Wiara dla dorosłych

Mrówka wędrująca po ludzkiej dłoni widzi naraz centymetr kwadratowy. Podobnie wygląda poznawanie Boga przez człowieka – pisze siostra Małgorzata Borkowska.
Czyta się kilka minut
Siostra Małgorzata Borkowska, 2018 r. / JACEK ZELEK / WYDAWNICTWO TYNIEC / MATERIAŁY PRASOWE
Siostra Małgorzata Borkowska, 2018 r. / JACEK ZELEK / WYDAWNICTWO TYNIEC / MATERIAŁY PRASOWE

Jest oczywiście zasadnicza różnica: „mrówkę człowiek strząsa, a człowieka Bóg prowadzi, aż w końcu doprowadzi tam, gdzie poznanie Go będzie już możliwe”. W książce „Po śladach Niewidzialnego” benedyktynka z Żarnowca zawarła kilka rad, jak ten czas poszukiwań przetrwać.

Ostatnie dwa lata od wydania głośnej „Oślicy Balaama” s. Małgorzata Borkowska spędziła na działalności kaznodziejskiej. Konferencje wygłaszała przed audytoriami świeckich i duchownych – co jest krzepiące, bo wymieniona pozycja to jadowita krytyka klerykalizmu, księżowskiej pychy i niedokształcenia. Skoro księża chcą s. Borkowskiej słuchać, może coś w polskim Kościele drgnie?

Milczący przyjaciel

W wydanej właśnie w Tyńcu książce zebrano plon tych kaznodziejskich podróży. Siostra Borkowska, znakomita teolożka i historyczka, mniej uwagi tym razem poświęca Kościołowi, skupiając się na samym Bogu. Opowiada o wierze, w której Jezus nie jest naszym przyjacielem. Albo inaczej: jest, ale nie w taki sposób, jak byśmy chcieli. Jezus to taki przyjaciel, który lubi sobie z nami pomilczeć. Do tego stopnia, że przez całe życie możemy nie doświadczyć żadnego namacalnego dowodu Jego przywiązania ani nawet obecności. I tak ma być – mówi s. Borkowska. „Jeśli odbierasz to jako pustkę, nic nie szkodzi: to po prostu skutek twojej ludzkiej kondycji, prawda o tobie, a prawda zawsze jest lepsza niż wyobraźnia” – tak zakonnica wyjaśnia sens Bożych słów: „wystarczy ci Mojej łaski”.


Czytaj także: Módl się, pracuj i myśl - Jerzy Sosnowski o s. Małgorzacie Borkowskiej


Bóg nie musi udowadniać się ludziom. „Bóg nie ma obowiązku uwzględniać naszych gustów. Bogu nie stawia się warunków. Bogu trzeba zaufać w ciemno” – mówi bez ogródek benedyktynka. I wyjaśnia, z czego wynika ta radykalna asymetria w relacji Boga i człowieka. „Nie żyjemy dla siebie, tylko dla Boga; w świecie stworzonym przez Niego, nie przez nas; dla Jego celów, nie dla naszych. (...) Póki o tym nie chcemy wiedzieć, nigdy w nim nie znajdziemy żadnego sensu”.

Mimo swojej niewidzialności i milczenia, Bóg idzie obok nas przez całe życie. Tę drogę to odróżnia od pielgrzymki, że jest ona jednocześnie celem. „Nie szukałbyś mnie, gdybyś mnie już nie znalazł” – przypomina Borkowska słowa, które przypisał Jezusowi Pascal. I tłumaczy: „Są stopnie dążenia, ale nawet najniższy z nich jest już dojściem”. Jak może wyglądać któryś z wyższych stopni? Może tak, jak w duchowości św. Ludwiki de Marillac, która „potrafiła modlić się, by Chrystus odebrał jej nie tylko odczuwalną pociechę swojej obecności, ale nawet w jakimś sensie i samą obecność, jeżeli to jest warunek ukochania Go już nie cząstkową ludzką miłością, lecz w Duchu Świętym”. Przy czym od Ducha Świętego założycielka Sióstr Miłosierdzia też nie oczekiwała udowadniania się przez charyzmaty czy jakiekolwiek inne znaki. Nie chodziło jej o przejawy mocy Boga, ale o Boga samego.

Szukanie Boga musi odbywać się na Bożych warunkach. On zaś chciał, by ta droga biegła przez wiarę, a nie przez widzenie. Na szczęście ten, kto zawierzył Bogu, „na wzór Syna Bożego ma prawo spodziewać się radości u kresu drogi, chociaż oczywiście niekoniecznie przyjemności na wszystkich kolejnych etapach”.

Ile warte jest ludzkie „spodziewanie się”, pokazuje s. Borkowska na przykładzie uczniów idących do Emaus. Jezus – pisze zakonnica – musiał być nieźle ubawiony słuchając, jak ci dowodzą, że On na pewno nie żyje. To boskie poczucie humoru może się wydać trudne do przyjęcia, ale ostatecznie to Chrystus miał w tym sporze rację. A to, że jego właśni uczniowie w ciągu kilkunastu godzin zwątpili we wszystko, co im zapowiadał, nie miało wpływu na to, że ich zbawił. Razem z faryzeuszami i Rzymianami, bo przecież „nie wiedzieli, co czynili”.

Na końcu przyjdzie zrozumienie

Myśli s. Borkowskiej płyną z teologicznego ujęcia, w którym Bóg stwarza wszechświat nie dla nas, lecz dla siebie, dla wyrażenia miłości między Osobami Trójcy. A ludzkość „została stworzona po to, żeby Syn mógł ją, niejako po drodze, wciągnąć w tę szaleńczą miłość”. Jaka rola pozostaje w tym dla nas? „Dostaliśmy świat materialny, który poprzez swoje skomplikowanie i mnóstwo stwarzanych potrzeb dostarcza nam wciąż okazji do świadczenia sobie nawzajem miłości” – wyjaśnia benedyktynka.

Dojrzała wiara musi zostać oczyszczona z wszelkich ziemskich oczekiwań i wyobrażeń – inaczej albo będziemy się coraz bardziej frustrować brakiem odpowiedzi od Boga, albo popadać w religijność, którą ks. Tomáš Halík nazwał kiedyś zorganizowanym entuzjazmem dla Chrystusa. I uzależniać tym samym wiarę od silnych emocji i podejrzanych objawień. „Gdzie nie ma sensu Go szukać? W krzyku, w tłumie, choćby i tłumie złożonym z chrześcijan, ale zebranym po to tylko, żeby zaliczyć masowe religijne przeżycie” – przestrzega s. Borkowska. Emocje mogą być potrzebne na samym początku odkrycia w swoim życiu Chrystusa, tylko co wtedy, gdy wygasną? „Prawdziwa miłość do Boga nie jest wtedy, kiedy czujemy, że kochamy” – podkreśla zakonnica, przypominając słowa Chrystusa: „kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje” (J 14, 21). I dodaje: „Nigdy nie nauczymy się wierności, jeśli nie będziemy musieli praktykować jej bez uczuciowego motoru i bez uczuciowej nagrody (...). Zostajemy w uczuciowej pustce nieraz na długie lata. I to nie jest kara, ale szansa”.

Po śmierci wszystkie te dylematy, wysiłki i dociekania staną się zupełnie nieważne. Bo wtedy – pisze s. Borkowska – „Bóg zajmie całą naszą zachwyconą uwagę i nie będziemy jej marnować na siebie i swoje osiągnięcia. Wtedy wiarę, konieczną tu na ziemi jako paszport do raju, zastąpi pełne widzenie i zrozumienie”.©℗

Małgorzata Borkowska OSB, PO ŚLADACH NIEWIDZIALNEGO. KONFERENCJE I ARTYKUŁY, Tyniec 2020

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2020