny. Chodzi jednak o to, co z tym naturalnym pragnieniem robimy.

Z cyklu kazań o wierze, które od niedawna Ojciec głosi na niedzielnej mszy o godzinie 12.00 u dominikanów w Krakowie, przypominam sobie cytat z Simone Weil, uzasadniający istnienie Boga: „Pragnienie jest dowodem na istnienie wody”...
Tym stwierdzeniem Simone Weil uderza w pewien dogmat współczesnego myślenia, pochodzenia freudowskiego, twierdzący, że każde pragnienie jest w gruncie rzeczy iluzją – braniem przedmiotu pożądania za rzeczywiście istniejący. Zgodnie z tym myśleniem religia jest pożytecznym kłamstwem, bo rzeczywiście uspokaja, nakłania do współpracy z innymi itd. Zatem w ów naturalny świat wpisane jest jakieś kłamstwo – iluzja jest wytwarzana przez komórki nerwowe celem likwidacji rozmaitych napięć. Tymczasem prosta uwaga odnosząca się do doświadczenia pragnienia czy też głodu dziecka, które płacze niezależnie od tego, czy wie, iż istnieje chleb, podważa taką interpretację. Oczywiście tęsknota, którą odkrywamy w sobie, nie jest wprost dowodem na istnienie Boga. Niewątpliwie jest jednak jakąś prawdą o człowieku.

Odkrywam w sobie różne potrzeby, na różnej „głębokości”. Pragnienie fizjologiczne domaga się wody, ale jest też potrzeba na najgłębszym poziomie, która domaga się Boga. Tak rozumiem stwierdzenie Simone Weil. 
Potrzeba, która rodzi wszystkie inne potrzeby – mamy tu ostatecznie pytanie o sens: czy istnieje Bóg, dobro i zło, czyli fundamentalny drogowskaz wskazujący na sens.


PŁYTA "PRAWDY NIEOCZYWISTE". FELIETONY O. KŁOCZOWSKIEGO to pasjonująca opowieść o biblijnych postaciach i o filozofach, którzy szukają prawdy, poparta refleksją na temat Biblii, poezji i filozofii.


Nawet jeżeli pytanie o sens jest produktem ubocznym ewolucji, jest ono realne i bardzo dotkliwe. Czy tak?
Raczej rodzi się pytanie, czy naturalistyczne wyjaśnienie jest racjonalne. Wskazywałoby to, że ewolucja, która jest w zadziwiający sposób racjonalna, tzn. prowadząca do bardzo skomplikowanych i wyrafinowanych wytworów, jakim jest np. mózg człowieka, wytwarza jednocześnie trucizny, które unicestwiają racjonalność i sens. W strukturze człowieczeństwa byłoby jednocześnie coś fundamentalnie racjonalnego i irracjonalnego. Czy wobec tego odpowiedni w naukach przyrodniczych naturalistyczny język ewolucji jest adekwatny do opisu człowieka i jego najgłębszych pytań?

Jaką odpowiedź na pytanie o sens daje wiara?
Człowiek posiada w sobie wymiar niemieszczący się w kategoriach czysto naturalistycznych, który określamy jako duchowy – m.in. chodzi o zdolność do abstrakcyjnego myśleniai kierowania się wartościami nieutylitarnymi. W pewnym momencie „Ten, który JEST”, przemówił do człowieka i pokazał drogę do realizacji pełni człowieczeństwa. Pojawia się więc objawienie jako odpowiedź na pytanie o sens. Właściwie w każdej religii jest jakiś element objawienia; przekonanie o tym, że wiedza o ostatecznym przeznaczeniu pochodzi „z wysoka”.

Chrześcijaństwo daje prostą odpowiedź: na końcu jest miłość. 
Nie zapominajmy, że także na początku. Bóg stworzył wszechświat z miłości.

To odpowiedź z jednej strony wstrząsająca w swojej prostocie i optymizmie, z drugiej – ocierająca się o banał. 
Banał nie tkwi w odpowiedzi, tylko w rozumieniu terminu „miłość”. Uważam, że są dwa obszary kultury podatne w sposób szczególny na presję banału: religia i erotyka.

Oba posługują się terminem „miłość”. Ale miłość erotyczna już tak upadła, że nie mówi się o erotyce, tylko o seksie – to kolosalny triumf pornografii! W dziedzinie religijnej natomiast miłość często przybiera formę naiwnej przymilności – czyli emocjonalnego oswojenia grozy świata. Jak będę taki ciepły, dobry i wszystko będzie takie matczyne, to wtedy jestem religijny.

Tymczasem prawdziwie religijna jest miłość, którą św.Paweł określa greckim terminem „agape”. W sensie platońskim „eros” jest miłością, która poszukuje pełni, a „agape” jest pochylaniem się nad czymś, co jest słabe, ułomne, wymagające podniesienia. Nie ma ona w sobie nic z pogardy dla tego, co małe; jest raczej dążeniem do wywyższenia słabego i małego. Bliska temu jest odpowiedź Plotyna, który mówił, że dobro rodzi z siebie dobro – dobro dąży do tego, by się dzielić. Gdy zło jest siłą niszczącą, dobro jest tym, co buduje i powoduje wzrost. W tym sensie mówienie, że świat powstał z miłości, jest wskazywaniem na erupcję dobra.

Mam wrażenie, że Ojciec komplikuje. Odpowiedź, którą daje np. encyklika Franciszka „Lumen fidei”, jest prosta: „Wiara rodzi się w spotkaniu z Bogiem żywym, który nas wzywa i ukazuje nam swoją miłość, miłość nas uprzedzającą, na której możemy się oprzeć, by trwać niezłomnie i budować życie”.
I do tego dojdziemy. Chcę najpierw odcedzić mowę o religii z banału światopoglądowych uproszczeń i oparów polityki. Przypomnę – przytoczoną przez Hegla – rozmowę Napoleona z Goethem. Goethe, jako reprezentant klasycznej myśli europejskiej, zaczął bardzo wysoko, mówiąc o wielkości kultury europejskiej i znaczeniu tragedii greckiej. Na co Napoleon odpowiedział: „To prawda, z tym że czasy się zmieniły i teraz nie tragedia daje wgląd w naturę człowieka, ale polityka”.

Zauważmy, że czasy się zmieniły, i teraz wszystko staje się polityczne – także dyskurs religijny w Polsce nie jest obecnie wielką debatą na temat człowieka poszukującego sensu i drogi w życiu, lecz politykowaniem… kto kogo i przy pomocy czego.

„Nie można wierzyć samotnie” („Lumen fidei”). Skoro wierzyć można tylko razem, to musimy się jakoś dogadać i znaleźć coś wspólnego, a to zawsze będzie nas odróżniać od innych grup. Łatwo jest zapomnieć o pytaniach, które nas zgromadziły.
Zgoda. Dlatego chcę się „dokopać” do pytania: po co chodzisz do kościoła? Bo głosujesz tak, a nie inaczej? Tak naprawdę, gdy stajesz wobec śmierci kogoś bliskiego, stajesz wobec fundamentalnego pytania, które bierze w nawias wszystko, co nas na bieżąco angażuje i o co się kłócimy. Tak samo jak wtedy, gdy się zastanawiasz, co masz przekazać dziecku jako kierunek życia.

Mam trzech synów – co mam im doradzić jako kierunek ich życia?
Czy jesteś na tyle odważny, żeby im pokazać Ewangelię i Chrystusa jako drogę, na której człowiek może zrealizować swoje człowieczeństwo, mimo że wydaje się to naiwne? Zobaczmy, czym jest nasza religijność. Co z niej zostało z dzieciństwa? Oczywiście, że wiara ma aspekt wspólnotowy, gdyż jest faktem dialogicznym. Wierzę nie „w coś”, tylko „Komuś”. Istnieje wiedza, którą zdobywamy w tej międzyosobowej relacji. Jest nią wiara. Ogromna część ludzi chodzi do kościoła, opierając się na wspomnieniach z dziecinnego katechizmu.

Język religijny znamy biernie. Mniej więcej rozumiemy, co ksiądz mówi, ale sami unikamy posługiwania się językiem religijnym. Tymczasem wiele się ostatnio zmieniło. Dobrze to pokazuje anegdota o żołnierzu, który wrócił z wojny. Mija drugi tydzień i on nie powiedział ani słowa. Bliscy myślą, że to wynik wojennej traumy, dlatego o nic nie pytają. Zasiadają do obiadu. Zupa nie jest dosolona, żołnierz widzi, że solniczka stoi na półce. „Można prosić o sól?” – pyta. Matka rozpromieniona: „Syneczku, przemówiłeś – dlaczego tak długo milczałeś?”. „Bo wszystko stało do tej pory na swoim miejscu” – odpowiada żołnierz.

Nam się sól przesunęła – już nie jest na swoim miejscu. Choinka na Boże Narodzenie i święconka na Wielkanoc już nie wystarczają.Oczywistość tradycyjnie przekazanej wiary została podważona. Jest o czym mówić. Powinienem przemyśleć, w co wierzę i dlaczego wierzę.

W co Ojciec wierzy?
Nie tyle w co, tylko Komu? Jak w Credo: wierzę Bogu w Trójcy Jedynemu, Bogu, który jest miłością – jak już ustaliliśmy. W Trójcy Jedynemu – co już jest trudniejsze – ale miłość nie jest monologiczna. Muzułmanin wierzy prosto: Allah jest jeden, a Mahomet jest jego prorokiem…

Siła i atrakcyjność chrześcijaństwa polegają jednak na wierze w Zmartwychwstanie. „Gdyby miłość Ojca nie sprawiła, że Jezus powstał z martwych, gdyby nie zdołała przywrócić życia Jego ciału, nie byłaby miłością w pełni wiarygodną, zdolną oświecić również cienie śmierci” („Lumen fidei”).
Wiara w Zmartwychwstanie jest zupełnie fundamentalna. To odpowiedź na aktualne pytania, których nie da się ominąć. Chrześcijaninem jest ten, który wierzy, że Chrystus zmartwychwstał. Każda niedziela, właśnie jako pamiątka Zmartwychwstania, ma o tym przypominać.

To jest ta „woda” na nasze „pragnienie”? 
Tak. Ale żeby zrozumieć odpowiedź, trzeba zrozumieć pytanie.
Chrześcijaństwonie jest tylko wielką i wspaniałą sprawą tożsamości kultury europejskiej. Jest uniwersalną odpowiedzą na to, kim jest człowiek. Monoteizmy, które wyszły z wiary Abrahama, mają nie tylko osobową koncepcję Boga, ale także osobową koncepcję człowieka. Tego azjatycki Wschód nie ma.

Ale „wierzący nie jest arogancki; przeciwnie, prawda daje mu pokorę, bo wie on, że to nie my ją posiadamy, ale to ona nas bierze w posiadanie” („Lumen fidei”). Pokora jest zatem kryterium wiary. Jeśli moja wiara jest arogancka, gdzieś popełniam błąd.
Pokora jest umiejętnością przyjęcia daru. Pycha zawłaszcza dar. Gdy staję się właścicielem prawdy, chcę zawładnąć drugim człowiekiem. Zawłaszczanie prawdy zawsze jest instrumentalne. Miłość jest pomaganiem bliźniemu, by otworzył się na siebie samego. Wiedza też może być niebezinteresowna, też może być w niej chęć zawładnięcia nad innymi, a więc pycha. Wiara też może być posiadaniem wiedzy, która przynosi chęć zawładnięcia nad innym, który tej prawdy nie posiada. Gdy prawdy nie postrzegam jako mojej własności, mogę ją przekazać jako dar większy ode mnie. Nie można do przyjęcia daru zmusić. Przedmiot przymusu nie jest darem.

Wiara rodzi się ze słuchania, zatem na początku jest związkiem międzyosobowym. Ale z czasem rozjaśnia naszą drogę, staje się widzeniem. Taki jest przekaz encykliki „Lumen fidei”.
I wtedy zmienia się sposób widzenia świata. Prawda, zgodnie z klasyczną jej koncepcją, jest wartością logiczną zdania, jeśli ono opisuje stan rzeczy zachodzący w rzeczywistości. Widzenie w prawdzie to widzenie rzeczy takimi, jakimi są. Widzieć prawdę drugiego człowieka znaczy – widzieć go w jego jedyności, niepowtarzalności, w jego ułomności, w jego wielkości. W tym sensie prawdziwa miłość ma otwarte oczy i pozwala widzieć drugiego człowieka: „Ja go znam, bo go kocham”.

Miłość może być też ślepa.
Wtedy, kiedy kocham siebie w drugim, a drugi jest dla mnie tylko okazją do osiągnięcia jakiejś korzyści. Zaślepienie powoduje, że kocham mój obraz, a nie tego człowieka.

Drugim kryterium wiary byłoby więc trzeźwe widzenie rzeczywistości – także w jej niedoskonałościach? 
Im głębiej wierzę, tym mniej jestem agresywny. Peter Berger, socjolog religii, zwraca uwagę, że fundamentalizmy rodzą się z niepewności. Zwyczajnemu zjadaczowi chleba świat nie daje teraz pewności w organizowaniu sobie obrazu rzeczywistości. Chrześcijaństwo mocno podkreśla, że mam bronić wiary do ostatniej kropli krwi, ale to ma być moja krew, nie cudza! Czasem mylimy wiarę z wolą mocy. Zdawać by się mogło, że można odkryć Rzym jako miasto chrześcijańskie, zwiedzając wspaniałą bazylikę św. Piotra. Ja odkryłem Rzym jako miasto chrześcijańskie, chodząc po katakumbach, gdzie pochowani są męczennicy. Cokolwiek powiedzieć, dżihadyści uważający się za męczenników nie są męczennikami, lecz oprawcami. W monoteizmie jest jednak pokusa dotarcia do „jedynej prawdy”. Wiara w Trójcę tę jedyną prawdę komplikuje: Bóg jest skomplikowany – z tego skomplikowania rozumiemy tyle, że jest miłością.

A skąd się biorą sekty?
Z upraszczania: tak samo myślimy, mamy takie same gesty i jesteśmy wybrani – świat natomiast idzie na zatracenie. Gdy katolicy są mniejszością, też nabywają pewnych socjologicznych cech sekty, np. trzymają się razem.

Chrześcijaństwo narodziło się jako sekta. Jak się z tego wyzwoliło?
Popadając w drugą skrajność: po zalegalizowaniu stało się masowe i płytkie. Dlatego bardziej wymagający uciekali na pustynię – stądsię wziął ruch Ojców Pustyni, a z niego wyrósł następnie monastycyzm.

Jak w wierze łączyć duchowość ze wspólnotowością? Bo z kłopotów z tym rodzi się np. postawa „Chrystus tak, Kościół nie”.
Na przykład poprzez dobrze przygotowaną i przeżytą liturgię. To ona jest jednym z elementów, które łączą duchowość ze wspólnotowością. Modlitwa osobista powinna czerpać z liturgii, ale i liturgia ma ożywiać się osobistym zaangażowaniem.

Jak mówić o wierze ludziom miażdżonym przez cierpienie?
To jedno z największych wyzwań. Nie mamy innej odpowiedzi poza Jezusem. Możemy pomagać sobie pewnymi symbolicznymi gestami wyrażającymi wiarę… Pamiętam artystyczne małżeństwo, które bardzo przeżyło poronienie ich dziecka. Ponieważ byli przekonani, że płód jest dzieckiem, poprosili mnie o pogrzeb. Wówczas nie było możliwości odprawiania pełnego pogrzebu, więc wspólnie pomodliliśmy się nad grobem. Mieli świadomość, że ich dziecko jest już aniołkiem, który jest w niebie. Rozdali wobec tego zgromadzonym kolorowe baloniki, które po modlitwie wypuściliśmy do nieba. Taki obrazowy, zdawać by się mogło infantylny gest pomógł im poradzić sobie z trudnym przeżyciem: to dziecko ma już swoje życie, jest u Boga.

Wielu matkom, które przeżywają śmierć dziecka, pomaga świadomość, że Maria też płakała nad śmiercią syna. Zanurzenie się w prawdzie o Wcieleniu pomaga mierzyć się z nieszczęściem i cierpieniem – Jezus również płakał nad śmiercią przyjaciela Łazarza. Jako duszpasterz bardzo bym chciał umieć znajdować właściwy język w mówieniu o Chrystusie. Paradoksalnie jest On najbardziej nieznaną postacią. W naszej wierze jest Bóg, potem Matka Boska, a potem już biskupi, proboszcz i gdzieś tracimy z oczu Jezusa.

Znowu się potwierdza, że kluczem jest wiara w Jego Zmartwychwstanie. Bez niego wiara przeradza się w bałwochwalcze czczenie człowieka.
Oczywiście. Jezus Chrystus Pan (Kyrios)! Więcej: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9). Nie ma innego obrazu Boga jak Jezus Chrystus. ©℗

JAN ANDRZEJ KŁOCZOWSKI (ur. 1937) jest historykiem sztuki, dominikaninem, filozofem zajmującym się filozofią religii. Był duszpasterzem duszpasterstwa akademickiego „Beczka”, nieformalnym duszpasterzem Studenckiego Komitetu Solidarności, wychowawcą kilku pokoleń „dwunastkowiczów” – uczestników mszy sprawowanej co niedzielę w południe w krakowskim kościele Dominikanów. Od 27 września prowadzi na tej mszy cykl kazań o wierze.

Do papierowego wydania tego numeru dołączamy audiobook przygotowany przez „Tygodnik Powszechny”: „Prawdy nieoczywiste. Felietony o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego w Radiu Kraków”. Płytę, będącą wyborem felietonów emitowanych od 25 lat na antenie Radia Kraków, wydajemy z okazji rocznicy złożenia ślubów zakonnych tego wybitnego teologa, filozofa i publicysty. Ojcu Kłoczowskiemu gratulujemy pięknego jubileuszu!
Za pomoc w wydaniu płyty dziękujemy Wydawnictwu Znak.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...religijnego życia w Polsce. W Braciach Zakonu Kaznodziejskiego cała nadzieja na ozywienie Kościoła

Simone Weil to ciekawa postac francuskiego katolicyzmu, choc nigdy nie byla ochrzczona. Napisala o tym w „ Liscie pozegnalnym do Ojca J.M. Perrin“ a jednym z powodow byla stosowana przez Kosciol zasada - Anathema sit (Badz przeklety! ). To, co pisala wzbudzalo duzo kontrowersji, miedzy innymi jej slynne stwierdzenie, ze jedyna prawdziwa religia chrzescijanska to herezja katarow. Moze dlatego, ze byli wrogami bogactwa, monarchi czy ustroju feudalnego.

z całym szacunkiem dla wiedzy i doświadczenia rozmówców, ale... jakże dziecko (z natury człowiek - istota cielesno-duchowa) może być aniołkiem (istotą z natury duchową). Owszem "to dziecko ma już swoje życie, jest u Boga", ale nie jest i nigdy nie będzie aniołkiem. Baloniki i symboliczne gesty - jak najbardziej, niechże towarzyszą różnym ceremoniom, skoro mogą przynieść ukojenie, ale może warto przy okazji jakoś korygować błędną (w sensie teologicznym) świadomość. Pozdrawiam serdecznie.
Obrazek użytkownika przyjaciel

Środowisko tak uczone jak kler, doskonale wie jak kształtowała sie wiara katolicka. Zgłębili przez swoje życie tą wiedzę. I wiedzą, że jest to wymysł ludzi. W dużym stopniu wiarę kształtowali ludzie chorzy psychicznie. Psychologia to świeża nauka. Ukrywają swoje wątpliwości w celu dalszej manipulacji społecznej. Przekazują tylko wiedzę wiernym dla siebie wygodną. Wiedza ta ma ułatwiać manipulacje ludzmi i zapewnienie władzy i środków finansowych kościołowi. To szaleństwo innych napędza ten cały kościół, który często wykorzystuje ludzi chorych psychicznie (objawienia, opętania itp.)do budowania swojego autorytetu i pozycji społecznej. Kościół prowadzi psycho-manipulacje.

które niewierzący ma gdzies!Uzupelnienie Tradycji przez najnowsze odkrycia czy to w hermeneutyce biblijnej czy logice matematycznej (patrz: spory w Nicea 325, sw.Atanazy kontra Ariusz to ...semantyka terminow:"ojcie" i "syn" oczywiście zbyt abstrakcyjne dla naturalisto-materialistow ale już bezużyteczne dla prawdziwych Chrzescijan znających prawde absolutna (Jan 16:13).Podejrzewam, ze Ojczulek faszeruje Krakowiakow katechezami o tajemnicy tzw.Eucharystii czy Trojce Swietej on owe Swieta.;dla usprawiedliwienia owej głupoty tylko to,ze naukowcy sami nie potrafią rozstrzygać tzw.paradoxow logicznych jak "paradox bliniat"czy 'kot Schrodingera" (fizyka);taktak otworz podręcznik akademicki i zobaczysz jak 99% powtarza głupotki P.Langevin (uwiedzonego przez M.Curie sklodowska)z 1910 ostatnio na UJ,Foton przez Dziekana Wuydzialu.;sam A.Eistein cos wyczul i odrzucil ta glupote w 1952 (R.Schlegel,Time and Physical World.1962 ale reszta...tworzy kopie głupoty.Paruzja wreszcie blisko: nie potrzeba takich pasterzy i organizacji ; prawdalezy w ...bibliotece 1
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]