Wezwania Ewangelii czasem wydają się niemożliwe do spełnienia

Potrzebował dwunastu lat, by stanąć przy ołtarzu, od którego porwano mu ojca, pośród odpowiedzialnych za to ludzi, i odmówić Modlitwę Pańską.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

„Jeśli przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj” (zob. Mt 5, 23-24). Kto może o sobie powiedzieć, że jest pojednany ze wszystkimi?

Lektura greckiego tekstu pozwala odkryć, że w tym przypadku mamy do czynienia nie tyle z nieludzkim wymaganiem, co z prawdziwie boską obietnicą! „Pojednaj się” występuje w biernej stronie imperatywu: diallagethi – tzn. „bądź / zostań pojednany”. Chodzi o pojednanie bardziej w kategoriach otrzymanego daru niż wypracowanej przez siebie postawy. Czy przebaczenie nie przychodzi do nas jako łaska?

Byłem w ubiegłym tygodniu na południu Libanu, w miejscowości Kfour – dramatycznie doświadczonej w ostatnich miesiącach. Chrześcijanie mieszkają tu po sąsiedzku z muzułmanami; kościoły (stary i nowy) również niemal stykają się z meczetami (starym i nowym). Nie znaczy to, że wszystko jest tu łatwe. Proboszczem w Kfour jest ojciec Józef. Tłumaczy, że nie przystąpi do odbudowy zniszczonego kościoła, dopóki nie zostaną odbudowane domy jego parafian. „Najpierw ludzie – mówi. – To oni są Kościołem!”.

Przeszło ćwierć wieku temu proboszczem w tej wiosce był jego ojciec (księża maroniccy w większości zakładają rodziny). Któregoś dnia został porwany przez terrorystów z Hezbollahu. Dopiero po czterech latach jego ciało zostało przywiezione do wioski i zwrócone rodzinie.

Kiedy Józef otrzymał święcenia kapłańskie, biskup chciał go posłać na probostwo do Kfour, by przejął dziedzictwo po tacie. To, co biskupowi wydawało się przemawiać za taką decyzją, nowo wyświęconemu księdzu przedstawiało się jako niemożliwe. Nie wyobrażał sobie stanąć przy ołtarzu, od którego porwano jego ojca, wśród ludzi jakoś za to współodpowiedzialnych. Potrzebował na to dwunastu lat! Dopiero po tym czasie był w stanie odmówić Modlitwę Pańską w kościele w Kfour. „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy…”. Nie potrafi tego procesu opisać inaczej, jak tylko w kategoriach łaski. Staliśmy z nim oparci o ten „ojcowski” ołtarz i odmawialiśmy pacierz...

Tak. Ten, który nas wzywa do swojego ołtarza, byśmy Mu złożyli dary, uzdalnia nas także do tego, byśmy najpierw przyjęli od Niego dar pojednania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ołtarz po ojcu